28 października 2025
Dziś wstaję z ciężkim dreszczykiem w kościach. Wczoraj, jeszcze przed świtem, obudziłam się z gorączką i dreszczem, jakby ktoś przetarł mi serce lodowatym wiatrem. Dzień przed tym byłam na cmentarzu przy kościele św. Jacka w Warszawie, bo mój mąż, Staś Kowalski, poprosił mnie, żebym posprzątała grób jego babci. Szukając jej miejsca, zauważyłam gęstą chmurę kruków siedzących na zardzewiałej bramie cmentarza. Gdy spojrzałam na metalowy pomnik, poczułam, iż ktoś przygląda się mi z niepokojącą uwagą. Na czarno-białym zdjęciu widniała staruszka w chustce. Nagle usłyszałam surowy, męski głos, który przebił ciszę:
Na co tak patrzysz? Posprzątaj!
Zaskoczona, nie wiedząc skąd ten rozkaz, zabrałam się do czyszczenia obcego grobu. To jednak nie był kres dziwactw. Kiedy Staś odnalazł grób swojej babci, wydawało się, iż stary kamień został wymieniony na nowy, lśniący marmur. Fotografia starszej pani także uległa zmianie zamiast zmęczonej twarzy patrzyła na mnie młoda kobieta z uśmiechem.
Nic nie rozumiem! oświadczył zszokowany Staś. Kto mógł to zrobić? Nie ma już nikogo, kto by tu był.
Nie wiem, jak to się stało wymamrotałam, drapiąc się po bolących rękach.
***
Ręce Valerii (tak mam na imię) pulsowały niczym rozgrzane żarna. Najbardziej dręczyło mnie pytanie, kto zamienił pomnik ukochanej babci Stasia.
Czy to może być halucynacja albo czary? zapytałam męża.
Idź do lekarza doradził Stanisław, mój mąż. Co do pomnika, ja sam nie mam pojęcia.
W szpitalu czekała mnie niewyobrażalna walka. Chirurg zaproponował zastrzyki do stawów, które odrzuciłam. Rentgen nic nie pokazał, a lekarz wypisał receptę na maść i leki przeciwbólowe. Do bólu w rękach dołączyła osłabienie i niskie ciśnienie. Czułam, iż w moim ciele nie ma już żadnego zdrowego organu. Tak trwało kilka dni, a lekarze nic nie znajdowali. Zaczęłam przygotowywać się na koniec.
Pani z sąsiedniego bloku, wchodząc po sól, nie poznawała mnie:
Córeczko, co się stało? spytała Vera Szymczak. Wyglądasz na zmęczoną.
Opowiedziałam jej historię o głosie, który kazał mi sprzątać obcy grób i o nagle przemienionym pomniku babci Stasia.
Słyszałaś ten głos? Pomnik i zdjęcie się zmieniły? zachrypła starsza kobieta. To chyba właściciel cmentarza, kazał ci wziąć cudzą chorobę na siebie. Może miał litość, a może wziął zapłatę.
Co to znaczy? szlochłam.
Czarna magia! wydała z siebie Vera. Musisz pójść do kościoła.
Kościół nie pomógł. Przez cały rok męczyła mnie niewyjaśniona choroba, straciłam pracę i z trudem poruszałam się po mieszkaniu. Po Święcie Zmartwychwstania, w Dzień Zaduszny, Staś zaproponował, żebym odwiedziła groby bliskich:
Spróbujesz? zapytał.
Postaram się odpowiedziałam drżącym głosem.
Jesteś tym, co rzucałaś na cmentarz! wylała się we mnie ciężka płacz przyjmij mój dar! Nie chcę umierać! Mam dzieci, męża! Weź z powrotem cudze choroby!
Zrywałam się w płacz, a wszystkie duchy zdawały się patrzeć na chudą, zrozpaczoną kobietę. W oczach na zdjęciu przemykło współczucie.
Weź pieniądze! szepnęło mi w uszy coś niewyraźnego. Idź z Bogiem! Ta, co cię przyzwała, dostanie zwrotny cios.
Po co płaczesz przy cudzym grobie? usłyszałam zbliżający się rozdrażniony głos Stasia. Chodźmy!
Pomnik babci Stasia wrócił do starej postaci na zdjęciu patrzyła smutna staruszka.
Coś nie tak! krzyknął Staś przerażony.
Chcę żyć! zawyła ponownie Valeria. Właścicielu, chroń mnie!
***
Rano, po raz kolejny, otworzyłam oczy w pełni zdrowa. Myśli krążyły wokół wczorajszego koszmaru. Domyślałam się, kto spośród krewnych mógł wyrządzić zło. Siostra mojego męża, Zofia Kowalska, od zawsze mnie nie lubiła, niedługo zachorowała i zmarła. Ciężko mi uwierzyć w to, co się wydarzyło, ale serce podpowiada mi, iż coś w tej historii wciąż tkwi w mroku.
Zapisuję to, by nie zapomnieć, choćby tylko po to, by kiedyś znaleźć spokój.












