Maksym skrywał żal, iż zbyt pochopnie się rozwiódł. Mądrzy mężczyźni czynią kochanki świętem, a on – żoną Nastrój podniosły Maxa Petrowicza złamała domowa rutyna: parkując auto i wchodząc do klatki, poczuł przewidywalność – kapcie, zapach świeżego obiadu, czystość, kwiaty w wazonie. Nie wzruszyło go to: żona w domu – co ma robić starsza kobieta całe dni? Piekła ciasta i dziergała skarpetki. Skarpetki może przesada, ale w tej prostocie jest pewna prawda. Marina z uśmiechem wyszła mu naprzeciw: – Zmęczony? Upiekłam dla ciebie pierogi z kapustą, jabłkami – tak jak lubisz… Zamilkła jednak pod ciężkim spojrzeniem Maxa. Stała w domowym ubraniu, włosy okryte chustką – zawsze tak gotowała. Profesjonalny odruch – od lat pracowała jako kucharka. Oczy podkreślone, usta błyszczące. Kiedyś normalne, dziś wydało się Maxowi ordynarne. Po co pudruje się na starość? Może nie powinien był tak ostro, ale syknął: – Makijaż w twoim wieku? Bez sensu. Tobie już nie pasuje. Marina drgnęła ustami, przemilczała, ale stołu nie nakryła. Może to dobrze; pierogi pod ścierką, herbata gotowa – poradzi sobie sam. Po kąpieli i kolacji jego łagodność powoli wracała, razem ze wspomnieniami z dnia. Usadowił się w ulubionym fotelu i udawał, iż czyta. Przypomniał sobie, co powiedziała mu nowa pracownica: – Jest pan bardzo atrakcyjnym mężczyzną; do tego interesującym. Max miał 56 lat, kierował działem prawnym w dużej firmie. Podwładnymi był świeżo upieczony absolwent i trzy kobiety „po czterdziestce”. Kolejna właśnie poszła na macierzyński i na jej miejsce przyszła Asia. Gdy ją poznawał, z jej wejściem przyszła świeżość – delikatna twarz, jasne loki, niebieskie oczy. Pełne usta i pieprzyk. Czy na pewno ma 30 lat? Max dałby jej 25. Rozwiedziona, samotna mama ośmioletniego syna. Nie wiedział czemu, ale uznał: „Dobrze!” Czasem żartował – „Teraz masz takiego starego szefa”. Asia trzepnęła długimi rzęsami, zaprzeczyła i powiedziała coś, co go zaintrygowało. Żona w końcu podeszła z wieczorną herbatą z rumianku. Max skrzywił się – „Zawsze nie w porę”. Wypił bez większych pretensji. Nagle pomyślał, co robi teraz młoda, ładna Asia. I poczuł ukłucie zapomnianej zazdrości. Asia po pracy weszła do sklepu, wzięła ser, bułkę, kefir na kolację. W domu czekał syn Wojtek, mąż zajął się warsztatem, mama obiadem. Ogłosiła, iż ma migrenę – tak naprawdę było jej smutno. Rozwiedziona od kilku lat, nie mogła stać się dla nikogo tą najważniejszą kobietą. Wszyscy przystojni już byli żonaci i chcieli romansów. Ostatni miał być inny – dwa lata gorących uczuć, choćby wynajął jej mieszkanie (dla swojej wygody). Ale gdy sprawy zaczęły się komplikować, wręczył jej wypowiedzenie i nową pracę, znowu zamieszkała z rodzicami i synem. Marina, żona Maxa, od dawna widziała, iż mąż przechodzi kryzys wieku. Niby wszystko jest, ale czegoś kluczowego brak. Bała się pomyśleć, co to dla niego mogło oznaczać. Starała się łagodzić sytuację – gotowała ulubione potrawy, była zadbana, nie narzucała się rozmową, choć jej tego brakowało. Próbowała odciągać uwagę wnukiem, działką – ale Max coraz bardziej się nudził, dąsał. Nic dziwnego, iż ich romans z Asią rozwinął się błyskawicznie. Dwa tygodnie, i już była wspólna kolacja, podwózka do domu. Dotknął jej dłoni, ona spojrzała rumiana twarzą. – Nie chcę się rozstawać. Pojedźmy na moją działkę – powiedział chrapliwie. Asia skinęła głową, samochód ruszył. W piątki kończył pracę wcześniej, a nocny SMS do żony: „Jutro pogadamy”. Max nie przewidział, jak bardzo to będzie już rozmowa niepotrzebna. Marina rozumiała, iż po 32 latach małżeństwa nie sposób wciąż płonąć tym samym ogniem. Ale był tak bliski, iż utrata go bolała jak odejście cząstki siebie. Choć narzeka, mruczy, staje się czasem niedorzeczny, wciąż jest w swoim fotelu, je kolację, oddycha obok. Marina, szukając słów, które mogłyby uratować jej świat, nie spała całą noc. Z rozpaczy wyjęła album ślubny: młodzi, wszystko przed nimi… Jaka była piękna! Wielu marzyło, by być jej mężem – Max powinien to pamiętać. Może zobaczy (choćby z warunków), fragmenty dawnego szczęścia i zrozumie, iż nie wszystko się wyrzuca. Powrócił dopiero w niedzielę. Zrozumiała: to koniec. Przed nią stał inny Max. Wypełniony adrenaliną, pozbawiony wstydu. On bał się zmian, ona ich pragnął. Zadecydował twardym tonem: od dzisiaj Marina jest wolna. Sam złoży wniosek o rozwód. Syn z rodziną przeniesie się do Mariny – mieszkanie dwupokojowe zapisane na Maxa, odziedziczone po rodzicach. Sam zostawi sobie auto i prawo wypoczynku na działce. Marina czuła się żałośnie, nie mogła powstrzymać łez… Prosiła, by się zastanowił – wrócił do wspomnień, pomyślał o zdrowiu (swoim chociaż). To wywołało jego gniew. Przysunął się, szepnął jakby krzyknął: – Nie wciągaj mnie w swoją starość! Nie można powiedzieć, iż Asia pokochała Maxa natychmiast. Status żony był dla niej atrakcyjny, a dodatkowo cieszyło ją, iż kochanek wybrał ją a nie tamtą. Miała dość życia pod rządami ojca, chciała stabilizacji. To wszystko mógł dać Max. Może nie idealny, ale lepszy niż wielu. Dziadkiem się nie czuł – wysportowany, zadbany, szef… Inteligentny zawodowo, przyjemny prywatnie. W łóżku nie egoista, tylko czuły. Wygrana: nie musiała wynajmować mieszkania, nie brakowało pieniędzy, koniec z ukradkiem. Same plusy? Choć wiek budził wątpliwości. Po roku Asię ogarnęło rozczarowanie. Była pełna młodzieńczej energii, spragniona wrażeń. Chciała imprez, wypadów, słońca i rozmów z koleżankami. Łączyła to z obowiązkami domowymi i synem. Max zaczynał odstawać. Doświadczony prawnik radził sobie w pracy, ale w domu była to osoba zmęczona, pragnąca ciszy i swoich przyzwyczajeń. Goście, teatr, choćby plaża – w ograniczonych dawkach. Seks – owszem, ale zaraz spać, choćby o dziewiątej wieczorem. Trzeba było uważać na jego żołądek – bez smażonego, bez kiełbasy, bez gotowców. Była przyzwyczajona do dań dla syna, nie rozumiała, jak można mieć od kotletów ból boku. Nie pamiętała listy obowiązkowych tabletek, uważała, iż dorosły mężczyzna sam powinien wiedzieć, co zażywać. Z czasem coraz więcej jej życia odbywało się bez niego – wyjazdy, spotkania, syn, koleżanki… Jego wiek tylko ją motywował, by łapać każdy dzień. Nie pracowali już razem – Asia przeniosła się do kancelarii notarialnej; odetchnęła, iż nie musi być na oku faceta, który przypominał jej ojca. Szacunek – to czuła do Maxa. Ale czy to wystarczy, by stworzyć szczęśliwą parę? Nadchodziła sześćdziesiątka Maxa. Asia marzyła o hucznej imprezie. On wybrał skromnie – stolik w znanym mu restauracyjnym zakątku. Wydawało się, iż się nudzi, ale to naturalne w jego wieku. Świętowali koledzy z pracy. Znajomych z dawnymi żoną nie wypadało zaprosić. Rodzina daleko, nie dogadali się, zwłaszcza iż nowa żona była dużo młodsza. Syn się od niego odwrócił. Ale czy ojciec nie ma prawa do własnego życia? Sądził, iż to nowe „życie” wyglądać będzie inaczej. Pierwszy rok z Asią był jak miesiąc miodowy. Lubił pokazywać się z nią, przychylny jej wydatkom (z umiarem), koleżankom, fitnessowi. Znosił głośne koncerty, szalone filmy. Podarował Asi i jej synowi połowę mieszkania. Potem darował jej działkę, którą dzielił z byłą żoną. Asia wymogła na Marinie resztę – groziła, iż sprzeda część obcym. Wykupiła całość za pieniądze Maxa, i dom zapisała na siebie. Argumentowała: rzeka, las – dobre dla dziecka. Całe lato mieszkali tam rodzice Asi z wnukiem. Max nie przepadał za synem młodej żony – żenił się z Asią, nie dla wychowywania nie swojego, hałaśliwego potomka. Poprzednia rodzina poczuła się skrzywdzona. Sprzedali swoje mieszkanie, wyjechali; syn z rodziną do dwupokojowego, Marina do kawalerki. Jak żyją – Max się nie interesował. Aż nastał dzień 60. urodzin. Tyle osób życzyło mu zdrowia, szczęścia, miłości… A on nie czuł tej euforii – znane od lat poczucie niespełnienia. Młodą żonę kochał, to jasne. Ale za nią nie nadążał. Przytulić, podporządkować sobie – nie dało rady. Uśmiechała się i żyła swoim rytmem. Nic złego nie robiła – a jednak to go irytowało. Ech, gdyby zmieszać w niej duszę byłej żony! Przynosiła herbatę z rumianku, okrywała kocem – on z chęcią spacerowałby z nią po parku i szeptał na kuchni. Ale Asia nie znosiła długich rozmów. W łóżku chyba się nudziła, on się denerwował, to przeszkadzało. Maksym skrywał w sobie żal, iż pospieszył się z rozwodem. Mądrzy mężczyźni kochanki czynią świętem, a on – żoną! Asia, z jej temperamentem, jeszcze z 10 lat będzie tryskała energią, a potem i tak zostanie od niego znacznie młodsza. Przepaść będzie rosnąć. jeżeli ma szczęście, umrze nagle. A jeżeli nie? Te „nieurodzinowe” myśli rozbiły się w jego głowie i sercu. Wypatrywał Asi – była wśród tańczących. Piękna, rozmarzona. Może to szczęście mieć ją koło siebie – ale wtedy wyszedł z restauracji, by odetchnąć, odgonić smutek. Podbiegli koledzy. Nie wiedząc co robić, wskoczył do taksówki. Potem będzie myślał, gdzie się udać. Pragnął miejsca, gdzie to on jest ważny, gdzie ceni się czas spędzony z nim, można się odprężyć, nie będąc słabym lub – nie daj Boże – starym. Zadzwonił do syna i niemal błagalnie poprosił o adres byłej żony. Usłyszał słuszne oburzenie, ale nalegał, powtarzając, iż to kwestia życia i śm…ci. Wymknęło się, iż dziś ma przecież urodziny. Syn złagodniał i powiedział, iż mama może nie być sama. Nie nowy mąż, tylko przyjaciel. – Mama mówiła, iż razem studiowali. Przezwisko śmieszne… Chyba Bułkiewicz. – Bułkiewicz – poprawił Max, czując zazdrość. Tak, kiedyś był w niej zakochany. Wtedy podobała się wielu. Piękna, niepokorna. Miała iść za Bułkiewicza, a on, Max, ją „odbił”. Dawno już, ale to „wczoraj” wydawało się wyraźniejsze niż obecne życie z Asią. Syn zapytał: – Po co ci to, tato? Max drgnął, i zrozumiał, jak bardzo tęsknił. Odpowiedział uczciwie: – Sam nie wiem, synku. Syn podał adres. Kierowca zatrzymał się. Max wysiadł – nie chciał rozmawiać z Mariną przy świadkach. Sprawdził godzinę – prawie dziewiąta, ale przecież była nocnym markiem. Wybrał domofon. Odezwał się męski, lekko przytłumiony głos. Powiedział, iż Marina jest zajęta. – Co się dzieje?! Zdrowa? – zaniepokoił się Max. Głos zażądał, żeby się przedstawił. – Przepraszam, jestem jej mężem! A pan, pewnie Bułkiewicz – zawołał Max. „Pan” sprostował, iż mąż już nie, więc nie ma prawa jej niepokoić. Nie uznał za stosowne tłumaczyć, iż koleżanka bierze kąpiel. – Stara miłość nie rdzewieje? – zapytał Max z nutą zazdrości. Bułkiewicz odparł krótko: – Nie, ona staje się srebrna. Drzwi już się nie otworzyły…

newskey24.com 8 godzin temu

Dziś wieczorem znów dopadło mnie to poczucie pustki, które ostatnio nie daje mi spokoju. Kiedy parkuję samochód pod blokiem na mokotowskim osiedlu, przez sekundę pojawia się myśl, iż zaraz wrócę do domu, w którym wszystko jest przewidywalne: kapcie czekają przy wejściu, zapach pieczonych klusek w powietrzu, czystość, kwiaty w wazonie. I nic mnie to nie wzrusza przecież żona jest emerytką, większość dnia spędza w domu. W piekarniku jeszcze ciepłe pierogi, na stole herbata z lipy.

Mariola, moja żona od ponad trzydziestu lat, wychodzi mi naprzeciw z uśmiechem:
Zmęczony? Upiekłam pierogi: z kapustą, z jabłkami, tak jak lubisz
Milknie pod moim ciężkim spojrzeniem. Ma na sobie domowy komplet, włosy tradycyjnie schowane pod chustką stara kucharska praktyka z czasów pracy w restauracji. Delikatny makijaż, trochę błyszczyka drobiazg, ale dziś wydaje mi się pretensjonalny. Po co komu podkreślać wiek, udawać młodszą?

Rzuciłem zbyt ostro:
W twoim wieku ten makijaż to przesada. Nie pasuje ci.
Mariola zagryzła wargi. Nic nie powiedziała, nie nakryła do stołu, i może dobrze. Wziąłem herbatę i pierogi już sam sobie radzę.

Po krótkim prysznicu, siedząc w ulubionym fotelu, powoli wraca mi cieplejsze nastawienie. Uspokajam się, a w myślach krąży obraz z dzisiejszego dnia. Nowa pracownica, Anna, powiedziała:
Jest pan bardzo interesującym szefem. I całkiem przystojnym.
Mam 56 lat, szefuję działowi prawnemu w dużej warszawskiej spółce. Pod moimi skrzydłami pracuje świeżo upieczony prawnik i trzy kobiety po czterdziestce. Jedna poszła na urlop macierzyński, a więc jej miejsce zajęła Anna.

Gdy ją pierwszy raz zobaczyłem podczas rekrutacji, od razu rzucił się w oczy delikatny owal twarzy, jasne loki, pewne siebie niebieskie oczy. Miękkie usta, pieprzyk na policzku Więcej niż trzydzieści lat bym jej nie dał. Rozwódka, mama ośmioletniego syna, co choćby wydało mi się w porządku.

W rozmowie lekko kokietowałem powiedziałem, iż ma teraz starego szefa. Anna zamrugała rzęsami, zareagowała słowami, które zadrżały mi w sercu i których nie zapomnę.

Wieczorem Mariola pojawiła się obok fotela z rumiankową herbatą, jak zawsze o tej porze. Skrzywiłem się: Znowu nie w czas. Ale wypiłem, bo sam już nie wiem czemu. Myślami wróciłem do Anny, zastanawiając się, co robi teraz młoda, piękna kobieta i poczułem ukłucie zapomnianej zazdrości.

***
Anna, kończąc pracę, weszła do Biedronki. Ser, bułka, kefir na kolację. Do domu wróciła bez entuzjazmu, raczej neutralna. Bez rozczulenia objęła syna Wacława, który rzucił się jej na szyję. Ojciec majsterkował w warsztacie na balkonie, matka krzątała się przy kuchni. gwałtownie ogłosiła, iż boli ją głowa i chce być sama. W rzeczywistości czuła żal.

Od czasu rozwodu z ojcem Wacława wiele lat temu, bezskutecznie próbowała być dla kogoś tą jedyną, wymarzoną kobietą. Wszyscy w jej typie byli żonaci, zainteresowani tylko przelotnymi romansami. Ostatni, z pracy, wydawał się zakochany, wynajął jej choćby mieszkanie (bardziej dla siebie), ale gdy pojawiły się problemy stanowczo zażądał nie tylko rozstania, ale także jej odejścia z firmy. Wskazał choćby nowe miejsce pracy.

I tak Anna znowu mieszka z rodzicami i synem. Matka ją wspiera kobieco, ojciec upiera się, iż dziecko powinno wychowywać się z matką, nie tylko z dziadkami.

Mariola widziała, iż zaczynam przeżywać kryzys wieku średniego. Wszystko mam, a czegoś brak. Bała się, co dla mnie może stać się tym najważniejszym próbowała ocieplić atmosferę: gotowała ulubione dania, była zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć jej tego brakowało. Starała się zajmować wnuczkiem, ogródkiem na działce, ale ja byłem coraz bardziej zgorzkniały i zniechęcony.

Pewnie dlatego romans z Anną wybuchł tak szybko. Już po dwóch tygodniach zaprosiłem ją na obiad, odwoziłem do domu. Dotknąłem jej dłoni, spojrzała na mnie rumianą twarzą.
Nie chcę się rozstawać powiedziałem ochryple. Pojedźmy na moją działkę?
Anna skinęła głową i ruszyliśmy.

W piątek zawsze kończę pracę wcześniej. O dziewiątej wieczorem zaniepokojona żona dostała ode mnie sms: Porozmawiamy jutro.
Nie miałem pojęcia, jak szczere było to podsumowanie naszej przyszłej, kompletnie zbędnej rozmowy. Mariola wiedziała, iż po 32 latach małżeństwa nie sposób żyć nieustannie namiętnie.

Ale utrata mnie to dla niej jak utrata części siebie. Niech się złościę, przeklinam, choćby zachowuję głupio, byle dalej siedzieć w tym fotelu, jeść domowe kolacje, oddychać obok niej. Cały wieczór Mariola szukała słów, które powstrzymają rozpad jej świata. Nie spała.

W odruchu desperacji wyciągnęła album ślubny byliśmy tacy młodzi, tyle przed nami. Była piękna! Wielu pragnęło ją zdobyć. Myślała, iż może przypomnę sobie tamte szczęśliwe chwile. Ale wróciłem dopiero w niedzielę, inny niż dawniej: pełen energii, bez cienia skrępowania.

Odtąd Mariola mogła uznać się za wolną. Zapowiedziałem, iż sam złożę pozew. Syn z rodziną ma przejść do niej, według prawa. Przecież mieszkanie, gdzie mieszkali, należy do mnie odziedziczone. Przenosiny do jej trzypokojowego nie pogorszą ich warunków, a ona będzie miała kogo doglądać. Samochód jasne, mój. Działka zostaje przy mnie na wypady.

Mariola czuła się sfrustrowana i zawstydzona, ale łzy nie dawały jej mówić. Błagała, bym się opamiętał, myślał o zdrowiu, choćby swoim. Ostatnie wywołało we mnie gniew.
Nie ciągnij mnie w swoją starość! warknąłem.

Nie ma sensu twierdzić, iż Anna pokochała mnie od razu i dlatego zgodziła się na małżeństwo podczas naszej pierwszej wspólnej nocy na działce.

Status żony bardzo ją pociągał a rozkoszowała się tym, iż to ona została wybrana, nie odrzucona. Miała już dosyć mieszkania w domu, gdzie rządził ojciec o ostrych poglądach. Chciała stabilności. Ja mogłem jej to dać niezły układ, jak sama uznała.

Chociaż byłem blisko sześćdziesiątki, nie wyglądałem na typowego dziadka. Wciąż zadbany, aktywny szef, rozsądny, miły w rozmowie, choćby w łóżku niepozbawiony entuzjazmu. Miałem mieszkanie, nie groziła nam bieda czy kradzieże. Same plusy? Pozostawały niewielkie wątpliwości co do wieku.

Minął rok i Anna zaczęła się rozczarowywać. Czuła się młodą dziewczyną, spragnioną wrażeń. Lubiła koncerty, wyjazd do parku wodnego, opalanie się na plaży w śmiałym stroju, spotkania z koleżankami. Pomimo życia rodzinnego, dość sprawnie godziła wszystko z obowiązkami. Syn nie przeszkadzał w aktywności.

A ja wyraźnie opadałem z sił. W pracy byłem dynamiczny i skuteczny, ale w domu przemieniałem się w człowieka zgłodniałego ciszy i szacunku do rutynowych zwyczajów. Goście, teatr, choćby wycieczka nad jezioro były przez mnie akceptowane, ale w umiarkowanych ilościach.

Na intymność nie narzekałem, ale potem od razu spać choćby o dziewiątej.

Anna musiała uwzględnić mój wrażliwy żołądek, unikać smażonego, kiełbasy i gotowców ze sklepu. Byłem rozpuszczony przez byłą żonę. Nierzadko tęskniłem za jej parowanymi daniami. Anna gotowała z myślą o synu, nie rozumiała, jak po wieprzowym kotlecie można mieć ból w boku.

Nie pamiętała o lekach, uznając, iż dorosły facet sam wie, kiedy i co ma zażyć. Z czasem część jej życia zaczęła toczyć się bez mojego udziału chodziła z synem na imprezy, spotykała się z koleżankami, coraz bardziej czuła potrzebę pośpiechu, jakby mój wiek ją przynaglał do intensywniejszego życia.

Już nie pracowaliśmy razem dyrekcja uznała, iż to nieetyczne, więc Anna przeszła do kancelarii notarialnej. Ulżyło jej, iż nie musi mnie codziennie widywać, bo czasem zachowywałem się jak jej ojciec.

Czuła do mnie głęboki szacunek czy to wystarczyło do szczęścia?

Zbliżały się moje sześćdziesiąte urodziny. Anna chciała wielkiego przyjęcia. Ja zarezerwowałem stolik w niewielkim, znajomym lokalu, w którym przez lata bywałem. Chyba się tam nudziłem, ale w tym wieku to normalne. Anna nie przejęła się.

Świętowali ze mną koledzy z pracy, rodzinie nie przeszkadzałem wieczna rezerwa. Rodzina daleko, a dawnych przyjaciół, z którymi bywałem z Mariolą, zapraszać nie wypadało.

Syn de facto mnie odtrącił. Ale czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym życiu? Chciałem, by to wyglądało inaczej. Pierwszy rok z Anną przypominał miesiąc miodowy lubiłem być z nią przy ludziach, zachęcałem do wydatków, choćby do ćwiczeń w klubie fitness.

Dzieliłem z nią mieszkanie, potem zapisałem jej część działki, którą miałem z Mariolą. Potajemnie poprosiła Mariolę, żeby oddała swoją połowę straszyła, iż sprzeda ją komuś nieodpowiedniemu.

Wykupiliśmy działkę za moje pieniądze, Anna zarejestrowała ją na siebie argumentowała, iż wyszła rzeka, las, to dobre dla dziecka. Latem jej rodzice siedzieli tam z wnukiem przez trzy miesiące. Mi to pasowało nie kochałem jej syna, nie chciałem wychowywać obcego, głośnego dziecka.

Dawna rodzina się obraziła. Sprzedali spore mieszkanie i rozeszli się. Syn z rodziną znalazł dwupokojowe, Mariola kawalerkę. Jak żyją nie interesowałem się.

***
I tak nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Wiele osób życzyło mi zdrowia i szczęścia, a ja czułem, iż nie mam już tej energii. Od dawna mi jej brakuje. Z każdym rokiem się nasilało niezadowolenie.

Na pewno kocham młodą żonę, ale nie nadążam za nią. Nie mogę jej poddać sobie, poskromić uśmiecha się i żyje własnym rytmem. Pod tym względem niczego nie nadużywa, ale mnie to drażni. Ech, gdybym mógł włożyć w nią duszę Marioli! Żeby podchodziła z herbatą, przykrywała kocem, kiedy drzemię. Chętnie spacerowałbym z nią po parku, rozmawiał długo przy kuchennym stole ale Anna mnie nie znosiła podczas takich rozmów. W łóżku zaczęła się nudzić. To mnie frustruje.

Coraz częściej żałuję pośpiechu z rozwodem. Mądrzy mężczyźni zostawiają kochanki jako święto, a ja zamieniłem ją na żonę.

Anna, z jej temperamentem, może przetrwać jeszcze 10 lat w tej roli. Ale choćby później będzie młodsza, co tylko powiększa dystans. Czy zakończę życie w jednej chwili a jeżeli nie?

Te, nie jubileuszowe, myśli pulsowały mi w głowie, serce biło szybciej. Wypatrywałem Anny tańczyła wśród gości, piękna, radosna. Dobrze jest rano budzić się obok kogoś takiego, ale

Wyrwałem się z restauracji, chcąc ochłonąć, uwolnić się od przygnębienia. Koledzy mnie zaczepili, nie wiedząc, co dzieje się w mojej duszy. Wsiadłem w taksówkę i kazałem jechać na oślep.

Pragnąłem znaleźć się tam, gdzie istotny jestem tylko ja; gdzie mnie czekają, cenią mój czas, nie muszę udawać mocnego ani młodego.

Zadzwoniłem do syna, prosząc o nowy adres Marioli. Usłyszałem zasłużoną naganę, ale powtarzałem, iż to kwestia życia i śmierci. Wspomniałem, iż dziś moje urodziny syn nieco złagodniał. Uprzedził, iż matka może nie być sama z żadnym mężczyzną, tylko z kolegą.

Mama mówiła, iż kiedyś razem studiowali. Nazywa się chyba Bułkowicz.

Bułkiewicz poprawiłem go, czując dziwną zazdrość. Tak, byłem w niej zakochany, była odważna i piękna. Miała wyjść za tego Bułkiewicza, a ja ją odbiłem. Dawno to było, a jednak wydaje się bardziej realne niż moje życie z Anną.

Syn spytał:
Po co ci to, tato?
Zadrżałem, słysząc dawne tato, i zrozumiałem, jak bardzo mi ich wszystkich brakuje. Odpowiedziałem szczerze:
Nie wiem, synu.

Syn podał adres. Kazałem kierowcy się zatrzymać nie chciałem rozmawiać z Mariolą przy świadkach. Spojrzałem na zegarek, prawie dziewiąta, ale ona zawsze była sową, czasem dla mnie skowronkiem.

Wcisnąłem domofon.

Odpowiedział obcy, męski głos, nie Mariola. Stwierdził, iż jest zajęta.
Co się dzieje? Jest zdrowa? zapytałem, czując niepokój. Poprosił, żebym się przedstawił.

Jestem jej mężem! A pan to pewnie pan Bułkiewicz! krzyknąłem.
On poprawił mnie z przekąsem, iż jestem byłym i nie mam prawa niepokoić Marioli. Nie uznał za stosowne wyjaśnić, iż przyjaciółka bierze kąpiel.

Stara miłość nie rdzewieje? rzuciłem z zazdrością, szykując się na słowną bitwę z Bułkiewiczem. Ale on odparł krótko:
Nie, staje się srebrna.

Drzwi się nie otworzyłyZawahałem się, czując, jak przez mój gniew przeciska się coś innego zawstydzenie. Zanim zdołałem odpowiedzieć, drzwi się uchyliły. Mariola stanęła w szlafroku, twarz miała zmęczoną, ale w oczach iskrzył upór.

Spojrzała na mnie długo, tak jakby chciała odczytać całą historię w mojej twarzy. Przez chwilę nic nie mówiła. Potem, powoli, podała mi kubek z rumiankiem, postawiła go na schodku między nami.

Przyszedłeś, bo nie możesz spać? zapytała miękko. Szkoda, iż tyle lat nie chciałeś się po prostu położyć obok.

Nie odważyłem się wejść do środka. Za jej plecami przesuwał się Bułkiewicz, ukradkiem patrząc przez okulary, jakbym był statkiem opuszczającym port.

Powiedziałem cicho:
Zmieniłem wszystko, a przez cały czas brakuje mi spokoju.
Mariola pokiwała głową, wypuściła długie powietrze jakby z ulgą.
Spokój przychodzi, kiedy przestajesz czegoś żądać od innych. choćby ode mnie. Chcesz herbatę? Zostaniesz chwilę na korytarzu?

Zawahałem się. Przysiadłem na stopniu i uniosłem kubek, gorzki aromat przebudził wspomnienia. Mariola zniknęła w drzwiach, Bułkiewicz usiadł po drugiej stronie korytarza nie odezwał się. Tak siedzieliśmy, trzy cienie pośród milczenia.

Wreszcie Mariola wróciła z albumem. Położyła go obok mnie, nie zaglądała do środka, nie próbowała przeszłości. Przytrzymała drzwi, patrząc, czy chcę wejść.

Wszystko przemija, ale dobro wraca powiedziała spokojnie. To jest dla ciebie, jeżeli naprawdę chcesz pamiętać. Ja już nie muszę.

Nigdy wcześniej nie poczułem się tak bardzo dorosły i tak bardzo dziecinny jednocześnie. Wstałem z kubkiem w dłoni, ściskając album ostatecznie nie wszedłem do środka. Nie chciałem już ratować niczego, nie chciałem meldować się jako ktoś z prawa do ostatniego słowa.

Odwróciłem się. Przez szybę klatki widziałem, jak Mariola wraca do swojego wieczoru, do srebrnej ciszy jej świat był spokojny, nie mój.

Na ulicy zatrzymałem się na moment, czując, iż coś się domknęło. Ustałem pod latarnią, odetchnąłem głęboko. Nad głową ciemniało niebo całkiem nowe, chłodne, ale bezwinne. I po raz pierwszy od dawna poczułem, iż mogę wrócić do domu, gdziekolwiek teraz on jest.

Ruszyłem przed siebie, trzymając rumiankową herbatę, do końca gorącą.

Idź do oryginalnego materiału