Mój brat, ten niedostrzegalny cień z Krakowa, unika decyzji niczym dym uchodzący spod drzwi piecanie chce ani umieścić mamy w domu opieki, ani zabrać jej do siebie, do ciasnego mieszkania w bloku na osiedlu Podgórze. Tam miejsce zarezerwowane jest tylko dla niego i żony, choćby doniczka z paprotką ma tam większe prawa niż nasza mama.
Od trzech miesięcy dryfujemy w tym dziwnym sporze jak liście na Wiśle. Mama po udarze stała się kimś dziwnie odległym, a ja czuję się, jakbym miała pod opieką nie matkę, ale czasem błąkające się dziecko. Zapomina o wszystkim, pyta o śniadanie zaraz po kolacji, zamyka się na balkonie i szuka schodów do miejsca, gdzie czeka tata. Musi być przy niej ktoś, kto nie boi się zimna, nieprawości windy i tego, iż czajnik nigdy nie wrzeć. Cały ciężar spada na moje ramionaczuję się rozciągnięta między domem, rodziną, pracą i matczyną ciszą. Jak mam być w dwóch miejscach naraz? Proponuję dom opieki, ale brat podnosi alarm, krzycząc: To barbarzyństwo, to wyrok!.
Zmieniło się wszystko po śmierci ojca. Byliśmy kiedyś zwykłą czwórką: ja, Lena, mój brat Michał, rodziceniczym śliwki w kompocie. Różnica wieku między nami była jak różnica między latem a późną wiosną. Rodzice dorobili się nas, kiedy już byli szpakowaci i spokojniejsi niż woda w Bieszczadach. Dziś mam 36 lat, Michał 35. MamaZofiama 72. Kiedy tato odszedł dwa lata temu, mama w jednej chwili pożółkła jak liść jesienny, a potem zaczęła się kruszyć.
Mama była chora, pół roku temu dopadł ją wylew. Sądziłam, iż nie przeżyje. Najpierw nie mówiła wyraźnie, nie poruszała się sprawnie. Później, gdy wróciła jej ruchomość, coś pękło w głowiezostał cień. Lekarze twierdzili, iż zmiana jest nieodwracalna; domowe ściany stały się jej granicą. Musiałam zamienić się w jej opiekunkę, jakbyśmy cofnęły się w czasie do mojego dzieciństwa, tylko role się odwróciły. Z mężem, Adamem, przenieśliśmy się do mieszkania mamy w Nowej Hucie. Zrezygnowałam z pracy w biurze, zaczęłam zarabiać zdalnie, by mieć ją na oku. Jej nogi stały się nieco posłuszne, ale każde słowo było jak dym, nieuchwytne.
Błąkała się po mieszkaniu, pytała o tatę, wybiegała na klatkę schodową i rozmawiała ze skrzynką pocztową, jakby to był przyjaciel z dawnych lat. Praca mi nie szła, nie mogłam się skupić. Adam powiedział: Oddaj mamę do ośrodka. To kosztuje, ale może Michał dorzuci się z pensji? Domy opieki w Krakowie nie są tanie3500 złotych miesięcznie to nie przelewki, ale pensja i oszczędności mogą wystarczyć. Adam wraca do sprawiedliwości: Michał też powinien się zaangażować.
Długo wahałam się, czułam się jak we mgle. Ale dom opieki ma lekarzy, całą dobę opiekę i ciepłe posiłki, których ja już nie potrafię wymyślić. Obejrzałam placówkę, porozmawiałam z pielęgniarką o imieniu Jagoda. Wszystko mi wyjaśniła. Ale portfel znów zapłakał. Zaprosiłam do rozmowy Michała, licząc na rozsądek. On jednak wybuchł niczym fajerwerk na Nowym Roku: Chcesz się jej pozbyć? Matka to nie przedmiot! Od losu się nie ucieka!.
Starałam się go przekonać, tłumaczyłam jak i dlaczego, ale on był głuchy. przez cały czas więc z Adamem pielęgnujemy cień matki i zmęczenie moje narasta. Po którymś wieczorze próbowałam znowu. Michał mówił przez telefon sennie, jakby rozmawiał przez szkło: My nie byliśmy dla niej ciężarem, ona nie narzekała! Teraz to nasza kolej. Ale nie mogę przecież jej u siebie umieścić, żona się nie zgodzi!
Zapytałam: Może twoja żona pomogłaby choć trochę?. On śmiał się, iż to niemożliwe. Adam może akceptuje teściową, ale moja Basia nieodpowiedział, jakby to było rozstrzygnięcie. Wy tam mieszkacie, to wasz problem. Przestałam już słuchać, zaczął usprawiedliwiać się pracą i brakiem czasu. Ja też chciałabym mieć czas dla siebie, czuję się jak w labiryncie bez wyjścia.
Mój świat coraz bardziej przypomina sen, w którym wszystkie ściany są krzywe, zegary nie odliczają sekund, mama stale czegoś szuka, a ja gubię się razem z nią. Z jednej strony dom opieki to wyzwolenie dla mnie i dla niej, z drugiej czuję pod skórą kłucie winy, iż jestem niewdzięczną córką. Adam mówi: Ty musisz być zdrowa, musisz żyć swoim życiem. Tam zaopiekują się twoją mamą, a ty odzyskasz siebie.
Postanawiam czekać jeszcze tydzieńmoże brat się zdecyduje, może przyjedzie jak we śnie, i wszystko się ułoży, choć wiem, iż to nierealne. jeżeli nie, pozwolę mamie zasnąć w nowym miejscu, gdzie pielęgniarka Jagoda poda jej kompot ze śliwek. Bo porady są jak liście na wietrze, a tylko ja wiem, jak wygląda prawdziwe zmęczenie. Brat niech opowiada znajomym swoje wersje, ja już nie mam sił na jego sny.









