Leonard Peikoff: Pitagoras: Matematyka i Mistycyzm – Historia Filozofii Zachodniej (część 5 z 50)

wybudzeni.com 5 godzin temu

Leonard Peikoff: Pitagoras: Matematyka i Mistycyzm – Historia Filozofii Zachodniej (część 5 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Parmenides z Elei, Logika Niezmiennego Wszechświata – Historia Filozofii Zachodniej (część 4 z 50)

Dobrze, przejdźmy do ostatniej szkoły przed-sokratejskiej, którą dziś wieczorem omówimy. czyli do szkoły Pitagorasa, szkoły pitagorejskiej. Pitagoras działał około 530 roku p.n.e., więc technicznie rzecz biorąc, pojawił się zaraz po Talesie. chronologicznie przed Parmenidesem i Heraklitem; od Talesa dzieli go około 60 lat, ale nie wiemy, co dokładnie powiedział Pitagoras, a co pochodzi od jego uczniów, ponieważ nie zachowały się żadne dokumenty.

Dlatego zwykle mówi się o pitagorejczykach jako o szkole, bez próby rozróżniania, kto był autorem konkretnej idei. Dodam, iż pitagorejczycy przetrwali aż do końca filozofii pogańskiej i przechodzili różne zmiany w swoich poglądach, dlatego wyróżnia się pitagorejczyków wczesnych, średnich i późnych, ale my skupimy się na pitagorejczykach średnich.

Pitagoras założył niezwykle wpływową szkołę, która wywarła ogromny wpływ na Platona, a co za tym idzie, także na późniejsze chrześcijaństwo; ani Platon, ani chrześcijaństwo nie mogłyby zaistnieć bez Pitagorasa i jego szkoły lub czegoś podobnego.

W zasadzie pierwsi pitagorejczycy stanowili mistyczną sektę, żyli we wspólnocie bez własności prywatnej. Nie posiadali własności prywatnej; w praktyce tworzyli zakon lub bractwo religijne. Byli zdecydowanie najbardziej oderwani od spraw ziemskich, najbardziej mistyczni spośród wszystkich filozofów przed Sokratesem. Są adekwatnie pierwszymi filozofami religijnymi, których poznajemy na tym kursie.

Dlatego na początku muszę opowiedzieć wam trochę o religii, którą wyznawali. Nie byli wyznawcami religii bogów olimpijskich; nie przyjmowali antropomorficznego [nadawanie cech ludzkich istotom nieludzkim] ani politeistycznego spojrzenia na bogów i tym podobnych poglądów. Reprezentowali zupełnie inny, wręcz radykalnie odmienny nurt w religii greckiej. Opowiadali się za tzw. religią misteryjną, która była znacznie bardziej religijna niż kult bogów z Olimpu mógłby sobie wyobrazić, to była prawdziwa religijność.

Był to skrajnie mistyczny, nad naturalistyczny kult w początkowych latach bardzo prymitywnej wspólnoty. Istniało ich całkiem sporo, a ta, którą wybrali pitagorejczycy, nazywała się Religia Misteryjna Orficka, Orficka przez wielkie O. Czego adekwatnie nauczał Orfizm?

Orfizm to nie filozofia, ale orientalny kult misteryjny, który przybył do Grecji. Wyznawany był tylko przez nielicznych, nie stanowił poglądu większości. Orficy głosili między innymi, iż człowiek składa się z dwóch części: wyższej i niższej. Część niższa to ciało, a wyższa to dusza. Te dwie części pozostają ze sobą w nieustannym konflikcie. Dusza jest pokrewna Bogu, należy do innego wymiaru.

Dusza była kiedyś istotą podobną do Boga, zamieszkującą wyższy, duchowy świat, ale zgrzeszyła. W wyniku tego utraciła łaskę i za karę została uwięziona w ciele na ziemi. Ciało jest więc więzieniem lub grobem duszy. Każdy z nas jest przeznaczony do przechodzenia przez kolejne wcielenia.

Po zakończeniu ziemskiego życia nasza dusza powraca do tamtego świata i otrzymuje odpowiednią nagrodę lub karę, zależnie od swojego postępowania, po czym ponownie wraca, to właśnie nazywają kołem narodzin. Czasem odradza się w kolejnym ciele człowieka, czasem w ciele zwierzęcia, krąży i nieustannie powraca na koło narodzin, aż… i to było ich największą nadzieją, iż pewnego dnia dusza może na stałe uwolnić się od ciała na ziemi, połączyć się raz na zawsze z Bogiem i dzięki temu osiągnąć prawdziwe szczęście oraz zbawienie.

W rzeczywistości chodziło o powrót do domu. Jak można tego dokonać? Twierdzili, iż trzeba przejść przez proces, który nazywali oczyszczeniem, oczyszczeniem. To zasadniczo proces uwalniania duszy od wszelkich wpływów materialnych. Trzeba prowadzić dobre życie, czyli w praktyce życie ascetyczne, pozbawione przyjemności.

Przypomnę, iż jesteśmy w starożytnej Grecji, więc pitagorejczycy w swojej najbardziej ascetycznej wersji są w porównaniu z przyszłymi chrześcijanami niemal rozpustnikami. Jednak mimo wszystko dali początek.

Oczywiście trzeba też brać udział w rytuałach misteryjnej religii orfickiej.

W początkach te rytuały obejmowały coś podobnego do tego, co dzieje się dziś poza Broadwayem: masowe orgie, odurzenie, szalone tańce, tajemne rytuały inicjacyjne. Dlatego nazywano je religiami misteryjnymi. Były to, delikatnie mówiąc, bardzo prymitywne.

Oto opis według jednego z komentatorów. Orfizm czcił boga Dionizosa, a komentator opisuje to następująco. W akcie heroicznego wyrzeczenia stanowczo powstrzymam się od komentowania lub szukania podobieństw do jakiejkolwiek późniejszej religii zachodniej. Cytat:

„bóg Dionizos został rozbudowany w misteriach orfickich. Początkowo był trackim bóstwem roślinności, zwłaszcza winorośli i wina oraz ucieleśniał poczucie wyzwolenia od ludzkiego zniewolenia, jakie daje upojenie. Na początku czczono go orgiastycznymi rytuałami: szaleńczym tańcem i pijaństwem. Prawdopodobnie na początku kapłan, w którym miał się wcielić, był składany w ofierze i zjadany przez wyznawców, którzy w ten sposób uczestniczyli w mocy lub esencji swojego boga.

Jednak zanim kult dotarł do Grecji, ofiara z kapłana została zastąpiona ofiarą ze świętego zwierzęcia, dzikiego byka, który stał się nośnikiem przekazywania boskiej istoty boga jego wyznawcom. Przeniesiony do Grecji z północy, jego kult stał się bardziej cywilizowany i rozwinął złożoną teologię. Dionizos, zrodzony przez Zeusa z boskiej matki Persefony, został zabity. W postaci dzikiego byka został rozszarpany i pożarty przez złych tytanów. Ale jego serce zostało ocalone. Zeus je zjadł i zrodził Dionizosa po raz drugi z ludzkiej matki, Semele. Gdy zażądała, by ujrzeć swojego boskiego kochanka twarzą w twarz, została pochłonięta przez piorun.

Jej nienarodzone dziecko zostało ocalone i umieszczone w udzie Zeusa, skąd po czasie zostało wydobyte i uczynione panem świata. Zeus również zgładził tytanów piorunem i z ich popiołów stworzył człowieka. Dlatego człowiek jest istotą podwójną: mieszaniną złej natury tytanów i boskiej natury boga, którego pożarli. Jego dusza lub umysł to cząstka Dionizosa, a ciało jest dziedzictwem po tytanach. Zbawienie polega na uwolnieniu boskiego pierwiastka w nas z więzów ciała. Można to osiągnąć jedynie poprzez długi cykl reinkarnacji, po których, jeżeli dusza wystarczająco się oczyści, może uwolnić się z koła narodzin i odrodzeń oraz połączyć się ze swoim boskim źródłem. Oczyszczenie to można było osiągnąć wyłącznie poprzez wstąpienie do kultu orfickiego, uczestnictwo w jego misteriach oraz przestrzeganie jego zasad życia.”

Historycznie i filozoficznie to właśnie jest główne źródło przeciwstawienia duszy i ciała w cywilizacji zachodniej. Nigdy nie przedstawiono lepszego uzasadnienia dla tej opozycji. Ostatnio czytałem, iż około 50% kobiet w Europie cierpi na pewien rodzaj oziębłości seksualnej, częściowo spowodowanej przekonaniem, iż seks jest czymś wulgarnym i materialnym.

Wiesz, ilu biznesmenów odczuwa poczucie winy, bo dążą do pieniędzy i są skąpcami, a ilu ludzi krytykuje kapitalizm, bo jest czysto materialny. jeżeli zapytasz o najgłębsze źródło tego poglądu, sięga ono opowieści o Dionizosie, do orfizmu, a jeszcze wcześniej, rzecz jasna, ma to bardzo długą historię.

Pitagorejczycy przyjęli orfizm. Wierzyli w istnienie dwóch odmiennych światów: świata boskiego i tego ziemskiego, w opozycję duszy i ciała, pragnęli nieśmiertelności i wyzwolenia się z ciała, wierzyli w reinkarnację.

Pitagoras miał rzekomo, choć nie wiadomo czy to prawda, widzieć jak ktoś bije psa… Pewnego dnia poprosił tego człowieka, by przestał, ponieważ w krzykach rozpoznał przyjaciela ze swojego wcześniejszego życia. Religia orficka jest oczywiście bardzo prymitywna, to cały zestaw typowych tabu; oto kilka przykładów: jeśli jesteś dobrym orfikiem, musisz przestrzegać tych zasad. Można powiedzieć, iż to swego rodzaju boskie przykazania dla orfików. Przytoczę tylko kilka: powstrzymywać się od jedzenia fasoli, nie podnosić rzeczy, które upadły, nie mieszać ognia żelazem, nie chodzić po głównych drogach, nie pozwalać jaskółkom mieszkać pod tym samym dachem, gdy garnek zostanie zdjęty z ognia, nie zostawiać po nim śladu w popiele, ale wymieszać popiół; wstając z pościeli, zwinąć ją i wygładzić odcisk ciała itd.

Komentator stwierdza, cytuję: „łatwo byłoby mnożyć dowody na bliski związek między pitagoreizmem a prymitywnymi sposobami myślenia, ale to, co zostało powiedziane, w zupełności nam wystarczy”, koniec cytatu, i rzeczywiście wystarcza.

Takie praktyki, można powiedzieć, budziły nieufność u większości Greków; na pewno nie należało do głównego nurtu greckich wierzeń religijnych; w praktyce uznawano to za skrajność, graniczącą z szaleństwem.

Pytanie brzmi: jak te idee w ogóle trafiły do historii filozofii, ponieważ to są zagadnienia, które istniały tysiące lat przed Talesem. Odpowiedź jest taka, iż Pitagoras, podobnie jak jego szkoła, miał również naukowe zainteresowania.

On i jego uczniowie zajmowali się tym samym pytaniem, co pozostali przedsokratejczycy, czyli: jaka jest natura wszechświata, z czego składa się świat; i w tym zakresie przedstawili trafne i niezwykle istotne poglądy. W efekcie ich odkrycia naukowe oraz mistyczny orfizm były rozpowszechniane razem, jako swego rodzaju pakiet, który w rzeczywistości okazał się bardzo wpływowy.

Teraz chciałbym przyjrzeć się ich bardziej filozoficznemu obliczu. Zadawali pytanie: czym jest istota lub natura wszechświata, czym jest materia świata?

Czy to woda? Czy to powietrze? Czy to ogień? Czy to zmiana?

Chcieli to wiedzieć, aby zrozumieć ich odpowiedź, trzeba znać ich szczególne zainteresowania i osiągnięcia.

Pitagorejczycy byli adekwatnie pierwszymi, którzy poważnie odkryli matematykę. Inne cywilizacje znały już wiedzę matematyczną, ale Pitagorejczycy jako pierwsi dostrzegli, iż matematyka jest obecna wszędzie. Wnieśli ogromny wkład w teorię matematyczną.

Oczywiście znasz twierdzenie Pitagorasa, które do dziś nosi tę nazwę. Odkryli wiele interesujących powiązań między matematyką a zjawiskami muzycznymi, co przed nimi było zupełnie nieznane. Na przykład odkryli, iż harmonia w muzyce, w przeciwieństwie do hałasu, opiera się na proporcjach matematycznych, takich jak długość szarpanej struny. Odkryli, iż relacje muzyczne można wyrazić liczbowo, co było przełomowym odkryciem.

Do dziś używamy matematycznych pojęć, by opisywać relacje muzyczne, na przykład takie jak gdy mówimy o interwale kwinty, kwarty czy oktawy, czyli o odległości pięciu, czterech lub ośmiu dźwięków, itd.

Odkryli, iż matematyka ma zastosowanie w astronomii. Odkryli pierwsze przesłanki, iż niebem rządzą prawa matematyczne. Odkryli, iż matematyka w pewien sposób wiąże się z medycyną. Uważali, iż zdrowie fizyczne zależy od matematycznych proporcji różnych elementów ciała i iż jeżeli każdy z nich jest we adekwatnej ilości, jesteś zdrowy. Ale jeżeli jeden z nich zacznie się nadmiernie rozrastać i zaburzy adekwatną równowagę, dziś powiedzielibyśmy, iż to nowotwór. Oni powiedzieliby, iż jesteś chory, iż utraciłeś harmonię.

Krótko mówiąc, gdziekolwiek spojrzeli, a to są dziedziny znane w tamtych czasach, astronomia, mam na myśli, iż znane są jej pewne zalążki, matematyka, muzyka, medycyna. Odkryli nieznany wcześniej fakt, iż w jakiś sposób charakterystyczne cechy i działanie rzeczy są podporządkowane relacjom liczbowym, prawom matematycznym, jednym słowem — liczbom.

Liczby pojawiały się wszędzie, kto by się tego spodziewał? W efekcie postąpili podobnie jak Tales, który uważał wodę za klucz, albo jak Heraklit, który za klucz uznawał zmianę. Z entuzjazmem uchwycili się swojej idei i uczynili z niej zasadę metafizyczną. Wykonali ogromny skok myślowy, uogólnili i zapytali: chcesz wiedzieć, z czego zbudowany jest świat? Chcesz wiedzieć, czym tak naprawdę są wszystkie rzeczy? Wszystko jest liczbą.

To ich słynne powiedzenie. Wszystko jest liczbą. Liczby są istotą świata. Komentatorzy przez wieki próbowali dociec, co to mogło oznaczać, bo jak można mówić o liczbach, jeżeli nic nie jest policzone? Załóżmy, iż wskazuję na tę szklankę, pytasz mnie, co to jest, a ja odpowiadam: to sześć. Pytasz: sześć czego?

Jak można mieć wszechświat zbudowany z ilości, jeżeli nie ma rzeczy, które można policzyć? Przecież Heraklit mówił o wszechświecie jako o aktywności, bez rzeczy, które ją wykonują. Dlaczego Pitagoras nie miałby mieć swojej wersji?

Tak czy inaczej, komentatorzy długo próbowali zrozumieć, co mogli mieć na myśli. Wiele z tego to tylko spekulacje, bo nie zachowały się żadne dokumenty, które potwierdzałyby to jednoznacznie. Niektórzy jednak zauważają, iż ponieważ jesteśmy dopiero na bardzo wczesnym etapie poznania,

Pitagorejczycy byli tak pierwotni, iż przyjęli następujący pogląd. Liczby przedstawiali dzięki przedmiotów fizycznych. Na przykład układali małe kamyki. Trzy kamyki oznaczały trzy, sześć kamyków oznaczało sześć i tak dalej. Czasem używali kropek, podobnie jak na kostkach do gry. Dla nich sześć oznaczało sześć kropek albo sześć kamyków ułożonych w określony sposób. Innymi słowy, utożsamiali liczby z fizycznymi obiektami, które je przedstawiają lub symbolizują. Więc gdy mówili, iż wszystko jest liczbą, czasem mieli na myśli, iż wszystko składa się z drobnych cząstek fizycznych. Było to więc prymitywne ujęcie tego, co później przekształciło się w teorię atomistyczną.

Ale pitagorejczycy nigdy tego nie rozwinęli. Częściowo można to wyjaśnić ich orfizmem, czyli ich osobliwym mistycyzmem. Byli prawdziwymi mistykami numerologicznymi i posuwali się w tym do niewiarygodnych skrajności. Na przykład sprawiedliwość, jeżeli dobrze pamiętam, wśród pitagorejczyków trwał spór, czy sprawiedliwość to cztery czy dziewięć. Chodziło o to, iż musiała to być liczba kwadratowa, bo miała oddawać równość za równość. Ale czy chodziło o dwa razy dwa, czy trzy razy trzy, nie rozstrzygnęli.

Małżeństwo oznaczano liczbą pięć; kiedyś słyszałem wyjaśnienie, ale go nie pamiętam. Miłość to osiem, bo oznacza harmonię między ludźmi, a oktawa jest symbolem harmonii. Człowiek, jeżeli dobrze pamiętam, to 250. Rośliny to 360.

Oczywiście to czysty nonsens i nie wymaga głębszego tłumaczenia. To właśnie zachodnie źródło tych drapaczy chmur, o których wspominałem wcześniej, gdzie pomija się 13. piętro. Ale to nie do końca uczciwe, bo współcześni są gorsi od pitagorejczyków. Gdyby pitagorejczycy wierzyli, iż 13 przynosi pecha, zakończyliby budowę na 12. piętrze. Nie wprowadzaliby subiektywizmu i nie nazywaliby 13. piętra czternastym.

Poza tymi cechami kryje się tu kluczowa kwestia ukryta w tej prymitywnej mistycznej wypowiedzi. Kluczową kwestią jest fundamentalne znaczenie matematyki w odkrywaniu praw rządzących światem. Fundamentalne znaczenie matematyki w odkrywaniu praw świata i w zrozumieniu wszechświata. w tej chwili ludzie traktują to jako coś oczywistego.

Wiecie, iż współczesna fizyka nie byłaby możliwa bez odkrycia, iż prawa fizyki muszą być wyrażane matematycznie. To odkrycie faktycznie wywodzi się od pitagorejczyków. To właśnie oni, choć nie odkryli żadnych praw, uświadomili sobie, iż matematyka jest kluczem.

Na przykład Kepler, u progu nowożytnej nauki, człowiek, który odkrył pierwsze matematyczne prawa ruchu planet, przez lata nie mógł ich odnaleźć. Ale był oddanym pitagorejczykiem. Nie ustawał w poszukiwaniach, wierząc, iż wszystko jest liczbą i muszą istnieć matematyczne prawa rządzące planetami. Rzeczywiście, w końcu je odkrył. W tym sensie współczesna nauka jest częściowo kontynuacją odkrycia pitagorejczyków. Jednak owoce tego pojawiły się dopiero w epoce renesansu, gdy połączono je z innymi teoriami.

Dla nas istotne jest to, jak późniejsi pitagorejczycy próbowali nadać sens teorii, iż wszystko jest liczbami. W IV wieku p.n.e. późniejsi pitagorejczycy zdali sobie sprawę, iż twierdzenie, iż rzeczy są zbudowane z liczb, brzmi osobliwie. Że liczby są dosłownie składnikami rzeczy. Uznali, iż to zbyt uproszczone podejście. Dlatego zaczęli uważać, iż liczby lub relacje liczbowe w pewien sposób kierują zachowaniem rzeczy. Twierdzili, iż rzeczy powstają lub zachowują się zgodnie z liczbami. Rozumieli to bardzo dosłownie, wciąż dość naiwnie. Dziś, gdy ktoś mówi na przykład, iż prawo grawitacji kieruje ruchem ciał, w tej chwili rozumiemy, iż słowo „rządzi” jest tu użyte w przenośni. Nie wyobrażasz sobie przecież, iż istnieje jakieś bezcielesne prawo grawitacji w innym wymiarze, które nakazuje rzeczom: „musicie spadać, bo inaczej…”. Tak jak król rządzi swoimi poddanymi. Ale pitagorejczycy najwyraźniej myśleli właśnie w ten sposób. Gdy twierdzili, iż liczby rządzą światem, najwyraźniej wierzyli, iż istnieją dwa wymiary. To są późniejsi pitagorejczycy. Świat liczb i relacji liczbowych. A potem ten świat, w którym żyjemy, który w jakiś sposób został ukształtowany zgodnie ze światem liczb.

Jakie cechy mają te dwa światy? Oczywiście świata liczb nie da się uchwycić zmysłami. Nie można postrzegać świata liczb zmysłami. Możesz zobaczyć dwie osoby, ale nie samo „dwa”. Samo pojęcie „dwa” można pojąć tylko rozumem. Natomiast ten świat jest dostępny dla zmysłów.

Jeszcze jedna różnica. Świat liczb jest niezmienny. Liczby się nie zmieniają. Dwa plus dwa równa się cztery i tak pozostaje na zawsze, bez żadnej zmiany. Natomiast każda rzecz, każda para może powstać, rosnąć, niszczeć, umrzeć i zniknąć. Ale samo „dwa” trwa wiecznie. Dwa to dwa, a dwa plus dwa to cztery i tak dalej. Jednym słowem, świat liczb jest niezmienny, podczas gdy świat, w którym żyjemy, nieustannie się zmienia. Mamy więc dualizm metafizyczny.

Dwie rzeczywistości. A prawdziwą rzeczywistością jest oczywiście świat liczb. Uważali więc, iż w ten sposób rozwiązali problem postawiony przez Heraklita i Parmenidesa. Bo dla wszystkich z nich przewidzieli osobny świat.

Heraklit twierdził, iż prawdziwa rzeczywistość musi się nieustannie zmieniać. Pitagorejczycy powiedzieli: dobrze, masz świat, który się zmienia. W tym świecie masz rację. Wszystko płynie.

Parmenides natomiast mówił, iż prawdziwa rzeczywistość musi być niezmienna. Odpowiedzieli: ty też masz rację. Prawdziwa rzeczywistość to świat liczb. To właśnie ta próba rozwiązania dylematu Parmenidesa i Heraklita.

Podział na dwa światy, po jednym dla każdej strony, został przejęty przez Platona od pitagorejczyków.

W nieco odmiennej formie, o czym przekonamy się w przyszłym tygodniu. Tak czy inaczej, pitagorejczycy nadali swojej religii orfickiej filozoficzne podstawy. Teraz ich niebo i ziemia były powiązane z dwoma filozoficznymi światami, światem liczb oraz tym materialnym światem. Mieli filozoficzne uzasadnienie dla przeciwstawienia duszy i ciała. Można powiedzieć, iż połączyli swoją religię z nauką i byli z tego zadowoleni.

Teraz kilka ostatnich uwag, by podsumować pitagorejczyków. Nie miałem na myśli nic negatywnego. Jednym z epistemologicznych dziedzictw pitagoreizmu jest przekonanie, iż prawdziwa wiedza musi być matematyczna. Ale tylko matematyka spełnia kryteria prawdziwej wiedzy.

Obecnie taki pogląd jest dość powszechny wśród pewnej grupy osób. Jest pewien typ ludzi, którzy, można by rzec, emanują pitagorejską aurą, nie wspominając już o zapachu. Ta aura przejawia się tym, iż jeżeli nie przedstawisz mu twierdzeń zawierających liczby, nie uzna ich za naukowe.

Jeśli powiesz mu na przykład, iż ludzie potrzebują poczucia własnej wartości, to, cytując, „jest niejasne, nie jakościowe, nienaukowe, niedokładne”. Ale jeśli powiesz, iż potrzebują 3,9 jednostki poczucia własnej wartości i dodatkowych 0,4 za każdym razem, gdy popełnią jedną ósmą aktu niemoralności czy coś podobnego, to już jest matematyczne. To właśnie spuścizna pitagorejskiej obsesji na punkcie liczb.

Jeśli chodzi o etykę, największą spuścizną pitagorejczyków była dychotomia umysłu i ciała, duszy i ciała, której są twórcami w filozofii zachodniej. Oraz przekonanie, iż ostatecznym celem jest uwolnienie się od ciała i oczyszczenie duszy. Rozwinięcie tej idei zobaczymy u Platona, który zaczerpnął ją od pitagorejczyków.

Możesz zapytać: dlaczego więc nie popełnili samobójstwa skoro tak bardzo chcieli uwolnić się od ciała? Nie znaleźli na to odpowiedzi. Bóg daje i Bóg odbiera. W gruncie rzeczy należysz do Boga. A jeśli popełnisz samobójstwo, powtarzam tylko, chodzi o to, iż naruszasz prawa własności Boga.

To on decyduje, czy pozwoli ci wrócić do domu, czy nie. No dobrze, co powinieneś robić, będąc na Ziemi? Jak się mówi, powinieneś oczyszczać się, odsuwając od spraw cielesnych. A jak zamierzasz to zrobić?

W tym miejscu Pitagorejczycy poczynili bardzo znane spostrzeżenie. Wyróżnili trzy typy ludzi, którzy przychodzą na igrzyska olimpijskie. Chcę wam opowiedzieć o tych trzech, bo później Platon rozwinął ten podział i stał się on podstawą całej teorii psychologii człowieka.

Trzy typy ludzi, uszeregowane w hierarchii od najniższego do najwyższego.

Najniższy to ten, który najbardziej angażuje się w sprawy materialne. To człowiek, który przychodzi zarobić, na przykład sprzedając popcorn. Miłośnik zysku. Człowiek pochłonięty przez wszechpotężną drachmą. To jest najniższy poziom.

Ale ponad miłośnikiem zysku są sportowcy. Według pitagorejczyków, sportowcami kieruje nie chęć zdobycia pieniędzy, ale coś bardziej duchowego: honor, sława, triumf, chwała. Wciąż są do pewnego stopnia materialistami, bo pragną sławy i chwały tu, w świecie materialnym. Ale przynajmniej, można powiedzieć, nie tkwią w prymitywnej materialności. Dlatego są o szczebel wyżej.

A potem jest trzeci rodzaj. Rodzaj najbardziej oderwany od świata materialnego. Rodzaj, który nie pragnie ani pieniędzy, ani sławy, ani niczego podobnego. Ludzie na trybunach. Widzowie, którzy po prostu chcą obserwować i dowiedzieć się, co się dzieje. Ci, którzy mają umiłowanie do mądrości (Sophii). Którzy po prostu pragną zdobywać wiedzę w sposób całkowicie bezinteresowny. To właśnie oni, jeżeli są naprawdę bezinteresowni, są odcięci od świata materialnego. Rzeczywiście tacy są.

Dlatego pitagorejczycy głosili najwyższą wartość wiedzy, ale musiała być ona bezinteresowna. Najwyższa ranga filozofii i nauki, ale całkowicie oderwane od wszelkich fizycznych, praktycznych skutków czy działań związanych z życiem na Ziemi. Głosili filozofię, naukę i wiedzę jako religijne prawo. Prawo do oczyszczenia duszy, pod warunkiem, iż było bezinteresowne, niekomercyjne i niematerialistyczne.

To, rzecz jasna, jest najwcześniejsze rozdzielenie w filozofii Zachodu. Oddzielenie wiedzy od życia. To koncepcja wiedzy jako celu samego w sobie. Zobaczycie, co się z tym dzieje i z całym pitagorejskim poglądem o trzech typach ludzi u Platona, gdzie przekształca się to w pełnoprawną psychologię i prowadzi do poglądu, iż powinien istnieć całkowity komunistyczny system dyktatorski. To jednak wszystko, co powiemy o pitagorejczykach.

Są pierwszą szkołą dwu-rzeczywistości, z którą zetknęliśmy się w istotny sposób. W tym sensie są najstarszą religijną, nadprzyrodzoną szkołą w filozofii Zachodu. W dalszej części prześledzimy linię od pitagorejczyków, przez Platona, aż po całą oś chrześcijańską. Ale wszystko to, włącznie z przeciwstawieniem duszy i ciała, tęsknotą za nieziemską nieśmiertelnością oraz pogardą dla życia doczesnego, wywodzi się pierwotnie od orfickich pitagorejczyków.

W porządku. Zatrzymajmy się tutaj. W przyszłym tygodniu przejdziemy do twórców teorii atomistycznej, założycieli sceptycyzmu, a następnie do Sokratesa i Platona. Dziękuję bardzo.

Pitagoras: Matematyka i Mistycyzm – Historia Filozofii Zachodniej (część 5 z 50)

https://rumble.com/v746m7y-pitagoras.html

Wykład Leonarda Peikoffa przedstawia pitagorejczyków jako ostatnią szkołę przedsokratejską, wyjątkowo wpływową i zarazem najbardziej „religijną” w tym okresie. Ponieważ nie zachowały się pisma Pitagorasa, mówi się raczej o całej szkole i jej kolejnych fazach; Peikoff skupia się na „średnich” pitagorejczykach. Podkreśla, iż bez tej tradycji nie byłoby Platona w znanej formie, a pośrednio także wielu wątków późniejszego chrześcijaństwa.

Rdzeniem pitagoreizmu była fuzja mistycyzmu z zainteresowaniami naukowymi. Religijną bazą szkoły był orfizm, kult misteryjny odmienny od religii olimpijskiej. Orfizm głosił dualizm duszy i ciała: dusza jest boska, ciało jest jej więzieniem lub grobem; dusza „spadła” na ziemię za karę i przechodzi cykl reinkarnacji. Celem życia jest oczyszczenie (ascetyczne odrywanie się od materialności i udział w rytuałach), aż do wyzwolenia z „koła narodzin” i trwałego zjednoczenia z boskim światem. Peikoff zwraca uwagę, iż to jeden z głównych historycznych korzeni zachodniej opozycji „duchowe–cielesne” i moralizowania przeciw temu, co materialne.

Jednocześnie pitagorejczycy mieli autentyczne zasługi poznawcze: jako pierwsi potraktowali matematykę jako coś wszechobecnego i fundamentalnego. Odkrywali związki matematyki z muzyką (harmonia jako proporcje), astronomią (porządek nieba jako matematyczny) oraz medycyną (zdrowie jako równowaga proporcji). Z tego entuzjazmu narodziła się ich metafizyczna teza: „wszystko jest liczbą”. Peikoff omawia trudność tej idei i możliwe pierwotne rozumienie (liczby utożsamiane z fizycznymi układami kamyków/kropek – zalążek myślenia atomistycznego), ale wskazuje też ich numerologiczne skrajności (przypisywanie liczb sprawiedliwości, małżeństwu, miłości itd.).

Późniejsi pitagorejczycy próbowali „ucywilizować” tezę o liczbach, mówiąc, iż relacje liczbowe rządzą światem. Z tego wyłania się dualizm dwóch rzeczywistości: niezmiennego, dostępnego rozumowi świata liczb oraz zmiennego świata zmysłowego. Peikoff przedstawia to jako próbę pogodzenia Heraklita i Parmenidesa: zmiana „ma rację” w świecie zmysłów, a niezmienność „ma rację” w świecie liczb. Ten schemat dwóch światów przejmie później Platon.

Na koniec Peikoff wskazuje dziedzictwo pitagoreizmu: (1) przekonanie, iż „prawdziwa wiedza” musi być matematyczna (groźba redukowania sensu do tego, co da się policzyć), (2) utrwalenie dychotomii dusza–ciało i ideału oczyszczenia przez odwrót od ziemskiego życia, (3) pierwszy wyraźny rozdział wiedzy od życia.

Ilustruje to pitagorejskim podziałem ludzi na igrzyskach: handlarzy dla zysku (najniżej), sportowców szukających chwały (wyżej) oraz bezinteresownych widzów–miłośników mądrości (najwyżej). W tej wizji najwyższa jest kontemplacja oderwana od praktyki — linia, która u Platona rozwinie się w pełną teorię człowieka i porządku społecznego.

Idź do oryginalnego materiału