Lokalna Amura

polregion.pl 1 miesiąc temu

MIEJSKI AMOŚNIK

Anielko, będziesz winna jego śmierci! Kto? Oczywiście, Staszek! Tak, to właśnie ty! Aha! Nic dziwnego! A kim była ta piękna dziewczyna, co wczoraj siedziała na ławce przy podwórku i nagimi kolanami lśniła? Czy to w porządku? Staszek ma delikatną duszę Widział nagie żeńskie kolana tylko na lekcji WFa w szkole, a to było dawno No i co, iż pełno dziewczyn w minispódniczkach! Ty porównałaś! Aha! Ich kolana i twoje! To inna sprawa! Dla Staszka szczególna!

Głos w słuchawce stał się surowy:
Nic nie wymyślam: widzę go teraz, pisze list pośmiertny Aha! Mówi, iż nie może bez niej w duszę wbiło się, mów rozumiesz mnie, prawda? Pisze tak! W duszę wbiło się, mówi, a na mnie nie patrzy, mówi! Lepiej pójdę na piwo iż umrę! Tak, słowo umrę jest wyraźnie widoczne! Jak to, iż nie widzę?! Mam wujka wędrowny lornetkę! W niej mogę zobaczyć wszystko, co chcę!

Telefon na chwilę ucichł, a jedynie oddech rozmówczyni był słyszalny:
Ojej, mój kołowrotek i czapka… Spóźniliśmy się, Anielko, tak to jest, spóźniliśmy się, wziąłem ostry nóż, już się wbijam krwioobieg Co, mówisz, zdążysz?! Biegnij, biegnij, ratuj swojego księcia!

Babcia Łukeria, przymrużając chytry wąskie oczy, z przyjemnością patrzyła, jak do szarego mieszkania Staszka wdziera się pełna wdzięku Anielka, niosąc ze sobą niewyczerpaną miłość, chęć nakarmić go barszczem i marzenie o górze pociech.

Staszek nie miał szans. Ten szczupły, marzycielski chłopak mieszkał sam: pół roku temu jego mama wzięła ślub i wyjechała do męża, zostawiając synka w trzypokojowym mieszkaniu. Dodała, iż musi natychmiast się ożenić i dać jej wnuki. Przynajmniej jedną. I to natychmiast! Bez zwłoki!

Staszek się zgodził: domowy spokój mu smakował. ale znaleźć dziewczynę nie potrafił. Geniusz w elektronice, w kontaktach był cichy, nieśmiały i kompleksowy. Sam inicjatywę nie podejmował. A od agresywnych dziewczyn uciekał niczym odrzutowiec. Babcia Łukeria popierała go: nie chciała żyć z złośliwą sąsiadką.

A Anielka! Pełna domowego ognia, szanująca. Nie była najpiękniejsza, ale przyjemna, okrągła twarz z piegami wyglądała uroczo. Trzeba było się przyjrzeć, porozmawiać a młodzi ludzie nie potrafili tego zrobić!

Wszystkie ich gadżety fu, jakie odrażające słowo! Dostarczały tylko krótkie informacje. Foto albo filmik i to, co takie w stylu Niny w tiktokach, nie kręcą się, w przeciwieństwie do przyklejonych nachalnych dziewczyn, których Staszek bał się jak ognia. A wygląd! Makijaż! Jak czarownice na sabacie! Współczesne dziewczyny różniły się od Anielki jak klaun w cyrku od kasjerek przy kasie! Sam fakt, iż kasjerka była miła, zostanie w pamięci nie jej twarzą, a twarzą tego dziwacznego klauna. Z nim nie zamieniono ani słowa, a z dziewczyną przy kasie rozmawiano osobiście! Co najmniej wymieniono parę zdań.

Staszek, czasem przyglądając się sąsiadce Anielce, nie mógł pojąć, gdzie jest jego szczęście. Tak mógłby umrzeć, bezdomny, według babci Łukerii. Dlaczego umarł? Z głodu! I z zimna! I z braku kobietę czułości!

W domowym życiu Staszek przypominał zagubionego jeża we mgle. Jadł pajdać i pierogi, jeżeli nie zapomniał zdążyć wyłączyć garnka. A jeszcze kanapki. W kanapkach był mistrzem! Kawa też parzył nieźle.

Teraz młodzieniec próbował pokroić ogórek do sałatki. Skaleczył się, szukał bandaża i zielonego płynu, ale w tym momencie ktoś zaczepił w drzwi wejściowe. Musiał otworzyć, nie patrząc na krwawiący palec, z którego kapała krew.

Na Staszka, z przerażeniem rozpostartymi oczami, rzuciła się Anielka. Co jej mówiła, w czym go przekonywała babcia Łukeria nigdy nie dowiedziała się. Lornetka nie oddaje dźwięku, a szkoda! Z kolei chytry miejscowy Amors, czyli babcia Łukeria, zobaczyła, jak chwilę później Anielka w swoim mieszkaniu karmi Staszka barszczem. Podaje ziemniaki z pulpetami, sałatkę z kiszoną kapustą i kompot. Według wyglądu chłopaka smaczne. Bardzo.

Staszek rozpromieniony, z ust szeroko uśmiechał się, z oczu odpłynęła samotność, a z życia bezdomność i kompleksy.

Po miesiącu młodzi poślubili się. Babcia Łukeria została zaproszona na wesele. Podano jej smakowite ciasto, a największy kawałek zabrano ze sobą. Na pożegnanie, panna młoda Anielka, chichocząc, zapytała staruszkę:
Więc miał umrzeć, tak? Jak tam powiedziałaś, iż zaczę się wbijaj w palec?! Aha, prosto w palec!!! No, babciu Łukerio, wiesz, jak się wstydziłam, kiedy mówiłam, iż go uratuję, a on wyciągnął mi palec! No, babciu Łukerio!

Idź do oryginalnego materiału