Mam już serdecznie dość waszych weekendowych najazdów! – Czyli jak poradziłam sobie z nieustannymi w…

polregion.pl 9 godzin temu

Sobota, 8 czerwca 2024

Mam wrażenie, iż zaraz oszaleję. Ile można znosić tę samą sytuację w kółko? Chociaż kocham rodzinę, to od prawie roku każda sobota i niedziela są dla mnie jednym, ciągnącym się zgrzytem. Szwagier Andrzej, jego żona Grażyna, dzieci Ania i Krzysiek oraz brat Grażyny, Wiesław, niemal co weekend zajeżdżają do nas do Warszawy na nocowanie. Cały ich tabun rozkłada się po naszym mieszkaniu tak, jakby mieli tu drugi dom. Bez pytania, bez wcześniejszego uzgodnienia. Czasem mam wrażenie, iż gdybym choćby pojechała na Mazury, znaleźliby sposób, by tu wejść i urządzić sobie piknik.

Nie żebym nie lubiła gości, bo to nieprawda zawsze lubiłam spędzać czas ze znajomymi czy rodziną, ale na własnych zasadach, raz na jakiś czas, po wcześniejszym omówieniu. A tak, zamiast odpocząć po całym tygodniu pracy, gotować ulubione dania czy posiedzieć na balkonie przy kubku kawy ja tylko latam między kuchnią a salonem, sprzątam, ścielę łóżka gościom, a potem piorę stosy pościeli. Każdy weekend kończy się tak samo: zmęczeniem, frustracją i gniewnymi myślami pod prysznicem.

Nie mogę poświęcić czasu w własne sprawy, na odpoczynek czy choćby głupią drzemkę. Czuję się jak hotelarka. W końcu zaczęłam pytać sama siebie czy oni naprawdę nie widzą, iż to niewłaściwe, iż przyjeżdżają bez uprzedzenia, jakby nasza przestrzeń się nie liczyła? Może byłabym bardziej cierpliwa, gdyby to się zdarzało kilka razy w roku, ale trzy, cztery weekendy w miesiącu? Ile można.

Co najdziwniejsze, ani ja, ani mój mąż Tomasz, nigdy nie narzucaliśmy się tak innym krewnym. Może błąd polega na tym, iż nie odwiedziliśmy ich bez zapowiedzi i nie postawiliśmy w takiej samej niezręcznej sytuacji? Prosiłam Tomka, żeby porozmawiał z Andrzejem i Grażyną, w końcu to jego rodzina, ale zawsze wzrusza ramionami. „Wiesz, nie chcę robić kwasu… Może nie zauważają?” powtarza. A prawda jest taka, iż jemu wcale to chyba nie przeszkadza!

Pomyślałam, iż skoro nie mogę liczyć na niego, muszę działać sama. Najpierw dałam sobie spokój z gotowaniem specjalnych obiadów na weekend niech jedzą to, co zostało z tygodnia, a jak zabraknie, mogą sami coś wymyślić. Ja mogę choćby zjeść kromkę chleba z twarogiem lub nie jeść nic trudno.

Sytuacja osiągnęła apogeum, gdy pewnego dnia rodzina usiadła przy stole, patrząc z nadzieją na talerze, a ja spokojnie oznajmiłam: „Obiadu nie będzie, jeżeli jesteście głodni, możecie ugotować sobie sami. Mam w lodówce trochę pierogów i bigosu.” Wtedy zapadła niezręczna cisza pełna pretensji, ale nikt się choćby nie ruszył do garów, wszyscy napili się tylko herbaty i rozeszli do pokoi.

Przestałam też sprzątać gruntownie, zanim się zjawili. Grażyna raz mruknęła, iż Ania wróciła z kuchni w szarych skarpetkach (ich córka zawsze ma śnieżnobiałe skarpetki)… Odpowiedziałam, iż mop i wiadro stoją w łazience, jeżeli chce bardziej błyszczących podłóg, zapraszam do działania. Od tamtej pory nie padły już żadne uwagi o porządki.

Co najważniejsze, już nie przekładam swojej codzienności pod rytm nieproszonych gości. jeżeli mam ochotę, po prostu wychodzę na rower albo spotykam się z koleżanką. A jak jestem w domu, siadam z rodziną na godzinę, po czym grzecznie tłumaczę, iż mam swoje sprawy a jeżeli Tomasz lubi spotkania rodzinne, niech zagaduje gości, jego prawo. jeżeli nie mam konkretnego planu, czasem zaczynam generalne sprzątanie z odkurzaczem w tle to zwykle działa, by dać mi chwilę spokoju.

Ostatnio po kolejnym weekendowym cyrku Andrzej spojrzał na Tomka i powiedział: „Chyba skończył nam się czas, co?” No, no, co za odkrywczość. Od tej pory nasze rodzinne zjazdy są tylko po wspólnej decyzji i bez spania na kanapie i, co najważniejsze, są o wiele rzadsze.

W sumie zastanawiam się, ilu z nas miało kiedyś taką sytuację. Jak radzicie sobie, gdy ktoś nie szanuje waszego czasu i przestrzeni? Ja jestem z siebie dumna, iż w końcu zadbałam o własny komfort i swoje życie. Czasem trzeba głośno powiedzieć „dość”, choćby rodzinie.

Idź do oryginalnego materiału