Panie Grzegorzu, mogę z panem porozmawiać? w drzwiach biura pojawiła się jasnowłosa głowa Jagody. Zawsze kapryśna i zbyt głośna dziewczyna dziś była podejrzanie uprzejma i cicha, zupełnie jakby ktoś ją namalował w nierzeczywistej ciszy śniącego świata.
Czego znowu chcesz? Grzegorz powoli oderwał wzrok od monitora, rzucając przeciągłe spojrzenie spod brwi na pasierbicę.
Mam do pana ogromną prośbę. Jagoda nie czekając na zaproszenie, śmiało weszła do środka, zamykając drzwi i siadając naprzeciwko zdezorientowanego mężczyzny.
O podwyżce możesz zapomnieć powiedział szorstko Grzegorz, jakby czytał w jej myślach. choćby nie próbuj prosić. W ogóle sobie nie radzisz. Ciągle się spóźniasz, wszystko rozwalasz, przez ciebie inni nie mogą pracować. Już kilka razy upominał Jagodę, bo jej brak odpowiedzialności i nieustanne intrygi z innymi pracownikami stwarzały w biurze prawdziwe labirynty konfliktów, z których żaden sen nie miał wyjścia.
Od miesięcy Grzegorz rozważał wyrzucenie pasierbicy z pracy, ale jego serce zamknięte w starej, stołecznej kamienicy pośród śnionych chmur nie mogło tego zrobić. Jagoda była córką ukochanej Marii, z którą poznał się w Lublinie dokładnie piętnaście lat temu. Dopóki rak nie upomniał jego żony dwa lata temu, byli razem szczęśliwi, a teraz jego serce łkało za każdą iskrą, którą dziewczyna przypominała mu Marię.
Przecież wiem, iż o wypłatę już nie poproszę prychnęła cicho Jagoda. Przez coś innego przyszłam.
No to mów, o co chodzi? Grzegorz uniósł brwi, jego cień wydłużył się na ścianie, niby z cienia w białych snach.
Panie Grzegorzu… zaczęła niepewnie, przesuwając się na krześle, jakby mebel zaraz miał się rozpuścić pan przecież wie, jak ciężko było mi po śmierci mamy? Ona była jedyną osobą w tym szarym świecie, która mnie naprawdę kochała
I dlatego doprowadzałaś ją do łez mruknął basowo Grzegorz, przywołując wspomnienia jak z roztrzaskanej porcelany. Znał miłość Marii do Jagody; wiedział, iż dziewczyna była jak nieujarzmiony wiatr, który rozbijał matkę o brzeg zmartwień. Ale po co mi o tym opowiadasz? Nie próbuj grać na litości, tylko przejdź do rzeczy. Mam roboty po dziurki w nosie.
Panie Grzegorzu, czy mógłby pan mi pomóc finansowo? Chciałabym spróbować własnych sił w biznesie, ale potrzebuję pieniędzy na kurs i rozpoczęcie działalności.
Nie. Grzegorz odciął temat jak nożem. Z twoim podejściem do pracy nie dasz rady skończyć choćby najprostszego kursu, co tu mówić o firmie. Powtarzam ci, Jagoda: czas dorosnąć. Jesteś trudna od dziecka i dalej się nie zmieniłaś.
Obiecuję, jeżeli pan mi pomoże, to się zmienię. Przysięgam na grób mamy! Mam już dość życia na krawędzi, chcę być jak inni: pracować, mieć rodzinę, dzieci, budować coś trwałego…
Hm… Grzegorz pociągnął nosem z niedowierzaniem, a potem spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy przez mgłę. Masz kogoś? Kandydata na męża?
Nikogo nie mam wzruszyła ramionami Jagoda, z oczyma śniącego sierota. Gdyby był, nie siedziałabym tu. We dwoje łatwiej cokolwiek ułożyć, choćby w najdziwniejszych snach.
Masz rację… Chociaż nie każdy partner okazuje się odpowiedni… palce Grzegorza wystukiwały na blacie rytm deszczu na dachach Krakowa. Wyglądał na człowieka stojącego na progu ważnego wyznania, ale wstrzymującego się jeszcze przed wejściem do kolejnej surrealistycznej sali snu. Wiesz co? Mam propozycję. Dzięki temu mogłabyś żyć dostatnio.
Propozycję? powtórzyła zdziwiona Jagoda, jakby spodziewała się ujrzeć raczej fruwające ryby nad biurkiem niż usłyszeć coś takiego.
Dam ci pieniądze, ale tylko pod jednym warunkiem Grzegorz uśmiechnął się zagadkowo, a głos zabrzmiał jak echo z innego wymiaru. Musisz za mnie wyjść.
Za pana? najpierw Jagoda oniemiała, po czym wybuchła głośnym śmiechem, który odbił się od ścian niczym brzęczenie snów. Pan chyba żartuje!
Skąd pomysł, iż żartuję? Grzegorz spojrzał poważnie, a jej serce na chwilę przestało bić, śniąc o czymś nieznanym. Różnica wieku nie gra roli, jesteśmy dorosłymi ludźmi, możemy być szczęśliwi razem.
Szczęśliwi?! Przecież mógłby mi pan być ojcem! Po co, po co pan to robi? zapłonęła Jagoda. Grzegorz miał czterdzieści pięć lat, zachowywał się młodo, ale śmiertelnie poważnie.
Wiesz, iż chcę rozbudować firmę i zawrzeć kontrakt z dużą korporacją? Grzegorz odczytał pytanie w jej tęczówkach, zanurzając się w ich głębię jak w studni tam, gdzie rzeczy dzieją się dziwacznie i odwrotnie. Warunkiem jest, abym był żonaty. Taki wymóg, według nich mąż-to odpowiedzialność.
Ale dlaczego ja? Przecież są inne kobiety na świecie.
Po pierwsze: znamy się od lat, wiesz, jak kochałem twoją mamę. Po drugie: nie rozpowiesz wszystkim, iż to fikcja. Po trzecie: potrzebujesz pieniędzy. W zamian za ślub dam ci firmę, mieszkanie, złotówki na kurs i pełną opiekę.
Mówi pan o fikcyjnym małżeństwie? Bez uczuć? złość Jagody powoli rozpływała się w powietrzu, jak dym z kadzidła.
Tylko fikcyjny. No i co? Zgadzasz się? Grzegorz brzmiał poważnie jak młynarz z wieży Babel.
Muszę to przemyśleć.
Przemyśl powiedział stanowczo i wskazał drzwi.
Kiedy zamknęła za sobą drzwi, przez sekundę pożałował, iż wywołał tę dziwną falę. Znał charakter Jagody: mogła się zgodzić, a potem uciec, zanim ślub stanie się faktem, zostawiając mu tylko echo w starym biurze na Pradze.
Jagoda nigdy nie myślała o Grzegorzu jak o mężczyźnie, ale i ojcem go nie nazywała. choćby nie został jej prawnym opiekunem. Żyli obok siebie, mijający się jak cienie pośród krakowskich blokowisk.
Ale coś się zmieniło; obraz snu zakręcił się. Jagoda zaczęła dostrzegać w Grzegorzu coś więcej niż tylko cień przeszłości. Dostrzegła w nim człowieka przystojnego, charyzmatycznego, z portfelem obrzeżonym złotówkami i niepokojem.
Ostatecznie zgodziła się. Ustalili, iż będą tylko papierowym małżeństwem; każdy mieszka osobno.
Po ślubie, ceremonia w stylu zatartej przez mgłę krakowskiej wiosny, Grzegorz spełnił swoje słowo. Przekazał Jagodzie przestronne mieszkanie w sercu Warszawy, dał fundusze na kurs i start-up. Pieniądze kapały jak deszcz monet z nieba, a ona sama przestała uciekać od obowiązków.
Jagoda dotrzymywała układu: pojawiała się u boku męża na spotkaniach biznesowych, promieniując euforią na pokaz, jakby była aktorką grającą w groteskowym śnie.
Zaślubiny odcięły ją od szalonej przeszłości, skłoniły do refleksji. Z każdą podróżą z Grzegorzem znajdowała coraz więcej powodów, by go polubić. Był mądry, opiekuńczy, szczodry, z duszą artysty chowającego się za biurkiem.
Po roku Jagoda już nie żałowała. Oboje uznali, iż mogą się rozwieść kontrakt podpisał, złoty deszcz spłynął, czas zakończyć grę. Ale w tej dziwnej chwili, pod urzędem stanu cywilnego, cienie pod nogami zaplątały się w jedność.
Dziękuję, Jagoda. Teraz wszystko będzie należeć do ciebie, jesteś wolna jak sen z mojego dzieciństwa rzekł Grzegorz, lekko się kłaniając.
Jesteś pewien, iż chcesz się rozstać? spytała cicho, wpatrzona w niego jak w lustro, które śni jej własne odbicie.
A ty nie? Grzegorz zawiesił wzrok na Jagodzie i zobaczył w jej oczach nie tylko żal, ale też cichą tęsknotę.
Nie chcę przyznała szczerze.
Ja też nie chcę uśmiechnął się lekko, obejmując ją. Ale jeżeli masz zostać moją żoną, to już naprawdę.
Zgadzam się.
Do urzędu już nie weszli. Sny na jawie najczęściej kończą się właśnie w ten sposób tuż przed końcem, kiedy rzeczywistość zapomina, iż była tylko snem.






