Mąż zaproponował, żebyśmy na każde święta oddawali naszą sypialnię jego rodzicom, a sami spali na podłodze – Przecież wiesz, iż tata ma rwę kulszową? Na kanapie nie może, potem nie wstanie. A mama źle sypia – potrzebuje ciszy i ciemności, a w salonie od ulicy latarnia świeci prosto w okno. No trudno, przecież wytrzymamy tydzień, nie jesteśmy az tak delikatni? Marzena zamarła z chochlą nad garnkiem, gdy słowa męża powoli docierały do jej świadomości niczym gęsty kisiel. Powoli odwróciła się do Sebastiana, który siedział przy kuchennym stole i w udawanym skupieniu studiował wzory na ceracie. – Poczekaj, Sebastian. Dobrze zrozumiałam? Twoi rodzice przyjeżdżają do nas na wszystkie świąteczne dni, od trzydziestego do ósmego – zgoda. Ale chcesz, żebyśmy oddali im naszą sypialnię, nasze łóżko z ortopedycznym materacem, które dwa miesiące wybieraliśmy i kupiliśmy za majątek, a sami przeprowadzili się do salonu? – No tak – Sebastian wreszcie podniósł wzrok pełen mieszanki winy i uporu. – Przecież to rodzice. Gościnność, szacunek dla starszych. Nie położę taty na rozkładanej kanapie, tam już sprężyny wystają. – Wiem, nie da się tam spać – pokiwała głową Marzena. – Dlatego sami tam nie śpimy. Ale zapomniałeś chyba, iż ja też mam problemy z kręgosłupem. Mam przepuklinę po wypadku, a po tygodniu muszę iść do pracy, zamknąć roczne rozliczenia. – Marzeno, nie zaczynaj… – skrzywił się mąż niby z bólu zęba. – Już wymyśliłem wyjście. choćby nie będziemy rozkładać kanapy. Pożyczyłem od Waldka dmuchany materac – podwójny, wysoki. Rozłożymy na podłodze w salonie, będzie super. Jak za młodu w namiocie – romantyka! – Romantyka? Na podłodze? W wieku trzydziestu ośmiu lat? – Marzena odłożyła chochlę, czując, jak w środku narasta irytacja. – Sebastian, to nie biwak, tylko mój dom. Sypialnia to jedyne miejsce, gdzie mogę odpocząć. Twoja mama wstaje o szóstej i hałasuje garnkami. jeżeli będziemy spać w salonie połączonym z kuchnią, będziemy się budzić razem z nią. – Poproszę, żeby nie hałasowała – obiecał niepewnie Sebastian. – Weź pod uwagę sytuację. Rodzice już kupili bilety. Jadą do wnuków, do nas. No jak odmówić? Obiecałem już mamie wygodne warunki. Martwiła się, iż nam popsuje święta, a powiedziałem: „Mamo, będziecie spać jak królowie”. – Ach, więc już obiecałeś… – przeciągnęła Marzena. – Nie obchodziło cię moje zdanie? Rozporządziłeś naszą sypialnią, moim komfortem? – Chciałem dobrze! – wybuchł Sebastian. – Nie rób ze mnie tyrana. Chcę tylko, żeby rodzice mieli wygodnie. Są starsi! Rozmowa zakończyła się kłótnią. Marzena zamknęła się w łazience i długo patrzyła na swoje odbicie. Kochała męża i swoją przytulną (choć z kredytem) kawalerkę. Ale odwiedziny teściowej zawsze były próbą sił. Halina była głośna, stanowcza i nieznosząca sprzeciwu. Teść, Andrzej, cichy i wiecznie wymagający. Marzena wiedziała, iż przegrała bitwę. Gdyby się postawiła, zostałaby wrogiem numer jeden – i dla teściowej, i dla męża, który cały tydzień chodziłby po domu z miną cierpiętnika. Przygotowania do wizyty przypominały ewakuację. Marzena opróżniała szafę w sypialni, kosmetyki chowała do łazienki – Halina lubiła wszystkiego spróbować i potem komentować. Sebastian pompował ogromny, niebieski materac w salonie, który zajął pół pokoju i śmierdział gumą. Zapewniał: – Zobacz, jaki sprężysty! Sam sprawdzałem! Trzydziestego grudnia rano rozległ się dzwonek. Teściowie weszli z impetem. Halina w futrzanej czapie zaczęła narzekać na podróż, a Andrzej rozglądał się za kapciami. Halina zaraz skontrolowała sypialnię: „No, czysto, ale te zasłony takie ponure… A materac bardzo twardy! Andrzej, połóż się, sprawdź!” Cały dzień upłynął w hałasie – gotowanie, plotki, narzekania. Marzena czuła się jak służąca. choćby na kawę nie pozwolili jej przysiąść. Noc na niebieskim „królu komfortu” była torturą. Ruszał się, skrzypiał, prześcieradło zsuwało, od podłogi ciągnęło zimno. Każdy ruch budził drugą osobę. Nad ranem Marzena poczuła się pobita – sztywny kark, ból w krzyżu. – No co tak niewyraźnie wyglądacie? – zdziwiła się Halina. – Młodzi, to mogą spać na gwoździach, ha-ha! Marzena z trudem powstrzymała się od łez. Kiedy jeszcze dowiedziała się, iż jej krem za kilkanaście tysięcy zniknął – teściowa nałożyła go Andrzejowi na… pięty, zagotowała się do reszty. Wyszła z mieszkania i przez łzy zarezerwowała pokój w drogim hotelu – z dużym łóżkiem i ciszą. Wróciła, spakowała się i oświadczyła mężowi, iż na święta gości zostawia jemu. „Chciałeś wygody dla rodziców – mają. Ja też chcę tego dla siebie.” Telefon dzwonił bez końca, ale Marzena spędziła najlepszy sylwester życia – w hotelu, z szampanem i spokojem. Trzeciego stycznia wróciła. W domu bałagan, Sebastian pokorny jak baranek, teściowa rozżalona. Łóżko już należało z powrotem do Marzeny. Sebastian sam naprawił kanapę dla rodziców i obiecał, iż nigdy więcej nie poprosi żony o spanie na podłodze – i iż odkupi jej krem. Marzena uśmiechnęła się w ciemności: w końcu była u siebie – i już nikt nie podważy jej granic. jeżeli ta historia wydała Wam się znajoma, zostawcie serduszko i napiszcie w komentarzu, co Wy zrobilibyście na miejscu Marzeny!

naszkraj.online 5 godzin temu
Rozumiesz przecież, iż tata ma rwę kulszową? Na kanapie mu się nie da, potem się nie będzie mógł wyprostować. A mama w nocy źle sypia, potrzebuje ciszy i ciemności, a w salonie latarnia świeci jej prosto w oczy. Przecież wytrzymamy tydzień, nie jesteśmy aż tacy delikatni, co nie? Aldona znieruchomiała z chochlą w ręku, kompletnie […]
Idź do oryginalnego materiału