Mąż uznał, iż powinnam opiekować się jego mamą, ale ja miałam swoje plany – czyli jak odmówiłam roli…

polregion.pl 2 dni temu

Mama wprowadza się do nas jutro rano. Już załatwiłem z wujkiem Mirkiem, pomoże przewieźć rzeczy. I nie rób takiej miny, Danuto, nie mamy wyboru. Mama przeszła nadciśnieniowy kryzys, potrzebuje ciągłej opieki, domowego jedzenia i spokoju. Ty i tak pracujesz zdalnie z domu, więc nie będzie ci trudno podać zupę i zmierzyć ciśnienie.

Piotr powiedział to tonem nieznoszącym sprzeciwu i zaraz skupił się na talerzu z żurkiem, jakby temat był zamknięty. Danuta, która w tym momencie właśnie kroiła chleb, zastygła z nożem nad kromką żytniego chleba. W środku zrobiło się jej zimno, a zaraz potem ogarnął ją gorący gniew.

Odstawiła nóż na deskę i spojrzała na męża. Piotr, z którym przeżyła dwadzieścia lat, urządzał jej życie w ich przytulnej kuchni, jakby była nie żywą osobą, tylko dodatkiem do multicookera i ciśnieniomierza.

Piotrek głos Danuty był cichy, ale wyczuwał się w nim stal, która zwykle oznaczała burzę, choć Piotr, wyciągając kiełbasę z talerza, niczego nie wyczuł. Zapytałeś mnie o zdanie? Wiesz, iż mam roczny raport do zamknięcia? Pracuję z domu, ale to nie znaczy, iż siedzę w domu bezczynnie. To dwie różne rzeczy. Potrzebuję ciszy i skupienia, nie biegania z lekami i wysłuchiwania żalów.

Mąż wreszcie spojrzał na nią, wyrażając szczere zdziwienie i lekką irytację.

Danusiu, o co ci chodzi? Przecież to moja mama, rodzina, nie jakaś obca kobieta. Gdzie mam ją oddać? W szpitalu długo nie przetrzymają, opiekunki nie stać, ledwo spłacamy kredyt za samochód. Ty i tak jesteś cały dzień przy komputerze, trudno zrobić sobie pięciominutową przerwę?

Pięciominutową? Danuta uśmiechnęła się z goryczą. Twoja mama, Henryka, potrzebuje uwagi dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przypomnij sobie, jak było w zeszłe lato na działce. Wykańczała mnie: za gorąca herbata, zła poduszka, słońce źle świeci. A wtedy była zdrowa. Wyobrażasz sobie, co się stanie teraz?

Przesadzasz machnął ręką Piotr. Mama lubi porządek. I to tylko na trochę. Miesiąc, może szybciej, nabierze sił i wróci do siebie. A ty, jako kobieta, powinnaś okazać trochę miłosierdzia.

Powinnaś. To słowo zabolało. Całe życie Danuta coś komuś powinna. Dobra gospodyni, przykładna matka (dopóki synuś nie poszedł na studia), wyrozumiała żona, sumienna pracownica. Teraz, w wieku czterdziestu pięciu lat, gdy kariera nabiera rozpędu, znowu jej wmawiają obowiązek.

Henryka, teściowa, była kobietą nietuzinkową. Związana całe życie z handlem, lubiła rządzić i uważać się za centrum wszechświata. Każde złe samopoczucie urastało u niej do rodzinnej tragedii, koniecznie z udziałem wszystkich. Tym razem Piotr przerzucił cały ten ciężar na barki żony.

Nie mogę, Piotrze powiedziała stanowczo Danuta Mam inne plany.

Jakie jeszcze plany? prychnął mąż. Będziesz seriale oglądać?

Dostałam właśnie propozycję kierowania księgowością całej sieci sklepów. Duże pieniądze, wielka odpowiedzialność. Nie dam rady się rozpraszać.

Odrzuć to rzucił Piotr, łamiąc kawałek chleba Pieniędzy mamy dość, zdrowie mamy ważniejsze. Nie bądź egoistką. Jutro o dziesiątej ją przywieziemy. Przygotuj pokój po synu, zmień pościel. I ugotuj rosół, nie może jeść nic ciężkiego.

Wstając, rzucił serwetkę i wyszedł, przekonany o swojej wyższości. Przez dwadzieścia lat przywykł, iż Danuta pomarudzi, ale zrobi, co on powie. Zgodzi się, zrezygnuje z siebie dla zgody w domu.

Danuta została w kuchni. Za oknem zapadał zmrok, lampa huśtała się na wietrze. Myślała: jeżeli się ugnę, będzie już po mnie. Zamienię się w tanią opiekunkę na zawsze. Nadciśnienie nie mija.

Wtedy przypomniała sobie poranną rozmowę z szefową, Małgorzatą Nowicką.

Pani Danuto, otwieramy oddział w Olsztynie. Potrzebuję kogoś, kto wdroży tam księgowość. Delegacja na miesiąc, może półtora. Mieszkanie zapewniamy, podwójne wynagrodzenie. Jest pani najlepsza. Proszę mi dać odpowiedź jutro.

Rano miała wątpliwości. Inne miasto, wynajęte mieszkanie, zostawić męża Wydawało się to niewłaściwe. Teraz, patrząc na pusty talerz po mężu, zrozumiała: to nie tylko propozycja zawodowa. To koło ratunkowe.

Schowała naczynia do zmywarki i poszła do sypialni. Piotr leżał na kanapie przed telewizorem, zadowolony z ciszy. Danuta wyjęła walizkę z szafy.

Co tam robisz? mruknął Piotr, nie odrywając wzroku Porządki? Wreszcie, połowę rzeczy trzeba wyrzucić.

Wyjeżdżam, Piotrze odpowiedziała spokojnie, składając koszule.

Z pilota wyłączył głos, obrócił się do niej.

Gdzie niby? Do mamy? Przecież na wsi siedzi.

Do delegacji. Do Olsztyna. Na półtora miesiąca.

Zapadła cisza. Piotr patrzył na żonę, jakby wyrosły jej skrzydła.

Żartujesz sobie? Jaka delegacja? A mama? Kto się nią zajmie?

Ty, Piotrze. To twoja mama. Nie jakaś przybłęda.

Tobie odbiło?! Ja pracuję! Wychodzę o ósmej, wracam po siedemnastej! Kto jej leki poda? Kto nakarmi?

Weźmiesz urlop. Albo ustalisz elastyczny czas. Skoro sugerowałeś mi odmówić projektu, z myślą o rodzinie teraz sam okaż trochę miłosierdzia.

To zdrada! Piotr zaczerwienił się aż po uszy. Zrobisz mi to na złość!

Nie, Piotrze. Zaproponowano mi rano. Wahałam się. Teraz już wiem pomogłeś mi podjąć decyzję. Dobrze mówiłeś, potrzebujemy pieniędzy, kredyt sam się nie spłaci. Za delegacyjne można wynająć opiekunkę, jeżeli się nie wyrobisz.

Pakowała dalej rzeczy szczoteczka, kosmetyczka, dres, laptop. Piotr biegał, wygrażał, szantażował rozwodem, wzbudzał litość.

Chcesz zostawić bezradną staruszkę?! patetycznie prorokował.

Ona nie jest sama odpowiedziała, zamykając walizkę. Będzie z kochanym synem. Zamówiłam taksówkę. Pociąg za dwie godziny.

Nie możesz! zagrodził drzwi.

Podeszła, spojrzała prosto w oczy.

Mogę. Przez dwadzieścia lat prałam ci koszule, gotowałam, znosiłam kaprysy twojej mamy. Mam dość. Chcę być sobą. Odsuń się, Piotrze, bo naprawdę złożę pozew o rozwód i podzielimy nie tylko opiekę, ale i mieszkanie.

Ustąpił. Był w szoku. Ta łagodna dawniej Danutka zamieniła się w nieugiętą kobietę.

Drzwi zaszły z hukiem. Piotr został sam w pustym domu. Rano przywieźli mamę.

Henryka wjechała do mieszkania z miną zesłanej arystokratki i trzema wielkimi torbami wypchanymi dżemami, kocami i świętymi obrazkami.

Gdzie Danusia? zapytała słabym głosem, rozsiadając się na łóżku wnuka. Popraw mi poduszkę, tu przeciąg.

Danuta wyjechała mruknął Piotr, wnosząc ostatnią torbę. Delegacja. Pilnie ją wzywali.

Teściowa zamarła, teatralnie przyciskając rękę do serca.

Jak wyjechała? Kto się mną zajmie? Muszę mieć rosół co trzy godziny! Mam swój reżim! Synu, jak ona mogła zostawić matkę męża w takim stanie? To nieludzkie!

Ja się zajmę, mamo. Ja.

Zaczęło się piekło.

Piotr urlopu nie wziął szef nie pozwolił, terminy goniły. Próbował umawiać się na pół dnia pracy z domu, ale to była fikcja.

O siódmej rano Henryka stukała laską w ścianę (przywiozła ją chyba dla widowiska, chodziła dobrze).

Piotruś, ciśnienie! Zmierz szybko, na pewno umieram!

Niewyspany, pędził z ciśnieniomierzem. Ciśnienie książkowe matka jęczała, domagała się kropli, herbatki z cytryną (koniecznie dwie łyżki cukru, nie mieszając!) i ciepłego termoforu.

Potem gotowanie kaszy. Piotr umiał tylko jajecznicę i pierogi z paczki. Kasza przypaliła się.

Chcesz mnie otruć! płakała mama, rozgniatając łyżką spaleniznę. Danuta cię namówiła, żeby mnie do grobu wpędzić!

W południe uciekał do pracy, zostawiając jej termos i kanapki. Telefon nie milkł, co dwadzieścia minut:

Piotruś, pilot zginął!

Piotruś, przeciąg w oknie, zamkniesz?

Piotruś, zapomniałam czy już wzięłam czerwoną tabletkę, czy nie? Przyjedź, sprawdź!

Wieczorem wracał do rozbebeszonego mieszkania. Henryka, mimo leżenia, robiła inspekcję szaf.

Macie tu kurz, aż wstyd! wygłaszała. Chciałam posprzątać, ale zakręciło mi się w głowie. A Danuta to bałaganiara, choćby kasza w papierze, zaraz mole będą.

Piotr gryzł zęby, smażył kotlety (teraz już gotowe z marketu), zmywał i słuchał w kółko wywodów, jak bardzo źle wybrał żonę i jak schudł przez jej lenistwo.

Po tygodniu wyglądał jak trup. Zapomniał o raportach, szef go opieprzył. Dom zamienił się w koszmar. Matka nie zamykała ust, ciągle żądała obecności, rozmowy, współczucia.

Może pooglądasz telewizję, a ja popracuję? błagał.

Praca ci ważniejsza od matki! zaczynała płakać. Umrę w nocy, zobaczysz!

Pewnego dnia, wracając wcześniej z pracy, zobaczył niezłą scenę. Drzwi do pokoju uchylone, Henryka właśnie ścierała na stołku żyrandol. Gdy usłyszała klucz w zamku, zręcznie zeskoczyła, rzuciła się pod koc.

Och Piotrusiu, wróciłeś? jęknęła słabo. Leżę, nie mam siły, dałbyś wody

Stał w progu. Coś w nim pękło. Ta pępowina, którą matka sterowała tyle lat.

Mamo powiedział cicho widziałem.

Co widziałeś? przewiercała go wzrokiem.

Jak sprzątałaś. Jesteś zdrowa. Udajesz. Robisz ze mnie i Danuty idiotów.

Jak śmiesz! wrzasnęła. Sprzątałam dla ciebie! Nie da się w takim syfie żyć! A ty niewdzięcznik!

Ja niewdzięcznik? Piotr roześmiał się chaotycznie Od tygodnia śpię po cztery godziny. Mogłem stracić pracę. Danuta uciekła przez twoje fanaberie. A ty grasz komedię.

Danuta twoja to żmija! krzyczała Gdyby była żoną jak trzeba, to by mnie nogi myła!

Ona jest dobrą żoną, mamo. Ja byłem kiepskim mężem. Zmuszałem ją do czegoś, co sam powinienem robić, a najlepiej nie robić wcale, bo niektórzy dochodzą sami.

W końcu zadzwonił do Danuty. Pierwszy raz od tygodnia.

Halo? jej głos był rzeczowy, w tle szumiało biuro.

Danusiu… cześć.

Hej Piotr. Co się stało? Co z mamą?

U niej… wręcz za dobrze. Danusiu, jestem głupi.

To wiem żartobliwie zmiękła Co się stało?

Jestem wykończony. Nie dam rady. Ona zdrowa, tylko manipuluje. Sama wdrapuje się na stołek, kiedy sądzi, iż nie patrzę.

Zaśmiała się.

Wiedziałam, Piotrze. Kryzys nadciśnieniowy nie zakłada gimnastyki.

Kiedy wracasz? zapytał z nadzieją.

Za miesiąc. Mam kontrakt. Muszę go dotrzymać.

Miesiąc… jęknął nie wytrzymam.

Wytrzymasz. To ci się przyda. Zobaczysz, jak wygląda domowa opieka nad starszymi. Warto się nauczyć, Piotrze.

Wybacz, byłem idiotą. W twojej pracy chodzi też o ciebie. Ty jesteś ważna.

Miło mi to usłyszeć. Pędzę na telekonferencję. Trzymaj się. I zdrowia mamie.

Odstawił telefon. Miesiąc. Jeszcze cztery tygodnie piekła. Ale wiedział już, co robić.

Poszedł do mamy. Henryka leżała, demonstracyjnie odwrócona do ściany.

Mamo powiedział stanowczo. Jutro jedziemy do kardiologa. Porządnego, prywatnego. Badania kompleksowe. jeżeli stwierdzi, iż wymagasz opieki wynajmuję opiekunkę. Solidną, zawodową z zegarkiem i zasadami, bez cackania się.

Jaką opiekunkę? Po co płacić? Sama sobie poradzę

Nie, mamo. Jesteś schorowana, wymagasz specjalistki. Ja pracuję. jeżeli lekarz uzna iż z tobą wszystko w porządku jedziesz do siebie, a załatwię pracownika socjalnego, przyniesie ci zakupy dwa razy w tygodniu.

Wyrzucasz matkę?!

Oddaję cię, gdzie będziesz szczęśliwsza. Tu ci źle, tam są normalne sąsiadki i spokój.

Przez następne tygodnie trwała wojna pozycyjna. Lekarz nie znalazł nic poważnego, poza wiekowymi zmianami. Henryka symulowała ataki, ale Piotr od razu dzwonił po karetkę, robiła się wówczas cicha. Po trzecim fałszywym alarmie zorientowała się, iż syn nie gra już w jej teatrze.

Spakowała się sama.

Odwieź mnie do siebie zarządziła. Chociaż tam są ludzie!

Piotr zaniósł walizki, lodówkę wypełnił jedzeniem.

Przyjadę w sobotę, mamo pożegnał się. Ale będziemy mieszkać osobno. Tak będzie zdrowiej.

Kiedy Danuta wróciła, mieszkanie było wysprzątane i ciche. Piotr przyjechał po nią na dworzec z bukietem róż. Schudł, poszarzał, ale w oczach miał coś nowego: szacunek. I zrozumienie.

Podczas wspólnej kolacji (pięknie upieczona ryba, własnoręcznie przez Piotra), rozmawiali szczerze.

Tęskniłem wyznał Nie dlatego, iż urok prysnął. Po prostu bez ciebie ten dom jest pusty.

Ja też tęskniłam uśmiechnęła się Danuta Ale zakończyłam projekt z sukcesem. Dostałam premię, a szefowa zaproponowała mi awans. Częściej będę wyjeżdżać.

Piotr spięty, ostatecznie skinął głową.

Cieszę się. Jesteś świetna. Jestem z ciebie dumny.

A mama?

Dzwoni, narzeka na sąsiadki, rząd, pogodę. Ale kręgosłup już nie boli, ciśnienie w normie. Umówiłem się z panią Jadzią klatkę dalej, wpada jej pomagać kilka razy w tygodniu. Taniej i spokojniej.

Danuta uścisnęła go za dłoń.

Wiesz, Piotrze, cieszę się, iż tak wyszło. Trzeba czasem dotrzeć na skraj, żeby zobaczyć najprostsze rzeczy.

Prawda przyznał Na przykład to, iż żona nie jest personelem, tylko partnerem.

Od tamtej pory w ich domu zmieniły się zasady. Danuta nie bała się mówić nie, a Piotr zrozumiał, iż dom i rodzina to nie tylko kobieca rzecz. Henryka pozostała sobą, ale jej manipulacje odbijały się od solidnego frontu męża i żony.

Przy kolejnym telefonie z tekstem: Synku, ja umieram, przyjedź natychmiast! Piotr odpowiedział spokojnie:

Mamo, zadzwonię po karetkę. jeżeli zostaniesz w szpitalu odwiedzę cię. jeżeli nie napij się melisy.

I jakimś cudem, śmierć nie przyszła.

Ta historia nauczyła Danutę najważniejszego swoje granice trzeba jasno stawiać. choćby najbliższym. Inaczej życie przebiegnie według cudzego planu, nie twojego. A jeżeli do tego potrzeba wyjechać na kraniec Polski (albo do Olsztyna) warto. Naprawdę warto.

Idź do oryginalnego materiału