List od serca
Wracałem z pracy, śnieg miło skrzypiał pod butami, co nieustannie przywodziło na myśl dzieciństwo. Zjeżdżanie z górki na tornistrze, bitwy na śnieżki, lizanie sopli to były złote czasy…
Nagle usłyszałem płacz dziecka. Rozejrzałem się i dostrzegłem chłopca na ławce, w brązowym płaszczu i szarej czapeczce. Rozpaczliwie szlochał, rozmazując łzy po policzkach.
Podszedłem do niego.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Miałem go w kieszeni, a potem nagle patrzę, a już go nie ma i znów się rozryczał.
Nie płacz, poszukamy razem. Jaki to list? Mama ci dała, żeby zanieść na pocztę?
Nie, sam pisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…
Oj, niedobrze. Ale spokojnie, jeszcze napiszesz jeden…
Ale on już nie dotrze na czas…
Wiesz co, lepiej biegnij do domu, bo się ściemnia, a ja jeszcze spróbuję odnaleźć twój list. Zgoda?
Dobrze… A obieca pan, iż wyśle, jeżeli znajdzie?
Słowo honoru! Wiem, iż Święty Mikołaj i tak wszystko wie, co mu dzieci piszą. choćby jeżeli twojego listu nie znajdę, na pewno ci coś przyniesie…
Chłopiec otarł twarz rękawem płaszcza i pobiegł.
Biedak. Pisał, starał się, a tu taki pech…
Uśmiechnąłem się, przypominając sobie, jak sam znajdowałem prezenty pod choinką, myśląc, iż to Mikołaj przeczytał mój list i przyniósł. Jak dawno to było…
Już niedługo mój mały synek też będzie pisał list, na razie ma dopiero cztery lata, więc musi jeszcze poczekać…
Szukałem uważnie pod nogami, ale nic nie było widać. Szkoda mi było chłopaka na pewno o czymś marzył…
Nagle zobaczyłem róg koperty wystający ze śniegu. Delikatnie go wyciągnąłem. To było to!
Papier był już trochę wilgotny, schowałem ostrożnie list do torby, żeby się nie porwał.
W domu żona, Gosia, szykowała kolację, a synek Michał bawił się autkami. Kocham swoją rodzinę i zawsze z euforią wracam do przytulnego mieszkania.
Gosiu, wyobraź sobie, idę i widzę na ławce chłopca, na oko osiem lat, cała twarz we łzach. Zgubił list do Mikołaja. I wiesz co? Znalazłem ten list. Zobacz, może zajrzymy do środka…
Wyjąłem kopertę z kieszeni. Napisane dziecięcym pismem: Do Świętego Mikołaja od Wojtka Nowickiego.
Otworzymy? Zobaczymy, co napisał?
Otwórz. Przecież i tak ten list pewnie nie dotarłby na pocztę…
Ostrożnie otworzyłem kopertę i wyjąłem kartkę w kratkę, złożoną na pół. Zacząłem czytać na głos:
Drogi Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Wojtek Nowicki, z ulicy Dąbrowskiego 97. Mam dziewięć lat, jestem w trzeciej klasie. Bardzo lubię grać w piłkę, biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Basią i babcią Heleną. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domku, który dobrzy ludzie pozwolili nam zająć.
Kiedyś mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę, a potem bił mamę. Często mnie też się obrywało. Mama z babcią, (babcia jest mamą taty), płakały nieustannie, a ja razem z nimi. Źle nam się żyło z tatą. Dlatego uciekliśmy i zabraliśmy babcię.
Święty Mikołaju, bardzo proszę, pomóż mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta, ale nie powinna się schylać, bo ma chore plecy. Daj jej też proszę nową sukienkę, bo stara już się rozdarła. Mama jest wysoka i szczupła. I bardzo ładna!
Babci przynieś proszę lekarstwa na bolące kolana. Babci ciężko chodzić, choć nie pozostało stara. I marzy o ciepłym szlafroku frotte, bo jej często zimno. Babcia jest niska i drobniutka.
A ja marzę o ładnej choince z lampkami i kolorowymi ozdobami. Kiedyś zawsze była choinka i święta, dopóki tata nie wypił i nie przewrócił drzewka…
Czekam na Ciebie bardzo, Święty Mikołaju.
Wojtek Nowicki.
Skończyłem czytać i spojrzałem na żonę. W oczach miała łzy.
Boże, jakie to wzruszające… Biedne dziecko uciekli przed pijakiem, teraz im ledwo na wszystko starcza… Zauważ, jakie czyste mają serca: prosi głównie dla mamy i babci, a dla siebie tylko o choinkę…
Widać, iż przeszli swoje… I choćby teściowej mama nie zostawiła, tylko zabrała ją ze sobą. Dobrzy ludzie. A wiesz co, Gosiu? Może byśmy spełnili te marzenia Wojtka? Co myślisz?
To byłoby coś pięknego, Paweł. Sama dorastałam w podobnej sytuacji, pamiętasz, jak ojciec po pijanemu nas straszył… Żałuję, iż mama nigdy nie znalazła w sobie siły, by od niego odejść… Dopiero jak zmarł, poczuliśmy ulgę…
Słuchaj, akurat w firmie szukamy kogoś na stanowisko recepcjonistki, może Basia by się nadawała. Zarobki niezłe i nie trzeba sprzątać przypomniałem sobie.
Poprośmy Magdę i Krzysztofa o strój Mikołaja i Śnieżynki, pojedźmy do Wojtka. Niech dziecko wierzy dalej w cuda! Zrobimy im prawdziwe święta.
Tabletki na stawy kupię, takie, jakie choćby lekarz przepisał mojej mamie pewnie będą podobne. Do tego szlafrok dla babci i sukienkę dla Basi jak z opisu, to pewnie podobny rozmiar jak mój. Coś ładnego i solidnego znajdę, przed świętami są promocje.
Jeszcze słodycze, mandarynki, ozdoby do choinki… Może choćby telefon dla Wojtka? Pewnie jeszcze nie ma własnego…
Pieniędzy na szczęście mamy wystarczająco. A dobry uczynek się liczy, prawda?
Jasne! Jesteś niezwykle ciepła, Gosiu…
Objąłem żonę mocno. To cudowne, gdy mamy te same myśli i rozumiemy się bez słów.
Następnego dnia Gosia kupiła prostą, ale stylową sukienkę w butelkowej zieleni, miękki różowy szlafrok, leki dla babci, słodycze, mandarynki i ozdoby na choinkę. Ja kupiłem dla Wojtka niedrogi, ale porządny telefon.
Pożyczyliśmy od znajomych strój Mikołaja i Śnieżynki, kupiłem też małą, pachnącą jodłę w doniczce jedną dla Wojtka, drugą dla nas.
Przebraliśmy się z Gosią, wszystkie prezenty zapakowaliśmy do wielkiego worka (też pożyczonego), włożyłem choinkę do bagażnika i ruszyliśmy na ulicę Dąbrowskiego. Michał został u babci.
Stary, trochę zawalony domek i krzywy, drewniany płot. W oknie ktoś palił światło więc są w domu.
Wziąłem choinkę, Gosia worek, podeszliśmy pod drzwi i zapukaliśmy.
Kto tam? otworzyła wysoka, jasnowłosa kobieta, na oko trzydziestoletnia. Pewnie Basia, mama Wojtka.
Zobaczyła Mikołaja i lekko się wystraszyła:
Ale my nie zamawialiśmy takiej wizyty… Pewnie państwo się pomylili…
Czy tu mieszka Wojtek Nowicki?
Tak, to mój syn…
Mamo, kto tam? słychać było z pokoju. Wojtek w dresie i swetrze wbiegł do przedpokoju.
O… Święty Mikołaj!
Witaj, Wojtku! Dostałem twój list i przyjechałem z Śnieżynką! Przyjmiecie nas?
Mamo, on naprawdę dostał mój list! Ten pan go znalazł i wysłał, jak obiecał! Wejdźcie! podekscytowany krzyczał chłopak.
Basia uśmiechnęła się i wpuściła nas do środka. Z pokoju wyszła również babcia, niewysoka, szczupła kobieta. Wojtek wypatrzył choinkę i aż mu się oczy zaświeciły:
Ta choinka dla nas? Pachnie świętami…
Tak, Wojtku, każde dziecko powinno mieć swoją choinkę. Tu są bombki i lampki, ozdobicie ją już sami. A i prezenty dziś przyniosłem. Tylko musisz coś powiedzieć lub zaśpiewać taki jest zwyczaj u Mikołaja!
Starałem się mówić grubym głosem, jak prawdziwy Mikołaj.
Wojtek bardzo się zestresował i nie umiał sobie przypomnieć żadnej piosenki. Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami:
Wojtku, wiem, iż jesteś porządnym chłopcem, sam dzięcioł mi o tym ćwierkał. Kochasz mamę i babcię, pomagasz im, dobrze się uczysz w szkole.
Przynieśliśmy Waszej rodzinie te prezenty, o których pisałeś. Wyciągaj je z worka…
Spojrzał pytająco na mamę, która kiwnęła głową.
Wojtek powoli rozwiązał sznurek i sięgnął do worka. Najpierw wyciągnął pudełko z szlafrokiem i czerwoną wstążką. Otworzył go i rozwinął.
Babciu, to dla Ciebie! Pisałem w liście! Trzymaj!
Dla mnie? babcia była zaskoczona, wzruszona chwyciła szlafrok i narzuciła go na siebie. Leżał idealnie!
Dziękuję, Święty Mikołaju i Śnieżynko! Nigdy takiego nie miałam powiedziała przez łzy.
Potem Wojtek podał mamie sukienkę, babci lekarstwa. Obie zszokowane patrzyły na prezenty.
Następnie wyjął wielki worek cukierków i mandarynek. Na wierzchu była też paczka z nowym telefonem.
Dla mnie? Telefon? Mój własny? Ale super… Święty Mikołaju, kochany, bardzo, bardzo dziękuję! Wierzyłem, iż jesteś… I nie zawiodłeś! zawołał Wojtek ze łzami szczęścia.
Zdrowia i szczęścia dla Waszej rodziny! A my już musimy iść…
Zabraliśmy pusty worek i szykowaliśmy się do wyjścia. Wojtek oglądał telefon, próbując rozpakować pudełko.
Basia i babcia wyszły za nami do przedpokoju.
Proszę, dobrzy ludzie, kim jesteście? Skąd znacie Wojtka?
Znalazłem jego list i z moją żoną postanowiliśmy sprawić euforia Twojemu synkowi. Przyjmijcie to z serca. Macie wspaniałego chłopaka.
Tutaj jest jego list i moja wizytówka. Proszę zadzwonić, szukamy recepcjonistki, a pani świetnie się nadaje. jeżeli tylko będzie pani chciała.
Bardzo dziękuję… To wszystko tak nagle, tak niespodziewanie… Wojtek jest przeszczęśliwy, czekał na cud i dzięki wam się spełnił…
Wracaliśmy z Gosią do domu w ciszy, pełni wzruszenia. Cudownie jest obdarowywać, patrzeć na prawdziwą euforia w oczach dziecka.
Nie żal było wydanych pieniędzy. Zarobimy jeszcze. A chwile szczęścia, takich emocji nie kupi się za żadne złotówki…











