Sobota zaczęła się jak zwykle ten sam rytuał, od lat bez zmian. Andrzej stał przy otwartym bagażniku swojego starego suva, starannie układając puste płócienne worki na skrzynce z narzędziami. W starym ortalionie, zgarbiony, wyglądał niemal jak obrazek smutku i gotowości do ciężkiej, męskiej pracy dla mamy. Haniu, jadę, nie nudź się beze mnie rzucił przez […]