Dziś wieczorem znów dopadło mnie to poczucie pustki, które ostatnio nie daje mi spokoju. Kiedy parkuję samochód pod blokiem na mokotowskim osiedlu, przez sekundę pojawia się myśl, iż zaraz wrócę do domu, w którym wszystko jest przewidywalne: kapcie czekają przy wejściu, zapach pieczonych klusek w powietrzu, czystość, kwiaty w wazonie. I nic mnie to nie wzrusza przecież żona jest emerytką, większość dnia spędza w domu. W piekarniku jeszcze ciepłe pierogi, na stole herbata z lipy.
Mariola, moja żona od ponad trzydziestu lat, wychodzi mi naprzeciw z uśmiechem:
Zmęczony? Upiekłam pierogi: z kapustą, z jabłkami, tak jak lubisz
Milknie pod moim ciężkim spojrzeniem. Ma na sobie domowy komplet, włosy tradycyjnie schowane pod chustką stara kucharska praktyka z czasów pracy w restauracji. Delikatny makijaż, trochę błyszczyka drobiazg, ale dziś wydaje mi się pretensjonalny. Po co komu podkreślać wiek, udawać młodszą?
Rzuciłem zbyt ostro:
W twoim wieku ten makijaż to przesada. Nie pasuje ci.
Mariola zagryzła wargi. Nic nie powiedziała, nie nakryła do stołu, i może dobrze. Wziąłem herbatę i pierogi już sam sobie radzę.
Po krótkim prysznicu, siedząc w ulubionym fotelu, powoli wraca mi cieplejsze nastawienie. Uspokajam się, a w myślach krąży obraz z dzisiejszego dnia. Nowa pracownica, Anna, powiedziała:
Jest pan bardzo interesującym szefem. I całkiem przystojnym.
Mam 56 lat, szefuję działowi prawnemu w dużej warszawskiej spółce. Pod moimi skrzydłami pracuje świeżo upieczony prawnik i trzy kobiety po czterdziestce. Jedna poszła na urlop macierzyński, a więc jej miejsce zajęła Anna.
Gdy ją pierwszy raz zobaczyłem podczas rekrutacji, od razu rzucił się w oczy delikatny owal twarzy, jasne loki, pewne siebie niebieskie oczy. Miękkie usta, pieprzyk na policzku Więcej niż trzydzieści lat bym jej nie dał. Rozwódka, mama ośmioletniego syna, co choćby wydało mi się w porządku.
W rozmowie lekko kokietowałem powiedziałem, iż ma teraz starego szefa. Anna zamrugała rzęsami, zareagowała słowami, które zadrżały mi w sercu i których nie zapomnę.
Wieczorem Mariola pojawiła się obok fotela z rumiankową herbatą, jak zawsze o tej porze. Skrzywiłem się: Znowu nie w czas. Ale wypiłem, bo sam już nie wiem czemu. Myślami wróciłem do Anny, zastanawiając się, co robi teraz młoda, piękna kobieta i poczułem ukłucie zapomnianej zazdrości.
***
Anna, kończąc pracę, weszła do Biedronki. Ser, bułka, kefir na kolację. Do domu wróciła bez entuzjazmu, raczej neutralna. Bez rozczulenia objęła syna Wacława, który rzucił się jej na szyję. Ojciec majsterkował w warsztacie na balkonie, matka krzątała się przy kuchni. gwałtownie ogłosiła, iż boli ją głowa i chce być sama. W rzeczywistości czuła żal.
Od czasu rozwodu z ojcem Wacława wiele lat temu, bezskutecznie próbowała być dla kogoś tą jedyną, wymarzoną kobietą. Wszyscy w jej typie byli żonaci, zainteresowani tylko przelotnymi romansami. Ostatni, z pracy, wydawał się zakochany, wynajął jej choćby mieszkanie (bardziej dla siebie), ale gdy pojawiły się problemy stanowczo zażądał nie tylko rozstania, ale także jej odejścia z firmy. Wskazał choćby nowe miejsce pracy.
I tak Anna znowu mieszka z rodzicami i synem. Matka ją wspiera kobieco, ojciec upiera się, iż dziecko powinno wychowywać się z matką, nie tylko z dziadkami.
Mariola widziała, iż zaczynam przeżywać kryzys wieku średniego. Wszystko mam, a czegoś brak. Bała się, co dla mnie może stać się tym najważniejszym próbowała ocieplić atmosferę: gotowała ulubione dania, była zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć jej tego brakowało. Starała się zajmować wnuczkiem, ogródkiem na działce, ale ja byłem coraz bardziej zgorzkniały i zniechęcony.
Pewnie dlatego romans z Anną wybuchł tak szybko. Już po dwóch tygodniach zaprosiłem ją na obiad, odwoziłem do domu. Dotknąłem jej dłoni, spojrzała na mnie rumianą twarzą.
Nie chcę się rozstawać powiedziałem ochryple. Pojedźmy na moją działkę?
Anna skinęła głową i ruszyliśmy.
W piątek zawsze kończę pracę wcześniej. O dziewiątej wieczorem zaniepokojona żona dostała ode mnie sms: Porozmawiamy jutro.
Nie miałem pojęcia, jak szczere było to podsumowanie naszej przyszłej, kompletnie zbędnej rozmowy. Mariola wiedziała, iż po 32 latach małżeństwa nie sposób żyć nieustannie namiętnie.
Ale utrata mnie to dla niej jak utrata części siebie. Niech się złościę, przeklinam, choćby zachowuję głupio, byle dalej siedzieć w tym fotelu, jeść domowe kolacje, oddychać obok niej. Cały wieczór Mariola szukała słów, które powstrzymają rozpad jej świata. Nie spała.
W odruchu desperacji wyciągnęła album ślubny byliśmy tacy młodzi, tyle przed nami. Była piękna! Wielu pragnęło ją zdobyć. Myślała, iż może przypomnę sobie tamte szczęśliwe chwile. Ale wróciłem dopiero w niedzielę, inny niż dawniej: pełen energii, bez cienia skrępowania.
Odtąd Mariola mogła uznać się za wolną. Zapowiedziałem, iż sam złożę pozew. Syn z rodziną ma przejść do niej, według prawa. Przecież mieszkanie, gdzie mieszkali, należy do mnie odziedziczone. Przenosiny do jej trzypokojowego nie pogorszą ich warunków, a ona będzie miała kogo doglądać. Samochód jasne, mój. Działka zostaje przy mnie na wypady.
Mariola czuła się sfrustrowana i zawstydzona, ale łzy nie dawały jej mówić. Błagała, bym się opamiętał, myślał o zdrowiu, choćby swoim. Ostatnie wywołało we mnie gniew.
Nie ciągnij mnie w swoją starość! warknąłem.
Nie ma sensu twierdzić, iż Anna pokochała mnie od razu i dlatego zgodziła się na małżeństwo podczas naszej pierwszej wspólnej nocy na działce.
Status żony bardzo ją pociągał a rozkoszowała się tym, iż to ona została wybrana, nie odrzucona. Miała już dosyć mieszkania w domu, gdzie rządził ojciec o ostrych poglądach. Chciała stabilności. Ja mogłem jej to dać niezły układ, jak sama uznała.
Chociaż byłem blisko sześćdziesiątki, nie wyglądałem na typowego dziadka. Wciąż zadbany, aktywny szef, rozsądny, miły w rozmowie, choćby w łóżku niepozbawiony entuzjazmu. Miałem mieszkanie, nie groziła nam bieda czy kradzieże. Same plusy? Pozostawały niewielkie wątpliwości co do wieku.
Minął rok i Anna zaczęła się rozczarowywać. Czuła się młodą dziewczyną, spragnioną wrażeń. Lubiła koncerty, wyjazd do parku wodnego, opalanie się na plaży w śmiałym stroju, spotkania z koleżankami. Pomimo życia rodzinnego, dość sprawnie godziła wszystko z obowiązkami. Syn nie przeszkadzał w aktywności.
A ja wyraźnie opadałem z sił. W pracy byłem dynamiczny i skuteczny, ale w domu przemieniałem się w człowieka zgłodniałego ciszy i szacunku do rutynowych zwyczajów. Goście, teatr, choćby wycieczka nad jezioro były przez mnie akceptowane, ale w umiarkowanych ilościach.
Na intymność nie narzekałem, ale potem od razu spać choćby o dziewiątej.
Anna musiała uwzględnić mój wrażliwy żołądek, unikać smażonego, kiełbasy i gotowców ze sklepu. Byłem rozpuszczony przez byłą żonę. Nierzadko tęskniłem za jej parowanymi daniami. Anna gotowała z myślą o synu, nie rozumiała, jak po wieprzowym kotlecie można mieć ból w boku.
Nie pamiętała o lekach, uznając, iż dorosły facet sam wie, kiedy i co ma zażyć. Z czasem część jej życia zaczęła toczyć się bez mojego udziału chodziła z synem na imprezy, spotykała się z koleżankami, coraz bardziej czuła potrzebę pośpiechu, jakby mój wiek ją przynaglał do intensywniejszego życia.
Już nie pracowaliśmy razem dyrekcja uznała, iż to nieetyczne, więc Anna przeszła do kancelarii notarialnej. Ulżyło jej, iż nie musi mnie codziennie widywać, bo czasem zachowywałem się jak jej ojciec.
Czuła do mnie głęboki szacunek czy to wystarczyło do szczęścia?
Zbliżały się moje sześćdziesiąte urodziny. Anna chciała wielkiego przyjęcia. Ja zarezerwowałem stolik w niewielkim, znajomym lokalu, w którym przez lata bywałem. Chyba się tam nudziłem, ale w tym wieku to normalne. Anna nie przejęła się.
Świętowali ze mną koledzy z pracy, rodzinie nie przeszkadzałem wieczna rezerwa. Rodzina daleko, a dawnych przyjaciół, z którymi bywałem z Mariolą, zapraszać nie wypadało.
Syn de facto mnie odtrącił. Ale czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym życiu? Chciałem, by to wyglądało inaczej. Pierwszy rok z Anną przypominał miesiąc miodowy lubiłem być z nią przy ludziach, zachęcałem do wydatków, choćby do ćwiczeń w klubie fitness.
Dzieliłem z nią mieszkanie, potem zapisałem jej część działki, którą miałem z Mariolą. Potajemnie poprosiła Mariolę, żeby oddała swoją połowę straszyła, iż sprzeda ją komuś nieodpowiedniemu.
Wykupiliśmy działkę za moje pieniądze, Anna zarejestrowała ją na siebie argumentowała, iż wyszła rzeka, las, to dobre dla dziecka. Latem jej rodzice siedzieli tam z wnukiem przez trzy miesiące. Mi to pasowało nie kochałem jej syna, nie chciałem wychowywać obcego, głośnego dziecka.
Dawna rodzina się obraziła. Sprzedali spore mieszkanie i rozeszli się. Syn z rodziną znalazł dwupokojowe, Mariola kawalerkę. Jak żyją nie interesowałem się.
***
I tak nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Wiele osób życzyło mi zdrowia i szczęścia, a ja czułem, iż nie mam już tej energii. Od dawna mi jej brakuje. Z każdym rokiem się nasilało niezadowolenie.
Na pewno kocham młodą żonę, ale nie nadążam za nią. Nie mogę jej poddać sobie, poskromić uśmiecha się i żyje własnym rytmem. Pod tym względem niczego nie nadużywa, ale mnie to drażni. Ech, gdybym mógł włożyć w nią duszę Marioli! Żeby podchodziła z herbatą, przykrywała kocem, kiedy drzemię. Chętnie spacerowałbym z nią po parku, rozmawiał długo przy kuchennym stole ale Anna mnie nie znosiła podczas takich rozmów. W łóżku zaczęła się nudzić. To mnie frustruje.
Coraz częściej żałuję pośpiechu z rozwodem. Mądrzy mężczyźni zostawiają kochanki jako święto, a ja zamieniłem ją na żonę.
Anna, z jej temperamentem, może przetrwać jeszcze 10 lat w tej roli. Ale choćby później będzie młodsza, co tylko powiększa dystans. Czy zakończę życie w jednej chwili a jeżeli nie?
Te, nie jubileuszowe, myśli pulsowały mi w głowie, serce biło szybciej. Wypatrywałem Anny tańczyła wśród gości, piękna, radosna. Dobrze jest rano budzić się obok kogoś takiego, ale
Wyrwałem się z restauracji, chcąc ochłonąć, uwolnić się od przygnębienia. Koledzy mnie zaczepili, nie wiedząc, co dzieje się w mojej duszy. Wsiadłem w taksówkę i kazałem jechać na oślep.
Pragnąłem znaleźć się tam, gdzie istotny jestem tylko ja; gdzie mnie czekają, cenią mój czas, nie muszę udawać mocnego ani młodego.
Zadzwoniłem do syna, prosząc o nowy adres Marioli. Usłyszałem zasłużoną naganę, ale powtarzałem, iż to kwestia życia i śmierci. Wspomniałem, iż dziś moje urodziny syn nieco złagodniał. Uprzedził, iż matka może nie być sama z żadnym mężczyzną, tylko z kolegą.
Mama mówiła, iż kiedyś razem studiowali. Nazywa się chyba Bułkowicz.
Bułkiewicz poprawiłem go, czując dziwną zazdrość. Tak, byłem w niej zakochany, była odważna i piękna. Miała wyjść za tego Bułkiewicza, a ja ją odbiłem. Dawno to było, a jednak wydaje się bardziej realne niż moje życie z Anną.
Syn spytał:
Po co ci to, tato?
Zadrżałem, słysząc dawne tato, i zrozumiałem, jak bardzo mi ich wszystkich brakuje. Odpowiedziałem szczerze:
Nie wiem, synu.
Syn podał adres. Kazałem kierowcy się zatrzymać nie chciałem rozmawiać z Mariolą przy świadkach. Spojrzałem na zegarek, prawie dziewiąta, ale ona zawsze była sową, czasem dla mnie skowronkiem.
Wcisnąłem domofon.
Odpowiedział obcy, męski głos, nie Mariola. Stwierdził, iż jest zajęta.
Co się dzieje? Jest zdrowa? zapytałem, czując niepokój. Poprosił, żebym się przedstawił.
Jestem jej mężem! A pan to pewnie pan Bułkiewicz! krzyknąłem.
On poprawił mnie z przekąsem, iż jestem byłym i nie mam prawa niepokoić Marioli. Nie uznał za stosowne wyjaśnić, iż przyjaciółka bierze kąpiel.
Stara miłość nie rdzewieje? rzuciłem z zazdrością, szykując się na słowną bitwę z Bułkiewiczem. Ale on odparł krótko:
Nie, staje się srebrna.
Drzwi się nie otworzyłyZawahałem się, czując, jak przez mój gniew przeciska się coś innego zawstydzenie. Zanim zdołałem odpowiedzieć, drzwi się uchyliły. Mariola stanęła w szlafroku, twarz miała zmęczoną, ale w oczach iskrzył upór.
Spojrzała na mnie długo, tak jakby chciała odczytać całą historię w mojej twarzy. Przez chwilę nic nie mówiła. Potem, powoli, podała mi kubek z rumiankiem, postawiła go na schodku między nami.
Przyszedłeś, bo nie możesz spać? zapytała miękko. Szkoda, iż tyle lat nie chciałeś się po prostu położyć obok.
Nie odważyłem się wejść do środka. Za jej plecami przesuwał się Bułkiewicz, ukradkiem patrząc przez okulary, jakbym był statkiem opuszczającym port.
Powiedziałem cicho:
Zmieniłem wszystko, a przez cały czas brakuje mi spokoju.
Mariola pokiwała głową, wypuściła długie powietrze jakby z ulgą.
Spokój przychodzi, kiedy przestajesz czegoś żądać od innych. choćby ode mnie. Chcesz herbatę? Zostaniesz chwilę na korytarzu?
Zawahałem się. Przysiadłem na stopniu i uniosłem kubek, gorzki aromat przebudził wspomnienia. Mariola zniknęła w drzwiach, Bułkiewicz usiadł po drugiej stronie korytarza nie odezwał się. Tak siedzieliśmy, trzy cienie pośród milczenia.
Wreszcie Mariola wróciła z albumem. Położyła go obok mnie, nie zaglądała do środka, nie próbowała przeszłości. Przytrzymała drzwi, patrząc, czy chcę wejść.
Wszystko przemija, ale dobro wraca powiedziała spokojnie. To jest dla ciebie, jeżeli naprawdę chcesz pamiętać. Ja już nie muszę.
Nigdy wcześniej nie poczułem się tak bardzo dorosły i tak bardzo dziecinny jednocześnie. Wstałem z kubkiem w dłoni, ściskając album ostatecznie nie wszedłem do środka. Nie chciałem już ratować niczego, nie chciałem meldować się jako ktoś z prawa do ostatniego słowa.
Odwróciłem się. Przez szybę klatki widziałem, jak Mariola wraca do swojego wieczoru, do srebrnej ciszy jej świat był spokojny, nie mój.
Na ulicy zatrzymałem się na moment, czując, iż coś się domknęło. Ustałem pod latarnią, odetchnąłem głęboko. Nad głową ciemniało niebo całkiem nowe, chłodne, ale bezwinne. I po raz pierwszy od dawna poczułem, iż mogę wrócić do domu, gdziekolwiek teraz on jest.
Ruszyłem przed siebie, trzymając rumiankową herbatę, do końca gorącą.













