Maksym skrywał w sobie żal, iż pochopnie się rozwiódł. Mądrzy Polacy potrafią zamienić kochanki w święto, a on – zamienił ją w żonę. Podniosły nastrój pana Maksymiliana zniknął, gdy po zaparkowaniu samochodu wkroczył do klatki schodowej. W domu czekała go codzienność: pantofle – wsunął je natychmiast, kuszący zapach świeżo ugotowanej kolacji, porządek, kwiaty w wazonie. Nie wzruszyło go to: żona jest w domu, a co miałaby robić na emeryturze? Piec drożdżówki, zszywać skarpetki. Ze skarpetkami trochę przesadził. Ale to ważna sprawa. Marynia, jak zwykle, wyszła mu naprzeciw z uśmiechem: – Zmęczony? Upiekłam drożdżówki – z kapustą, z jabłkiem, tak jak lubisz… Zamilkła pod ciężkim spojrzeniem Maksymiliana. Stała w domowym dresie, włosy pod chustką – zawsze tak gotowała. Przyzwyczajenie zawodowe – od lat była kucharką. Lekko podkreślone oczy, na ustach błyszczyk. Zwyczaj, który teraz wydawał się Maksymilianowi zbyt prowokacyjny. Co to za maniera strojenia się na starość! Może nie powinien był mówić tak ostro, ale palnął: – Makijaż w takim wieku? To bez sensu! Tobie nie pasuje. Usta Maryni zadrżały, nie odezwała się, ale też nie nakryła stołu. I dobrze. Drożdżówki pod ściereczką, herbata zaparzona – poradzi sobie sam. Po kąpieli i kolacji zaczął łagodnieć, jak i wspominać dzień. Maksymilian, w ulubionym szlafroku z frotte, rozsiadł się w fotelu, które było tam dla niego, udając, iż czyta. Co powtarzała nowa koleżanka z pracy? – Jest pan bardzo interesującym mężczyzną – z resztą przystojnym. Maksymilian miał 56 lat i zarządzał działem prawnym dużej firmy. Podlegał mu świeżo upieczony absolwent i trzy kobiety po czterdziestce. Kolejna poszła na urlop macierzyński. Właśnie na jej miejsce przyszła Asieńka. Kiedy ją zatrudniano, Maksymilian był w delegacji i dopiero dziś zobaczył ją po raz pierwszy. Zaprosił do gabinetu – na oficjalne spotkanie. Wraz z nią weszły delikatne pachnidła i aura młodości. Owal twarzy, jasne loki, pewne spojrzenie niebieskich oczu. Pełne usta, pieprzyk na policzku. Trudno uwierzyć, iż ma trzydzieści lat. Dałby jej dwadzieścia pięć. Rozwódka, matka ośmioletniego syna. Sam nie wiedział czemu, ale pomyślał: „To dobrze!” Rozmawiając z Asią, trochę żartował, stwierdzając, iż załapała się na starego szefa. Asia zatrzepotała długimi rzęsami i odpowiedziała słowami, które podziałały na niego i które teraz wspominał. Żona, która pogodziła się po wcześniejszej przykrości, przyniosła mu wieczorną herbatę rumiankową. Skrzywił się: „Nigdy nie w porę.” Wypił jednak z zadowoleniem. Nagle pomyślał, co teraz robi młoda, ładna Asia? Poczuł ukłucie dawno zapomnianej zazdrości. **** Asia po pracy zajrzała do supermarketu. Ser, bułka, dla siebie kefir. Do domu wróciła bez emocji, raczej z automatu niż z czułością, przytuliła biegnącego syna Jasia. Ojciec majsterkował na balkonie, mama robiła kolację. Po zakupach od razu oświadczyła, iż boli ją głowa i prosi o spokój. W rzeczywistości dopadała ją melancholia. Od czasu rozwodu z ojcem Jasia Asia ciągle próbowała stać się dla kogoś najważniejszą kobietą życia. Wszyscy godni kandydaci byli żonaci i szukali przygód na boku. Poprzedni mężczyzna z pracy wydawał się nieziemsko zakochany. Dwa ogniste lata. choćby wynajął jej mieszkanie (raczej dla własnej wygody), ale gdy sytuacja się skomplikowała, powiedział, iż muszą się rozstać i ona koniecznie powinna odejść z pracy. choćby znalazł jej nową posadę. Teraz Asia znów mieszkała z rodzicami i synem. Mama – współczuła, tata uznawał, iż wnuk powinien wychowywać się z matką, nie tylko z dziadkami. Marynia, żona Maksymiliana, od dawna widziała, iż mąż przechodzi kryzys wieku średniego. Wszystko jest, ale czegoś kluczowego brakuje. Bała się myśleć, co mogłoby być najważniejsze dla mężczyzny. Starała się łagodzić sytuację. Gotowała ulubione potrawy, zawsze była zadbana, nie narzucała się z rozmowami, choć bardzo ich potrzebowała. Próbowała zainteresować wnukiem, działką. Ale Maksymilian się nudził, dąsał. Chyba dlatego, iż oboje pragnęli zmian, romans Maksymiliana z Asią rozkręcił się błyskawicznie. Już po dwóch tygodniach od jej pojawienia się w firmie zabrał ją na obiad i odwiózł do domu. Dotknął jej ręki, ona spojrzała na niego rumianą twarzą. – Nie chcę się rozstawać. Pojedziemy do mnie na działkę? – powiedział chrapliwie Maksymilian. Asia przytaknęła, a samochód ruszył z miejsca. W piątki kończył pracę godzinę wcześniej, ale o dziewiątej wieczorem zaniepokojona żona dostała SMS-a: „Jutro porozmawiamy.” Maksymilian nie zdawał sobie sprawy, jak trafnie oddał sens przyszłej, zresztą zbędnej rozmowy. Marynia wiedziała, iż po 32 latach małżeństwa nie można się już żarzyć. Ale mąż był jej tak bliski, iż utrata go to jak utrata części siebie. Niech się dąsa, zrzędzi, choćby głupieje „po męsku”, ale zostaje w tym swoim ulubionym fotelu, je kolację, oddycha obok niej. Marynia, szukając słów, które mogłyby zatrzymać rozpad życia (raczej jej własnego), nie spała całą noc. Z rozpaczy sięgnęła po album ślubny, zobaczyła siebie młodą, z obietnicą na przyszłość. Była piękna! Wielu marzyło, by ją zdobyć. Mąż powinien to pamiętać. Może gdy przyjdzie, zobaczy fragmenty ich szczęścia i zrozumie, iż nie wszystko należy odrzucić. Ale wrócił dopiero w niedzielę i było jasne: to koniec. Przed nią był inny Maksymilian. Chyba adrenalina go przepełniała. Skrępowania, wstydu w nim już nie było. W odróżnieniu od żony, która bała się zmian, on ich pragnął i był gotowy je przyjąć. choćby wszystko zaplanował. Mówił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Od tej chwili Marynia może uznawać się za wolną. Sam złoży wniosek o rozwód. Syn z rodziną powinien się przeprowadzić do Maryni. Wszystko zgodnie z prawem. Faktycznie, dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkał syn z żoną, należało do Maksymiliana – odziedziczone. Przeprowadzka do trzypokojowego, do matki, nie pogorszy warunków młodej rodziny, a ona będzie miała się kim zająć. Samochód – oczywiście jego. Co do działki – zachowa prawo do odpoczynku. Marynia czuła się żałośnie i nieatrakcyjnie, ale nie zdołała powstrzymać łez. Utrudniały jej mówienie, brzmiała niezrozumiale. Prosiła, by się zatrzymał, przypomniał sobie przeszłość, pomyślał o zdrowiu – choćby swoim… To ostatnie go rozzłościło. Zbliżył się, szepnął jakby krzycząc: – Nie ciągnij mnie w swoją starość! … Byłoby nierozsądnie twierdzić, iż Asia pokochała Maksymiliana i dlatego zgodziła się na jego oświadczyny już tej pierwszej nocy na działce. Status mężatki był dla niej kuszący, a jeszcze bardziej satysfakcjonująca była odpowiedź kochankowi, który ją odrzucił. Miała dość życia w mieszkaniu rządzonym przez ojca o surowych poglądach. Chciała stabilnej przyszłości. To wszystko mógł dać Maksymilian. Nie był najgorszym wariantem. Pomimo ponad pięćdziesiątki, nie wyglądał na dziadka. Zadbany, młodzieńczy. Kierownik działu. Inteligentny i sympatyczny. W łóżku okazał się czuły, nie egoistyczny. Doceniała, iż nie grozi jej wynajmowane mieszkanie, brak pieniędzy, oszustwa – same plusy? Miała wątpliwości co do wieku. Po roku Asi zaczęło narastać rozczarowanie. Czuła się przez cały czas dziewczyną, chciała mieć w życiu wrażenia. Regularne, nie raz w roku i nie „dojrzałe”. Lubiła koncerty, aquapark, kąpiele słoneczne w śmiałym kostiumie, spotkania z przyjaciółkami. Z łatwością to wszystko łączyła z domem i rodziną. choćby syn – który teraz mieszkał z nią – nie przeszkadzał w aktywnym życiu. A Maksymilian wyraźnie słabł. Jako doświadczony prawnik gwałtownie podejmował decyzje w pracy, ale w domu był wyraźnie zmęczony, potrzebował ciszy i szacunku dla swoich nawyków. Goście, teatr, choćby plaża – bardzo dozowane. Nie miał nic przeciwko zbliżeniom, ale potem zaraz spał, choćby o dziewiątej. Do tego dochodził jego delikatny żołądek, który nie znosił smażonego, wędlin, gotowych produktów. Była żona go rozpieściła. Często tęsknił za jej gotowanymi obiadami. Asia gotowała, jak dla syna, nie rozumiejąc, jak od kotletów schabowych może boleć brzuch. Nie pamiętała listy obowiązkowych tabletek. Uważała, iż dorosły facet sam sobie z tym poradzi. I tak część życia zaczęła upływać bez niego. Towarzyszył jej syn, uwzględniała jego zainteresowania, spotykała się z przyjaciółkami. Paradoksalnie, wiek męża: motywował ją, by szybciej korzystać z życia. Już nie pracowali razem – dyrekcja uznała to za nieetyczne, a Asia przeszła do kancelarii notarialnej. Z ulgą przyjęła brak codziennego towarzystwa męża, przypominającego jej ojca. Szacunek – to uczucie, które Asia żywiła do Maksymiliana. Czy to wystarczy, by para była szczęśliwa? Zbliżały się 60. urodziny Maksymiliana i marzyła o wielkim święcie. Ale mąż zarezerwował stolik w kameralnej restauracji, którą znał od lat. Zdawał się znudzony, ale to przecież naturalne w tym wieku. Asia nie przejmowała się. Jubilata świętowali współpracownicy. Swoje dawne przyjacielskie pary, z którymi kiedyś spotykał się z Marynią, niezręcznie było zaprosić. Rodzina daleko, a po ślubie z młodą nie znalazł zrozumienia. Syna praktycznie stracił. Odciął go. Ale czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym życiu?! Myśląc o ślubie, wyobrażał sobie „decydowanie” zupełnie inaczej. Pierwszy rok z Asią był jak miesiąc miodowy. Uwielbiał być z nią wśród ludzi, z uśmiechem aprobował jej wydatki (nie szalone), przyjaciółki, sportowe pasje. Wytrzymywał głośne koncerty, szalone filmy. W tym czasie uczynił Asię i jej syna pełnoprawnymi współgospodarzami mieszkania. niedługo darował żonie swoją część rodzinnej działki. Asia, za jego plecami, poprosiła Marynię, by oddała jej swoją połowę. Groziła, iż własną sprzeda nieznajomym. Wykupiła, oczywiście za pieniądze Maksymiliana, i zapisała działkę na siebie. Argumentowała, iż jest tam rzeka, las – dobre dla dziecka. Całe lato rodzice Asi z wnukiem spędzali na działce. I adekwatnie to na dobre wyszło: Maksymilian nie był entuzjastą energicznego syna młodej żony. Ożenił się z miłości, ale nie dla wychowywania cudzych dzieci, zwłaszcza ruchliwych. Była rodzina poczuła się dotknięta. Za pieniądze ze sprzedaży własnego mieszkania rozeszli się. Syn z żoną znalazł dwupokojowe, Marynia – kawalerkę. Jak żyją, Maksymilian się nie interesował. I nadszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Tyle osób życzyło mu szczęścia, zdrowia i miłości – a on nie czuł radości. Od dawna. Z każdym rokiem dominowało już znane niezadowolenie. Młodą żonę, bezsprzecznie, kochał. Nie nadążał za nią – i to go gryzło. Ujarzmić, podporządkować nie potrafił. Uśmiechała się i żyła po swojemu. Nic wywrotowego – wyczuwał to, ale go drażniło. Ach, gdyby tchnąć w nią duszę byłej żony! Żeby podchodziła z rumiankową herbatą, przykrywała kocem, gdy przysnął w fotelu. Z chęcią spacerowałby z nią powoli po parku. Szeptałby wieczorami przy kuchennym stole, ale Asia nie wytrzymywała jego długich opowieści. Zaczęła się choćby nudzić w łóżku. On był coraz bardziej nerwowy. Maksymilian skrywał żal, iż pochopnie się rozwiódł. Mądrzy Polacy potrafią zamienić kochanki w święto, a on – w żonę! Asia, z temperamentem, wytrzyma jeszcze z 10 lat w stylu figlarnej klaczy. choćby po czterdziestce będzie znacznie młodsza. To przepaść, która się powiększa. jeżeli będzie miał szczęście, odejdzie w jednej chwili. A jeżeli nie? Te myśli – dalekie od jubileuszowych – uderzyły go tępym bólem w skroniach, poganiały rytm serca. Spojrzał na Asię – ta tańczyła wśród gości. Piękna, z błyskiem w oku. Szczęście to budzić się obok niej. Wykorzystując moment, wyszedł z restauracji. Chciał zaczerpnąć powietrza, przewietrzyć smutek. Ale podeszli goście z pracy. Nie wiedząc, co zrobić z narastającym wewnętrznym napięciem, wskoczył do taksówki. Poprosił o jazdę, potem miał zdecydować, gdzie. Pragnął być tam, gdzie liczy się tylko on. Gdzie czekają na jego wejście. Gdzie doceniają wspólnie spędzony czas i można się rozluźnić bez obawy, iż wyjdzie na słabego lub, nie daj Boże, starego. Zadzwonił do syna, niemal błagalnie prosząc o nowy adres byłej żony. Usłyszał zasłużone, pełne żalu słowa, ale naciskał, powtarzając, iż to sprawa życia i śmierci. Wspomniał, iż przecież dziś jego jubileusz. Syn nieco złagodniał i powiedział, iż mama może nie być sama. Żaden chłopak. Po prostu znajomy. – Mama mówiła, iż studiowali razem. Nazwisko – śmieszne… Chyba Bułkowicz. – Bułkiewicz – poprawił Maksymilian, poczuł ukłucie zazdrości. Tak, był w niej zakochany. Podobała się wielu. Ładna, z charakterem. Miała wyjść za Bułkiewicza, ale Maksiu ją „odbił”. Dawno to było, a jednak „wczoraj”, bardziej realne niż jego nowe życie z Asią. Syn zapytał: – Po co ci to, tato? Maksymilian był zaskoczony zapomnianym zwrotem i zrozumiał, jak bardzo tęsknił za wszystkimi nimi. Odpowiedział szczerze: – Nie wiem, synku. Syn podał adres. Kierowca się zatrzymał. Maksymilian wysiadł – nie chciał rozmawiać z Marynią przy świadkach. Spojrzał na zegarek – prawie dziewiąta, ale ona przecież sowa, a dla niego była skowronkiem. Wybrał domofon. Ale odpowiedział nie była żona, a czyjś głuchy, męski głos. Powiedział, iż Marynia jest zajęta. – Co z nią?! Zdrowa? – zaniepokoił się Maksymilian. Głos zażądał przedstawienia się. – Ja jestem mężem, swoją drogą! A ty, pewnie pan Bułkiewicz! – wykrzyknął Maksymilian. „Pan” stanowczo poprawił, iż mąż Maksymilian jest już eks, więc nie ma prawa niepokoić Maryni. Tłumaczyć, iż przyjaciółka bierze kąpiel, nie uznał za potrzebne. – Co, stara miłość nie rdzewieje? – zapytał Maksymilian z nutą zazdrości, gotów na dłuższą wymianę zdań z Bułkiewiczem. Ale ten krótko odpowiedział: – Nie, ona staje się srebrna. Drzwi już mu nie otworzyli…

newsempire24.com 7 godzin temu

Dziś wieczorem, kiedy wróciłem do mieszkania na warszawskim Mokotowie, po raz kolejny uderzyła mnie codzienna monotonia. Zaparkowałem mojego srebrnego Volkswagena pod blokiem, wspiąłem się po schodach i otworzyłem znajome drzwi. W przedpokoju czekały już na mnie kapcie rutynowo wsunąłem je na stopy. W kuchni pachniało świeżo pieczoną kolacją, wszędzie panował porządek, na stole stały kwiaty w wazonie.

Nie wzruszało mnie to już. Żona w domu emerytka, cały dzień spędza na słodkiej rutynie: piecze drożdżówki i szydełkuje szaliki na zimę. Przesadzam, ale oddaje to sedno sprawy.

Milena, moja żona, wyszła mi na powitanie z uśmiechem:

Zmęczony? Upiekłam ci pierogi z kapustą i jabłkiem, twoje ulubione

Zamilkła pod moim surowym spojrzeniem. Stała w domowym stroju, włosy schowane pod chustką taka była odkąd pamiętam, przecież całe życie przepracowała w gastronomii. Oczy lekko podkreślone kredką, na ustach błyszczyk starałaby się wyglądać naprawdę zadbanie, ale to wywoływało u mnie poczucie sztuczności. Po co ci makijaż w tym wieku?

Może nie powinienem tak surowo, ale stwierdziłem:

Kosmetyki w twoim wieku to jakiś absurd. Nie pasuje ci.

Milena zacisnęła wargi, nie odpowiedziała. choćby nie zabrała się do nakrywania stołu, zostawiła pierogi pod ściereczką. Na stole parzył się już rumianek poradzę sobie.

Po kąpieli i kolacji, odrobinę się rozluźniłem. Założyłem ulubiony szlafrok i rozsiadłem się w fotelu, udając iż czytam. Przypomniały mi się słowa nowej koleżanki z pracy:

Jest pan naprawdę interesującym mężczyzną.

Mam 56 lat i kieruję działem prawnym dużej firmy. Podwładni młody chłopak po studiach i trzy kobiety po czterdziestce. Jedna właśnie poszła na urlop macierzyński, a jej miejsce zajęła Kinga.

Gdy Kinga dołączyła, byłem akurat w delegacji, zobaczyłem ją pierwszy raz dopiero dziś.

Zaproponowałem, by przyszła do mojego gabinetu na rozmowę. Weszła z nią aura delikatnych perfum, świeżość młodości. Jasne włosy, oczy niebieskie, twarz okalająca subtelna urodą. Cóż, może 30 lat? Dałbym jej i mniej.

Rozwiedziona, ma ośmioletniego syna Kacpra. Poczułem, iż odetchnąłem z ulgą, choć nie wiem dlaczego.

Może podświadomie, rozmawiając z Kingą, flirtowałem lekko wspomniałem o swoim “starościwym” statusie. Kinga przesłoniła oczy długimi rzęsami, a odpowiedź jej mocno utkwiła mi w głowie.

Milena, nieco już uspokojona, podała mi wieczorną herbatę z rumianku. Skrzywiłem się “Zawsze nie w porę” ale jednak z przyjemnością wypiłem. Myśli wróciły do Kingi co teraz robi młoda, ładna kobieta? W sercu poczułem ukłucie zazdrości, których dawno nie doświadczyłem.

****

Kinga po pracy wstąpiła do Biedronki po ser, chleb, kefir. W domu była raczej neutralna, bez entuzjazmu. Z troską objęła syna Kacpra, który rzucił się jej na szyję.

Ojciec majsterkował w swoim kąciku na balkonie, mama krzątała się przy kolacji. Po rozpakowaniu zakupów od razu zadeklarowała, iż boli ją głowa i potrzebuje spokoju.

Kinga odkąd rozeszła się z ojcem Kacpra, wciąż próbowała wpasować się w czyjeś życie na poważnie. Ale wszyscy “godni” byli już zajęci i szukali tylko niezobowiązujących romansów.

Tak było też ostatnio kolega z pracy, wydawało się, zakochany po uszy. Przez dwa lata wynajmował jej mieszkanie, ale gdy sytuacja się skomplikowała, uznał, iż powinni nie tylko się rozstać, ale i koniecznie odejść z firmy. Sam znalazł jej nową posadę. I teraz Kinga znów mieszkała z rodzicami i synem. Mama dodawała jej otuchy, a ojciec był pragmatykiem: dziecko powinno dorastać przynajmniej z matką, a nie tylko z dziadkami.

Milena od dawna zauważała, iż jej mąż przeżywa kryzys wieku średniego. Wydawało się, iż ma wszystko, a jednak czegoś mu brakowało. Bała się myśleć, czym to “coś” może być. Próbowała zjednywać go kulinarnie i dbała o siebie, choć marzyła o rozmowach od serca.

Zabierała wnuka na ogródek działkowy, starała się wypełniać dni. Ale Mariusz coraz częściej bywał posępny.

Może właśnie dlatego romans Mariusza i Kingi narodził się błyskawicznie. Już dwa tygodnie po tym, jak pojawiła się w firmie, zaprosił ją na obiad i podwiózł do domu.

Dotknął jej dłoni, odwróciła się z rumieńcem.

Nie chcę się rozstawać. Chodź ze mną na działkę zaproponował. Kinga tylko skinęła głową, samochód ruszył.

W piątki kończyłem pracę godzinę wcześniej, ale dopiero o dziewiątej Milena dostała sms: Pogadamy jutro.

Nie przypuszczałem, jak trafnie ująłem istotę zbliżającej się, a w gruncie rzeczy zbędnej rozmowy. Milena wiedziała, iż po trzydziestu dwóch latach małżeństwa nie można już płonąć zmysłową żądzą.

Ale mąż był tak bliski, iż utrata go oznaczałaby utratę kawałka siebie. choćby jeżeli narzeka, mruczy i wygłupia się po męsku, to i tak jest w swoim ulubionym fotelu, je kolację, oddycha tuż obok.

Milena całą noc próbowała znaleźć słowa, które mogłyby zatrzymać chaos (a raczej tylko jej życie).

Wyjęła album ślubny byli młodzi, piękni, wszystko było przed nimi. Wielu marzyło by ją poślubić i myślała, iż jeżeli Mariusz to zobaczy, przypomni sobie fragmenty ich szczęścia.

Ale wrócił dopiero w niedzielę, inny Mariusz. Adrenalina wypełniała go po brzegi. Był pewny siebie, jego ton nie tolerował sprzeciwu.

Od tej chwili Milena miała być “wolna”. Złoży pozew o rozwód sam, już jutro. Syn z rodziną powinien zamieszkać z Mileną. Wszystko zgodnie z prawem. Rodzina syna mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu po dokumentach należało do Mariusza, odziedziczył je po ciotce.

Przeniesienie do większego mieszkania matki nie pogorszy warunków młodej rodziny, a Milena będzie miała kogo doglądać. Auto jasne zostaje jemu. Działkę zatrzyma sobie.

Milena czuła się żałosna i nieatrakcyjna, ale łzy ją paraliżowały, nie była w stanie mówić jasno. Prosiła, by się zastanowił, odwołał się do wspomnień i do zdrowia To ostatnie wywołało w nim złość. Podszedł i szepnął, niemal wrzasnął:

Nie ciągnij mnie w swoją starość!

Oczywiście byłoby naiwnością powiedzieć, iż Kinga pokochała Mariusza i dlatego zgodziła się niezwłocznie na jego propozycję ślubu podczas pierwszej nocy na działce.

Status żony kusił ją, satysfakcjonowało, iż stała się odpowiedzią dla tego, który ją rzucił.

Miała dość życia pod okiem wymagającego ojca, pragnęła stabilizacji. Mariusz wydawał się “nie najgorszy” przyznała w myślach.

Chociaż zbliża się do sześćdziesiątki, nie wyglądał na dziadka. Był elegancki, młodzieńczy. Szef działu, rozsądny i sympatyczny. choćby w łóżku okazał się czuły, nieegoistyczny. Podobało jej się, iż nie będzie wynajmowanego mieszkania, pustek w portfelu, kradzieży. Same korzyści? Miała co do wieku pewne obawy.

Minął rok i Kinga zaczęła czuć rozczarowanie. przez cały czas czuła się młoda, pragnęła wrażeń, regularnych, nie raz w roku i nie statecznych. Uwielbiała koncerty, akwaparki, plażowanie na odważnych strojach, wyjścia z koleżankami.

Łatwo godziła te atrakcje z życiem rodzinnym. choćby Kacper, już z nią, nie przeszkadzał w aktywności.

A Mariusz coraz bardziej “osiadał”. W pracy wytrwały, gwałtownie rozwiązywał wszelkie sprawy, ale w domu prezentował się jako już zmęczony, nastawiony raczej na ciszę i poszanowanie swoich rytuałów. Goście, teatr, plaża ale bardzo umiarkowanie.

Nie protestował przeciwko intymności, ale zaraz po wszystkim szedł spać, choćby o 21:00.

A do tego jego żołądek nie znosił smażonych rzeczy, kiełbas, gotowych sałatek. Była żona go rozpuściła tęsknił czasem za jej gotowanymi potrawami. Kinga nie rozumiała, jak można mieć dolegliwości po wieprzowych kotletach.

Niezbyt dobrze znała zestaw obowiązkowych leków uznawała, iż dorosły mężczyzna sam o siebie zadba. I tak jej życie zaczęło dzielić się na dwie części.

Coraz częściej zabierała Kacpra do kina czy parku, spotykała się z koleżankami, nie oglądając się na Mariusza. Jego wiek adekwatnie motywował ją, by spieszyć się z własnym życiem.

Już nie pracowali razem dyrekcja uznała, iż to nieetyczne, więc przeniosła się do kancelarii notarialnej. choćby odetchnęła: nie musiała już oglądać Mariusza codziennie, co czasem przypominało ojcowskie oko.

Szacunek to była emocja, którą Kinga czuła do Mariusza. Czy to wystarcza do szczęścia?

Zbliżały się jego sześćdziesiąte urodziny, Kinga marzyła o wielkiej imprezie. Ale on zarezerwował stolik w małej, swojskiej restauracji bywał tam od lat. Zaprosił kolegów z pracy i nielicznych znajomych. Tych dawnych przyjaciół z Mileną nie wypadało zapraszać. Rodzina daleko, a po ożenku z młodszą nie znalazł zrozumienia.

Syn odciął się całkiem. Czy ojciec nie ma prawa decydować o własnym życiu? Sam uważał, iż “decydowanie” miało wyglądać inaczej.

Pierwszy rok z Kingą był jak miodowy miesiąc. Lubił pojawiać się z nią wśród ludzi, pochwalał jej niewielkie wydatki, koleżanki, pasję do fitnessu.

Świetnie znosił głośne wydarzenia, szalone filmy. Przekazał Kingę i Kacpra na prawie właścicieli mieszkania. Dał darowiznę na część działki (z Mileną). Kinga zakulisowo poprosiła Milenę o odstąpienie swojej połowy, groziła sprzedażą domu obcym.

Ostatecznie wykupiła wszystko oczywiście za pieniądze Mariusza i zapisała działkę na siebie. Uznała, iż bliskość rzeki i lasu dobrze zrobi Kacprowi. Całe lato na działce spędzali jej rodzice i syn. Mariusz nie przepadał za synem Kingi ożenił się z miłości do niej, nie dla wychowania cudzych dzieci.

Była rodzina poczuła się dotknięta. Po sprzedaży mieszkania przeprowadzili się osobno syn z rodziną do dwupokojowego, Milena do kawalerki. Jak im się żyje, nie interesowało go.

****

Aż przyszedł dzień sześćdziesiątych urodzin. Rzeczywiście, wielu ludzi życzyło mu szczęścia i miłości. Ale nie czuł już ekscytacji, od dawna. Z roku na rok narastało znane mu rozgoryczenie.

Kingę kochał, to jasne, ale nie nadążał za nią. Nie potrafił jej podporządkować, była niezależna, uśmiechała się i żyła według własnych zasad. Nic szaleńczego, ale to go drażniło.

Ach, gdyby tak wsadzić w nią duszę Mileny! Przynosiłaby rumianek, nakryłaby kocem, gdyby przysnął. Chętnie spacerowałby z nią powoli w parku, rozmawiał wieczorami w kuchni ale Kinga nie cierpiała jego długich opowieści. Coraz częściej zaczynała się nudzić z nim w łóżku, co wywoływało jego niepokój i doznania rozdrażnienia.

W sobie tłumiłem żal, iż zbyt pochopnie zdecydowałem się na rozwód. Rozsądni mężczyźni zamieniają kochanki w święto, a ja w żonę!

Kinga, z takim charakterem, zagra jeszcze przez co najmniej dekadę, zawsze będzie ode mnie znacznie młodsza. Ta przepaść będzie się tylko powiększać. jeżeli będę miał szczęście, pewnego dnia odejdę szybko. Ale co, jeżeli nie?

Te nieuroczyste myśli uderzyły mnie bólem w skroniach. Rozejrzałem się za Kingą była wśród tańczących, piękna, promienna. Fajnie jest budzić się przy niej każdego dnia.

Wykorzystując zamieszanie, wyszedłem z restauracji. Chciałem się przewietrzyć, odgonić smutek. Ale dogonili mnie współpracownicy. Nie wiedziałem, co począć z narastającą niewygodą, więc rzuciłem się do taksówki stojącej obok. Poprosiłem, by kierowca jechał. Potem dopiero powiem dokąd.

Chciałem być tam, gdzie liczę się ja. Gdzie czekają na mnie od progu. Gdzie docenia się każdą chwilę i mogę się rozluźnić, nie bojąc się być słabym, czy nie daj Boże starym.

Zadzwoniłem do syna, niemal błagalnie prosząc o nowy adres Mileny. Syn odpowiedział z żalem, ale nalegałem, mówiąc, iż to kwestia życia i śmierci.

Wzmianka o urodzinach trochę go złagodziła powiedział, iż mama może być z kimś. Nie chodzi o mężczyznę, po prostu przyjaciel.

Mama mówiła, iż się razem uczyli. Śmieszne nazwisko, chyba Bułkowski.

Bułkiewicz poprawiłem, czując ukłucie zazdrości. Tak, byłem w niej zakochany. Wtedy podobała się wielu była piękna, charakterna.

Miała wyjść za Bułkiewicza, ale ja ją “odbiłem”. To było dawno, ale tak obecne, iż zdaje się rzeczywistością bliższą niż nowe życie z Kingą.

Syn spytał:

Po co ci to, tato?

Bolało mnie to pytanie. Nie wiem, synu odpowiedziałem.

Podał adres. Kierowca zatrzymał się na moją prośbę. Wyszedłem, nie chciałem rozmawiać z Mileną przy świadkach. Spojrzałem na zegarek prawie dziewiąta, ale ona przecież to nocny marek, a dla mnie zawsze była też rannym ptaszkiem.

Wybrałem nr domofonu.

Ale nie odezwała się Milena, tylko czyjś ochrypły męski głos. Powiedział, iż Milena jest zajęta.

Co się stało? Zdrowa jest? zaniepokoiłem się. Głos zażądał, abym się przedstawił.

Jestem jej mężem, proszę pana! A pan to chyba pan Bułkiewicz krzyknąłem.

Tamten poprawił mnie z bezczelną powagą iż jestem bylłym mężem, nie mam prawa niepokoić Mileny. Nie tłumaczył, iż przyjaciółka brała właśnie kąpiel.

Stara miłość nie rdzewieje? z przekąsem zapytałem, gotowy na dłuższą polemikę. Odpowiedział krótko:

Nie, ona robi się srebrna.

Nie otworzyli mi drzwiNa chwilę zaniemówiłem. Cytat, prowokacyjny w swojej prostości, wywołał falę wspomnień błysk pierwszych randek, zapach ciasta z jabłkiem, Milena w kurtce z dawnych lat, zamyślona, czekająca na mnie pod mroźnym sklepem Społem. Srebrna miłość jak wieczorne światło na siwych włosach, błysk w oku starszej kobiety, która już nie gra według cudzych reguł.

W milczeniu ruszyłem chodnikiem, zostawiając za sobą adres, domofon, choćby własny żal. Wciąż było we mnie coś drgającego, ale dobrze wiedziałem nie wrócę tam, gdzie mnie nie chcą. Kinga czekała w domu, promienna, głośna, młoda. Może to i dobrze.

Nad głową rozbłysły pierwsze latarnie; po drugiej stronie ulicy zauważyłem rodzinę: starsza kobieta prowadziła wnuka, chłopak śmiał się, ona poprawiała mu czapkę, śmiała się razem z nim. Przez moment miałem wrażenie, iż to Milena. Zatrzymałem się, patrząc w tę stronę, aż kobieta odwróciła głowę i skinęła mi uprzejmie. Nie, nie Milena ale ona była kiedyś właśnie taka.

Poczułem na twarzy podmuch chłodnego powietrza. I nagle, zamiast żałować uśmiechnąłem się lekko. Może miłość naprawdę srebrnieje, zyskuje blask w miejscach, których nie podejrzewałem. Może przyszłość nie jest już dla mnie, ale wciąż mogę ją oprawić w ramy codzienności niekoniecznie z żądzą, bez złudzeń, za to z godnością i pamięcią o tym, co dobrze przeżyte.

Ruszyłem przed siebie, krokiem spokojnym, ale pewnym, gotów wreszcie wybrać własną drogę. choćby jeżeli nadążać za młodością nie zdołam, srebro mojej przeszłości wciąż błyszczy na własny sposób. W końcu, człowiek nie traci wszystkiego, dopóki pamięta, jak było, kiedy pierwszy raz stanął pod progiem swego szczęścia.

A może to już wystarczy.

Idź do oryginalnego materiału