Mikołaj przyjechał na wezwanie. Otworzył mu dziesięcioletni chłopiec i dziewczynka. – Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran w kuchni cieknie, – powiedział chłopiec.

polregion.pl 3 dni temu

Michał przyjechał na wezwanie. Drzwi otworzył mu chłopiec mniej więcej dziesięcioletni oraz dziewczynka. Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran w kuchni kapie powiedział chłopak. Michał wszedł, naprawił kran. Tata by sam naprawił, ale on jest pilotem. Prawie w ogóle go nie ma w domu wyjaśnił chłopiec. Kiedy przyszła matka i zapłaciła Michałowi, chłopak wyszedł z nim na klatkę. U nas nie ma żadnego taty pilota! Mama to wszystko wymyśliła powiedział nagle.

Michał zakończył właśnie swoje ostatnie zlecenie tego dnia wymienił kran w łazience u starszej pani.

Już miał wracać do domu, gdy zadzwonił jeszcze telefon z pracy prosili, by zajrzał na kolejną ulicę i rzucił okiem na cieknący kran w kuchni.

Michał od pół roku pracował w niewielkiej firmie zajmującej się naprawami hydrauliki, sprzątaniem i innymi domowymi sprawami.

Pod wskazanym adresem zadzwonił do drzwi. Otworzył mu poważny chłopiec, może dziesięcioletni. Obok stała jasnowłosa dziewczynka, nieco młodsza.

A gdzie są rodzice? zdziwił się Michał.

W pracy zawsze odradzano wchodzenie do mieszkania bez obecności dorosłych.

Mama zaraz będzie, proszę wejść! Kran w kuchni strasznie cieknie. Próbowałem go naprawić taśmą klejącą, ale nic nie pomogło. Proszę się nie martwić, mamy pieniądze zapewnił.

Michał jednak wszedł, uwierzył, iż mama zaraz wróci. Rozmontował kran, wymienił uszczelkę.

A stół nam się chwieje i kontakt nie działa! dorzuciła nagle dziewczynka.

Tata by to nam naprawił, ale tata jest pilotem, leci gdzieś daleko, ciągle nie może wrócić mówiła dalej, powtarzając ewidentnie to, co słyszała od mamy.

Po chwili do domu wróciła matka.

Była to sympatyczna, około trzydziestopięcioletnia kobieta. Wyraźnie zmęczona i marząca jedynie o chwili spokoju.

Zdziwiła się inicjatywą dzieci.

Ciebie się człowiek nie doczeka! tłumaczył jej syn. Ciągle mówisz, iż zadzwonisz po majstra, a sama nie masz kiedy. To ja już wezwałem.

Kobieta zapłaciła Michałowi (w złotych), a dziewczynka jeszcze przypomniała o stoliku i kontakcie.

Umówili się na następny dzień. Michał zostawił wizytówkę.

Chłopiec, który jak już Michał wiedział nazywał się Maks, wyszedł wraz z nim, wyrzucić śmieci.

U nas nie ma żadnego taty pilota! Mama kłamie. Myśli, iż jesteśmy mali i niczego nie rozumiemy. Gdyby tata był, choć raz by przyjechał I prezenty ona sama nam kupuje, a mówi, iż to od taty. Widziałem, jak wybierała lalę dla Jagódki na urodziny, a potem mówiła, iż tata wysłał żalił się Maks.

Nie bądź taki pewny, różnie bywa Może rzeczywiście nie może przyjechać powiedział Michał.

Maks tylko spojrzał smutno i nie odpowiedział nic.

W domu Michał jeszcze długo nie mógł przestać myśleć o pilocie. To słowo poruszyło w nim coś dawnego. Michał sam kiedyś był pilotem. Dawno temu…

Mieszkał kiedyś w dużym mieście. Latał po całej Europie.

Miał piękną żonę. Ciągle go prosiła, żeby rzucił latanie i osiąść na stałe. Dzieci nie mieli.

Jasne, ty się będziesz cieszył lataniem w przestworzach, a ja z pieluchami zostanę? Na pewno nie!

Aż w końcu teściowie wyprowadzili się za granicę, mieli tam rodzinę, zapraszali ich do siebie.

Michał się nie zgodził, a żona odeszła i wyjechała… On dalej latał, ale zdrowie zaczęło szwankować. Musiał przejść na emeryturę.

Wylatał wielu godzin, miał dobrą emeryturę…

Przeprowadził się do mamy, na prowincję.

Zdołał spędzić z mamą pół roku, potem nagle ją stracił…

Wtedy pogubił się. Nigdy nie pił przesadnie, ale wtedy wszystko się posypało. gwałtownie pojawili się nowi koledzy.

Balował chyba miesiąc, aż mama przyśniła mu się we łzach

Rano wyrzucił wszystkich z mieszkania. Wziął się w garść. Zrobił mały remont i dopadła go pustka.

Przeglądając lokalną gazetę, natknął się na ogłoszenie, iż szukają złotych rączek z własnym autem.

Postanowił spróbować. Przynajmniej coś do roboty i kilka groszy do emerytury.

Polubił to elastyczny grafik, wolny dzień, kiedy chciał

Następnego dnia Michał znów przyszedł do znajomego mieszkania. Myślał, iż matka Maksa i Jagódki znów przyjdzie bardzo późno, ale była już w domu.

Naprawił stolik, kontakt, poprawił półeczkę w przedpokoju, wyregulował drzwiczki w kuchni.

Zajrzał do łazienki i się zatrzymał.

Tutaj przydałby się poważniejszy remont stwierdził.

jeżeli się pan podejmie, chętnie się zgodzę odpowiedziała mu pani domu Wioletta. Mamy trochę oszczędności, wystarczy dla pana.

Z czasem się zaprzyjaźnili. Wioletta pracowała jako przedszkolanka.

Zostań z nami na kolacji, tyle pan dzisiaj napracował się na pewno nieśmiało zaproponowała.

Dzieci też zapraszały, ciągnąc go za ręce do stołu.

Michał zgodził się.

Kolacja przedłużyła się. Dzieci dawno już spały, a oni dalej rozmawiali.

Nikt jeszcze nie słyszał od Michała tak szczerej opowieści o jego życiu. Wioletta słuchała z niezwykłą uwagą i ludzkim ciepłem.

Nie miała męża były dwie nieudane próby związku, dwoje dzieci w trzyletnim odstępie.

Postać pilota wymyśliła chciała wszystko wyjaśnić, gdy dzieci podrosną.

Gdy Michał wracał nocą do domu, w głowie miał dziwny spokój.

Obiecał, iż jutro wróci, bo pracy przez cały czas nie brakowało.

Nazajutrz, gdy Wioletta otworzyła drzwi, osłupiała. Do mieszkania wszedł Michał w mundurze pilota, z bukietem kwiatów i tortem.

Tata! Tata-pilot wrócił! zawołała Jagódka, rzucając mu się na szyję.

Wróciłem, tylko was nie poznałem na początku, dawno się nie widzieliśmy, prawda Wioletta? spytał Michał z niemym błaganiem w oczach.

Wioletta miała tylko jedną możliwą odpowiedź skinęła głową.

Tak niepełna dotąd rodzina Wioletty stała się pełna i szczęśliwa.

Maks jeszcze nie od razu uwierzył, iż tata wrócił.

Michał adoptował Maksa i Jagódkę, a po roku i pół urodził się im jeszcze syn

Życie bywa nieprzewidywalne. Czasem szczęście przychodzi z zupełnie niespodziewanej strony. jeżeli odważysz się dać drugą szansę sobie i innym, możesz odnaleźć rodzinę choćby wtedy, gdy już wydajesz się być całkiem sam.

Idź do oryginalnego materiału