Miłość bez końca Paweł kiedyś ożenił się z Alą z prawdziwej miłości. Jednak z biegiem lat uczucie …

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć pewną historię, taką życiową, trochę jak z filmu, ale dzieje się tu, u nas, w Polsce.

Więc był sobie Paweł taki facet, który bardzo młodo zakochał się po uszy i z wielkim uczuciem wziął ślub. Wszyscy mu tej prawdziwej miłości zazdrościli. Ale z biegiem lat ta jego miłość zaczęła się jakoś wytracać. Najpierw powoli, prawie niezauważalnie, potem coraz szybciej. choćby kiedy na świecie pojawiła się ich córka Wioletta uczucie nie wróciło. Wręcz przeciwnie, Paweł coraz częściej wikłał się w przelotne romanse, chociaż sam przed sobą i innymi zawsze był tym dobrym mężem.

Nie chciał się ograniczać tylko do żony Justyny. Uwodził kobiety swoim urokiem, przebojowością, czymś takim, co babki po prostu przyciągało, i czymś jeszcze, czego sam chyba nie rozumiał.

Paweł rozdawał swoją energię i uwagę każdej szczupłym i puszystym, jasnowłosym i szatynkom, rozweselonym i zamyślonym, mężatkom, singielkom choćby nie musiał się specjalnie starać. Kobiety lgnęły do niego same.

Co ciekawe, Justyna umiała to wszystko ignorować. Przynajmniej tak się wydawało nie robiła mu scen, nie biadoliła, nie wytykała, a i męskiego zainteresowania od Pawła nie brakowało.

Aż pewnego dnia pojawiła się ona Żaneta. Kobieta z głową na karku, z charakterem, piękna i mądra. I Paweł od razu przepadł spędzał z nią dosłownie każdy wolny moment, ile się dało. Ona też miała męża i czasem się z nim rozstawała. Ale dla niej Paweł był jak powiew świeżego wiatru właśnie nim oddychała. Ten romans trwał równe trzy lata.

W międzyczasie ich córka Wioletta skończyła liceum i co tu dużo mówić wyjechała do Stanów wymieniać się doświadczeniami jako studentka. Do rodzinnego Krakowa już nie wróciła. Wyszła za mąż za Amerykanina w Los Angeles, urodziła trójkę dzieci i zawirowań miała co nie miara. W końcu poprosiła rodziców o pomoc.

No więc Paweł z Justyną wsiedli w samolot, polecieli za ocean i dwa lata pilnowali wnuków. Ale Pawełowi to wszystko gwałtownie się znudziło. Zaczął przebierać nogami, łapać się na rozterkach. Powiedział Justynie, iż musi wracać do Polski. A ona w szoku: Po co?! Paweł się nie tłumaczył. Poleciał. Z lotniska od razu pojechał do Żanety.

No i co, wpuścisz mnie? Żyć bez Ciebie nie mogę, zostanę kiedy tylko powiesz, rzucam wszystko! niemal krzyknął, jakby był znowu dwudziestoletni.

Pawle, zapominasz, iż jestem mężatką. Cieszę się, iż Cię widzę, ale to tyle odpowiedziała trochę chłodno, trochę przekornie.

Paweł był na to zupełnie nieprzygotowany. Więc wrócił z podkulonym ogonem do Los Angeles, do rodziny. I tu Justyna wyciągnęła asa z rękawa.

Pawle, postanowiliśmy z Michałem ojcem mojego zięcia iż weźmiemy ślub cywilny. Nie będziesz miał do mnie żalu, prawda? Pozwalam ci iść, dokąd chcesz. Wnuki damy radę wychować bez Ciebie. No i czego miałbyś ich nauczyć, powiedz? powiedziała, patrząc na niego z wyższością.

Czyli wszystko wiedziałaś? zapytał Paweł zaskoczony.

No jasne. Życzliwych przecież nie brakuje odpowiedziała ironicznie, puszczając mu oczko.

Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do Krakowa. I od razu znowu pobiegł do Żanety.

Żanetko, może jednak dasz się przekonać? Może razem zacząć od nowa? pytał z nadzieją.

Nie! Ty po Amerykach latałeś, a ja miałabym czekać? Przecież to Ty sam mnie zostawiłeś. Wiesz, kto mi pomógł wyjść z dołka? Mój mąż! Paweł, to koniec Żaneta była nieugięta.

I tak Paweł jako odrzucony mąż i kochanek wrócił do siebie. Zamknął się, nie wychodził z domu przez trzy dni.

Aż tu nagle pukanie do drzwi. Na progu stała młoda kobieta.

Dzień dobry, panie Pawle! Nie poznaje mnie pan? Jestem przyjaciółką Wioletty, pańskiej córki uśmiechnęła się i trochę się zarumieniła.

Wszystko w porządku. Ty jesteś Marysia, prawda? Pamiętam, pamiętam odparł Paweł bez większych emocji, ziewając.

Panie Pawle, przepraszam, ale może ma pan sól? W końcu jest pan moim sąsiadem dodała dziewczyna, zyskując trochę odwagi.

Paweł przyjrzał jej się uważniej. Była naprawdę sympatyczna.

Wchodź, Marysiu! Zaraz zrobię herbatę zaprosił ją do środka.

Wie pan, od młodości pana lubię. Pan jest dla mnie ideałem! Właśnie dlatego nie ukrywam, miałam męża. Ale pan zawsze był niedostępny. Ale ja się nie poddaję. Doczekałam się! wyznała zupełnie szczerze.

A teraz wyobraź sobie: Paweł ma 56 lat, Marysia 33. I razem czekają już na narodziny swojego dziecka. Takie rzeczy to tylko w Polsce!

Idź do oryginalnego materiału