Masz już odłożone pieniądze? – spytała kobieta w średnim wieku, około 45 lat, otwierając drzwi własnym kluczem.

polregion.pl 2 dni temu

Razem z moim chłopakiem wynajmowaliśmy pokój u pewnej starszej pani w Krakowie, w kamienicy o grubych murach i skrzypiących schodach. Od ośmiu miesięcy dzieliliśmy z nią codzienne życie, a czas płynął powoli, niemal niezauważalnie.
Wspólną mieliśmy lodówkę, ale jej półki niemal zawsze świeciły pustkami. Stał tam tylko garnek z owsianką na wodzie. Mydło wyłącznie do prania, olej najtańszy, o nieprzyjemnym zapachu. Na korytarzu leżały znoszone, łatanie buciki. Całe mieszkanie tchnęło ubóstwem, aż serce ściskało.
Pani Zofia, bo tak miała na imię nasza gospodyni, trzymała się na dystans. Od świtu do zmierzchu przemierzała miasto: zbierała puszki i przyklejała plakaty w różnych zakątkach Krakowa. W każdą niedzielę urządzała sobie małe święto ucztowała na zgniłych owocach, które dostała na końcówce targu przy Starym Kleparzu.
Współczułam jej z całego serca. Gdy odwiedzał ją ktoś z rodziny, łzy same cisnęły mi się do oczu na myśl o tej niesprawiedliwości.
Masz przygotowane pieniądze? zapytała pani w średnim wieku, może czterdziestopięcioletnia, która weszła do mieszkania bez pukania.
Mam, Krysia. Bierz te złotówki, proszę odpowiedziała cicho gospodyni.
To nie wystarczy. Jutro przyprowadzę Weronikę.
Czyje są te ubrania? Masz kogoś na nocleg?
Wynajmuję pokój, muszę z czegoś żyć, oddaję ci całą swoją emeryturę próbowała się tłumaczyć pani Zofia.
To ja pójdę, zobaczę, z kim się tu szlajasz. Słyszałam, iż wynajmujesz oszustom kobieta wtargnęła do naszego pokoju.
No patrzcie, kogo tu mamy! rzuciła z pogardą.
Byłam wstrząśnięta tym wtargnięciem na naszą wynajętą przestrzeń.
Proszę pani, niech pani zamknie drzwi z drugiej strony! powiedziałam stanowczo.
A ty kim jesteś, iż mi rozkazujesz? Ja tu rządzę! Tu macie mój numer telefonu i konta zapowiedziała, rzucając na stół kartki z danymi. I nie spóźniajcie się z czynszem, bo was wyrzucę! Kiedy ostatnio płaciłaś?
Krysiu, proszę, daj spokój tej dziewczynie. Dług za prąd spłaciłam z tych pieniędzy, bo grozili mi odcięciem. Jak miałabym żyć bez światła? głos pani Zofii drżał.
Już nie bierz czynszu! Niech od razu mi przelewają! Skończone. Jutro przyprowadzę Weronikę.
Kobieta wyszła, trzaskając drzwiami. Gospodyni usiadła na stołku w korytarzu, łzy płynęły jej po policzkach. Podeszłam do niej, objęłam i próbowałam słowem pocieszyć:
Dobrze będzie, niech pani nie płacze.
Przynieś mi herbaty, Emilko
Ale nigdy nie widziałam, by pani Zofia piła herbatę z torebki. Przygotowywała sobie napar z liści malin i czarnej porzeczki, które zbierała latem i suszyła na sznurkach nad kuchnią.
Gdy wręczyłam jej kubek, zaczęła opowiadać swoją historię:
Wychowywałam Krysię sama. Mąż odszedł lata temu, nie wrócił nigdy więcej. Wszystko, co miałam, oddałam córce serce, duszę, każdą chwilę. Jednak wyrosła na wyniosłą, kapryśną kobietę, zawsze szukającą łatwego życia. Dopiero w wieku trzydziestu pięciu lat wyszła za mąż i urodziła mi Weronikę. Jej mąż oszczędny do przesady, ciągle żałuje na wszystko. Pomagałam im, jak tylko mogłam.
I tak, moja dobrowolna pomoc przerodziła się w obowiązek. Teraz Krysia zabiera mi całą emeryturę, grozi, iż jeżeli nie dostanie pieniędzy, nie zobaczę wnuczki. Myślałam, iż wynajmując pokój, będę miała za co żyć, ale i tego mi nie daruje. Gdzie popełniłam błąd przy jej wychowaniu?
Siedziała zapłakana, zupełnie zapominając o naparze. Bardzo jej żałowałam.
Teraz chce mnie wyprowadzić na peryferie miasta, sprzedać mieszkanie i wcisnąć mi klitkę na Azorach. A może choćby zostawi mnie pod mostem. Czasem tak straszy. Ale ja dla Weroniki zrobiłabym wszystko.
Kiedy wieczorem mój chłopak, Tomek, wrócił z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opowiedziałam mu całą sytuację. Studiował prawo, więc zapytałam, czy da się jakoś pomóc?
Ruszyliśmy razem z nim po sąsiadach, którzy niejednokrotnie byli świadkami krzyków Krysi. Zbieraliśmy ich zeznania na wszelki wypadek. Potem pomogliśmy pani Zofii sporządzić wniosek do sądu o ustalenie prawa do kontaktów z wnuczką.
Poradziliśmy też, by zabezpieczyła się na ewentualność oskarżeń poprosiła o zaświadczenie od psychiatry, bo kto wie, jak córka zechce ją oczerniać.
Wygraliśmy sprawę sąd przyznał pani Zofii możliwość widywania Weroniki raz na dwa tygodnie przez trzy godziny. Emerytura nie trafia już w chciwe ręce Krysi, a babci nie da się niczym szantażować. Pani Zofia znów ma apetyt, na stole pojawiło się mięso, świeże owoce, czasem choćby pieczony sernik. Pomagamy jej odświeżyć mieszkanie tu i ówdzie malujemy ściany i zmieniamy starą tapetę.
Wdzięczna za naszą pomoc, upiera się, by nie płacić nam za wynajem, ale i tak zanosimy jej pieniądze, nie dając się zbyć.
Jak można tak potraktować własną matkę? Zabierać jej i tak już skromną emeryturę, nie troszcząc się czy zje coś ciepłego Niewdzięczność nie zna granic.
Kochajcie swoich rodziców, bo dzięki nim istniejecie. Dbajcie o nich, bo dziś oni potrzebują was, tak jak wy kiedyś potrzebowaliście ich.

Idź do oryginalnego materiału