Mądra Teściowa – Sztuki Wyzwań w Rodzinnej Układance

twojacena.pl 2 godzin temu

Starsza kobieta podlewa kwiaty w doniczkach na parapecie, kiedy do pokoju wpadła jej córka, trzydziestopięcioletnia Zofia Kowalska.

Mamo, jesteś sama? zapytała, zbliżając się z drżącym oddechem.

A może najpierw przywitajmy się, zapytaj mnie, jak się czuję? odparła matka, uśmiechając się nerwowo.

Cześć, mamo, jak się trzymasz? Ja jestem taka przygnębiona, a taty nie ma?

Czuję się, jak na dowodzie osobistym, wiesz, iż dla mnie dokument to prawo. A tata? Potrzebny tylko do ustawień? Nie ma go, poszedł wierzyć w Boga.

Gdzie to się wybrał?

Zastanów się, gdzie tata chodzi w soboty.

Ach do kościoła?

Mam nadzieję, iż do kościoła, nie do jakiejś pani, żeby rozmawiać o Bogu wybuchnęła śmiechem. A co cię tak trafiło, iż znowu nie dziękujesz Bogu?

Mamo, nie mogę już rozwiodę się z Jasiem!

A twój Jarek, szczerze mówiąc, nie jest najgorszym mężem na świecie! Myślisz, iż przy tobie ustawi się kolej? zaśmiała się, marszcząc brwi. Rozgryzają cię, nie biorą!

Czy ja naprawdę tak cię kocham? Czy myślisz, iż on cię kocha?

Czy to tak kwaśne jak barszcz, iż on mnie nie kocha? Wiem, iż moja córka, przy takiej żonie i złotej teściowej, może się rozzłościć! Do której granicy dasz się doprowadzić?

Mamo, jak się mówi: Jabłko nie pada daleko od jabłoni uśmiechnęła się złośliwie.

A inna przysłowie: W rodzinie nie brak dziwactw pokazała język i mrugnęła. Dość już rozdzierać moje chore serce, powiedz wreszcie!

Mamo, powiedz sama: idziemy dziś na przyjęcie urodzinowe, chcę dać pięćdziesiąt złotych, a on mówi: O rety!

Czy to nie prawda? Po co rozświetlać ludziom oczy, iż jesteście bogaci! Weź skromnie sześć kryształowych kieliszków i idź.

Rozważ się! Kto potrzebuje teraz twoich kieliszków? Wszyscy już je mają!

Nie jestem sędzią, choćbyś chciała, jestem pracownikiem kultury! Nie pamiętam już, ile lat sprzedaję bilety do cyrku! I bardzo dobrze! A kieliszków nie potrzebują, oni je podarują innym, a to dopiero będzie interes.

Zofia spojrzała na matkę z oburzeniem. Do pokoju wszedł mężczyzna, czterdziestoletni Janek Nowak.

Dlaczego drzwi otwarte? Dzień dobry, mamo!

O, kto to przyszedł! Jarku, cieszę się, iż przyjdziesz zjeść? Mam taką cudowną rybę, iż paluszki po niej się rozpuszczą, przygotowałam ją specjalnie dla ciebie. Gdybyś nie przyszedł, wysłałabym tatę, żeby ci ją przyniósł!

A dla mnie? Zofia spojrzała na matkę z urażeniem. Nie zaproponowałaś mi nic!

Córeczko, to moja wina, i dla ciebie wystarczy, po prostu tak się ucieszyłam, iż zobaczyłam Jasia! Mówię wszystkim sąsiadom, jaki mam złoty zięć! Lepszy niż syn! Słuchaj, Jarku, przyjdź tutaj: chcę, żebyś wiedział, iż stoję po twojej stronie. Twoja żona sprawiła mi szaleństwo, a ja mówię, iż masz rację! Zjesz w kuchni, czy przyniosę ci tutaj?

Dziękuję, mamo, właśnie jedliśmy śniadanie, nie jestem głodny, i dzięki za wsparcie, bo mojej żonie nic nie udowodnisz, trzyma się mocno i niech się wali!

Wiesz, Jarku, ona nie jest taką złą żoną, opowiadała mi o tobie, tak się zachwycała, a ja słuchałem z przyjemnością, jak dobry syn. Kocham cię jak własnego syna, wiesz o tym!

Zofia popijała wodę i przy tym zadławiała się przy tych słowach.

Jasiu podszedł i przytulił żonę:

Co? Nie spodziewałem się, myślałem, iż się poskarży…

Co ty, ona poszła po radę, nie chciała mówić, ale otworzę ci tajemnicę: Dagny chce ci coś pysznego przygotować, ale nie zdradzę, co to jest. Rozmawialiśmy jak dwie gospodynie! A przy prezentach przypadkowo powiedziała, iż jeszcze nie zdecydowaliście, więc powiedziałem, iż masz rację.

Cały monolog matki Zofia słuchała z otwartymi oczyma, po czym uśmiechnęła się:

Mamo, dziękuję, zapamiętałam wszystko, co mi mówiłaś, a jeżeli coś zapomnę, zadzwonię. Musimy już iść.

Nie pójdę, dopóki nie przekażesz Jasiowi tej ryby, nie wypuszczę was!

Tylko dla Jasia? Znowu o mnie zapomniałaś?

O, głupia moja głowa, wiesz przecież, iż on jest dla mnie najważniejszy, a potem ty dodała matka, z żalem podnosząc ramiona.

Jarek stał z zadowolonym uśmiechem. Teściowa przyniosła rybę owiniętą w pasiasty ręcznik, włożyła ją do wodoszczelnej torby i podała zięciowi.

Jedz na zdrowie, niech już mi wszystko przeleci, bo inaczej się obrażę!

Dziękuję, mamo, jesteś prawdziwą przyjaciółką, cóż za szczęście mieć taką teścię! wziął żonę za rękę. Idziemy, Dagny?

Idź, dogonię cię, pożegnam się z mamą.

Mężczyzna wyszedł, córka podeszła do matki i szeptem:

Mamo, jesteś wielką aktorką! Wielki Teatr w Warszawie płacze na twoje widok! A jak zostawiłaś tatę bez grosza?

Wiesz, córeczko, nie chcę, żebyś potem płakała na własne oczy, więc tata i ja zjemy rybę następnym razem. Idź już i zapamiętaj: żeby w domu panował ład, trzeba czasem grać trochę w aktorkę!

Idź do oryginalnego materiału