Dawno temu odebrałam telefon od mojego brata, Marka, który poinformował mnie, iż wraz z żoną i dziećmi wybierają się na urlop nad Bałtyk. Nie chciał zostawiać naszej mamy samej, więc poprosił, abym przygarnęła ją na kilka dni do siebie do Warszawy. Nie miałam nic przeciwko temu, bo Marek i jego rodzina opiekowali się mamą przez lata, odkąd jej zdrowie zaczęło szwankować. Mama zawsze była osobą o trudnym temperamencie, potrafiła zrobić burzę z czystego nieba.
W moim niewielkim mieszkaniu był tylko jeden tapczan, więc podjęłam decyzję, aby ustąpić mamie i ułożyć się z kocem na podłodze. Na początku obyło się bez problemów. Jednak gdy przyszła pora snu, mama zaczęła narzekać, iż coś twardego gniecie ją w plecy i nie może się wygodnie położyć. Pamiętam, iż tapczan był nowy i nigdy wcześniej nikt nie zgłaszał zastrzeżeń. Wróciłam więc do szafy i odszukałam starą pierzynę po babci, by zrobić jej dodatkowe posłanie. Liczyłam, iż może chociaż to przyniesie jej ulgę, ale mama przez pół nocy wzdychała i nie potrafiła się uspokoić.
Następnego ranka obudziłam się zmęczona. Parząc kawę i szykując się w pośpiechu do pracy, usłyszałam jak mama pyta zmartwionym głosem:
Dokąd wychodzisz? A zastrzyk? Kto mi go zrobi?
Zdziwiłam się, bo nikt nie wspominał mi o żadnych zastrzykach, nie wiedziałam nawet, iż są jej potrzebne. Zaraz zadzwoniłam do Marka, a on uśmiechnął się przez telefon i odpowiedział, iż mama sama umie sobie zrobić zastrzyk i nie muszę się o to martwić. Uspokoiłam się więc i wyszłam do pracy, już spóźniona ponad godzinę.
Wieczorem, gdy wróciłam do domu, zastałam mamę leżącą ciężko oddychającą na tapczanie. Musiałam jej pomóc się podnieść. Jak się okazało, pod moją nieobecność wyjadła połowę lodówki, a były tam rzeczy, których lekarz jej kategorycznie zabronił. Nic dziwnego, iż poczuła się źle.
Ty się mną wcale nie interesujesz, dlatego tak się dzieje. Chcesz, żebym umarła? rzuciła oskarżająco.
Mamo, ale ja nie mogę rzucić pracy i być z tobą cały czas. Przecież potrafisz się sobą zaopiekować odpowiedziałam zmęczona.
Mama rzeczywiście wciąż jest samodzielna, choć kilka lat temu Marek sprzedał jej stare mieszkanie w Łodzi i za te pieniądze dołożył do własnej, większej trzypokojowej kawalerki dla siebie i swojej rodziny, zabierając mamę pod swój dach. Nie wiem, jak sobie radzić z jej fanaberiami i napadami złości. Zachowuje się gorzej niż dziecko, a jej pretensje wcale mnie nie bawią wręcz przeciwnie. Była trudna wtedy i taka już pozostała, a wspomnienie tych dni do tej pory wywołuje we mnie zmęczenie i przygnębienie.











