„Łysa, wstawaj!” – Jak mój mąż budził mnie rano, gdy zdecydowałam się ogolić głowę z powodu problemó…

twojacena.pl 1 dzień temu

Łysa, czas wstawać! szepce głos mojego męża, wyłaniając się z wirującej mgły o poranku.

W tamtym niezwykłym roku zapragnęłam zrobić coś bardzo nietypowego, coś, co nie mieściło się w codziennym łańcuchu wydarzeń. Przez pewien czas zauważałam przedziwne krostki rozsiane po całej głowie, jakby moje myśli próbowały wyrosnąć przez skórę. Świąd był nie do zniesienia, włosy odpadały od mojego ciała, zostając na poduszce jak mgliste wspomnienia snu.

Przechadzałam się wśród szarych budynków Warszawy, od jednego gabinetu do drugiego, dermatolog i trycholog jak dwaj szeptacze podających puste recepty. Lekarka, z twarzą jak opustoszały dworzec PKP, odradzała wszelkie witaminy twierdziła, iż nie pomogłyby choćby Zosi z sąsiedztwa, a ona próbowała wszystkiego. Potem, chyba jeszcze między jawą a snem, przeczytałam w Kobieta i Życie, iż ogolenie głowy na łyso może wzmocnić cebulki włosów, jak solidny wiatr halny. Myślałam długo, a każda myśl była jak tramwaj, który mija przystanek wyobraźni. Mój syn, Staś, mówił, iż będzie się bał mojej łysiny, ale mimo to postanowiłam naciągnąć na ten pomysł czapkę odwagi.

Poprosiłam męża, Władka, by sięgnął po maszynkę, potem po golarkę jakby miał mnie zamienić w nową wersję siebie samej. Nie wierzył, iż faktycznie chce to zrobić, ale po chwili dźwięk pracującego silnika przeciął ciszę mieszkania pachnącego rosołem i lawendą. Gdy spojrzałam w lustro, zobaczyłam swą czaszkę nieskazitelnie okrągłą, jakby codziennie była toczona przez sny.

Najgorsze okazało się zimno powietrze w marcu kąsało głowę ostrzej niż lody z cukierni na Długiej. Włosy zaczęły rosnąć, łaskotały poduszkę, szeleściły jak suchy wrzesień pod nogami. Świat wydawał się bardziej rzeczywisty, ale i bardziej dziwny.

Od tej pory mąż, niczym zagubiony liryk poeta, budził mnie słowami: Łysa, czas wstać!, a ja wybuchałam śmiechem, bo w całej rodzinie tylko ja miałam tak gładką głowę, iż mogłabym nią rzucać cień na ścianę. Dzieci, Staś i Jagódka, patrzyły ze zdziwieniem, ale z czasem Staś, czując woń przygody, postanowił być do mnie podobny i ostrzygł się krótko. Nasz kot, Felek, podchodził nieufnie, jakby zastanawiał się, czy nie jestem nocnym gościem ze świata baśni.

Mama, Pani Grażyna, mówiła, żebym nie pokazywała się jej aż odrosną mi włosy w przeciwnym razie nie zniosłaby widoku łysa jak jajko na własnej córce. Jagódka, moja córka, błagała mnie, bym nie wychodziła na zebranie szkolne bez czapki z pomponem, a Władek, z typowo polską flegmą, mruczał, iż jeżeli pójdę bez nakrycia głowy, rodzice zapomną, po co przyszli, i iż koleżanki Jagódki zzielenieją z zazdrości o taką stylową mamę.

Z włosami zniknęły krostki może zabrał je wiatr znad Wisły. Jagódka wciąż mnie podpuszczała, śmiejąc się, iż już sama nie wie, czego się po mnie spodziewać. Pewnej nocy, kiedy sen wlewał się przez uchylone okno, usłyszałam, jak szepcze Staśkowi na uszko, iż pewnie pomaluję sobie głowę w maki i chabry Być może, bo w snach wszystko jest możliwe, a ja byłam już łysa jak wydmuchańce na letniej łące.

Idź do oryginalnego materiału