Nasza córka, Jagoda, niedawno wyszła za mąż za chłopaka, który co prawda nie pochodzi z bogatej rodziny, ale za to ma głowę na karku. Ja i mój mąż, Leszek, nie byliśmy zachwyceni, ale to była jej decyzja, więc nie protestowaliśmy.
Leszek z okazji ślubu podarował Jagodzie mieszkanie w Warszawie, by młodzi nie musieli gnieździć się po cudzych kątach ani wynajmować za ciężkie złotówki. Nowożeńcy byli zadowoleni, ale największy entuzjazm okazywali rodzice pana młodego.
Odwiedzali ich niemal co tydzień, przynosząc sernik i makowiec, wychwalali wnętrze i widok z okien. Teściowa Jagody, pani Bożena, zaczęła wpadać tam codziennie, z kawą i plotkami, aż córka poskarżyła mi się, iż już nie może choćby spokojnie zadzwonić do przyjaciółki.
Coraz dziwniejsze rzeczy działy się w tym mieszkaniu. Pewnego dnia Bożena powiedziała Jagodzie, iż powinna ją zameldować wraz z całą rodzinąwujkiem Edkiem, dziadkiem Zdzichem, a choćby psem Kudłaczem. Bożena kombinowała, żeby wymeldować się z własnego lokum, sprzedać je, a za pieniądze ze sprzedaży (co najmniej pół miliona złotych!) kupić większe mieszkanie, w którym cała rodzina mieszkałaby razem. Wedle Bożeny, wszystko w rodzinie winno być wspólne, choćby klucz do lodówki!
Jagoda grzecznie, choć stanowczo odmówiła, bo cała sytuacja pachniała absurdem. Jednak Bożena nie odpuszczała. Zaczęła dzwonić dzień w dzień rano i wieczorem, najpierw błagając, potem szantażując, wyzywając Jagodę od wyrodnych żon, grożąc rozwodem syna i odebraniem mieszkania. Syn Bożeny próbował ją uciszyć, ale matka była głucha na wszelkie prośby.
My z Leszkiem nie chcieliśmy się wtrącać, bo mówiliśmy sobie: młodzi, niech sami sobie radzą. Ale kiedy Jagoda zaczęła dzwonić do nas z płaczem, nie wytrzymaliśmy.
Leszek, poważny człowiek z groźnym spojrzeniem, poszedł do Bożeny i powiedział jej kategorycznie, żeby zostawiła naszą córkę w spokojudodał też, iż pójdziemy z tym do policji, jeżeli nie zaprzestanie nękania. Nagle jakby powietrze zeszło z Bożenyprzestała szaleć, tłumaczyła, iż wszystko przez troskę o syna i wyłącznie dla ich dobra. Jagoda przestała cierpieć. Teraz śni, iż mieszkanie unosi się nad Wisłą, a ona z uśmiechem patrzy z okien jak syrenka na stary marsz żurawi.


