Część 1
Pewnego szarego popołudnia, Adam Nowak miliarder od zadań specjalnych i producent wódki na pół Polski szedł zamyślony ulicami Warszawy. Jedząc trzecią paczkę krakowskich precli, nagle zobaczył dziewczynkę płaczącą pod sklepem spożywczym. Na jej szyi błyszczał jego dawno zaginiony naszyjnik taki, o którym przez lata śnił w koszmarach i gloryfikował na rodzinnych obiadach. Adam, osłupiały, podbiegł, z nerwowo machającymi rękami.
Skąd masz ten naszyjnik?! wykrztusił. Dziewczynka, Weronika, złapała ozdobę oburącz i zrobiła krok w tył.
Proszę nie dotykać! To jest naszyjnik mojego taty!
Adam zamarł jak rogalik na mrozie. Naszyjnik taty. Kim była ta mała Polka i jakim cudem miała jego cenny relikt rodzinny?
Kilka lat wcześniej Izabela, wtedy jeszcze studentka polonistyki i entuzjastka tanich pierogów, mieszkała z przyjaciółką Elwirą w kawalerce na Pradze. Los nie rozpieszczał dziewczyn: praca od przypadku do przypadku, zupa ogórkowa na śniadanie, obiad i kolację. Walczyły jednak o lepsze jutro. Kiedyś los się odwróci. Zobaczysz! powtarzała Izabela, mieszając w garnku grysik.
Pewnego ranka, z nową dawką optymizmu, Izabela szykowała się na rozmowę o pracę w hotelu pod Warszawą. Elwira objęła ją i wyszeptała z emfazą przypominającą wyznanie miłości w serialach TVP:
Idź i rozwiń skrzydła. Przecież ty to załatwisz!
Izabela zarzuciła jedyną białą koszulę i pobiegła na rozmowę. Po godzinnych przepychankach z dyrekcją usłyszała magiczne zdanie:
Gratulujemy, ma pani pracę!
Radość niemal zmiotła ją z nóg. Tego samego wieczoru Elwira nalegała na świętowanie.
Choć, idziemy na miasto. Dziś pijemy, jutro płaczemy!
Izabela niezbyt przekonana dała się namówić. Ubrały się w swoje najlepsze sukienki z przeceny w galerii i ruszyły do modnego stołecznego klubu o wdzięcznej nazwie Foka.
W międzyczasie, po drugiej stronie miasta, Krzysztof Maj, trzydziestotrzyletni milioner i właściciel sieci futbolowych pubów, siedział samotnie w swoim audi z łzami w oczach. Zdradzony przez wspólnika, spłukany przez księgowego, rozbity przez życie. Życiowe dramaty topił w kieliszku wódki jak przystało na rasowego Polaka.
W końcu kompani pomogli mu dotoczyć się do apartamentu nad wspomnianym klubem. Krzysztof ledwo trzymał się ścian, miał czerwone oczy i zamglony wzrok.
Tymczasem na dole Izabela skromna czarna sukienka, gorsza niż zeszłoroczne barszcze zaczęła słabnąć. Przed wyjściem połknęła bardzo mocny środek na ból głowy, który właśnie dawał o sobie znać. Chwilę później wyszeptała Elwirze:
Muszę się położyć kręci mi się w głowie.
Dyskretnie powędrowała na górę, szukając kąta do odpoczynku. Znalazła półotwarte drzwi i, myśląc, iż pokój jest wolny, zasnęła na łóżku. Nie wiedziała, iż to apartament Krzysztofa.
Kilka minut później Krzysztof wtoczył się do środka. Widząc Izabelę na łóżku, w swoim pijackim zaćmieniu pomyślał, iż to prezent od losu na otarcie łez. Nic nie powiedział choćby nie byłby w stanie. Kolejne minuty to poplątanie upojenia z przypadkiem, które zakończyły się niespodziewaną bliskością.
Rano Izabela obudziła się z bólem głowy większym niż konto Krzysztofa po kryzysie w firmie. Rozejrzała się po pustym pokoju. Faceta już nie było. Obok poduszki leżał złoty naszyjnik z grawerem: K. Maj. Nie znała właściciela, ale odruchowo go schowała. Na stoliku znalazła jeszcze trochę gotówki 200 złotych w banknotach. Co się wczoraj wydarzyło? zapytała samą siebie z trwogą.
Szybko się ubrała i wróciła do domu. Elwiry prawie dostała zawału z nerwów przez całą noc obmyślała czarne scenariusze rodem z polskich telenowel. Izabela tylko ją przytuliła i rozpłakała się jak bóbr.
Miesiąc później Izabela była coraz bardziej osłabiona i mdliło ją na widok bigosu. Zaniepokojona poszła do przychodni. Pielęgniarka, z miną bardziej radosną niż święty Mikołaj w grudniu, ogłosiła:
Gratulacje, jest pani w ciąży miesiąc!
Izabela oniemiała. Ale jak to?
Pielęgniarka Takie rzeczy się zdarzają, młoda damo.
Izabela wróciła do domu, osunęła się na podłogę i zaczęła płakać wniebogłosy. Jak ja sobie poradzę? choćby twarzy ojca dziecka nie pamiętam!
Elwira wbiegła do mieszkania w samym ręczniku. Po wysłuchaniu dramatycznej relacji i obejrzeniu naszyjnika z napisem K. Maj, przez dłuższą chwilę milczała.
Trzeba wrócić do tego klubu. Może ktoś coś wie.
Nazajutrz wróciły do Foki. Pokazały naszyjnik obsłudze, zapytały sprzątaczki, rozmawiały z menadżerem wszyscy rozłożyli ręce. Ładny, ale nie nasz poziom.
Zrezygnowana Izabela wyszła na ulicę.
Nie znam twojego ojca wzdychała do swojego brzucha. Ale cię wychowam. Sama, ale z całym sercem.
Pracowała dalej w hotelu, choć czuła się coraz gorzej. Krzysztof natomiast, w swojej willi pod Warszawą, nie miał pojęcia, iż wypuścił z rąk nie tylko naszyjnik, ale i przyszłość córka właśnie rosła w brzuchu nieznanej mu kobiety.
Pewnego dnia, szykując się do pracy, zorientował się, iż brakuje złotego naszyjnika z nazwiskiem. Przeszukał sypialnię, obwiniał panią Grażynę od sprzątania, ale naszyjnika nie znalazł. Zrezygnowany poszedł do roboty, nie przypuszczając, jaką rolę odegra ten bibelot w jego życiu.
Tymczasem Izabela, coraz bardziej zmęczona, zasypiała na stojąco. Pewnego popołudnia usnęła podczas sprzątania pokoju. Goście się poskarżyli. Dyrektor wezwał ją do gabinetu i po polsku podziękował za współpracę.
Niech pani szuka szczęścia gdzie indziej.
Załamana wróciła do domu i powiedziała Elwirze, iż ją zwolnili. Brak dochodu, dziecko w drodze Płakała, ale się nie poddała.
Minęło 5 lat.
Izabela, mając już 29 lat i milion historii na koncie, z trudem spinała koniec z końcem. Po utracie pracy w hotelu sprzątała w małej jadłodajni na Ochocie. Skromne zarobki 2 tysiące złotych na miesiąc starczały na czynsz, pierogi i dziecięce kredki. Weronika, jej czterolatka, bystra i urocza, była kopią mamy z dziecięcym wdziękiem.
Pewnego wieczoru Weronika zapytała:
Mamo, a gdzie jest mój tata? Dzieci w przedszkolu mają tatusiów
Serce Izabeli pękło w kawałki. Wyjęła z szuflady złoty naszyjnik.
To naszyjnik twojego taty. To wszystko, co po nim zostało. Pilnuj go jak oka w głowie!
Weronika puchła z dumy, a Izabela delikatnie założyła jej naszyjnik.
Nie pozwól nikomu go dotknąć, dobrze?
Nie pozwolę, mamo! przyrzekła dziewczynka.
W międzyczasie Krzysztof we własnej willi na przedmieściach rozmawiał z ojcem, panem Stanisławem Majem, na temat ślubu z narzeczoną Marceliną. Krzysztofowi ciągle coś doskwierało niby sukces, a jednak dziura w duszy. Ojciec twierdził, iż ślub to rozwiązanie wszystkich problemów, szczególnie jeżeli chodzi o rodzinne koligacje i spadki.
Marcelina, znana z tego, iż chciała zostać panią Majową, narzekała przyjaciółce Klaudii, iż Krzysztof nie oświadczył się jej, mimo iż czuje przypływ gotówki po każdej jego wizycie. Klaudia przyznała się, iż sama kiedyś przyspieszyła zaręczyny udając ciążę. Marcelina, podkręcona tym pomysłem, postanowiła spróbować tego triku.
Dwa dni później oznajmiła Krzysztofowi:
Kochanie będziemy mieli dziecko!
On szczęśliwy, ucieszył się jak dziecko na widok waty cukrowej.
To świętujemy ślub!
Nie miał pojęcia, iż jego prawdziwa córka, z dumą pokazując naszyjnik w przedszkolu, mieszka dwa tramwaje dalej.
Pewnego upalnego popołudnia Izabela rozchorowała się na dobre. Marta i Weronika leciały do apteki po leki. Weronika, ze łzami w oczach i naszyjnikiem na szyi, biegła chodnikiem, gdy podjechał czarny SUV. Krzysztof akurat rozmyślał o „ciąży” Marceliny, ale widząc płaczącą dziewczynkę, coś go tknęło.
Proszę się zatrzymać! zawołał do szofera.
Podeszli do Weroniki.
Dlaczego płaczesz?
Mama jest chora idę po lekarstwo odpowiedziała.
Wtedy Krzysztof dostrzegł naszyjnik. Zbladł.
Skąd masz ten naszyjnik?
Proszę nie dotykać! To od mojego taty!
Ręce Krzysztofa latały jak liście w listopadzie.
A kto jest twoim tatą?
Nie wiem mama mi dała.
Jak twoja mama się nazywa?
Izabela.
Krzysztof kazał szoferowi kupić lekarstwo i poprosił, by dziewczynka zaprowadziła go do domu. Trzymając jej drobną dłoń, szedł przez wąskie uliczki, których nigdy nie znał.
Weszli do skromnego mieszkania. Izabela leżała na materacu. Spojrzała na obcego w drzwiach. Krzysztof nie skojarzył jej twarzy.
Pani córka płakała, więc jej pomogłem
Gdy Izabela trochę doszła do siebie, Krzysztof nie mógł oderwać wzroku od naszyjnika. Ostatecznie zapytał o jego pochodzenie.
Izabela opowiedziała wszystko: klub, zawroty głowy, obca sypialnia, naszyjnik, odkrycie ciąży.
Twarz Krzysztofa zbladła.
To jest mój naszyjnik
Zapadła cisza.
Ja pięć lat temu byłem w tym klubie, totalnie załamany Wszedłem do pokoju myślałem… Przepraszam. Nie wiedziałem.
Po policzkach Izabeli popłynęły łzy.
To ty byłeś tym mężczyzną
Krzysztof kiwnął głową, poruszony.
Nie cofnę przeszłości, ale chcę to naprawić. Weronika to moja córka.
Ukląkł przy dziewczynce.
Jestem twoim tatą.
Izabela, w kompletnym osłupieniu, słuchała, jak Krzysztof prosi o szansę, by się nimi zaopiekować. Jeszcze tego wieczoru jego SUV zabrał obie dziewczyny do rezydencji rodziny Majów.
Po raz pierwszy w życiu Krzysztof poczuł, iż znalazł prawdziwy dom i nie chodziło wcale o metraż ani o złote klamki, a o Izabelę i Weronikę, które zamieszały mu w sercu bardziej niż jakikolwiek biznesowy sukces.











