Z Małgorzatą Kralkowską, właścicielką marki odzieżowej „Franka K.” i prezeską Fundacji „Out Of The Box”, rozmawiamy o jej związkach z Fashion Week, pracy w marketingu, o branży modowej i ekonomii społecznej.
Małgorzata Kralkowska
Inżynier i marketingowiec. Na co dzień koordynuje działania PR-owe, zarządza projektami związanymi z promocją marek modowych. Zajmowała się PR-em największego modowego wydarzenia w Polsce, Fashionphilosohy Fashion Week Poland w Łodzi. W swojej Fundacji „Out Of The Box” chce się dzielić doświadczeniem i wiedzą o branży, którą zna od podszewki. Otworzyła swoją markę modową
Katarzyna Dąbkowska: Jak się przeplatały wątki i osnowy Twojej kariery? Czy od początku myślałaś o pracy związanej z branżą modową?
Małgorzata Kralkowska: Jestem inżynierem i marketingowcem z wykształcenia, studiowałam w Instytucie Maszyn Przepływowych Politechniki Łódzkiej, a następnie na Uniwersytecie Łódzkim i Uniwersytecie Lyon III.
Świat sztuki i artystyczne przedsięwzięcia filmowej Łodzi zawsze były mi bliskie. W 1996 roku zagrałam epizod w filmie „Słodko gorzki” w reżyserii Władysława Pasikowskiego, ale nie widziałam się w aktorstwie. Brałam udział w wielu modowych i promocyjno-reklamowych projektach, poznając zasady ich realizacji od przysłowiowej podszewki. Moje życie zawodowe od początku jest związane z marketingiem i PR-em. Karierę rozpoczynałam w momencie, w którym uczyliśmy się wymiernego znaczenia pojęcia marketing.
Nie wystarczy uszyć – trzeba sprzedawać. Rynek w naszych czasach wymaga najwyższego poziomu umiejętności i kreatywności.
Łódzki Fashion Week odbywał się w latach 2009-2016 i był wydarzeniem, które do dziś jest wspominane przez branżę modową z ogromnymi emocjami i sentymentem. A czym był dla Ciebie?
Fashion Week w Łodzi pozwolił mi sprawdzić się w działaniach związanych z realizacją wydarzenia o charakterze festiwalu na dużą, międzynarodową skalę. Patrzyliśmy na Berlin, Paryż, czy Mediolan, próbując osadzić nasz polski tydzień mody w realiach włókienniczej Łodzi. Odpowiadałam za działania PR ze specjalną atencją dla rozpowszechniania idei imprezy wśród polskiego grona opiniotwórczego – dziennikarzy, stylistów, blogerów i celebrytów. Była to świetna impreza dla marek fashion i projektantów, dająca szansę nauczenia się kalendarza pracy obowiązującego w tym biznesie na świecie. Zapewnialiśmy profesjonalną prezentację kolekcji przed znawcami i kupcami.
Fashion Week w tamtym czasie interesował dziennikarzy, blogerów i co najważniejsze kupców z różnych stron świata. W swoich najlepszych momentach Fashion Week odwiedzili: Kenzo, Chantal Thomass, Agatha Ruiz de la Prada.
Kładliśmy nacisk na to, by łódzka impreza była wydarzeniem handlowym, ale równie istotne była kwestia doznań artystycznych, bo była to impreza promująca nasze miasto.
Patronaty medialne największych wydawców, takich jak Elle, Onet czy TVN i ogólny ekwiwalent reklamowy uzyskiwany w każdej edycji był potwierdzeniem adekwatnie obranego kierunku, również w kontekście Łodzi – głównego sponsora wydarzenia.
Mojej drodze zawodowej towarzyszyła różna skala przedsięwzięć – od niezależnych projektów młodych projektantów po koncern LPP (LLP to polska firma zarządzająca pięcioma markami modowymi: Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay – przyp. red.).
W jaki sposób pojawiła się w Twoim życiu ekonomia społeczna, która na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z branżą modową?
Uczestniczę w różnych projektach prospołecznych od dawna. Mam trochę duszę społecznika i chęć prowadzenia przedsiębiorstwa, które jest nakierowane na człowieka. Potrafię znaleźć w sobie ciepło, którym dzielę się z osobami zapraszanymi do pracy w ramach projektów.
Od dawna mierzyłam się z pomysłem edukacji zawodowej w sektorze mody, a im więcej opowiadałam o swoim pomyśle nakierowanym na korzystanie z wiedzy emerytowanych ekspertów, tym bardziej czułam potrzebę realizacji projektu. Jedna z moich koleżanek rzuciła w pewnym momencie myśl: słuchaj, to co robisz warto sformalizować, spróbuj to zrobić w Instytucie Spraw Obywatelskich.
Jak tylko mam czas, biorę udział w spotkaniach, szkoleniach, warsztatach z obszaru NGO, bo zarówno pomysły jak i ich skala przydatności są dla mnie bardzo ciekawe. Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy zatrudniają pracowników z niepełnosprawnością, decydują się na taką ścieżkę pracy, realizują projekty pomocowe na dużą skalę.
Moja inicjatywa związana z prowadzeniem warsztatów z branży tekstylnej wynika z dostrzeżenia w moim otoczeniu i branży osób, które są już w wieku emerytalnym i nagle przestały być potrzebne społeczeństwu. A do takich przykładów wykluczenia należy m.in. historia pani profesor z Akademii Sztuk Pięknych, która przestała mieć kontakt ze studentami, a jest skarbnicą wiedzy. Mój projekt powstał, żeby wspierać takie osoby, wykorzystać ich jako ekspertów, którzy będą się dzielić swoimi doświadczeniami, swoją wiedzą na temat tekstyliów, szycia, konstrukcji.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Co planujesz robić w ramach działalności Fundacji „Out Of The Box”?
W Fundacji „Out Of The Box” przygotowujemy warsztaty i szkolenia zawodowe. Program dotyczy tego, jak się odnaleźć, funkcjonować w branży modowej. Chcę stworzyć przestrzeń dla ludzi zajmujących się szeroko pojętymi tekstyliami. Mogą korzystać z naszej przestrzeni, sprzętów, wsparcia mentorów.
Sklep internetowy i własna marka „Franka K.” to działalność gospodarcza. W ramach działań Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej, prowadzonego przez Instytut Spraw Obywatelskich, otrzymaliśmy wsparcie finansowe na utworzenie i utrzymanie przez rok dziesięciu miejsc pracy. I ta działalność gospodarcza ma nam pozwolić realizować projekty fundacyjne.
Niestety na uczelniach artystycznych rzadko się mówi o rzemiośle, przedsiębiorczości, marketingu, o tym iż myśl kreatywna jest ważna, ale wokół niej muszą pojawić się specjaliści do jej realizacji.
Sama idea i pomysł nie wystarczą, żeby sobie poradzić w branży, która jest bardzo konkurencyjna. Chcemy rozwijać umiejętności stricte krawieckie i konstrukcyjne, uświadamiać wagę kompetencji zawodowych, ale służyć także marketingowym wsparciem. W naszej Fundacji organizujemy stanowiska do pracy na wynajęcie miejsca dla osób, które w ramach abonamentu będą mogły przyjść do nas i zrealizować swoje projekty. Wydaje mi się, iż oprócz szkolnych pracowni krawieckich dla studentów ASP w tym momencie nie ma takiego miejsca w Łodzi.
Jak wyglądała kooperacja z Instytutem Spraw Obywatelskich?
W czasie przygotowań do złożenia biznesplanu i realizacji projektu byłam w bliskim kontakcie ze swoim opiekunem, ale odbyłam także wiele rozmów z doradcami biznesowymi – ekspertami. W moim przypadku to była długa procedura i załatwianie formalności. Na przykład wpis do Krajowego Rejestru Sądowego zajął prawie rok. Zawsze mam tak, iż jak już coś sobie zaplanuję w czasie, to potem okazuje się, iż muszę to pomnożyć razy dwa.
Działaj!
Wszystko w tak dużym projekcie jest wyzwaniem. Szczerze powiem, iż także znalezienie odpowiednich pracowników nie było proste. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, iż w mojej działalności podstawą jest dobra ekipa. Spiritus movens wszystkiego, co tu się dzieje, jestem ja, ale pracujemy zespołowo, spotykamy się w grupie, rozmawiamy o rynku, jakie są trendy, zapotrzebowania w modzie, jak powinny wyglądać kolekcje codzienne, biznesowe z nutą modową.
W takiej załodze muszą być i panie szyjące, i konstruktorzy, i osoby w teamie marketingowym, Sam sklep online też wymaga ludzi do obsługi realizacji wszystkich kwestii związanych z magazynem, przygotowaniem, sprawdzaniem produktu i rozesłaniem go do klienta.
W jaki sposób Twoje doświadczenie życiowe z poprzednich projektów, prac, przydaje się w prowadzeniu marki „Franka K” i Fundacji?
Nie jestem projektantem, ale organizatorem procesów z doświadczeniem w tej dziedzinie mody. Posiadam umiejętność docierania do ekspertów i zapraszam ich do współpracy. To, co nowe zawsze sprawia mi przyjemność, uwielbiam podnosić swoje kompetencje.
Na pewno przydaje się także moje inżynierskie podejście. Poza tym mam umiejętność analizy trendów i nie boję się skali.
Jesteśmy na etapie budowania pierwszej kolekcji, nasz produkt stawia na slow fashion. Aspirujemy do rynku premium, nasz brand ma być efektowny, ale i efektywny – musi być osadzony w realiach rynku. Pomagają nam w tym pogłębiony research i nowoczesne narzędzia analityczne.
Jakie są główne cele i założenia Twojej działalności gospodarczej, w ramach której powstały miejsca pracy dzięki OWES-owi prowadzonemu, przez Instytut Spraw Obywatelskich?
Bazujemy na kompetencjach związanych z szyciem w jakości premium. Nastawiamy się na klientów, firmy, które potrzebują zewnętrznej produkcji (outsourcing) w różnym wymiarze. I to już jest kwestia indywidualnego dopracowania kontraktu, czy klienci będą z nami realizować tylko samą produkcję, czy potrzebują wsparcia w dziedzinie przygotowania, w kwestiach technicznych, czy w ogóle zbudowania im kolekcji od początku do końca. Jesteśmy idealną opcją współpracy dla kogoś, kto ma pomysł i finansowanie, żeby stworzyć swój brand.
A poza tym, a może raczej głównie, nasza działalność będzie oparta o własną markę ubrań damskich czyli „Frankę K.” i jej sklep internetowy frankak.com
Kto się kryje pod nazwą Franka K.?
„Franka K” to moja sprawcza i przedsiębiorcza babcia, która potrafiła przenosić góry i realizowała różne pomysły biznesowe, od produkcji rajstop i skarpet, po koła hula hop.
Kolejnym jej przedsięwzięciem była linia produkcyjna dmuchanych piłek plażowych. Moja babcia pochylała się nad pomysłami, które podpowiadała jej intuicja. Myślę, iż gen przedsiębiorczości mam po niej. Moja marka „Franka K.” dedykowana jest stylowej kobiecie, która z powodzeniem łączy karierę i obowiązki rodzinne. Z jej zróżnicowanego stylu życia wynikają zainteresowania modą i potrzeby ubraniowe.

Jakiego typu ubrania pojawią się w sklepie internetowym?
Pomysłów na działania produktowe wystarczyłoby na potężna fabrykę. Po cichu mówię, iż na razie udajemy, iż nią jesteśmy, ale może będziemy nią za chwilę.
Na razie kultywujemy dobre nawyki i rozwijajmy umiejętności w dziedzinie bieliźniarstwa oraz prostego klasycznego ubioru. Z racji umiejętności, którymi tutaj dysponujemy, potrafimy położyć nacisk na część gorseciarską. Na wieszaku wiszą marynarki lniane, takie trochę koszulowe, o linii formalnej, idealne na gorące dni, przewiewne, jednowarstwowe, można je wyprać po jednym dniu noszenia. No i kochamy gorsety. Na przykład takie, które ,szyjemy, można łączyć z marynarkami.
Startujemy też z kilkoma zestawami garniturów. Damska marynarka, spodnie, bermudy, spódnica. Nadchodzi sezon kostiumów kąpielowych, które są super tematem dla sprzedaży przez internet, a poza tym wiemy, o co chodzi w fajnym, dobrze dopasowanym, przyjaznym dla sylwetki kostiumie kąpielowym.
Mierzymy się też z jakimś sportowym elementem garderoby, który będzie mógł znaleźć swoje zastosowanie w miejskich stylizacjach. Myślę, żeby zaproponować klientom fajną, technologiczną kapsułę, czyli ubrania, które będzie można ze sobą łączyć, zestawiać, tworząc różne wersje stylizacji.
Chciałabym, żeby nasza marka była przydatna, żeby były to ubrania, w których będzie się fajnie wyglądać w miejskich, codziennych sytuacjach.
Nie jestem projektantem, ale jak już tworzę markę, to bardzo mi zależy na jakości w każdym aspekcie.
Jak sobie wyobrażasz swojego klienta, kto będzie nosił „Frankę K.”? Na stronie sklepu można przeczytać, iż jest to coś więcej niż marka odzieżowa, to filozofia, która stawia na jakość, odpowiedzialność i kobiecość.
Oczywiście staram się sprecyzować odbiorcę, ponieważ wtedy łatwiej jest zbudować przekaz i sprawdzić, czy nasz główny bohater, czyli ubranie, trafia w gusta potencjalnej klientki.
Nasze ubrania są skierowane do kobiet, które lubią komfort, ale prowadzą tryb życia wymagający formalnego ubrania. Ich dress code pozwala jednak na lekki, modowy, nieco sportowy charakter ich stylu. Duży nacisk kładziemy na wypracowanie jakości technologicznej, więc bardzo dużo spoczywa w rękach konstruktorów. Stąd się biorą te wszystkie godziny spędzone na przymiarkach i dopracowywaniu detali. Jakość ma być wyróżnikiem naszych produktów i kolekcji.
Dokładamy ogromnych starań, by od początku uwzględniać różne typy sylwetek. Inkluzywność jest dla nas bardzo istotna w „Franka K.”.
Propozycje Franki K., fot. Bartłomiej StępieńMając tak duże doświadczenie w branży modowej i tworząc teraz własną markę na pewno masz swoje inspiracje i styl, który jest Ci szczególnie bliski.
Z mojej perspektywy wynika, iż nie powinno się tworzyć brandu myśląc o sobie. Oczywiście tworząc markę kierujemy się pewnymi kodami estetycznymi, w których się poruszamy i są nam bliskie. Jestem minimalistką i doszukuję się precyzji w detalach, dopracowaniu w najprostszych elementach, w liniach, cięciach, materiałach. Lubię połączenie elegancji i komfortu.
Wśród moich inspiracji na pewno są marki Paul Smith i Jil Sander. Proponują w swoich kolekcjach świetne rozwiązania konstrukcyjne, ich ubrania są bardzo dobre gatunkowo, mają świetną jakość materiałów i dodatków. istotny jest też dla mnie wątek ekologii w produkcji ubrań.
W jaki sposób moda i ekologia mogą iść ze sobą w parze? Niestety branża tekstylna nie kojarzy się z dbaniem o środowisko naturalne.
Tak, to prawda, moda jest mało ekologiczna, choćby jeżeli ma ekologię w swoim DNA.
My przede wszystkim szyjemy z rozmysłem, tak by znaleźć klienta i mieć pewność, iż produkt będzie sprzedany, a nie zmarnowany. To jest według mnie najbardziej szczere podejście do ekologii.
Ubrania z recyklingu teraz są modne, ale być może już za chwilę od nich odejdziemy, bo nie są rozwiązaniem idealnym. One się dłużej i gorzej szyją, elektryzują, ich recykling można przeprowadzić tylko raz, więc ostatecznie i tak pozostawiają po sobie negatywny ślad. Rozsądne planowanie produkcji i procesów to najbardziej efektywny wkład w ochronę środowiska.
Jaki jest Twój plan na strategię marketingową marki?
Oprócz strony internetowej i sklepu online marka, sklep „Franka K.” będzie obecny w mediach społecznościowych: na Facebooku, Instagramie, TikToku, Youtubie. Chcemy posmakować różnych przestrzeni i przetestować, jak nasze kreacje będą się tam sprawdzać. Oprócz wskaźników sprzedażowych, sfera związana z odbiorem, informacje zwrotne z rynku są dla nas bardzo ważne. Poza tym, to są lata wypracowywania kontaktów z partnerami biznesowymi, z kim jest nam po drodze.
Bardzo istotne jest dla mnie to, jak produkt jest prezentowany w sklepie. Zdjęcie w sklepie internetowym to pierwszy kontakt klienta z produktem, ale ważna jest także sfera opisu. To ona ułatwia pozycjonowanie strony. Poprzez stosowanie narzędzi promocyjnych przedstawiamy nasz produkt w taki sposób, by klient czuł, iż go potrzebuje. Na etapie, kiedy jest już na stronie i widzi packshot (zdjęcie produktu przedstawiające go na neutralnym tle – przyp. red.), to po prostu musi widzieć produkt, który kupi. W tym ściśle technicznym podejściu jest także kreacja, bo trzeba tworzyć wizerunek produktu, który go sprzeda.
Czy według Ciebie współczesna Łódź, razem z jej historią włókienniczą i tradycjami, przez cały czas jest miejscem, gdzie przemysł modowy może się rozwijać?
Oczywiście, choć nie jest to najłatwiejszy dla branży tekstylnej czas. Jestem zakorzeniona w Łodzi i w swoim sposobie patrzenia na nasze miasto. Uważam, iż przez cały czas tutaj powstają fajne rzeczy i są kreatywni ludzie. Wiele osób dzieli swoje życie między Łódź i Warszawę, ale coraz częściej spotykam się z opinią, iż tutaj żyje się spokojniej. Łódź ma idealną lokalizację. Wierzę, iż za chwileczkę przemysł tekstylny się tutaj odrodzi.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!












