Słuchaj, muszę ci opowiedzieć, bo aż mi się śmiać chce przez łzy, co ostatnio odstawił mój mąż, Tomek. Mamy już prawie ćwierć wieku po ślubie, a on No cóż, nie zapamiętuje rodzinnych rocznic nawet, gdyby mu to posmarować masłem.
Zawsze to ja dbałam, przypominałam, robiłam aluzje albo dosłownie pytałam: Tomek, niedługo jest istotny dzień, wiesz? Ale tym razem to moje czterdzieste piąte urodziny pomyślałam sobie: Bez podpowiedzi, nie będę już go niańczyć. Po tylu latach chyba coś zrozumiał?
W piątek rano od razu widzę, jak Tomek lata po mieszkaniu, szuka wędek i plecaka, już kombinuje z Pawłem i Staszkiem wyjazd na ryby nad Wisłę.
Sabinko, gdzie jest mój termos? Chłopaki już pod klatką czekają! Jadę na Mazowsze, wracam w niedzielę. Pewnie nie będę miał zasięgu.
Cmok w policzek, choćby na mnie nie popatrzył.
Nie martw się, kup sobie coś dobrego na obiad.
Zamknęły się drzwi, a ja patrzę na kalendarz 27 lutego, wyraźnie zakreślone na czerwono. Moje urodziny. Nie tylko zapomniał, ale jeszcze w tym dniu chciał koniecznie wyjechać
Najpierw miałam gulę w środku, aż mi się zimno zrobiło. Potem przyszła myśl: Tomek kocha łowić ryby i kumpli, ale o mnie można zapomnieć. To ja mu pokażę, jakie się niespodzianki robi! choćby później będzie pamiętał o dacie.
Wiedziałam, iż Tomek skrzętnie odkłada kasę do swojego sejfu na nowy silnik do łodzi. Kwota już była niezła prawie trzysta tysięcy złotych! Kod znam, bo on wiecznie go zapomina. I nagle pomyślałam: A czemu nie?
W ten weekend zrobiłam sobie coś, na co zawsze szkoda mi było pieniędzy. Zamówiłam catering z najlepszych restauracji, zaprosiłam Ewę, Gosię i Ankę, udekorowałam mieszkanie kwiatami, puściłam muzykę. Leci szampan, śmiech i plotki! Następnego dnia poszłam z dziewczynami na super kolację z widokiem na całą Warszawę. Potem wspólne wyjście do spa.
Na koniec kupiłam sobie broszkę, taką wymarzoną, na którą zawsze szkoda mi było wydać, bo musimy oszczędzać.
W niedzielę wieczorem Tomek wraca wręcz promieniejąc, niesie siatę pełną ryb.
Sabinko, patrz, ile ryb! Ale był wypad! Super czas!
Wchodzi do salonu i stanął jak wryty. Wszędzie kwiaty, puste butelki po szampanie, na kanapie torby z drogich butików.
Co tu się działo? Goście byli?
Byli odpowiadam spokojnie. Urodziny miałam. Czterdzieste piąte. Kojarzysz, kiedy mam urodziny?
Zastygł, patrzy na mnie i widzę, jak mu mina rzednie.
Kurczę Sabinka, zapomniałem totalnie. Zatraciłem się, przepraszam, kochanie
Wiem, dlatego sama sobie załatwiłam imprezę i prezenty.
Nagle widzę, jak jego wzrok leci do biurka. Drzwiczki od sejfu są uchylone. Blednie i rzuca się do niego. Po chwili wraca, wytrzeszczone oczy.
Gdzie są pieniądze? Tam jest pusto!
Są tutaj pokazuję dłonią na cały salon. I na mojej broszce.
Wszystko wydałaś?! To przecież miał być silnik, dwa lata na to zbierałem!
A ja 25 lat czekałam, aż zauważysz mój dzień, Tomek mówię już cicho, ale stanowczo. Zapomniałeś, więc zrobiłam tak, byś następnym razem pamiętał.
Usiadł ciężko na fotelu, patrzył na ryby, na pusty sejf, na mnie. Co miał powiedzieć? Przecież kasa była wspólna.
Filetował te ryby w ciszy, milczący jak grób.
Minęło pół roku. Na nowy silnik znów odkłada. Ale teraz w jego telefonie są ustawione przypomnienia na miesiąc, tydzień i dzień przed każdym świętem. Czasem lekcje są drogie ale ta to była lekcja życia.






