Mieszkam z mężczyzną, który twierdzi, iż pieniądze mają „niską energię”. Byliśmy razem prawie dwa lata, on pracował, wspierał dom, wszystko było normalnie… aż nagle „przebudzenie duchowe” – rzucił pracę i ogłosił, iż żyje teraz „świadomie”, a rachunkami ma zająć się Wszechświat. Ja jeszcze pracuję, on medytuje i ogląda filmy rozwojowe, nazywając mnie „nieprzebudzoną”, gdy proszę go o pomoc. Sama płacę za mieszkanie, jedzenie, rachunki; czuję się nie partnerką, a sponsorką duchowego rozwoju i coraz bardziej myślę: czy jestem jego dziewczyną, czy mecenasem duchowym? Ile jeszcze mam to ciągnąć i co powinnam zrobić?

newsempire24.com 5 godzin temu

Wyobraź sobie, żyję z facetem, który twierdzi, iż pieniądze to nisko wibrująca energia. Jesteśmy razem prawie dwa lata i do niedawna wszystko wyglądało całkiem zwyczajnie. On pracował, dorzucał się do rachunków, mieliśmy swój tryb. Aż tu nagle, jakieś trzy miesiące temu, wrócił do domu cały odmieniony i oznajmił, iż doznał duchowego przebudzenia i już nie może dalej pracować, bo to nie jest zgodne z jego powołaniem. Tydzień później rzucił robotę.

Na początku go poparłam. Powiedział, iż potrzebuje czasu, żeby się odnaleźć, iż jest zmęczony wyścigiem szczurów i chce żyć bardziej świadomie. Ja normalnie wstawałam wcześnie, goniłam do pracy, wracałam totalnie padnięta, a on zostawał w domu medytował, oglądał filmy rozwojowe, palił kadzidełka. Mówił, iż się oczyszcza.

Mijały tygodnie, a on nie dorzucił się choćby do czynszu. Kiedy go zapytałam, powiedział, żebym się nie martwiła bo Wszechświat zawsze zadba o dobrobyt. Tym wszechświatem byłam finalnie ja. Zaczęłam sama płacić za zakupy, rachunki, komunikację miejską wszystko. On jadł, mieszkał, korzystał z internetu, wody, prądu, ale twierdził, iż nie wierzy w rachunki, bo to życie w strachu.

Pewnego dnia wróciłam po pracy ledwo żywa, a on leżał na kanapie i słuchał nagrania o obfitości. Zagadałam o kasę. Stwierdził, iż jestem w trybie braku, iż mój stres przyciąga złe wibracje i iż powinnam puścić kontrolę. Wkurzyłam się. Powiedziałam, iż to nie żadna próba kontroli, tylko zwykła odpowiedzialność. A on na to, z politowaniem, iż jeszcze się nie przebudziłam.

Obiecał, iż niedługo zacznie zarabiać na wiedzy jakieś konsultacje, sesje, cokolwiek. Mijały dni, tygodnie, ale nic się nie zmieniło. Jedyne co, to zaczął poprawiać mnie na każdym kroku jak mówię, co myślę, co czuję. Gdy wspomniałam, iż jestem zmęczona, stwierdzał, iż nisko wibruję. Gdy wracałam w kiepskim nastroju iż mam blokady emocjonalne.

Był jeden taki moment, który mocno utkwił mi w głowie. Wróciłam obładowana z Biedronki, zostawiłam siatki na stole i proszę, żeby mi pomógł. On mówi, iż właśnie medytuje głębiej i nie może się oderwać, bo zaburzy energię. Zamilkłam. Jak sama układałam zakupy, pomyślałam, iż już nie mam partnera, tylko dorosłego faceta, który zdecydował się nie brać żadnej odpowiedzialności.

Ostatnio poprosiłam go, żeby w końcu poszukał pracy jakiejkolwiek. A on ze świętym oburzeniem: iż nie będzie się więcej podporządkowywał systemowi, bo to go niszczy, i iż powinnam go wspierać jako świadoma partnerka. Ja na to: jedno to wsparcie, a drugie utrzymywanie dorosłego, który nie robi nic. Obraził się. Powiedział, iż nie wierzę w niego.

Tak to wygląda: ja dalej pracuję, płacę za wszystko i czasem się zastanawiam, w którym momencie z dziewczyny stałam się sponsorką duchowego stażu we własnym mieszkaniu. Nie wiem, czy jestem jego partnerką, czy może mecenasem rozwoju osobistego. Wiem tylko, iż jestem zmęczona i choćbym nie wiem ile odpalała kadzidełek, rachunki same się nie uregulują.

I co ja mam zrobić?

Idź do oryginalnego materiału