Mieszkam z facetem, który twierdzi, iż pieniądze mają „niską energię”: od partnerstwa do sponsorowan…

polregion.pl 6 godzin temu

Mieszkam z mężczyzną, który uważa pieniądze za „niską energię”.

Jesteśmy razem prawie dwa lata i do niedawna wszystko przebiegało normalnie. Pracował, dokładał się do wydatków, miał poukładany tryb życia. Trzy miesiące temu wrócił do domu i oznajmił, iż przeszedł „przebudzenie duchowe” i iż jego praca już nie współgra z jego powołaniem. Tydzień później złożył wypowiedzenie.

Na początku go wsparłem. Tłumaczył, iż potrzebuje czasu, by odszukać samego siebie, iż jest zmęczony systemem i chce żyć „świadomie”. Ja dalej wstawałem wcześnie, wychodziłem w pośpiechu do pracy, wracałem zmęczony. On zostawał w domu medytował, oglądał filmiki o rozwoju osobistym, palił białą szałwię albo kadzidła. Mówił, iż „się leczy”.

Po dwóch tygodniach dalej nie dołożył się choćby do czynszu. Gdy go zapytałem, odpowiedział, żebym się nie martwił wszechświat zawsze zapewni wszystko, co potrzeba. Tym „wszechświatem” okazałem się ja. Zacząłem sam płacić za jedzenie, rachunki, bilety wszystko. On jadł, korzystał z mieszkania, internetu, wody, prądu, a twierdził, iż nie uznaje opłat, bo to życie w lęku.

Pewnego dnia wróciłem kompletnie wyczerpany z pracy i zastałem go leżącego na kanapie podczas słuchania nagrania o obfitości. Powiedziałem, iż musimy porozmawiać o pieniądzach. Odpowiedział, iż jestem w „trybie niedostatku”, stres przyciąga złe wibracje i iż powinienem odpuścić kontrolę. Wkurzyłem się. Wyjaśniłem, iż to nie kontrola, tylko odpowiedzialność. Spojrzał na mnie z politowaniem i stwierdził, iż jeszcze się „nie przebudziłem”.

Obiecał, iż niedługo zacznie zarabiać na swoim rozwoju, iż będzie udzielał konsultacji, prowadził sesje, coś w tym stylu. Mijały dni, a nie zmieniało się nic, poza tym, iż zaczął poprawiać mnie we wszystkim jak mówię, jak myślę, jak reaguję. jeżeli narzekałem, iż jestem zmęczony, uznawał to za „niską wibrację”. Jak miałem gorszy humor, twierdził, iż jestem emocjonalnie zablokowany.

Najbardziej utkwiła mi jedna sytuacja. Wróciłem z zakupami, postawiłem torby na stole i poprosiłem go o pomoc przy rozpakowaniu. Odpowiedział, iż jest w głębokiej medytacji i nie może przerwać energii. Zamilkłem. Gdy sam wszystko układałem, pomyślałem, iż nie mam partnera, tylko dorosłego, który postanowił zrezygnować z odpowiedzialności za własne życie.

Ostatnio poprosiłem, żeby poszukał jakiejkolwiek pracy. Stwierdził, iż nie będzie znowu „podporządkowywał się” czemuś, co go unieszczęśliwia, tylko po to, by płacić rachunki. Że powinnam rozumieć i wspierać go jako „świadoma partnerka”. Odpowiedziałem, iż czym innym jest wspierać, a czym innym utrzymywać kogoś, kto nie robi nic. Obraził się. Oznajmił, iż we mnie nie wierzę.

Dzisiaj wciąż pracuję, płacę za wszystko i zastanawiam się, w którym momencie partnerka zamieniła się w sponsora duchowego wolontariatu pod własnym dachem. Nie wiem już, czy jestem jego bliską, czy jego mecenasem duchowym. Wiem natomiast, iż jestem zmęczony i ile bym nie palił kadzideł, rachunki same się nie opłacą.

Czego się nauczyłem? Że można wspierać drugą osobę, ale nie można brać na siebie jej życia i odpowiedzialności. Warto wiedzieć, gdzie kończy się partnerstwo, a zaczyna wykorzystywanie.

Idź do oryginalnego materiału