Michał wybrał się z walizką do mamy co za niespodzianka, prawda? zapytała mnie, kiedy zobaczyłam, jak nasz trzydziestoletni przyjaciel Michał patrzy z niedowierzaniem.
A o jakim kotle mówisz? odparła Łucja, zerkając na niego. No wiesz, czynsz, jedzenie, pranie, sprzątanie ile zamierzasz co miesiąc wkładać do wspólnego budżetu?
Michał spojrzał na nią, nie wiedząc, co odpowiedzieć, a ona wyczuła, iż nie zamierza nic płacić. Wszystko, co шосе Łucji, było zupełnie inne niż te typowe dramy: niewierni mężowie, zdradzone żony, wybryki hałaśliwych dzieci i wredne teściowe. W jej przytulnym świecie nie było miejsca na takie kłopoty a z teściową wcale nie musiała się męczyć.
Reszta? Każdy sam się wini. Trzeba trzymać męża na krótkiej smyczy, dzieci wychowywać, a teściowi zachować uprzejmy dystans.
Tak było, dopóki nie przyłapała Michała z jego przyjaciółką w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. Dom też może stać się niewłaściwym miejscem, jeżeli przyjdziesz za późno
Było to obrzydliwe, podłe i obrzydzające. Do tego dopisał się efekt niespodzianki nikt się tak nie spodziewał. W jednej chwili Łucja straciła wszystko: solidny związek, męża i najlepszą przyjaciółkę.
Wieczorem przedtem przygotowała pieczoną makrelę złocistą, na podkładzie z podsmażonej marchewki i cebuli. Wczoraj smakowała wyśmienicie, a resztę zostawiła Krzysztofowi na jutro; przecież był architektem i często pracował w domu.
Makrela Łucji to był majstersztyk: najpierw kawałek ryby zamoczono pół godziny w mieszance musztardy, majonezu, miodu i przypraw, potem zapiekano w folii, a na koniec dorzucano chrupiącą skórkę. Krzysztof to uwielbiał!
W kuchni przyjaciółka z mężem jedli jej makrelę i śmiali się. Na nich było tylko bielizna on w slipach, ona w koszuli, pod którą nie widać nic. W sypialni rozłożono łóżko, jak w kiepskim filmie przyjacielka się zakręciła, a mąż zaczął paplać: Tadeusz przyszedł, a ciebie tu nie ma!.
Łucja zapytała z ironią: Bez slipów się zgodzisz poczekać?. Dlaczego bez slipów? To są stringi! odparł Krzysztof. Mąż już wiedział, co się kryje pod dolnym puchem przyjaciółki.
Wpadła do sypialni, chwyciła stertę bielizny i wrzuciła ją w twarz parze przy stole prosto na stół, z niejedzoną tłustą rybą. Potem krótkim, mocnym zdaniem w stylu A wy…! wyraziła swoją pozycję i poszła do salonu. Zza drzwi dochodził hałas, po chwili otworzyła się wejściowa drzwi i wpadł mąż, próbując ratować sytuację.
Co ty kombinujesz? zapytał. A ja dopiero rano nie posprzątałem, bo miałem projekt! wymówił. No tak, podziel się: jest tak gorąco! I po prostu przyznaj się, iż to ty wpadłaś!
Łucja patrzy smutno na kołyszącego się mężczyznę: jego pociąg już odjechał w inną stronę, jak mawiała babcia, trąca się po torach. Nie było szans na pojednanie, choć mógłby przyznać się do winy. Pierwszy raz się rozstajemy wszyscy to wiedzą, później dopiero zaczynają kłócić się na maksa. Łucja nie mogła tego zrobić, bo pamiętała, jak rano zakryła poduszkę kołdrą po swojej stronie łóżka, a on jeszcze spał.
Teraz, wchodząc do sypialni, zobaczyła kołdrę leżącą na podłodze. Krzysztof, po takim miłym pożegnaniu, wyprowadził się z walizką do mamy mieszkał w mieszkaniu Łucji. Była to dobra teściowa, z którą Łucja miałaby piękne relacje, ale tylko na odległość. Wtedy w drzwiach pojawił się dwudziestoosiokrotny króliczek mama z walizką, gotowa do nowego życia.
Wszystko to nie pomagało nowej, małej jednostce społecznej zaczęło się od krzyku: Jak mogłaś, dupka?. Dupka już było w porządku, bo nikt się nią nie przejmował. Teściowa też dostała radę, by wzięła rękę w rękę z synem i odjechali razem.
Po rozwodzie Łucja prawie rok nie mogła patrzeć na mężczyzn aż jej serce zwróciło się w stronę przystojnego Dmytro, który był o rok młodszy. Ich relacja przeszła już do intymnej fazy spotykali się w jej mieszkaniu, a Dmytro kilkakrotnie zostawał na noc. W końcu wyznał, iż chce przeprowadzić się na stałe. Kocham cię, chcę budzić się i zasypiać razem, rzekł. Zgoda, króliczku?
To było naturalne, ale Łucja nie była gotowa. Szczęśliwe małżeństwo to takie, w którym jeden chrapie, a drugi nie słyszy. Łucja słyszała wszystko. Dmytro chrapał jak drwal i podrzucał jej nogi, choćby przy różnych kołdrach. Przez dwie noce prawie nie spała.
Kiedy poprosił o stały pobyt, Łucja zniecierwiczyła się: Nie będziesz spał u mnie, idź gdzie indziej! odrzuciła go, a on, upokorzony, zniknął z plecakiem.
Po pół roku pojawił się Michał, dobry w łóżku, ale nie radził sobie w domowych obowiązkach mama go nie wyżywiła. W zlewie zalegały brudne naczynia, a sam nie umył choćby jednej filiżanki. Nie potrafił włączyć pralki, a kąpiel w wannie nie była dla niego przyjemnością. Żył na pieniądze z wynajmu jednopokojowego mieszkania rodzicom, nie pracując, a jedynie jedząc. Dostawał czterdzieści tysięcy złotych miesięcznie, z czego część szedła na alimenty i dziecięce potrzeby.
Michał chciał wprowadzić się do Łucji: Chcę budzić się i zasypiać z tobą, Łucja! Łucja zgodziła się, ale pod warunkiem rozmowy o budżecie i obowiązkach. Ile zamierzasz wnieść do wspólnego kociołka? zapytała. Jaki to jeszcze kocioł? zdziwił się Michał. Oczywiście, czynsz, jedzenie, pranie, sprzątanie odpowiedziała Łucja. Nic nie płacę, więc ja się biorę!
Michał się roześmiał: Nie chcesz się ożenić? Łucja odparła. A ty mi małżeństwo proponujesz? Michał: No tak, jeżeli się do siebie przytulimy! Łucja: Słowo jeżeli chyba nie pasuje… i Michał zniknął, zostawiając po sobie jedynie złą reakcję.
Następnie pojawił się Sławek przystojny, zaradny, trochę pijany. Mieszkał razem z Łucją, sprzątał okna, podłogi, odkurzał i powiesił wyprane pranie. Łucja pomyślała, iż w końcu ma szczęście. A potem Sławek zniknął, bo rozwiązał sprawę przed ślubem. Teściowa dzwoniła i płakała: Przyjmij go z powrotem, proszę! Łucja już nie przejmowała się nie chcę grać w karty.
Do trzydziestki Łucja była piękna i samotna. Mama dzwoniła codziennie: kiedy będą wnuki? Przyjaciółki pytały, czy nie znajdzie kogoś w operze. Łucja odpowiedziała, iż nie ma godnych kandydatów. Adoptowała kota, Mruczka idealnego do wysłuchania problemów i wydania krótkiego mruczącego tak. Psychologowie polecają!
W końcu Łucja zakochała się po uszy w przystojnym Waleriu Iwancie, właścicielu kilku aptek, bogatym, samodzielnym i bezdzietnym. Z nim była naprawdę szczęśliwa! Łucja stała się prawdziwą pięknością, a on bogatym kawalerem.
Mama westchnęła: Wnuki już niebawem! Przyjaciółki dostały wieści o szybkim ślubie. Waleria mieszkał w luksusowym dwupokojowym mieszkaniu blisko centrum. Łucja zaprosiła go na kolację, a on obiecał przeprowadzić ją do swojego apartamentu rzeczy już spakowane.
Wieczór zaczął się lekko: kolacja, żartobliwe rozmowy, przelotne spojrzenia i obietnice Dam ci gwiazdę! i rzeczywiście chciał wręczyć gwiazdę oraz inne kosztowne prezenty. Kiedy Waleria poszedł do toalety, kopnął Mruczka. Kot nie zniszczył buta, nie podrapał buta, po prostu przechodził ze swojego punktu A do B. Nie powinno się go kopać, bo zwierzę nie może się obronić.
Łucja zamarła. Kopnięcie nie zraniło kota, ale było znakiem braku szacunku. Waleria uśmiechnął się, jakby to było normalne. Czy nasze relacje to tylko kłopoty z kotem? zapytał, patrząc na nią. Łucja odpowiedziała: Nie będę ci nic udowadniała!
W końcu Waleria odszedł, krzycząc: Nie myślałem, iż będziesz taką dupą! Oddaj prezenty! Łucja zamknęła mu drzwi, wyrzucając na schody futrzany płaszcz i pierścionki.
Babcia podsumowała: Zrujnowałaś sobie życie, wnuczko! Trzeba mieć dzieci, a nie kota, jak staruszka! Łucja nie przejmowała się dziś można mieć dzieci aż do emerytury! A jeżeli się chce, to można i technologię używać.
Babcia dodała: jeżeli lubisz wiśnie, naucz się wypluwać pestki! To nasza mądrość. Łucja zaczęła filtrację potencjalnych mężów i ojców.
Ktoś powie, iż to tylko poszukiwania, a nie rozróżnianie. Dla Łucji wszystko opiera się na uczuciach, jak u znanej aktorki, co z miłością płynie. jeżeli masz niskie libido, lepiej milczeć i nie zazdrościć.
W końcu wybrała czterdziestoletniego Krzysztofa rozwiedzionego, przystojnego, nie biednego. Nie palił, pomagał w domu, wynosił śmieci i robił zakupy bez namysłu. Beczka miodu? nie, trochę goryczy, ale w porządku. Krzysztof miał mały problem zostawiał kałużę w łazience po kąpieli, ale to nie był wielki hałas.
Z Krzysztofem Łucja zaprzyjaźniła się także z Mruczkiem, który od razu go zaakceptował. Mama w końcu mogła zostać babcią test ciążowy pokazał dwie kreski.
Łucja weszła do łazienki, zobaczyła czystą podłogę i, przeskakując po kałuży, wykrzyknęła w otwarte drzwi: Już za chwilę! Nie zostawiajcie mnie i Mruczka samego!
Jak myślisz, miałam rację? Czy to wszystko nie jest trochę za dużo?












