Wraz z moją dziewczyną wynajęliśmy pokój u pewnej pani Janiny w Krakowie. Mieszkamy z nią już od ośmiu miesięcy.
Dzieliliśmy z nią lodówkę, choć jej półki najczęściej były puste. Stał tam tylko garnek z owsianką na wodzie. Mydło służyło wyłącznie do prania, olej używała zwykle najtańszy, o specyficznym zapachu. Buty w przedpokoju były wysłużone i często łatała je sama. Całe mieszkanie aż wołało o remont i biedę.
Pani Janina nie wtrącała się w nasze sprawy. Od rana do wieczora chodziła po mieście zbierała puszki i dorabiała, przyklejając ogłoszenia. W każdą niedzielę organizowała sobie „ucztę”, zajadając się już lekko podgniłymi owocami z pobliskiego Starego Kleparza.
Żal ściskał mi serce, gdy patrzyłem na jej codzienne zmagania. A kiedy raz przyszła do niej jakaś kobieta, aż łzy stanęły mi w oczach z bezsilności.
Masz przygotowane pieniądze? zapytała ta kobieta, może około czterdziestki, która weszła do domu z własnym kluczem.
Tak, Agnieszko, masz, weź odpowiedziała nasza gospodyni.
To za mało. Jutro przyjdę z córką.
Czyje są te rzeczy? Masz tu kogoś na kwaterze?
Wynajmuję pokój, muszę z czegoś żyć, całą emeryturę ci oddaję tłumaczyła się pani Janina.
Zaraz zobaczę, kogo sobie przyjęłaś! Podobno sami naciągacze powiedziała, otwierając drzwi do naszego pokoju.
No właśnie, kto tu mieszka?
Nie mogłem uwierzyć, iż obca kobieta wtrąca się do naszego życia, choć wszystko mamy opłacone:
Proszę zamknąć drzwi, to nie pani sprawa!
A kim ty jesteś, żeby mi dyktować? To ja tu rządzę! Teraz przelejesz mi pieniądze zamiast jej, tu masz mój numer telefonu i rachunku. Kobieta wparowała do pokoju w butach, położyła karteczki na stole. Nie spóźniaj się z przelewem, bo was stąd wyrzucę! Kiedy zapłaciłaś czynsz?
Agnieszko, zostaw ją, błagam. Dług za prąd spłaciłam, bo już mieli odciąć. Jak mam tu mieszkać bez światła? niemal się rozpłakała pani Janina.
Nie bierz od nich pieniędzy, niech mi przesyłają wszystko. To już wszystko, idę. Jutro przyjdę z córką.
Gdy kobieta wyszła, pani Janina usiadła na krzesełku w przedpokoju i zapłakała. Podszedłem, objąłem ją i starałem się pocieszyć:
Proszę nie płakać, wszystko się ułoży.
Zaparz mi, synku, herbaty, proszę.
Nigdy nie widziałem u niej herbaty. Parzyła sobie liście malin i porzeczki, zbierane latem i wiszące w kuchni.
Babcia (tak na nią mówiliśmy z czasem) wzięła kubek i zaczęła opowiadać:
Wychowałam Agnieszkę sama. Mąż odszedł dawno temu, nie pojawił się już nigdy więcej. Serce i duszę włożyłam w wychowanie córki. Wyrosła na osobę wyniosłą, wiecznie szukającą swojej drogi, aż znalazła męża mając 35 lat i urodziła mi wnuczkę Olę. Ale jej mąż to straszny sknera. Zaczęłam pomagać im finansowo, dla wnuczki wszystko.
I wtedy ta pomoc zamieniła się w obowiązek. Odbiera mi całą emeryturę, a jeżeli się sprzeciwię, nie pozwala widywać Oli. Wynajęłam pokój studentom, żeby mieć co jeść, ale ona i na to się połasiła. Kogo ja wychowałam…
Zalała się łzami, a herbata ostygła. Serce mi pękało.
Teraz chce mnie upchnąć sprzedać mieszkanie i przenieść na obrzeża do kawalerki. Straszy, iż jak się nie zgodzę, nie zobaczę Oli. choćby mówi, może mnie na bruk wyrzuci. Ale ja, żeby choć czasem przytulić moją wnuczkę, wolę sprzedać wszystko.
Kiedy wieczorem wróciła moja dziewczyna, studentka czwartego roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, opowiedziałem jej o wszystkim i zapytałem co możemy zrobić? Jak pomóc tej starszej pani?
Obeszliśmy sąsiadów wielu słyszało, jak Agnieszka awanturuje się o pieniądze. Rozmawialiśmy z nimi, znaleźli się chętni, by zostać świadkami w sądzie. Następnego dnia pomogliśmy napisać wniosek o sądowe ustalenie kontaktów z wnuczką.
Poradziliśmy pani Janinie, by zdobyła też zaświadczenie od psychiatry, bo kto wie, co wymyśli jej córka.
Wygraliśmy sprawę sąd przyznał, iż pani Janina może widywać Olę raz na dwa tygodnie po trzy godziny. Emerytura została przy niej, jej córka straciła oręż do szantażu. Pani Janina zaczęła lepiej jadać, pojawiło się mięso, świeże owoce. Pomagamy jej też w drobnych remontach; chociażby pomalować ściany, czy zmienić trzydziestoletnią tapetę.
W ramach wdzięczności nie chce od nas pieniędzy za pokój, ale i tak je przyjmujemy, żeby mogła godnie żyć.
Jak można być tak niewdzięcznym wobec własnej matki? Zabierać jej groszową emeryturę, nie martwiąc się, czy dziś cokolwiek zje. Życie potrafi być brutalne, ale najgorsza jest niewdzięczność dziecka wobec matki.
Kochajcie swoich rodziców i pamiętajcie, iż dzięki nim istniejecie. To lekcja, którą wyniosłem na zawsze.













