Dziś znowu myślę o tym, jaka to ze mnie zła kobieta. Tak, naprawdę zła, aż mi samej siebie żal, tak mnie czasami wszyscy postrzegają. Wszyscy próbują mi to udowodnić, przypominać, iż przecież jestem niewłaściwa, niepotrzebna i nieszczęśliwa. Jasne, bez męża, dorosły syn mieszka oddzielnie. Zostałam sama, nikomu niepotrzebna Jagoda.
W poniedziałek znowu przyszłam do pracy, jeszcze choćby dobrze nie wstałam, a już koleżanki opowiadają, jak to cały weekend prały, sprzątały, gotowały. Jedna u teściowej na działce, druga dżem smażyła i dzieciom kuchnię czyściła. A ja? Milczałam, a co mam powiedzieć? Przecież nie mam męża, dziecko dorosłe, brakuje choćby o czym pożartować, bo co? Częściej wychodzę z pracy wcześniej dwa razy w miesiącu, i wszyscy wiedzą, gdzie wtedy idę na spotkania z moimi niezliczonymi kochankami. Każdy podnosi brwi z niezadowoleniem, bo przecież Jagoda taka zła. Zła, bardzo.
One są porządne mężatki, dzieci, wieczny pośpiech, dom, gotowanie. A ja podobno zła.
Jagoda pyta mama czemu ty taka jesteś?
Jaka, mamo?
Jakaś taka nieułożona, choćby jakiegoś faceta byś sobie znalazła, na Boga, córko! Jeszcze nie za późno, wszyscy rodzą po czterdziestce, może jeszcze drugiego byś urodziła
Mamo, po co mi jakiś facet? pytam, serio nie rozumiem Po co mi drugie dziecko? Mam Bartka i jest mi dobrze, a mężczyzna do czego mi potrzebny? Co z nim mam robić? Przecież mam już Olka.
Jagoda! aż się oburza mama. Olek to nie jest twój facet!
Jeszcze jak mój śmieję się. Zaprasza mnie na randki raz w tygodniu, czasami przyniesie prezent, choćby pomaga na wakacje pojechać, nie zawraca głowy, nie wysyła mnie do swojej mamy na działkę albo do mycia okien, nie każe prać skarpet, nie wymaga obiadu i nie dzieli się problemami, nie zalega na kanapie.
To raj.
Oczywiście, Jagoda, bo wszystko zostawia własnej żonie
Naprawdę chcesz, żebym to ja była tą żoną?
Nie, dziękuję pięknie. Mam lekko ponad czterdzieści lat i przypomnę ci, mamo, byłam dwa razy żoną i od tego szczęścia uciekałam na złamanie karku.
Pierwszy, ojciec Bartka, przypominasz, sama doradzałaś mi, żebym wyszła za niego, bo starszy, mądrzejszy, poważny, kocha i szanuje, no i dobrze zarabia, prawda? Pięć lat Całe pięć lat siedziałam jak w klatce, nie wolno było się kształcić, spotykać z koleżankami, choćby Bartkiem się zajmować, bo młoda, jeszcze coś źle zrobię. Tylko pracować dla niego i jego matki. No tak, byłam w złocie, wielkie rzeczy. Raz w miesiącu wyciągał mnie jak zwierzątko, żeby pokazać, iż ma przykładną, młodą żonę., nie to, co inni te lalki. Ale sam takich lalek nie unikał, odwiedzał… A jak uciekłam i złożyłam pozew, dzięki mojej ukochanej babci, to chciał odebrać wszystko, choćby majtki
Za drugim razem wyszłam za mąż z miłości, pamiętasz? Studiowałam, pracowałam jak wół, żeby nie wisieć wam na szyi
Jagoda! Jak możesz tak mówić, czy kiedyś odmówiłam ci choć kromki chleba albo talerza zupy, córko?
Ty nie, mamo. Ale nie tylko ty byłaś w naszym domu Był i tata, który się obawiał, iż z Bartkiem usiądę ci na karku. I brat, Michał, wtedy w ogóle życiowo nieogarnięty po co, skoro jest mama
Pamiętam, biegałaś z pracy, na zakupy po drodze, bo ptaszki głodne, jeden na kanapie, drugi przed komputerem, ty gotujesz, sprzątasz, pierzesz.
No i wyszłam drugi raz za mąż, bez wielkiej miłości nie dałam rady. Co się zmieniło? Nic. Było jeszcze trudniej, zawsze ja musiałam wszystko. Drugi mąż zalegał na kanapie, a ja z pracy leciałam do przedszkola, bo mój syn facet przecież nie musi się dzieckiem zajmować, choćby jak jest jego… Po drodze zakupy na piechotę, bo nie mam samochodu? Po co, przecież jemu bardziej potrzebny, on by miał jeździć tramwajem? A kolacja, sprzątanie, pranie, prasowanie, potem uszczęśliwianie męża, bo jak nie dostanie ciepła, to pójdzie do innej, skarb no!
Kasa? A to już problem twojego dziecka, nie mojego, jakby był mój syn, to co innego
Przecież jesteśmy rodziną, co z tego iż to MOJE auto i MOJA praca, przecież to wszystko nasze.
Ej, dziewczyno, przecież tłuc się z dzieckiem na piechotę do przedszkola to nic takiego.
A potem kto cię zechce z dzieckiem, haha.
Tak to szczęście wyglądało, mamo. Byłam z tym, co zarabiał więcej, byłam z tym, co zarabiał mniej. Nic się nie zmieniało. Im wszystkim było dobrze, a ja po prostu byłam nieszczęśliwa.
Jagoda, wszyscy tak żyją, kochanie…
To niech tak żyją, a ja nie chcę. Naprawdę nie muszę.
Co robiłaś w sobotę? pytałaś ostatnio. No więc Michał z Martą podrzucili mi Olę i Franka, chodziłam z nimi na spacer, piekłam naleśniki, ogarnęłam chałupę, wieczorem dzieci spały, ojca nakarmiłam, jeszcze siadałam do prasowania. O koło północy położyłam się spać. W niedzielę rano dzieciaki chciały naleśniki, potem znowu przyjechali Michał z Martą, upiekłam kurczaka, zrobiłam sałatki, pizzę. Gości pożegnałam, posprzątałam i padłam na kanapę o jedenastej wieczorem, a w nocy ojciec mnie zbudził, żebym przeszła do łóżka.
Jakoś nie przypominam sobie, żebyś sama rwała się do opieki nad Bartkiem, nie podrzucałam ci dziecka i nie leciałam odpoczywać…
Jagoda, ty zawsze byłaś samodzielna, a oni, ech szkoda gadać
Chcesz, mamo, opowiem ci, jak wyglądał poprzedni weekend? W piątek zadzwonił Bartek, czy wezmę na weekend Tomka, kota jego dziewczyny, Marii. Gdybyś była mniej zajęta Michałem i jego rodziną, wiedziałabyś, co robi twój starszy wnuk
Przywieźli mi kota i pizzę, gwałtownie się pożegnali. Zjadłam pizzę, oglądałam seriale bo nie muszę w sobotę wstawać z łóżka.
W sobotę nakarmiłam kota, zrobiłam sobie kawę, ogarnęłam mieszkanie. Chciałam zaprosić cię do muzeum albo po prostu pogadać Odebrał tata, powiedział, iż matka haruje, zajmuje się wnukami, a ja jak jakaś pani chodzę po muzeach. Trochę chciałam się obrazić, ale w sumie bez sensu, tata zawsze wie lepiej.
Wybrałam się do muzeum, była tam wystawa twojego ulubionego malarza pamiętałam, jak kiedyś go lubiłaś. Potem kawiarnia, trochę sklepów, wróciłam do kota, odpoczęłam, serial. W niedzielę wylegiwaliśmy się z Tomkiem do jedenastej. Chciałam cię znów zaprosić, może na rejs po Wiśle, ale odebrała Marta, iż jesteś zajęta może zmywasz, sprzątasz
Wieczorem zadzwonił Olek, zaprosił do restauracji, poszłam dlaczego nie? Jestem wolną kobietą, nie wypytuję go o żonę, nie męczymy się swoimi kłopotami, spotykamy się na własnych zasadach. Świetnie się bawiłam, rano do pracy szłam wypoczęta.
Mamo, próbowałam spotykać się z wolnymi facetami i to jest dopiero koszmar. Albo dzieciaki szukające opiekunki, albo rozwiedzeni z bagażem, oczekujący, iż pokocham ich dzieci, bo przecież jestem kobietą i to mam w naturze, a sam on alimenty zostawi byłej i dzieciom, resztę przepuści na swoje hobby, w zamian będę jadła szczupaka, którego złowił A gdy spytałam, czy pomoże mojemu Bartkowi, obruszył się, przecież Bartek ma ojca, to on niech pomaga. No faktycznie, sprawiedliwie. Bartek ma matkę mnie.
Wychodzi na to, iż jestem zła, przebiegła, wyrachowana, chciałam przylepić swojego syna biednemu mężczyźnie i żyć jak królowa Dlatego mam Olka. Tak, jestem zła w oczach innych, ale nie wstydzę się tego, jak żyję. Smuci mnie tylko, jak ty żyjesz, mamo.
Dlatego staram się cię wyciągać choć na chwilę z domu. Tak jak dziś, kiedy skłamałam, iż potrzebuję pomocy. Nic mi nie jest, mamo. Chcę, żebyś poświęciła trochę czasu sobie, razem ze mną.
Zwariowałaś, Jagoda, a co z tatą?
A co ma być z tatą? Chory?
Nie, ale jak z obiadem?
Nie wierzę, iż nie masz już gotowego. Trzeba tylko odgrzać, a Michał
Mamo! Obrażę się! Wiem, iż jestem zła, ale pozwól mi chociaż raz być dobrą. Odpocznijmy razem, proszę cię bardzo
W poniedziałek w pracy znów słyszę, jak kobiety opowiadają, jak bardzo się zmęczyły odpoczywając. A ja, domniemana zła Jagoda, idę przez biuro tanecznym krokiem i uśmiecham się do siebie. Wszystkim wydaje się, iż wiedzą, co myślę. Oczywiście: same złe rzeczy.













