Mój brat, Wojciech, stanowczo odmawia oddania mamy do domu spokojnej starości, ale jednocześnie nie chce zabrać jej do siebie mówi, iż w ich mieszkaniu w Warszawie nie ma miejsca na dodatkową osobę!
Od trzech miesięcy nieustannie sprzeczamy się o to, co dalej z mamą. Po udarze staje się coraz bardziej zależna od innych. Często zapomina o podstawowych rzeczach, nie może już mieszkać sama potrzebuje opieki adekwatnie przez całą dobę. Cała odpowiedzialność spadła na mnie. Mam wrażenie, iż opiekuję się nie dorosłą kobietą, ale dzieckiem. Tymczasem mam własną rodzinę: pracę w biurze rachunkowym, męża, dwóch synów, dom w Krakowie… Jak mam to wszystko pogodzić? Zaproponowałam Wojtkowi, iż najlepiej byłoby, gdyby mama trafiła do dobrego domu opieki. On zaś oburzył się i zaczął wytykać mi brak serca, a sam nie zamierza choćby rozważyć zabrania jej do siebie na stałe.
Przecież kiedyś byliśmy rodziną zgraną i bliską. Klasyczna czwórka: ja Zofia Nowak, rok starsza od Wojciecha. Nasi rodzice, Halina i Stanisław, doczekali się nas późno. Dzisiaj mam 36 lat, mój brat 35, a mama skończyła w tym roku 72 lata. Tak naprawdę wszystko zaczęło się psuć po śmierci taty.
Po pogrzebie Wojtek wyjechał na studia do Poznania, został tam, poznał Annę i zamieszkał w jej mieszkaniu. Ja pozostałam w Krakowie i na początku mieszkałam z mamą, potem, po ślubie, razem z mężem Michałem wynajęliśmy mieszkanie. Myśleliśmy, iż za jakiś czas kupimy coś własnego i powiększymy rodzinę. Plany wydawały się proste, oczywiste.
Ojciec zmarł dwa lata temu mama bardzo to przeżyła. Stała się cichsza, zamknięta w sobie, wyraźnie się postarzała. Chorowała, a pół roku temu nastąpił udar. Przez moment wszyscy myśleliśmy, iż już jej nie zobaczymy. Przestała mówić wyraźnie, miała problem z ruchem, długo dochodziła do siebie. Później, gdy wróciła sprawność ciała, umysł już nie był taki jak dawniej.
Lekarze uprzedzili nas, iż skutki udaru będą nieodwracalne. Wzięłam więc wszystko na siebie. Przeprowadziliśmy się z Michałem i chłopcami do mieszkania mamy; zrezygnowałam z pracy etatowej i zaczęłam prowadzić rozliczenia jako wolny strzelec, by być blisko niej. Nie mogłam zostawić jej ani na chwilę. Kiedy fizycznie wyzdrowiała, wcale nie było łatwiej.
Mama zaczęła plątać myśli i słowa, gubiła się choćby w znanym sobie otoczeniu, nieraz musieliśmy biegać za nią po osiedlu, żeby wróciła do domu. Często płakała, mówiła, iż Stanisław czeka na nią gdzieś w pobliżu. Byłam non stop czujna, nie sypiałam dobrze. Bałam się, iż wyjdzie i się zgubi. Praca szła coraz gorzej. Nie mogłam się skoncentrować na najprostszych rzeczach. Michał zaproponował, żebym jednak rozważyła dom opieki.
Dom spokojnej starości w okolicach Krakowa kosztuje ponad 4500 złotych miesięcznie. W zasadzie, jeżeli podzielimy się kosztami z Wojtkiem, damy radę utrzymać mamę tam w godnych warunkach. Michał powiedział: Nie możesz być z tym sama. Masz brata, on też powinien uczestniczyć.
Rozważałam to przez długi czas. Doszłam do wniosku, iż nie mam wyjścia. Przecież nie mogę zrujnować życia sobie i rodzinie. W takim domu zapewniona jest opieka lekarska, pielęgniarska, mama nie będzie samotna. Pojechałam, sprawdziłam warunki, wszystko było w porządku. Drogo, ale warto…
Zadzwoniłam do Wojtka, przedstawiłam mu sytuację. Liczyłam na jego zrozumienie i rozsądek. Niestety, wybuchł gniewem.
Oszalałaś? Chcesz oddać naszą mamę do obcych!? Przecież tam może być jej źle! Jak możesz? Ty chyba nie masz serca! krzyczał. Po prostu chcesz się jej pozbyć!
Tłumaczyłam długo, ale on nie chciał słuchać. Wzięłam wszystko na siebie. Jednak po kilku miesiącach poczułam, iż wyczerpałam siły. Znowu próbowałam porozmawiać z bratem on nie zmienił zdania.
Nigdy nie oddałbym mamy do domu opieki. Przecież ona nas wychowała, oboje byliśmy zawsze dla niej ważni. Skoro dla niej nie było to problemem, to czemu dla ciebie jest?
Nie rozumiał, iż oboje jesteśmy jej coś winni, ale dlaczego tylko ja mam ponosić cały ciężar? Powiedziałam, iż jeżeli nie podoba mu się dom opieki, może zabrać mamę do siebie, do Warszawy.
Przecież mieszkam z Anną w jej kawalerce. Jak mam ją przekonać, żeby przyjęła teściową? tłumaczył.
Mój mąż nie narzeka, zajmuje się teściową, twój też mógłby się wykazać odpowiedziałam.
W końcu powiedziałam do Wojtka: Możemy się zamienić ja wyjeżdżam, zostań tu z mamą i zobacz, jak wygląda codzienność. On kluczył, iż pracuje i nie może się rozpraszać… insynuował, iż szukam wymówki, by uwolnić się od odpowiedzialności.
Czuję się, jakbym utkwiła w pułapce. Rozumiem, iż dom opieki byłby najlepszym wyjściem. Ale boję się, iż będę miała wyrzuty sumienia. Michał wspiera mnie, powtarza: Tam się nią zaopiekują, masz także swoje życie. I to prawda.
Dałam sobie tydzień. jeżeli Wojtek nie rozwiąże tego sam, zrobię to, co muszę. Przecież łatwo udzielać rad, kiedy nie widzi się, przez co codziennie przechodzę. Brat może opowiadać dowolne historie swoim znajomym ja już mam dosyć.
Dziś wiem jedno: czasami największą miłością jest odważne podjęcie decyzji, która daje szansę na godne życie wszystkim, także tym, którzy opiekują się bliskimi. Poświęcenie nie powinno krzywdzić warto rozmawiać, dzielić odpowiedzialność i nie bać się szukać pomocy. Każdy z nas kiedyś może jej potrzebować.









