Dzisiaj chcę opisać jeden z tych dni, kiedy człowiek uczy się cierpliwości. Zadzwonił do mnie mój brat, Tomek, i oznajmił, iż razem z żoną i dziećmi wybierają się na Mazury na wakacje. Poprosił, żebym zabrał do siebie naszą mamę, żeby nie zostawała sama nie wypadało odmówić, bo przez ostatnie lata to właśnie on najczęściej dbał o mamę i miał ją u siebie w domu w Warszawie.
Wyjątkowo nigdy nie było nam z mamą łatwo dogadać się pod jednym dachem zawsze miała swoje humory i potrafiła o byle co się obrażać albo robić aferę. No ale rodzinie nie odmawia się. W moim dwupokojowym mieszkaniu na Mokotowie mam tylko jedno łóżko, więc oczywiste było, iż oddam je mamie, a sam prześpię się na podłodze przy kaloryferze.
Pierwszy dzień obył się bez większych ekscesów, ale już wieczorem mama zaczęła narzekać, iż łóżko jest za twarde, coś ją gniecie w plecy i nie może przez to zasnąć. Dodam, iż łóżko było praktycznie nowe, kupione miesiąc wcześniej w Ikei, więc wydziwianie było moim zdaniem trochę na siłę. Ale trudno poszedłem po dodatkową pierzynę, obłożyłem łóżko kocami, wymieniłem poduszkę, żeby choć trochę ulżyć jej marudzeniu. Myślałem, iż to może starczy, ale gdzie tam całą noc marudziła i przewracała się z boku na bok.
Poranek też nie oszczędził mi nerwów. Zaparzyłem sobie kawę z ekspresu, zacząłem się szykować do wyjścia do pracy. I już przy drzwiach mama pyta z lekkim wyrzutem:
Gdzie idziesz? A kto mi zrobi zastrzyk?
Szczęka mi opadła, bo nikt wcześniej nie wspominał o żadnych zastrzykach. Dzwonię gwałtownie do Tomka okazuje się, iż mama sama potrafi sobie je robić, tylko najwidoczniej woli, żeby ktoś się nią bardziej zajmował. Byłem już mocno spóźniony do roboty, więc na spokojnie wyszedłem, zostawiając jej śniadanie w lodówce.
Wieczorem wracam, a w mieszkaniu cisza i mrok. Mama leży na łóżku, sapiąc ciężko. Z trudem podnoszę ją do pozycji siedzącej, pytam co jest okazuje się, iż pod moją nieobecność najadła się wszystkiego, czego lekarz jej zabronił. Oczywiście skończyło się to rewolucją żołądkową. Mama spojrzała na mnie z wyrzutem i rzuciła:
W ogóle się mną nie przejmujesz, dlatego źle się czuję. Może chcesz, żebym umarła, co?
Wytłumaczyłem jej spokojnie, iż nie mogę zaniedbać pracy i muszę zarabiać na rodzinę, więc nie będę w stanie siedzieć przy niej 24 godziny na dobę. W rzeczywistości mama wciąż jest w stanie zadbać o siebie tylko odkąd brat sprzedał jej dwupokojowe mieszkanie na Ochocie i kupił większe, trzy pokoje dla siebie i swojej rodziny, mama mieszkała z nimi. Teraz to mi przypadło ją odziedziczyć na ten krótki czas.
Nie mam pojęcia, co jeszcze mogę zrobić, żeby okiełznać jej kaprysy i zachcianki. Czasami czuję się, jakbym miał w domu nie siwą, starszą kobietę, tylko rozkapryszone dziecko. Tyle, iż dzieci przynajmniej mimo wszystko przynoszą radość, a mama potrafi tak uprzykrzyć codzienność, iż człowiek zaczyna wątpić, czy warto być tak wyrozumiałym.
Dzisiejszy dzień przypomniał mi, iż czasami cierpliwość jest największym darem, jaki możemy dać bliskim. Choć bywa trudno, rodzina to rodzina choćby jeżeli czasem kosztuje nas to dużo nerwów i zdrowia.










