Losy na szpitalnym łóżku – Opowieść o pielęgniarce, która zaczęła opiekować się porzuconym przez żon…

polregion.pl 4 dni temu

PRZEZNACZENIE NA SZPITALNYM ŁÓŻKU

Pani, proszę, weźmie pani to i zatroszczy się o niego! Ja się go boję choćby zbliżyć, a co dopiero karmić łyżeczką kobieta ze złością rzuciła siatkę z jedzeniem na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.

Ależ proszę się tak nie denerwować! Pański mąż wyzdrowieje. Teraz potrzebuje troskliwej opieki. Pomogę panu Januszowi dojść do siebie musiałem po raz kolejny uspokajać żonę pacjenta chorego na gruźlicę jako pielęgniarz w toruńskim szpitalu.

Janusza przywieźli w ciężkim stanie, ale szanse na powrót do zdrowia były duże. Sam bardzo chciał żyć, a to już połowa sukcesu. Szkoda tylko, iż jego żona, Grażyna, nie wierzyła w medycynę. Miałem wrażenie, iż Grażyna od początku wolała się od męża odciąć.

Z góry dodam, iż syn Janusza i Grażyny, po wielu latach, także zachoruje na gruźlicę w postaci otwartej. Grażyna z miejsca go przekreśli, ale Marek wróci do zdrowia.

Janusz mimo ciężkiej diagnozy żartował, śmiał się, chciał jak najszybciej wyjść z oddziału. Mieszkał z rodziną w małej wsi pod Brodnicą, tam nie było żadnej porządnej przychodni, więc żona odwiedzała go rzadko. Było mi szkoda tego młodego faceta zaniedbany, rozchełstany, stare ubrania.

Panie Januszu, nie pogardzi pan, jeżeli przyniosę panu parę rzeczy? Widzę, choćby kapci pan nie ma, w butach chodzi. Przyjmie pan ode mnie paczkę? próbowałem żartować.

Panie Krzysztofie, od pana to i truciznę bym przyjął, gdyby za lekarstwo podawał. Ale nie trzeba nic proszę pozwolić mi się wykurować A wtedy Janusz delikatnie złapał mnie za rękę.

Ostrożnie wysunąłem rękę i wyszedłem z sali.

Serce waliło mi jak młot. Czyżby się zakochałem? Nie, nie chcę rujnować rodziny. To grzech. Nic z tego nie będzie. Na cudzym nieszczęściu Chociaż, serca się nie oszuka. Pójdę w to, na głęboką wodę

Coraz częściej wchodziłem do jego sali, rozmawialiśmy godzinami. Noce były długie, a rozmowy szczere i głębokie. choćby przeszliśmy na ty.

Janusz ma pięcioletniego syna.

Mój Marek jest podobny do Grażyny. Wiesz, Krzysiek, ja bardzo kochałem moją żonę. Świat bym jej pod nogi rzucił. Grażyna to namiętna, fascynująca kobieta, ale kocha tylko siebie. Nic na to nie poradzę. Jej egoizm zżera mnie jak rdza. No i teraz ty się mną zajmujesz, a nie ona Janusz westchnął ciężko.

Ale Grażynie daleko do szpitala. Niełatwo tak ciągle dojeżdżać próbowałem ją tłumaczyć.

Daj spokój, Krzychu! Przecież jest takie powiedzenie: Żona kochała męża miejsce w więzieniu mu załatwiła. Do kochanka potrafi polecieć na koniec Polski. Słyszałem Janusz się zirytował.

Dobranoc, Janusz. Lepiej w złości nie robić nic ważnego. Z czasem wszystko się ułoży powiedziałem, gasząc światło i wychodząc.

Janusz cierpiał. Był bezradny w szpitalu, a jego żona się bawiła. Nie śmiertelnie źle, ale, jak to się mówi, dla mrówki rosa to powódź.

Po tygodniu słyszę w jego sali awanturę. Wbiegam.

Żeby mi cię tu więcej nie było, ladacznico! Wynoś się! Janusz wrzeszczał na przerażoną Grażynę.

Ona wyskoczyła z sali jak z procy.

Co tu się stało? zapytałem ze zdziwieniem.

Janusz odwrócił się do ściany i milczał, cały się trząsł pod kołdrą. Musiałem mu dać zastrzyk na uspokojenie.

Minął miesiąc. Grażyna nie pojawiła się ani razu.

Może zadzwonić do twojej żony? spytałem nieśmiało.

Dzięki, Krzysztof, nie trzeba. Rozwodzimy się z Grażyną odparł spokojnie.

Przez chorobę? Daj spokój, przecież dochodzisz do siebie! zdziwiłem się.

Pamiętasz, jak wyrzuciłem Grażynę? Chciała mi oznajmić, iż ma kochanka. On ma u nas zamieszkać. Wiesz, wszystko u mnie niepewne, a jej w gospodarstwie potrzebny mężczyzna. Dach przecieka… Janusz urwał gwałtownie.

Co za koszmar… tylko tyle zdołałem powiedzieć.

Chwilę później zobaczyłem przez okno Grażynę z obcym mężczyzną. Czekał na nią, nerwowo paląc na ławce przed szpitalem. Po godzinie Grażyna wybiegła, cmoknęła go w policzek, coś rozbawiona rzekła i razem odeszli.

Janusz, wypisują cię oznajmiłem.

Krzysiek, chciałem cię o coś zapytać a zresztą, może nie Janusz wyglądał na zagubionego.

Janusz, zgadzam się. To o to chodziło, prawda? ośmieliłem się, idąc za ciosem.

Janusz powiedział szczerze:

Krzysztofie, nie mam domu. Czy mogę pomieszkać u ciebie? Z Grażyną wszystko już jasne. Wychodzi za mąż.

Słuchaj, mam dziecko. jeżeli je zaakceptujesz, możemy stworzyć prawdziwą rodzinę musiałem powiedzieć wprost.

Dziecko mi nie przeszkadza. Już je kocham spojrzał mi w oczy tak ciepło, iż było mi, jak śnieżynce na dłoni.

Minęło od tamtej pory wiele lat, zim i wiosen.

Razem z Januszem mamy dwójkę wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć ciepły dom. Syn Janusza, Marek, często nas odwiedza z rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Choć, prawdę mówiąc, to żadnego związku tak naprawdę nie było. Po prostu dałem się uwieść w młodości. Zakochałem się, wziąłem za słowo, iż będzie szczęśliwie. choćby mi naszą przyszłość narysował, nuty rozstawił, ale żadna melodia nie zagrała. Nie wyszło, ale nie żałuję.

A Grażyna? Wychodziła za mąż kilka razy, urodziła syna z przelotnego romansu. Chłopak całe życie chorował psychicznie. Grażyna się nim nie zajmowała, była dla niego zimna, nic nie czuła. Dorastał samotnie, bez matki. Gdy Grażyna zmarła, trafił do domu opieki.

Jesteśmy z Januszem już starzy, ale kochamy się goręcej niż za młodu. Idziemy przez życie razem, ciesząc się każdą chwilą, spojrzeniem, oddechem.

Zrozumiałem, iż szczęście człowieka tkwi często tam, gdzie się go najmniej spodziewa, a życie potrafi poukładać choćby wtedy, gdy wydaje się, iż już wszystko stracone.

Idź do oryginalnego materiału