Miller ujawnia kulisy relacji z Kwaśniewskim. "Byliśmy bardzo zżyci"

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: Leszek Miller o przyjaźni z Aleksandrem Kwaśniewskim/YouTube


Jak podaje serwis „Super Express”, choć dziś stoją po dwóch stronach politycznej historii, kiedyś tworzyli duet niemal nierozłączny. Leszek Miller po latach wrócił wspomnieniami do relacji z Aleksander Kwaśniewski – relacji, która wykraczała daleko poza chłodne, oficjalne kontakty. W programie Alfabet Millera były premier odsłonił kulisy dawnych lat i opowiedział, jak naprawdę wyglądały imprezy w Pałac Prezydencki. Jak przyznał, bywało naprawdę ostro – a wspomnienia z tamtych nocy do dziś wywołują uśmiech.

Przyjazne relacje

Znali się z politycznych kuluarów, ale ich relacja gwałtownie wykroczyła poza sejmowe ławy. Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski przez lata byli nie tylko współpracownikami, ale także sąsiadami i przyjaciółmi. „Byliśmy bardzo zżyci, bardzo zaprzyjaźnieni” – wspominał były premier w programie „Alfabet Millera”. Wpadali do siebie „z piętra na piętro” na wódeczkę, ich dzieci spędzały razem czas, a życie towarzyskie kwitło niemal codziennie.

Miller opowiadał, iż córka prezydenta była wówczas małą dziewczynką, a jego syn chętnie się nią opiekował. Domowe wizyty, rozmowy do późna i wspólne świętowanie budowały bliskość, która – jak się wydawało – przetrwa wszystko. Także politykę.

Ta jednak okazała się silniejsza. Iskrą zapalną miała być próba wpływu prezydenta na skład Rady Ministrów. – Doszło do awantury, powiedziałem o jedno zdanie za dużo – przyznał Miller. Słowa: „Oluś, przecież ty nie masz tu nic do gadania” miały na długo zaważyć na relacjach obu polityków. Od tamtej pory dystans rósł, a dawna zażyłość zaczęła przechodzić do historii.

Koniec przyjaźni i punkt graniczny

Ostateczny cios przyszedł wraz z osobistą tragedią. Kilka lat temu zmarł syn Millera. Były premier spodziewał się, iż wśród żałobników zobaczy także dawnych przyjaciół. „Kiedyś byliśmy przecież bardzo blisko. Okazało się jednak, iż nie przyszli. Uznałem, iż to już koniec” – wyznał w „Alfabecie Millera”.

Mimo gorzkiego finału, w rozmowie wróciły też cieplejsze wspomnienia. Miller podkreślał, iż Kwaśniewski świetnie radził sobie w kuchni i potrafił „wyczarować coś z niczego”. Z sentymentem opowiadał również o hucznych imieninach organizowanych w Pałacu Prezydenckim. Grudniowe świętowanie, wspólne witanie Nowego Roku, setki gości – według Millera bywało ich choćby 600–700. Zaproszenie było symbolem znaczenia, a jego brak potrafił zaboleć bardziej niż polityczna porażka.

„Zawsze składaliśmy się na prezent, najczęściej był to piękny, wartościowy obraz. Potem rozmowy, trochę alkoholu, tańce. Zaczynało się wieczorem, kończyło o północy – wspominał były premier, cytowany przez „Super Express”.

Dziś po tamtej bliskości zostały już tylko wspomnienia – i opowieści o czasach, gdy polityka mieszała się z prywatnością, a przyjaźń wydawała się trwalsza niż spory o władzę.

Idź do oryginalnego materiału