Dziennik osobisty
Mieszkam z mężczyzną, który twierdzi, iż pieniądze to niskie wibracje.
Jesteśmy razem prawie dwa lata i jeszcze trzy miesiące temu wszystko wyglądało normalnie. On miał etat, dokładał się, miał poukładane życie. Ale pewnego dnia wrócił do mieszkania w Krakowie z poważną miną i oznajmił, iż przeszedł duchowe przebudzenie. Powiedział, iż jego praca nie jest zgodna z jego powołaniem. Tydzień później był już bezrobotny.
Na początku wspierałam go. Przekonywał mnie, iż musi odnaleźć siebie, bo jest zmęczony systemem i chce żyć ze świadomości. Ja dalej chodziłam codziennie do pracy wstawałam skoro świt, pędziłam przez zatłoczone przystanki, wracałam wykończona. On zostawał w domu: medytował, słuchał podcastów o rozwoju osobistym i palił kadzidełka. Zapewniał mnie, iż się uzdrawia.
Po dwóch tygodniach dalej nie miał żadnych dochodów, nie przyłożył się choćby do czynszu. Kiedy o to zagadnęłam, odpowiedział, żebym się nie przejmowała, bo Wszechświat zawsze zapewnia. Jak się okazało, wszechświatem byłam ja. Opłacałam zakupy, rachunki, bilet miesięczny wszystko. On jadł, korzystał z mieszkania, Internetu, prądu i wody, choć twierdził, iż nie uznaje rachunków, bo to życie w lęku.
Pewnego wieczoru wróciłam do domu w kompletnie rozbitym stanie, a on leżał na kanapie i słuchał nagrania o obfitości. Zasugerowałam, iż musimy poważnie porozmawiać o pieniądzach. Usłyszałam, iż jestem w trybie braku, iż moje spięcie przyciąga złe energie, i powinnam odpuścić kontrolę. Wkurzyłam się. Powiedziałam, iż to nie jest żadna kontrola, tylko zwyczajna odpowiedzialność. Popatrzył na mnie z politowaniem i rzucił, iż najwyraźniej jeszcze się nie przebudziłam.
Obiecał, iż niedługo zacznie zarabiać na swojej wiedzy będzie prowadził konsultacje, jakąś sesję, coś tam. Mijały kolejne dni, a nic się nie działo. Zaczął za to coraz częściej poprawiać każdy mój gest i słowo jak mówię, co myślę, jak reaguję. Skarżyłam się, iż jestem zmęczona zarzucał mi niskie wibracje. Wracałam w kiepskim humorze twierdził, iż jestem zablokowana emocjonalnie.
W pamięci została mi pewna chwila. Wróciłam z siatami z Biedronki, rzuciłam je na stół i poprosiłam o pomoc z rozpakowaniem. Powiedział, iż jest w głębokiej medytacji i nie może przerwać swojego przepływu energii. Zdusiłam w sobie złość. Pakując sama zakupy, poczułam, iż nie mam w domu partnera, tylko dorosłego faceta, który całkowicie zrezygnował z odpowiedzialności za swoje życie.
Niedawno poprosiłam, żeby poszukał jakiejkolwiek pracy dosłownie byle jakiej. W odpowiedzi usłyszałam, iż nie będzie się znów podporządkowywać systemowi, który go unieszczęśliwia, tylko po to, by płacić rachunki. Że powinnam go zrozumieć i wspierać jak świadoma partnerka. Wyjaśniłam, iż co innego wspierać, a co innego sponsorować faceta, który nic nie robi. Obraził się. Stwierdził, iż w niego nie wierzę.
Dziś dalej ja pracuję, płacę wszystkie rachunki i zastanawiam się, w którym momencie z bycia dziewczyną stałam się sponsorem duchowego stażu we własnym mieszkaniu. Nie wiem już, czy jestem partnerką, czy mecenasem jego rozwoju osobistego. Wiem tylko, iż jestem zmęczona, a żadne kadzidła nie sprawią, iż rachunki za prąd same się opłacą.
Co mam zrobić?









![Dorota Deląg: Bycie mamą, zwłaszcza samodzielną, to istna harówa [PODCAST "Bliżej"]](https://m.mamadu.pl/aaffc119db54f7efc2a0cc6ca7d81ecb,1920,1080,0,0.webp)

