Nasza mama to taka sobie
Jagoda, znowu zostawiłaś mokry ręcznik na haczyku w łazience?
Głos teściowej wybrzmiał z przedpokoju, gdy tylko Jagoda zdążyła przekroczyć próg mieszkania po pracy. Barbara stała ze skrzyżowanymi ramionami, mierząc synową surowym spojrzeniem.
Przecież schnie, po to jest haczyk zrzuciła buty Jagoda.
W porządnych domach ręczniki wiesza się na suszarce. Choć co ty możesz o tym wiedzieć…
Jagoda przeszła obojętnie obok, choćby nie patrząc na Barbarę. Dwadzieścia osiem lat, dwa fakultety, kierownicze stanowisko a tu codziennie wysłuchuje uwag o ręcznikach.
Barbara odprowadziła ją wzrokiem pełnym niezadowolenia. Ta jej maniera milczenie, ignorowanie, zachowanie jakby była tu królową. Pięćdziesiąt pięć lat nauczyło Barbarę rozpoznawać ludzi a tej dziewczyny nie lubiła od początku. Zimna. Wyniosła. A Michałowi była potrzebna ciepła, rodzinna kobieta, a nie jakiś posąg.
Kolejne dni Barbara tylko obserwowała. Zbierała nowe notatki…
Staś, posprzątaj zabawki przed kolacją.
Nie chcę.
Nie pytam, czy chcesz, tylko proszę, żebyś posprzątał.
Sześcioletni Staś nadął policzki, ale powlókł się zbierać porozrzucane żołnierzyki. Jagoda choćby na niego nie spojrzała, dalej kroiła warzywa.
Barbara z fotela w salonie przypatrywała się tej scenie. Właśnie o to chodzi! Ta chłodna stanowczość, którą dostrzegała od dawna. Ani uśmiechu, ani czułego gestu. Tylko rozkazy. Żal dziecka.
Babciu Staś wskoczył obok niej na kanapę, gdy Jagoda krzątała się w sypialni dlaczego mama zawsze jest taka zła?
Barbara pogładziła wnuka po głowie. Chwila idealna.
Wiesz, kochanie… Niektórzy ludzie tacy są. Nie potrafią okazywać miłości. To smutne, ale prawdziwe.
A ty umiesz?
Oczywiście, kochanie. Babcia cię bardzo kocha. Babcia nigdy nie jest zła.
Staś przytulił się mocniej. Barbara uśmiechnęła się pod nosem.
Za każdym razem, gdy zostawali sami, dodawała kolejne elementy do swego obrazu. Delikatnie, etapami.
Mama dzisiaj nie pozwoliła mi oglądać bajki poskarżył się Staś po tygodniu.
Biedactwo. Mama bywa surowa, prawda? Czasem i babci się wydaje, iż za bardzo z tobą przesadza. Ale nie martw się, zawsze możesz przyjść do mnie ja cię zrozumiem.
Chłopiec kiwał głową, słuchając uważnie. Babcia dobra. Babcia rozumie. A mama…
Wiesz co Barbara ściszała głos do szepczącego spisku niektóre mamy po prostu nie umieją być czułe. Ale to nie twoja wina, Stasiu. Jesteś fantastycznym chłopcem. To mama nie umie.
Staś tulił się do babci. Coraz częściej w nim gościł chłód i niepokój, gdy myślał o mamie.
Po miesiącu Jagoda pierwszy raz zauważyła zmianę.
Stasiu, chodź do mnie, przytul się.
Chłopiec cofnął się o krok.
Nie chcę.
Dlaczego?
Po prostu nie chcę.
Pobiegł do babci. Jagoda została w środku pokoju z wyciągniętymi ramionami. Coś się złamało w ich codzienności, a ona nie potrafiła odgadnąć kiedy.
Barbara patrzyła z korytarza, z cieniem satysfakcji na ustach.
Stasiu wieczorem Jagoda klęknęła przy synu jesteś na mnie obrażony?
Nie.
To czemu nie chcesz ze mną się bawić?
Chłopiec wzruszył ramionami. W oczach obojętność, dystans.
Wolę do babci.
Jagoda odpuściła. W środku narastał zalążek bólu i niezrozumienia.
Michał, nie poznaję Stasia zwierzyła się mężowi późno w nocy, gdy wszyscy już spali. On mnie unika. Tak jeszcze nigdy nie było.
Nie przesadzaj. Dzieci takie są dziś jedno, jutro drugie.
To nie są kaprysy. On patrzy na mnie jakbym… robiła coś złego.
Jagoda, wyolbrzymiasz. Mama siedzi z nim, jak jesteśmy w pracy. Może po prostu przywiązał się.
Jagoda chciała dodać coś jeszcze, ale Michał był już w swoim świecie, zapatrzony w telefon.
Twoja mama cię kocha w tym czasie Barbara mówiła wnukowi na dobranoc, gdy rodzice znów wrócili późno. Ale po swojemu. Zimno, surowo. Nie każda mama potrafi być dobra, rozumiesz?
Dlaczego?
Tak czasem bywa, złotko. Babcia nigdy by cię nie skrzywdziła. Zawsze cię obroni. Wiesz, nie to co mama…
Staś zasypiał z tymi słowami w głowie. Codziennie rano spoglądał na matkę coraz bardziej nieufnie.
Teraz już otwarcie pokazywał, kogo woli.
Stasiu, idziemy na spacer? zaproponowała Jagoda, sięgając po rękę syna.
Ja wolę z babcią.
Stasiu…
Z babcią!
Barbara wzięła wnuka za dłoń.
Dajże mu spokój, Jagoda. Widzisz, iż nie chce. Chodź, Stasiu, kupimy lody na Orlenie.
Odeszli, a Jagoda patrzyła za nimi z ciężarem na sercu. Jej własny syn ją odrzucał. Szukał babci. Ona nie rozumiała, kiedy to się stało.
Wieczorem Michał zastał żonę przy stole, nad zimną herbatą, wpatrzoną beznamiętnie w ścianę.
Jagoda, pogadam z nim. Obiecuję.
Skinęła głową. Słów zabrakło.
Michał usiadł wieczorem obok syna w dziecięcym pokoju.
Staś, powiedz tacie dlaczego nie chcesz być z mamą?
Chłopiec odwrócił wzrok.
Po prostu.
„Po prostu” to nie odpowiedź. Mama cię skrzywdziła?
Nie…
To co jest nie tak?
Staś milczał. Sześciolatek sam nie zrozumiałby, co czuł. Babcia mówiła, iż mama jest zła, zimna. Babci ufał więc musiała mieć rację.
Michał wyszedł z pokoju bez odpowiedzi.
Barbara już planowała kolejny krok. Synowa była już zupełnie przygnębiona to było widać. Jeszcze trochę, a wyniesie się sama. Michał zasługiwał na lepszą kobietę. Prawdziwą żonę, nie lodową księżniczkę.
Stasiu złapała wnuka w korytarzu, gdy Jagoda była pod prysznicem wiesz, iż babcia kocha cię najbardziej na świecie?
Wiem.
A mama… Mama to taka sobie, co? Nie przytuli, nie pogłaszcze, tylko zła. Mój biedny chłopcze…
Nie usłyszała kroków za sobą.
Mamo.
Barbara odwróciła się. Michał stał w drzwiach, blady.
Staś, idź do siebie powiedział cicho, ale z taką stanowczością, iż chłopiec natychmiast zniknął w pokoju.
Michał, ja tylko…
Słyszałem wszystko.
Cisza zawisła między nimi.
Ty… Michał przełknął ślinę. Nastawiałaś go przeciwko Jagodzie? Cały czas?
Dbałam o wnuka! Ona jest z nim jak strażnik w więzieniu!
Oszalałaś?
Barbara cofnęła się. Nigdy nie widziała takiej pogardy w oczach syna.
Michał, posłuchaj…
Nie, to ty posłuchaj. Zbliżył się. Nastawiałaś mojego syna przeciwko jego matce. Mojej żonie. Wiesz, co zrobiłaś?
Chciałam dobrze!
Dobrze?! Staś odsuwa się od matki! Jagoda cierpi! To twoje „dobrze”?
Barbara zadarła dumnie głowę.
Bardzo dobrze. Ona ci nie pasuje. Zimna, wredna, bez uczuć…
Dość!
Jego krzyk przebił się przez mury milczenia. Michał ciężko oddychał.
Pakuj się. Dzisiaj.
Wyrzucasz matkę?
Chronię rodzinę. Przed tobą.
Barbara otworzyła usta i zamknęła. W oczach Michała zobaczyła wyrok. Bez wyjaśnień. Bez szans.
Godzinę później wyjechała. Bez pożegnania.
Michał znalazł Jagodę w sypialni.
Wiem już, dlaczego Staś się zmienił.
Jagoda podniosła zapłakane oczy.
Moja mama… Mówiła mu, iż jesteś zła, iż nie kochasz go. Cały czas budowała w nim nieufność do ciebie.
Jagoda zamarła. Potem ciężko wypuściła powietrze.
Myślałam, iż wariuję. Że jestem złą matką.
Michał objął silnie żonę.
Jesteś wspaniałą mamą. To moja mama… Nie wiem, co w nią wstąpiło. Już więcej nie skrzywdzi Stasia.
Następne tygodnie były trudne. Staś pytał o babcię, nie rozumiał nagłej nieobecności. Rodzice tłumaczyli mu cierpliwie, łagodnie.
Synku Jagoda gładziła go po głowie to, co mówiła babcia o mnie, to nieprawda. Bardzo cię kocham.
Staś patrzył niepewnie.
Ale jesteś zła.
Nie zła tylko czasem surowa. Chcę, żebyś wyrósł na dobrego człowieka. Czasami surowość to też miłość, rozumiesz?
Chłopiec rozmyślał długo.
To przytulisz mnie?
Jagoda uścisnęła go tak mocno, iż Staś się zaśmiał.
Dzień po dniu wracał dawny Staś. Ten, który pędził do mamy z nowym rysunkiem. Ten, który zasypiał pod jej kołysanką.
Michał patrzył na żonę i syna bawiących się w salonie i myślał o mamie. Dzwoniła kilka razy. Nie odbierał.
Barbara została sama. Bez wnuka. Bez syna. Chciała tylko ochronić Michała przed nieodpowiednią kobietą. Zamiast tego straciła wszystko.
Jagoda położyła głowę na ramieniu męża.
Dziękuję, iż naprawiłeś wszystko.
Przepraszam, iż tak późno to zauważyłem.
Staś podszedł do nich, wdrapał się ojcu na kolana.
Mamo, tato, a może pójdziemy jutro do zoo?
Życie jakoś zaczynało się układać…











