Mgła rozwiewa się
Ostatnio Zofia coraz częściej rozmyśla o swoim życiu. Czuje się znudzona każdy dzień przypomina poprzedni. Mimo iż ma rodzinę: męża Eryka i dwójkę synów, którzy uczęszczają do szkoły i są wyróżniańcami, życie zdaje się jej monotonne.
Zofia wstaje wcześnie, gdy w sypialni rozlega się głośny, rytmiczny stuk zegara z kukułką. Za oknem ledwo wschodzi świt. Nie może zasnąć ponownie, leży jeszcze i w głowie krążą różne myśli o nadchodzącym dniu.
Teraz wstanę i zacznie się kolejny dzień pełen obowiązków myśli. Pójdę doźwignąć krowę Zosię, nakarmię ją i wypuszczę do stada, potem nakarmię resztę zwierząt. Potem muszę przygotować śniadanie dla Eryka i chłopców, obudzić ich, odprowadzić chłopców do szkoły, a Eryka do pracy. O, dziś koniecznie należy podwyłkać ziemniaki, inaczej przerosną, więc chwytam motykę i ruszam na ogród.
Zofia rusza do domowych obowiązków, a w głowie wciąż wirują kolejne zadania:
Dziś trzeba wyprać, po podwórku przystrzyc kwiaty i zamiatać, dawno tam nie sprzątałam. Ech, moje życie jest nudne, same sprawy i sprawy Dzień zaczyna się.
Eryk, wstawaj, czas popycha go lekko w ramię, ale on jeszcze nie wstał.
Tak, tak mruczy i przewraca się na plecy.
Dzieci, wstawajcie, czas jeść i iść do szkoły. Jasiu, nie odwracaj się, i tak trzeba wstać. Kto cię odprowadzi do szkoły, nie ja. Leniuchu, lepiej by było iść spać wcześniej jęczy niegłośno matka. Najmłodszy Kuba już podskoczył, lekki jak piórko, a Jasio przeciąga się.
W końcu rozsyła wszystkich do ich zajęć, zajmuje się praniem, rozwiesza wyprane ubrania na podwórku. Dziś nastrój jest przygnębiony, nie wie, skąd się bierze, ale ostatnio zauważa, iż nie jest zadowolona z życia.
Zaczyna przycinanie kwiatów, gdy podchodzi do niej sąsiadka Nadzieja, energiczna i szybka. Ciągle krzyczy na swoje zwierzęta i na wszystko wokół, a jej głos niesie się po całym podwórku Zofii.
Nadziejo, co wczoraj wieczorem znowu się kłóciłaś?
No wiesz Mój syn Franek wrócił, można by choćby powiedzieć, iż przyszedł, ale wleciał do domu jakby w pośpiechu. Cały wieczór czekałam, miałem przesunąć szafę, a on był taki ciężki Mimo iż rano go ostrzegłam A potem znów zniknął do Ignacego, a tam własne sprawy i ciągłe spotkania Dobrze ci, iż twój Eryk nie pije, nie widziałam go nigdy pod wpływem.
Nadzieja zazdrości Zofii spokojnego podwórka, bez krzyków i hałasu, w przeciwieństwie do własnego. Widząc, iż sąsiadka jest smutna, pyta:
Zosiu, co cię trapi? Dlaczego nie uśmiechasz się, jakaś przygnębiona chmura?
Zofia wzdycha, siada na ławeczce, a Nadzieja siada obok.
Nie wiem, Nadziejo, coś mnie przytłacza. Mam wrażenie, iż wszystkie interesujące wydarzenia omijają mnie, a inni żyją lepiej, szczęśliwiej, bardziej barwnie. Chciałabym coś zmienić, choćby nie jak w filmie, ale przynajmniej jak u naszych sąsiadów.
Och, Zosiu, nie narzekaj tak. U ciebie wszystko płynie gładko, spokojnie mówi zaskoczona sąsiadka. Czego jeszcze potrzebujesz?
Patrzę na Martę, jej mąż Wiktor jest przystojny, zawsze razem chodzą, przytulają się i całują przy publiczności. Marta pracuje jako główna księgowa, ubiera się elegancko. To nie życie, a bajka Wiktor jeździ samochodem, na urodziny przywozi czerwone róże z miasta. Często tam jeździ. Życie Marty nie jest nudne.
No właśnie, znalazłaś komu zazdrościć wtrąca Nadzieja. Siedząc w domu nie widzisz, co się dzieje. Wiktor to jednak cwaniak, kobieciarz, nie przepuści żadnej damy. Marta o tym wie, kupuje nowe ciuchy, stroi się dla niego. A on, jak kot marcowy Lubi Martę, ale w domu potrafi podnieść rękę. Jego życie jest roztańczone, jeździ do miasta, gdzie ma kobiety, choćby młode dziewczyny.
Skąd to wiesz? Może po prostu dojeżdża do pracy.
No tak, po sprawach służbowych! A po co jeszcze? Dlaczego o dziesiątej wieczorem wyjeżdża, a rano wraca? Moja siostra, która mieszka obok, przyjaźni się z Martą i wszystko widzi. Marta czasem ukrywa siniaki pod korektorem. Żyje w strachu, iż Wiktor ją opuści albo uderzy. Ty mówisz, iż to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? podpowiada Nadzieja, a Zofia patrzy na nią zdziwiona, nie do końca wierząc w słowa.
Po chwili milczenia Zofia kontynuuje:
Dobrze, jeżeli tak jest, nie będę zazdrościć Marcie. Weźmy Teresę. Nie można powiedzieć, iż jej mąż Andrzej jej nie kocha. On darzy ją pożądaniem i kocha ich syna. Zakazał jej choćby pracować, sam wszystko robi w domu. Czasem wozi Teresę na wycieczki, to prawdziwa miłość. Szczęśliwa Teresa a moje życie jest mdłe, nudne.
No nie, Zosiu, masz nieco racji.
Dlaczego? Andrzej nie pije, nie hulaj dusza, gospodaruje.
A wiesz, iż ich starszy syn jest chory? Młodszy Antoś ma się dobrze, chodzi do szkoły, to dobry chłopiec.
Wiem przyznaje Zofia nie wiem, jaka to choroba, ale mieszkają na dolnej ulicy, na końcu wsi. Andrzej? Eryk mówi o nim pochlebnie. Znam Teresę, chodziliśmy razem do szkoły, od razu po szkole wyszła za Andrzeja. Ich miłość zaczęła się jeszcze w szkolnych ławkach.
Starszy syn, Wiktor, jest bardzo chudy, jego rówieśnicy już są w ósmym klasie. On wciąż zachowuje się jak sześcioletni chłopiec. Nie rośnie mu głowa. Nie wiem, jaka choroba, ale Teresia z Andrzejem wożą go do sanatorium, dostają darmowy wózek. A ty mówisz, iż jedzie na wakacje Niech Bóg nie pozwoli, żeby ktoś miał taki kurort.
No właśnie, Nadziejo, niech Bóg nie pozwoli. Skąd te wszystkie informacje? Co się dzieje w wsi, kto gdzie jedzie?
Pracuję na gospodarstwie, tam wszystkie plotki i nowinki. Gdzie zaczynają się plotki? Tam, gdzie dużo babć, tam i rozmowy Oksana, nasza pracownica, siostra Andrzeja, wie wszystko, a jej język jest długi.
Tak, nie warto zazdrościć. Jak mówi przysłowie: W każdej chacie własne grzechotki, a ja nie znam takich szczegółów mówi Zofia.
Nie znasz, bo cały czas w domu, chodzisz do sklepu i tyle. Nie stoisz przy studni, nie rozmawiasz z babami przy wózku. Po co ci studnia, skoro Eryk przyniósł wodę, wywiercił studnię, a on jest gospodarzem, dobrym mężem. Och, Zosiu, pewnie z nudów się gniewasz Nie widzisz innego życia, więc myślisz, iż wszyscy żyją beztrosko dodaje Nadzieja.
Zrozumiawszy, iż życie Marty i Teresy nie jest słodkie, ale Katarzyna rozkoszuje się miłością i czułością. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy mężczyźni odwracają szyję, gdy się pojawia wszyscy o niej śnią uśmiecha się Zofia. choćby z sąsiedniej wsi przyjeżdżają na motocyklach, przynoszą prezenty. W niedzielę wracam z marketu, a ona idzie rozebrana, trzyma bukiet kwiatów i dużą puszkę czekolad, uśmiecha się i mówi, iż podarował jej Ilya z sąsiedniej wsi.
Tak, Katarzyna to piękność podtrzymuje Nadzieja. Plotkują, iż choćby nasz wójt podkrada się do niej potajemnie, a żona go nie zna. Gdyby się dowiedziała, Katarzyna straciłaby włosy, bo jej żona jest okrutna śmieje się.
Właśnie, Katarzyna żyje wesoło odpowiada Zofia.
Wesoło, ale ile ma lat? Trzydzieści pięć Chłopcy przyjeżdżają zarówno na motocyklach, jak i w samochodach, jedni z jedną, drudzy z drugą. Obdarowują ją prezentami. Czas płynie, a nikt nie chce jej poślubić. Młodość odchodzi, a ona wciąż samotna.
Myślę, iż Katarzyna też rozmyśla o tym w samotności, płacze w poduszkę, choć nikt tego nie widzi.
Och, Nadziejo, to prawda. Gdy się przyjrzeć, te kobiety nie są aż tak szczęśliwe, a ja im zazdroszczę ze wszystkich sił. Chyba jakaś mgła zasłania mi oczy
Rozmawiają jeszcze chwilę, potem Nadzieja biegnie do domu, a Zofia chwyta motykę i idzie kopać ziemniaki. Dzieci wracają ze szkoły, karmi je, przyprowadzają krowę z pastwiska, dorabia. Eryk przychodzi z pracy, ją karmi. Tak mijają kolejne dni spokojnie, jak zawsze.
Tej nocy Zofia nie może zasnąć, zasypia z trudem, a we śnie pojawia się jej zmarła babcia Jadwiga. Wychodzi z mgły i mówi:
Zosiu, nie gniewaj się na Boga, kochana, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam po miarę, a nie miałeś ich w życiu wiele. Żyj więc swoim życiem
Obraz babci rozmywa się w mgłę, Zofia budzi się. Nagle czuje wstyd, iż narzekała na swoje życie, współczuła sobie, zazdrościła innym, jakby ich szczęście było jedynym.
Świt już wstaje. Leży w łóżku, obok chrapie jej mąż, tykają zegary. Wstaje, owija płaszcz i wychodzi na werandę. Mgła się rozprasza, rosą lśni trawa, dzień zapowiada się pięknie.
Jak dobrze żyje się teraz myśli radośnie wszystko jest w porządku. Przez cały czas żyłam w mglistym kółku zazdrości, patrząc na innych i wyobrażając sobie ich los. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważałam, iż i ja mam już szczęście: kochający mąż Eryk, który nigdy mnie nie skrzywdzi, kochani synowie, którzy świetnie radzą sobie w szkole i nie dają problemów. Te drobne rzeczy, o które się martwiłam, są niczym. Jak pięknie, iż mgła się rozproszyła.
Wchodząc z powrotem do domu, zdejmuje płaszcz, zagląda do pokoju dzieci, poprawia kołderkę Maćkowi. Powoli odzyskuje równowagę, a wszystko wraca na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.












