Daj spokój! Niemożliwe!
Z nerwów aż szarpnąłem kierownicę i prawie uderzyłem w auto stojące obok mojego malucha na parkingu. Wielki, ciemny SUV, który minął mnie właśnie teraz, był mi doskonale znany. Nie sposób nie rozpoznać auta sąsiada, skoro codziennie wożę nim swoich synów do szkoły.
Ale obok Pawła, którego twarz znałem od lat bezbłędnie, siedziała nie żona, a jakaś zupełnie obca kobieta.
Usta w dzióbek i modna czapeczka wystarczyły, żeby wiedzieć swoje.
No nie, łobuz! Co za numer! skręciłem za autem Pawła i po chwili namysłu zdecydowałem, iż nie mogę zostawić tej sytuacji bez reakcji.
Zgodnie z zasadami, które wyczytałem w moich ulubionych kryminałach, przepuściłem przed sobą jakieś volvo, by zająć miejsce tuż za SUV-em. Wszystko widziałem jak na dłoni. Kto by nie zauważył takiego kombiaka?
Swoją furę Paweł sam nazywał klockiem. Dostał ją od ojca i nie wyobrażał sobie, żeby zamienić na coś innego. To przecież spadek
Paweł stracił ojca ponad dwa lata temu nigdy się po tym nie otrząsnął. Byli bardzo blisko, szczególnie iż ojciec sam go wychowywał, kiedy mama, jeszcze młoda i śliczna, zasłabła przy gotowaniu kaszy. Dwuletni chłopiec długo płakał, aż ojciec, nie mogąc się dobić do żony przez telefon, wrócił z pracy i wezwał pogotowie. Było już za późno.
To był cios. Ojciec Pawła spędził lata na treningach bokserskich, wiedział więc doskonale, jak to jest, gdy oddech znika po silnym ciosie. Jego świat zgasł wraz z żoną, która kochała go całym sercem. Serca, które nagle przestało bić, choć nigdy nie narzekała na zdrowie.
Pawła ojciec nie oddał ani własnej matce, ani teściowej; obie mieszkały daleko odwiedziny byłyby rzadkie. Odmówił też ciotce żony, która bardzo nalegała, by zabrać chłopca pod opiekę.
Jesteś facetem. Pracować musisz, swoje życie układać. Jak ty samotnie z dzieckiem? On malutki, wymaga uwagi. Jak sobie wyobrażasz?
Na razie nie wiem ojciec Pawła był realistą, nie budował zamków na piasku.
Oddaj mi Pawła. Pracuję w przedszkolu, będzie pod opieką, to i tobie lżej
I co? Że będę widywać syna raz na ruski rok? Mieszkasz prawie za granicą, nie dam rady. Nie, Natalia, to nie w porządku. Mama mu się nie ostanie, ale ojciec jest, i nikomu go nie oddam. Damy radę. Jak? Jeszcze nie wiem, nie pytaj.
Myśl burknęła Natalia. Chłopcu matka potrzebna. Nie dasz rady sam. Może kobietę znajdź
Ojciec Pawła nie odpowiedział. Głaskając śpiącego na rękach syna po głowie, pomyślał, iż nie czas na kłótnie.
Rozwiązanie się znalazło szybko. Sąsiadka, pani Maria, właśnie przeszła na emeryturę i zgodziła się opiekować Pawłem, gdy jego ojciec pracował. Potem chłopiec trafił do przedszkola, a ich życie powoli się układało. Ojciec każdą wolną chwilę poświęcał synowi. Żadna inna kobieta już się nie trafiła i Pawła wychowano bez macochy.
Maria zżyła się z chłopcem. Nie miała męża ani dzieci, a Paweł odwzajemniał uczucia.
Ty jesteś moją babcią?
Nie, Pawciu! Znasz przecież imiona swoich babć. Ja jestem twoją nianią.
Nianią? To tak jak babcia?
Prawie.
Kochasz mnie?
Bardzo. Jesteś moim ulubieńcem!
To dobrze! Ale bądź też moją babcią, dobrze?
Trudno odmówić takiej prośbie. Po konsultacji z ojcem Maria zgodziła się, żeby mówił do niej babcia. I Paweł miał już trzy babcie, co budziło ciekawość opiekunek w przedszkolu.
Czemu tyle, Pawle? pytały, gdy co roku malował trzy laurki na Dzień Kobiet. Gdy poznały sytuację, przestały drążyć temat.
Niektóre z przedszkolanek cicho, a czasem głośno, wzdychały za ojcem Pawła. Facet nie szukał jednak zmian. Miał misję: wychować syna i doskonale się z niej wywiązywał.
Paweł skończył szkołę, wybrał studia (najpierw konsultował się z ojcem) i poskarżył się Marii:
Dziewczyny mnie nie chcą.
Tak już nie chcą? A kto się całował z Agnieszką pod moim oknem? zaśmiała się Maria.
Zostawiła mnie. Powiedziała, iż czegoś jej brakuje. No to czego?! Nie wiesz? Ja też nie. Co ze mną nie tak, babciu?
Wszystko w porządku, synku. Jesteś mądry, przystojny, życzliwy. Nie spotkałeś jeszcze tej jedynej. Spokojnie! Popatrz wokół, ale się nie śpiesz. Twoja miłość tuż obok, jeszcze jej nie widzisz.
Maria miała rację.
Cicha koleżanka z roku, pomagająca w pisaniu prac, nie odważyła się zrobić pierwszego kroku. Paweł był przyzwyczajony do odważnych dziewczyn jak Agnieszka. Nie domyślał się, czego oczekuje od niego Monika.
Maria ponownie wyciągnęła pomocną dłoń. Monika przyniosła jej notatki od Pawła, trochę się krępowała, ale Maria gwałtownie odczytała, co dziewczyna czuje.
On jest wolny, Moniczko, z tego, co wiem.
Monika rozpromieniła się, a Maria pogłaskała ją po ramieniu.
Kochasz go, co?
Odpowiedź była zbyteczna. Po oczach wszystko było widać. Wieczorem, kiedy Paweł wpadł odebrać zeszyty, Maria po raz pierwszy skorzystała z prawa babci i trzasnęła wnuka w tył głowy.
Za co, babciu?!
Nie mąć dziewczynie w głowie!
O kim mowa?
Monika! Twoje szczęście chodzi koło nosa, a ty nic nie widzisz! Spójrz na nią takie dziewczyny rodzą się raz na sto lat.
Wesele urządzili ciche, skromne. Ojciec Pawła naciskał na większe przyjęcie.
Tato, Monika nie chce. Jej mama zgodzi się na wszystko, ale nie chcę jej stawiać w niezręcznej sytuacji. Przecież wiesz, żyją bardzo skromnie.
Początkowo ojciec Pawła miał rezerwę wobec przyszłej teściowej syna. Jego własna teściowa nie mogła się pogodzić ze stratą córki, długo nie chciała kontaktu z wnukiem. Ojciec Pawła zadbał, żeby relacje się naprawiły i chłopak mógł spędzać co lato część wakacji u babci, choć zawsze wyczekiwał powrotu ojca.
Nie zdążyłam powiedzieć twojej mamie, jak bardzo ją kocham, jak była dla mnie ważna. Ciągle się śpieszyłam, ganiłam ją, wychowywałam A na najważniejsze zabrakło czasu Teraz już za późno Wtedy mogłam pomóc, być blisko, a myślałam o sobie. Młoda byłam, życia chciałam. Dostałam nauczkę. Co to za życie, kiedy twojego dziecka już nie ma Ja nie żyję, Pawle Ja tylko istnieję
Te wynurzenia były dla Pawła ciężarem. Mamę pamiętał z opowieści ojca i zdjęć na ścianach wielkooka piękność śmiejąca się ze zdjęć wydawała się znajoma, ale ciepła jej rąk już nie pamiętał. Tylko raz, szukając prezentu (perfum) dla Marii, poczuł nagle znajomy zapach u jakiejś nieznajomej kobiety w sklepie. Sprzedawczyni zapytała tamtą, co to za zapach, i podała flakonik.
To ten aromat, który się Panu spodobał?
Kupił i zrozumiał w domu, skąd go kojarzy.
Ulubione perfumy twojej mamy Skąd je wytrzasnąłeś? spytał ojciec.
Od tamtej pory flakon stał na półce i był dla Pawła nitką wspomnień o mamie.
Ojciec Pawła jednak niepotrzebnie się martwił. Mama Moniki zaakceptowała zięcia, zwłaszcza gdy zobaczyła, iż jej córka jest szczęśliwa. Prosta, ciepła kobieta, dla której szczęście Moniki było najważniejsze. Paweł spełnił jej oczekiwania.
Tak sobie żyli w niewielkiej, ale kochającej rodzinie. Rodzice po cichu marzyli o wnukach, a Paweł i Monika chodzili po lekarzach. Minął rok, drugi, trzeci Marzenie o dziecku stawało się już aż bolesne. Wtedy znów Maria się wmieszała.
Pawle, co jest nie tak?
Wszystko nie tak, babciu Jesteśmy zdrowi, ale nie wychodzi. Monika już traci cierpliwość, coraz częściej się kłócimy Co robić?
Uspokójcie się! Jeszcze nie pora na dzieci, widać. Jakbyście byli gotowi, już by się pojawiły.
Ale czemu?
Odpowiedz sobie sam! Poślubiłeś Monikę tylko po to, by zrobić dziecko?
Babciu! Co mówisz!
Kochaj ją taką, jaka jest. Może problem właśnie po twojej stronie. Lekarze mówią, iż wszystko gra? To czekajcie. Wyjedźcie, odpocznijcie. Twoje zadanie, Pawle, to mieć cierpliwość dla siebie, żony i wszystkich wokół, bo jesteś opoką tej rodziny! Nie marudź! Monika nie ma łatwiej tak samo pragnie dziecka i to ją rozdziera. Wyolbrzymia nieistniejącą winę, myśli, iż cię zawiodła.
Skąd wiesz?
Bo sama to przechodziłam. Bardzo kochałam, ale dziecka nie urodziłam. Wtedy choćby nie było możliwości badań, stwierdzili po prostu, iż nie będę mieć dzieci, i uwierzyłam. Głupia byłam, młoda On nie chciał się żenić, dopóki nie będzie dziecka Teraz myślę, iż chyba dobrze, iż go nie było.
Czemu?
Bo i tak nie umielibyśmy dać mu szczęścia. A wy z Moniką macie wszystko: miłość, dom dzieci przyjdą w swoim czasie. Zachowajcie to, co już macie, reszta się ułoży.
Słuchałem Marii i postarałem się uspokoić. Ojciec wspierał mnie, teściowa była cicha i serdeczna. Czekałem. Gdy z Moniką odpuściliśmy, wydarzył się cud.
Wakacje były męczące. Monika źle się czuła, bolała ją głowa, ciągle spała. Gdy usłyszałem od lekarza:
Dziecko? Skąd?
W końcu dotarło do mnie, iż żona na przemian płacze i śmieje się nad monitorem USG.
Patrz, Paweł! Malutkie, ale już nasze
Pierwsze dziecko urodziło się spore, ponad cztery kilogramy szczęścia. Monika, drobna i niska, dała radę. Jeszcze ledwo syn się narodził, zapowiedziała lekarzom:
Niedługo wrócę po kolejnego! Szykujcie się!
Córka, a potem kolejny syn pojawili się po latach w tym samym szpitalu, u tych samych lekarzy. Natura najwidoczniej uznała, iż już się naczekaliśmy. Drugie i trzecie dziecko przyszło jak zaplanowaliśmy.
Rodzina zaczęła się rozrastać, a mieszkanie po ojcu Pawła zaczęło być za małe.
Dom wam potrzeba! stwierdził mój ojciec, mocno ściskając wnuki. Budujemy!
Znaleźliśmy działkę, ale budowa przeciągała się w nieskończoność przez kolejne kryzysy. Walczyliśmy z ojcem o firmę i miejsca pracy. Budowa zeszła na drugi plan.
Do gry wkroczyła Maria.
Pawle, wy tam z ojcem macie dwa pokoje, a ja w trójce urządzoną przez ciebie mam pałac. Zróbmy tak: ty z Moniką z dzieciakami zamieszkajcie u mnie, a ja z twoim ojcem na stare lata weźmiemy waszą kawalerkę. Nam więcej nie trzeba, będziemy mieć na oku siebie nawzajem. Mnie już trochę strach samej, a telefon nie zawsze wystarczy.
Zrobiliśmy przeprowadzkę. Monika zajęła się domem, dziećmi i rodziną, ja pracowałem od świtu do nocy, żeby podnieść firmę z kolan.
Udało się. Mój ojciec jednak długo nie wytrzymał, ukrywał złe samopoczucie, aż w końcu wezwał mnie na poważną rozmowę.
Przepiszę swoje mieszkanie Marii. I tak będzie wasze. Ona i tak już wszystko wam przepisała, ale wolę mieć pewność. Zobacz, ile dla nas zrobiła obca osoba, a jak najbliższa! Dla ciebie była matką, nie tylko nianią.
Tato, wiem o tym wszystkim! Tylko nie rozumiem, po co ta powaga?
Trzeba zostawić porządek po sobie
Czwartego wnuka ojciec nie doczekał. Monika urodziła miesiąc po jego śmierci. Mały Aleks po latach znał już tyle rodzinnych historii, iż chodził z wypiętą głową, dumny z imienia po dziadku.
Życie toczyło się swoim rytmem, czasem radośnie, czasem boleśnie. Dzieci rosły, dając Monice tyle miłości, iż można by nią rozgrzać choćby biegun północny.
Monika, z natury otwarta, zyskała wśród mam na podwórku kilka dobrych znajomych. Najlepiej dogadywała się ze Sonią, moją rówieśnicą. Czytała tak jak Monika, uwielbiała teatr, też wiecznie była zabiegana. Miała dwójkę dzieci, choć czasem wydawało jej się, iż dziesiątkę. Bliźniaki dawały popalić wszystkim. Monika była dla Soni prawdziwą przyjaciółką. Uczyła ją cieszyć się drobiazgami, uczyła, iż nie da się zrobić wszystkiego naraz i warto znaleźć czas dla siebie. Monika umiała dochować tajemnicy, których Sonia miała niemało.
Relacje z mężem Soni były trudne. Przystojny, towarzyski, wierzył, iż rodzina powinna trwać, choć sobie czasem pozwalał na skok w bok. Sonia się łudziła, iż wszyscy mężczyźni są tacy. Ta myśl była jej kołem ratunkowym, pozwalała przymykać oczy i udawać szczęśliwą rodzinę dla dzieci.
Dlatego, kiedy zobaczyła Pawła z nieznaną dziewczyną, była pewna coś jest na rzeczy. Monika musi się dowiedzieć!
Auto Pawła skręciło w boczną uliczkę. Sonia ledwo nadążała, żeby go nie stracić z pola widzenia. Podjechali pod restaurację miejsce znane Soni dobrze z rodzinnych spotkań i niedzielnych koncertów jazzowych.
Paweł pomógł dziewczynie wysiąść i weszli do środka, zostawiając Sonię na dylemacie: czy zaczekać i przyłapać, czy lecieć do Moniki z nowiną?
Im dłużej o tym myślała, tym bardziej malał jej zapał.
No bo powie Monice o zdradzie Pawła, i co z tego? Cztery dzieci, Maria mocno podupadła, ledwo wychodzi z domu, matka Moniki też coraz słabsza, już dwa razy jeździł z nią do Warszawy na leczenie wzroku. Mnóstwo odpowiedzialności, a informacji niewiele. Kim jest ta kobieta? Może przelotny romans, który sam się skończy, jak u jej męża? Dziś jest, a jutro nie a rodzina się rozpadnie. Zostaną nieszczęśliwi ludzie i wszystkie radykalnie się zmieni.
Zła, Sonia walnęła pięścią w kierownicę, aż klakson obudził gołębie siedzące przed wejściem do restauracji.
Ten dźwięk postawił ją do pionu. Paweł łobuz, ale czy wszyscy nie są tacy? Czemu Monika ma stracić swoje szczęście?
Wyjechała z parkingu, klęła na inne auta i ocierała łzy.
Nie, nie powie Monice nic. Nie potrzebuje tego! Może to kiepska przyjaciółka, ale sama, gdyby jej ktoś wręcz powiedział prosto w oczy o zdradzie męża, nie umiałaby mu wybaczyć. Plotka to jedno, pewność co innego. Gdy wiesz, iż już nie jesteś tą najważniejszą osobą… Słowa, które kiedyś były twoje, stają się obce. A przecież to one wyznaczają szczęście. Usuń je lub przestaw, a droga skręci w złą stronę i już nie poprowadzi wprost, tam gdzie jeszcze coś jest możliwe.
Sonia siedziała długo w aucie na parkingu, zbierała siły, żeby wejść do domu, gdzie czekali dzieci i niania, którą trzeba już było dawno wypuścić.
Telefon od Pawła ją zaskoczył.
Tak? Kiedy? Oczywiście. Dzięki, Pawle, będziemy. Dziękujemy za zaproszenie.
Odkładając komórkę, kilka razy uderzyła się po policzkach.
Co to było?! Niedawno widziała go z jakąś dziewczyną, a teraz to zaproszenie Rzeczywiście, Monika i Paweł mieli rocznicę. Tę okrągłą. Sonia pamiętała, kupiła choćby prezent. Ale nie spodziewała się, iż zostanie zaproszona. Oni nigdy nie obchodzili rocznic z rodziną czy znajomymi; zwykle gdzieś znikali tylko we dwoje.
Oczywiście Sonia zgodziła się pójść. Jaka z niej byłaby przyjaciółka, gdyby odmówiła osobie tak bliskiej?
Sukienka kupiona, buty też. Fryzura, makijaż, manicure Mąż Soni, przyglądając się jej z dumą, mrugnął żartobliwie:
Czemu taka posępna? Też będziemy świętować rocznicę, zrobię ci bal, iż się nie pozbierasz!
Sonia odwróciła się i zaczęła szukać szminki w torebce.
No tak Wielka impreza…
Paweł się postarał: pięknie udekorowana sala, kwiaty, fantazyjne świece na stołach, porcelana, białe obrusy. Monika była zachwycona, przyjmując życzenia i prezenty, dostrzegała kolejne, drobne szczegóły sali.
Pawle, moje ulubione kolory! Błękit i srebro! Pięknie! Dziękuję! Monika przyjęła bukiet i prezent od Soni i pociągnęła ją do łazienki. Chodź, poprawimy makijaż!
Pierścionek na palcu Moniki sprawił, iż Sonia się skrzywiła.
Odkupuje winy Drogi pierścionek.
Toaleta była w podziemiach. Sonia schodziła ostrożnie, podciągając sukienkę.
Pomóc pani?
Dziewczyna idąca w górę aż ją zatkała.
To pani?
Proszę? Znamy się? kobieta popatrzyła zdziwiona.
Dziś wyglądała inaczej: garnitur, płaskie buty, prosta fryzura.
Co pani tu robi?! syknęła Sonia.
Byle Monika nic nie usłyszała! Nie pozwolę zepsuć jej święta!
Pracuję tu. Dziewczyna się uśmiechnęła serdecznie. Sonia zaniemówiła.
Jak to?
Po prostu. Moja firma organizuje dzisiejszy event. To nasz pierwszy duży projekt, proszę być wyrozumiałą. Podoba się wystrój sali?
Dłonie Soni ścisnęły materiał sukienki.
Tak Bardzo pięknie wszystko
Miło mi! Paweł bardzo się przejmował, czy zdążymy, choćby męża do pomocy wciągnęłam wczoraj układał kwiaty i wieszał girlandy. Ja już na drabiny nie mogę.
Dlaczego? Sonia zapytała dla zachowania pozorów.
Bo jestem w ciąży! Dopiero się dowiedziałam. Boję się! Ma pani dzieci?
Tak. Dwójkę.
Trudno?
Bardzo Sonia poczuła pod palcami ciepło i po raz pierwszy od tygodnia odetchnęła. Dam pani kontakt do dobrego lekarza, jakby trzeba było. Monika rodziła wszystkie dzieci u niego.
Ile ma dzieci?
Czwórkę!
Ojej! Tyle szczęścia!
Prawda!
Przepraszam, muszę lecieć, zaczynają! Pani idzie?
Zaraz dołączę
Sonia wspięła się po schodach i otwarcie uśmiechnęła się do Moniki.
Monika, czemu się guzdrzesz?! Bez ciebie już cię ożenili! Ojej! Wydali za mąż! Chodź, wszyscy czekają!
I przez cały wieczór, wznosząc toasty za przyjaciół, Sonia myślała, jak łatwo coś bezpowrotnie zniszczyć. Jedno słowo, zły domysł, przypadek, i wszystko się wali. Pomysł na zemstę czy zdradę mógł kosztować całą tę radość, szczęście Marii, która krzyczała Gorzko! najgłośniej w całej sali, i dzieci, które z euforią recytowały wierszyk dla Moniki i Pawła
Błąd… Sonia do dna wychyliła szampana i zwróciła się do męża: To u nas słodko czy gorzko?
Gorzko, Sonia! Cały czas gorzko!








