Leonard Peikoff: Arystoteles: Ojciec Logiki – Historia Filozofii Zachodniej (część 15 z 50)

Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Leonard Peikoff: Epistemologia Arystotelesa: Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)
Leonard Peikoff: Arystoteles: Filozof dla Życia tu, na Ziemi – Historia Filozofii Zachodniej (część 13 z 50)
Arystoteles kilka miał do powiedzenia o indukcji, ale o dedukcji, bardzo wiele. Chcę się bardzo krótko przyjrzeć jego poglądom na dedukcję, bo to właśnie zapewnia mu miano ojca logiki, a konkretnie logiki dedukcyjnej.
Po raz pierwszy w dziejach ludzkości stawia takie pytanie: co adekwatnie robimy, kiedy uzasadniając wniosek, przytaczamy przesłanki? Jaka jest rzeczywista struktura ludzkiego rozumowania, gdy przeprowadzamy dedukcję?
Weźmy teraz prosty przykład. Wszyscy ludzie są śmiertelni. Sokrates jest człowiekiem. To są nasze przesłanki. I na ich podstawie dochodzimy do wniosku: zatem Sokrates jest śmiertelny.
Nasz wniosek, mówi Arystoteles, biorąc ten przykład, „Sokrates jest śmiertelny” łączy dwa terminy. Sokrates jest jednym z nich. Śmiertelność jest drugim. Nasz wniosek mówi, iż między tymi dwoma zachodzi związek. Sokrates jest śmiertelny.
W jakiś sposób nasze przesłanki uzasadniają ten wniosek. Ale jak? Otóż, mówi Arystoteles, zauważ, iż w argumencie, obok Sokratesa i „śmiertelności”, pojawia się trzeci termin: „człowiek”. Pojawia się on w każdej przesłance.
W jednym przypadku łączy się z terminem „Sokrates”, gdy mówimy: „Sokrates jest człowiekiem”. W drugiej przesłance łączy się z terminem „śmiertelny”, gdy mówimy: „ludzie są śmiertelni”.
To, co robimy, mówi Arystoteles, kiedy rozumujemy, polega na odnalezieniu takiego łączącego terminu, który nazywa terminem pośrednim i który wiąże dwa terminy połączone we wniosku. Rozumowanie jest więc w istocie odnajdywaniem terminu pośredniego, który łączy dwa pozostałe.
A zatem każdy argument będzie miał trzy terminy. Podmiot wniosku, w przykładzie, który podałem, jeżeli wniosek brzmi „Sokrates jest śmiertelny”, podmiotem będzie Sokrates. I późniejsi logicy nazwali toterminem mniejszym. Orzeczenie wniosku, w tym przypadku „śmiertelny”, nazywa się terminem większym. A łącznik, czyli termin środkowy, który pojawia się po jednym razie w każdej przesłance, ale nie występuje we wniosku, to właśnie nazywamy terminem środkowym. To ten termin pozwala nam uzasadnić związek, który pojawia się we wniosku. Ten typ rozumowania Arystoteles sam odkrył i zdefiniował od podstaw. I to jest ten rodzaj argumentu, który nazwał sylogizmem.
Sylogizm.
Teraz podam wam nie jego, ale współczesną, ale jak najbardziej poprawną, definicję sylogizmu.
Sylogizm to argument dedukcyjny z dwiema przesłankami. Zawiera tylko trzy terminy; dwa z nich łączą się we wniosku dzięki temu, iż w przesłankach każdy z nich jest powiązany z trzecim, czyli terminem środkowym. Argument dedukcyjny z dwiema przesłankami, zawierający tylko trzy terminy; dwa z nich łączą się we wniosku wskutek powiązania każdego z nich z trzecim, czyli terminem środkowym, w przesłankach.
Rozumowanie, a także wyjaśnianie i ostatecznie nauka według Arystotelesa zawsze jest poszukiwaniem adekwatnego terminu środkowego. Tego terminu, który wyjaśnia i dowodzi wniosku.
Dla przykładu z perspektywy obiektywizmu: załóżmy, iż chcesz wykazać, iż kontrola cen jest zła. Jednym terminem jest „kontrola cen”, drugim „złe”. Jaki jest termin pośredni, który to wyjaśnia i uzasadnia? Odpowiedź brzmiałaby w gruncie rzeczy: przymus. Powiedziałbyś więc, iż kontrola cen jest formą przymusu. Przymus jest zły, więc kontrola cen jest zła. I oczywiście poszedłbyś dalej. Dlaczego przymus jest zły? Jaki jest termin pośredni między „przymusem” a „złem”? Cóż, w filozofii obiektywizmu powiedziałbyś, iż przymus jest antyumysłowy. A to, co antyumysłowe, jest złe; zatem przymus jest zły i tak dalej.
Czarownica – fragment z filmu Święty Graal (1975) – Monty Python
https://rumble.com/v78hnd2-czarownica.html

Tyle iż termin pośredni nie zawsze działa poprawnie. Na przykład: świnie są śmiertelne. Ludzie są śmiertelni, więc ludzie są świniami. Mam termin pośredni „śmiertelność”, ale ewidentnie nie spełnił on swojej roli.
Albo komuniści są ateistami. Jesteś ateistą, więc jesteś komunistą. Mamy trzy terminy, ale kiepski wniosek z tego wynika. Kiedy więc wynika, a kiedy nie? Na to pytanie Arystoteles odpowiedział wyczerpująco, obejmując każdy możliwy typ sylogizmu.
I jest ich, jeżeli dobrze pamiętam, 256 odmian. To znaczy, iż musiał sklasyfikować wszystkie istniejące typy. Dziełem, w którym to zrobił, są „Kategorie Analityki pierwsze Analityki wtórne”. Musiał zdefiniować wszystkie rodzaje przesłanek, bo robi wielką różnicę, czy mówisz: „wszyscy ludzie są śmiertelni”, czy tylko: „niektórzy ludzie są geniuszami”.
Jeśli w argumencie pojawia się „niektórzy”, wpływa to na całe rozumowanie. Ma też znaczenie, gdzie znajduje się termin środkowy. Czy jest podmiotem przesłanki, czy orzecznikiem itd.?
Musiał więc opisać wszelkiego rodzaju błędy, które można popełnić w rozumowaniu sylogistycznym. To był pierwszy raz, gdy ktokolwiek w ogóle wpadł na pomysł, żeby coś takiego zrobić. Sformalizował i usystematyzował reguły rozumowania.
Jego późniejsi kontynuatorzy, zwłaszcza w średniowieczu, zaczęli nadawać nazwy każdemu poprawnemu typowi sylogizmu. I tak dobrze je poznali, iż gdy tylko ktoś sformułował jakiś argument, od razu wykrzykiwali logiczną nazwę tego konkretnego rodzaju sylogizmu. I mieli swoje uzasadnienie tych nazw, ale nie będę na to tracił czasu. Na przykład: wszyscy ludzie są śmiertelni. Sokrates jest człowiekiem, więc Sokrates jest śmiertelny. Arystotelesowska nazwa tego to „Barbara”. I dlatego, ilekroć pojawiał się taki argument, ktoś wołał: „Barbara!” Są też Dario, Fisio, Bramptario i tak dalej. Arystoteles aż tak daleko nie poszedł. To już było dzieło jego scholastycznych następców.
Chodzi o to, iż był pierwszym człowiekiem, który w ogóle zaczął myśleć o samym procesie myślenia i zdefiniował jego reguły. Nie powiedział w tej kwestii ostatniego słowa, ani zresztą w żadnej innej. Cofam to. W pewnych sprawach jednak powiedział ostatnie słowo. Istnieją też inne rodzaje argumentów dedukcyjnych niż sylogizmy.
Mimo to Arystoteles ma rację, iż sylogizm jest podstawową formą rozumowania dedukcyjnego. Tym samym Arystoteles po raz pierwszy wyodrębnił całą dziedzinę logiki. Wskazał najpowszechniejszy i najważniejszy rodzaj rozumowania.
Po raz pierwszy zdefiniował, co to znaczy coś udowodnić, wykazać lub obiektywnie wyjaśnić na podstawie faktów. I w takim sensie miałem na myśli, gdy mówiłem o narodzinach rozumu. To znaczy konkretnie: narodziny rozumu, rozumu jako wyraźnej, świadomej, zdefiniowanej, obiektywnej metody. W tym sensie jest ojcem rozumu i logiki.
Chcę kontynuować i dodać jeszcze jedną uwagę. Arystoteles zauważył, iż nie sposób domagać się dowodu na wszystko, bo jak pytał, na czym adekwatnie polega dowód? Dowód polega na wykazaniu twierdzenia przez wnioskowanie z przesłanek.
Załóżmy więc, iż to zrobiłeś, a ktoś pyta: skąd wiesz, iż twoje przesłanki są prawdziwe? Żeby uzasadnić wniosek, musisz wiedzieć, iż przesłanki są prawdziwe. Podaj mi jakieś uzasadnienie swoich przesłanek. Załóżmy, iż podasz uzasadnienie, a on powie: „aha, ale to uzasadnienie samo opiera się na przesłankach”. A jakie jest uzasadnienie tych przesłanek? I tak dalej. Otóż, jak mówi Arystoteles, nie może tu być nieskończonego regresu.
Oczywiście muszą istnieć punkty wyjścia wszelkiej ludzkiej wiedzy, podstawowe aksjomaty. W przeciwnym razie należałoby uznać, iż wiedza jest niemożliwa. Albo musielibyśmy przyjąć nieskończony regres, co jest niemożliwe, albo nasze punkty wyjścia musiałyby być arbitralne, a wtedy równie arbitralne byłyby też nasze wnioski.
Gdyby nie było aksjomatów, które możemy uznać za prawdziwe bez potrzeby dowodu, cała wiedza byłaby hipotetyczna. Miałaby postać: „jeśli tak, to tak”, ale nigdy nie wiedzielibyśmy, czy cokolwiek naprawdę jest prawdą. A to byłoby, rzecz jasna, sprzecznością. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której mówimy: „doszliśmy do wiedzy, iż nie ma wiedzy”. Musi więc istnieć zbiór podstawowych, samo oczywistych prawd, początków wiedzy. I Arystoteles nazywa je archai.
To greckie określenie „początek” lub w liczbie pojedynczej „pierwsza zasada”: arché. To one stanowią fundament ludzkiej wiedzy. Nie wypada domagać się ich dowodu, bo są ostateczną podstawą wszystkiego innego. Każdy dowód polega na wyprowadzaniu z tych pierwszych zasad [archai] ich konsekwencji. jeżeli im zaprzeczysz, podważysz samo pojęcie dowodu. Cytuję: „domagać się dowodu na wszystko, świadczy o braku wykształcenia” (koniec cytatu); według tego kryterium dziś wielu ludzi jest niewykształconych, w tym także wielu doktorów.
Ale musimy bardzo, bardzo ostrożnie doprecyzować, co wolno nam uznać za aksjomat oczywisty sam przez się, a czego nie. Napisał o tym bardzo dużo: o rodzajach aksjomatów, o tym, jak się je poznaje, w którym momencie poznaje się poszczególne z nich, i tak dalej. Po prostu nie mogę teraz wchodzić w ten materiał, bo jest zbyt obszerny. Można by wygłosić cały wykład o arystotelesowskiej teorii aksjomatów, ale ograniczę się do kilku punktów.
Po pierwsze, rozróżniał dwa ogólne typy aksjomatów: te, które leżą u podstaw tylko jednej nauki albo jednej gałęzi wiedzy, na przykład: jeżeli do równych doda się równe, wyniki będą równe, to aksjomat geometryczny, a szerzej: matematyczny.
Z jednej strony mamy aksjomaty uniwersalne, takie, które trzeba znać, żeby w ogóle cokolwiek wiedzieć. Na przykład prawa logiki, do których za chwilę wrócimy. Arystoteles uważa, iż w każdej nauce są też aksjomaty szczególne, adekwatne tylko jej, podstawowe prawa jej własnego rodzaju, czyli obszaru badań. Ostatecznym celem nauki, skoro jej zadaniem jest rozumienie, jest odnalezienie tych pierwszych, najgłębszych zasad. Indukujesz i indukujesz coraz głębiej, ale ten łańcuch nie może cofać się w nieskończoność. To skończony wszechświat. W konsekwencji, mówi Arystoteles, w każdej dziedzinie nauki musimy ostatecznie dojść do jej podstawowych praw. Kiedy do nich dotrzesz, uchwycisz je jako samo oczywiste. Nie będą wymagały wyjaśnienia ani dowodu przez odwołanie do czegokolwiek poza nimi samymi.
Tak jak w matematyce, gdy w końcu dochodzisz na przykład do stwierdzenia, iż prosta jest najkrótszą drogą między dwoma punktami, to jest oczywiste, samo zrozumiałe i z tego, w połączeniu z innymi podobnymi, możesz wyprowadzić wszystkie twierdzenia geometrii.
Uważa, iż odpowiednik tego zajdzie we wszystkich dziedzinach. I tak dochodzimy dopiero na końcu naszej drogi, do aksjomatów ostatecznych; dlatego to, co w samej rzeczy jest pierwsze, odkrywamy jako ostatnie. A kiedy już dotrzemy do tej pierwszej zasady, zawracamy i idziemy „wstecz”, wyprowadzając z niej wszystkie prawa i fakty, do których wcześniej doszliśmy dzięki obserwacji i indukcji.
Indukcja i Dedukcja
Widać tu wyraźny wpływ platońskiej „linii podzielonej”. Wspinasz się po tej linii, docierasz na sam szczyt, a potem zawracasz i dedukujesz to, do czego wcześniej nie doszedłeś drogą dedukcji. Ale są dwie zasadnicze różnice między wersją Arystotelesa a wersją Platona.
Po pierwsze: podstawowe aksjomaty, a adekwatnie powinienem powiedzieć: podstawowe definicje; podstawowe aksjomaty i definicje są u Arystotelesa ostatecznie abstrahowane z doświadczenia zmysłowego i muszą być obiektywnie określone. To nie jest żadne mistyczne Dobro, do którego docierasz na końcu.
Po drugie, Arystoteles podkreśla, iż nie ma jednej ostatecznej zasady, z której dałoby się wyprowadzić każdą dziedzinę.
W końcu, jako ojciec logiki, coś wie o strukturze rozumowania. I mówi, iż nie możesz mieć we wniosku terminu, który nie pojawił się w przesłankach. Dlatego jeśli chcesz dojść do wniosku matematycznego, musisz mieć ściśle matematyczne przesłanki. jeżeli chcesz wniosek z dziedziny fizyki, to twoje przesłanki muszą zawierać pojęcia z zakresu fizyki. I podobnie w psychologii i tak dalej. A zatem Platoński cel jednego wszechogarniającego wglądu, z którego wszystko wypływa, to po prostu mit.
Istnieją odrębne nauki, każda z własnymi podstawowymi przesłankami. A celem każdej dziedziny nauki jest uchwycenie tych przesłanek, co jak mówię, dzieje się dopiero na końcu.
Tak więc przynajmniej wiele z nich pojawia się dopiero na końcu, mówię o tych, do których się odwoływałem. Istnieje wiele rodzajów aksjomatów, w które nie będę tu wnikał. W tej koncepcji Arystoteles po raz pierwszy wyodrębnił ideę nauki jako dyscypliny szczegółowej. Przed jego czasami była tylko Sophia, mądrość.
Chcesz cokolwiek wiedzieć? Wtedy zwracasz się do miłośnika Sophii. Arystoteles jest więc nie tylko ojcem logiki, ale także nauki. To znaczy: samej idei nauki jako nauki, zarówno w sensie ściśle wyznaczonego przedmiotu badań, jak i obiektywnej metodologii naukowej. W tych dwóch kluczowych wymiarach jest ojcem nauki w takim samym stopniu, jak ojcem logiki.
Mówiłem, iż istnieją uniwersalne aksjomaty, które zakłada każda wiedza, niezależnie od tego, czego dotyczy. Najbardziej znane z nich są oczywiście prawa logiki, które w pewnym sensie stanowią najwybitniejsze osiągnięcie Arystotelesa.
Znacie prawo niesprzeczności. Nic nie może być A i nie-A jednocześnie i pod tym samym względem.
Prawo wyłączonego środka: w danym czasie i pod danym względem każda rzecz jest albo A, albo nie-A, „wyłączone”, bo nie ma tu żadnego „środka”. Albo jest A, albo nie-A. Nie może być „trochę A” ani „częściowo nie-A”. Albo jest, albo go nie ma, nie ma żadnej trzeciej możliwości. Dlatego nazwał to prawem wyłączonego środka, które metafizycznie jest przeciwieństwem, tu cytuję, „umiarkowania” i „drogi środka”.
A jeżeli chodzi o prawo tożsamości, tak na marginesie: choć zawsze idzie w parze z dwoma pozostałymi i uchodzi za prawo arystotelesowskie i choć u Arystotelesa jest to wyraźnie obecne implicite wszędzie, jako prawo formalnie zdefiniowane, prawo tożsamości, o ile się orientuję, odkryto dopiero w XII wieku naszej ery, dokonał tego filozof znany jako Antonius Andreas. To jednak tylko drobne zastrzeżenie, bo i tak nazywa się je prawem arystotelesowskim, ponieważ w istocie jest to ten sam zasadniczy punkt co prawo sprzeczności i prawo wyłączonego środka. Prawo sprzeczności i prawo wyłączonego środka Arystoteles zdefiniował i nazwał.
Otóż te prawa, mówi Arystoteles, prawa logiki, są prawami całej rzeczywistości. Nie są to prawa rzeczywistości tylko o tyle, o ile składa się ona z istot żywych, ani tylko o tyle, o ile składa się z rzeczy ilościowych. Są prawami rzeczywistości o tyle, o ile jest ona rzeczywista. Są prawami wszystkiego, co istnieje, o tyle, o ile istnieje. Innymi słowy, w jego słynnym sformułowaniu, są to prawa bytu jako bytu. Innymi słowy, dotyczą wszystkiego po prostu z racji tego, iż coś jest, niezależnie od tego, czym jest to coś.
Te prawa, mówi Arystoteles, a adekwatnie wiedza o nich, są warunkiem wstępnym zdobywania wiedzy na jakimkolwiek poziomie i w dowolnej dziedzinie. Nie da się czegokolwiek wiedzieć, nie znając ich. Nie dałoby się przeprowadzić choćby najbardziej elementarnego rozumowania, bo skoro są to prawa logiki, zakłada się je, w pewnej nieuświadomionej postaci, w twoim umyśle; to dzięki nim przechodzisz od przesłanek do wniosku.
A kiedy po raz pierwszy pojmujesz argument, gdybym na przykład powiedział: „Wszyscy ludzie są śmiertelni”, „Sokrates jest człowiekiem, więc Sokrates nie jest śmiertelny”, albo od razu widzisz, iż coś się tu nie zgadza, albo nie. jeżeli nie, to ewidentnie jest z tobą kiepsko.
Jeśli tak, to dlatego, iż niezależnie od tego, czy świadomie, czy nie, wiesz, iż nie można powiedzieć „wszyscy ludzie są śmiertelni” i zarazem wskazać kogoś, kto śmiertelny nie jest, bo to byłoby A i nie-A. I w tej nieuświadomionej postaci nikt nie jest w stanie w ogóle zacząć poznawczo funkcjonować, jeżeli nie zna praw logiki.
Skąd więc się one biorą? Oczywiście nie z rozumowania. Gdybyśmy próbowali dojść do nich drogą rozumowania, byłoby to niemożliwe. Jak mielibyśmy rozumować, nie znając zasad rozumu? Dlatego jedyną drogą dojścia do nich jest bezpośrednia abstrakcja z samo oczywistych faktów zmysłowych.
Co po prostu znaczy: Arystotelesie, spójrz, ta filiżanka nie jest jednocześnie czerwona i nie czerwona. Ten stół nie jest jednocześnie zielony i niezielony. Ta pani nie jest jednocześnie wysoka i niewysoka i tak dalej. I w pewnym momencie, jeżeli nie jesteśmy zbyt oporni, łapiemy przekaz: wszystko musi być spójne. Nic nie może być jednocześnie A i nie-A.
To jest po prostu samo oczywiste. W przekładach Arystotelesa władza, która ujmuje to, co samo oczywiste, otrzymała odstraszającą i mylącą nazwę: „intuicyjny nous”. „Nous” to greckie słowo oznaczające umysł. Arystotelesa nazywano „nous” Akademii Platona. Innymi słowy: mózgiem szkoły. „Intuicyjny”, w przekładach Arystotelesa, nie ma żadnych mistycznych konotacji. Żadnych.
To po prostu znaczy, iż „intuicyjny nous” to ludzki umysł w tej funkcji, w której ujmuje samo oczywiste zasady, w przeciwieństwie do „nous” dedukcyjnego, czyli rozumującego, który wyprowadza z tych zasad wnioski.
Jako studenci obiektywizmu ufam, iż doceniacie wagę i niezbędność praw logiki. Nie chcę już więcej słyszeć uwag na ich temat. Trzy części „Atlasu zbuntowanego” są oczywiście świadectwem tego, jak ważne, zdaniem pani Rand, jest to odkrycie: tak właśnie brzmią tytuły tych trzech części.
Zauważę, iż Arystoteles również musiał mierzyć się ze sceptykami, ludźmi, którzy mówili: „No dobrze, dla ciebie to jest oczywiste, ale dla mnie nie”. Nie uznaję tych praw. Może po prostu tak cię wychowano i tak dalej. Wiecie, ten standardowy, prosto z patelni, nowoczesny sceptycyzm, który ma zaledwie dwa albo trzy tysiące lat.
W bardzo słynnym fragmencie „Metafizyki”, w księdze IV (Gamma), Arystoteles przedstawia klasyczne obalenie takich przeciwników praw logiki. Chcę wam przynajmniej zarysować, na czym ono polega. Sam opracował błyskotliwą metodę radzenia sobie z tymi wszystkimi oponentami i sceptykami, którzy podważali prawa logiki. Jego rozumowanie wyglądało tak.
Jeśli prawa logiki rzeczywiście są fundamentem wszelkiego ludzkiego myślenia, to powinniśmy móc wykazać, iż choćby oponent musi się na nich opierać, iż choćby on nie jest w stanie się od nich uwolnić, iż te prawa są naprawdę nie do obejścia.
I mówi: chcę wykazać, iż choćby człowiek, który neguje prawa logiki, musi się na nich opierać choćby po to, by wypowiedzieć swoją negację. jeżeli potrafisz to zrobić, załatwiłeś sprawę z oponentem. Ta metoda nazywa się metodą ponownego potwierdzenia poprzez zaprzeczenie. To znaczy: sceptyk, zaprzeczając im, zostaje zmuszony do ponownego potwierdzenia tych praw.
No dobrze, jak to działa? Arystoteles mówi: weź sceptyka. Jest pełen cennych wskazówek, jak dyskutować ze sceptykami. I mówi, iż miał wokół siebie ludzi najbardziej „miękkich” w tym sensie, równie dobrych, a może i lepszych w tej dziedzinie niż ktokolwiek dziś.
Bo byli uczciwi, prości w obejściu i było wiadomo, o czym mówią. Arystoteles mówi: niech sceptyk powie cokolwiek, byle coś. Jedno słowo, nie musi wypowiadać całego zdania. Ale ma to być coś sensownego i znaczącego, a nie zwykły bełkot. Jeśli ma sens, to musi znaczyć dokładnie to, co znaczy. To musi coś znaczyć. Musi mieć jedno, określone znaczenie. A mówiąc inaczej: musi wykluczać swoje przeciwieństwo. Innymi słowy: musi podlegać zasadzie niesprzeczności.
Jeśli sceptyk wypowiada słowo „człowiek”, musi przez „człowieka” rozumieć człowieka i wykluczać „nie‑człowieka”. Dlaczego? Bo A jest A. A nie nie‑A. Gdyby zasada niesprzeczności nie była prawdziwa, nie dałoby się wypowiedzieć żadnego zrozumiałego słowa ani zdania. Za każdym razem, gdy otwierałbyś usta, mówiłbyś nie tylko „tak”, ale także „nie”. Twoje słowa nie znaczyłyby tego, co znaczą.
Nie mówiłbyś tego, co mówisz. Być może najprościej zilustrować tę metodę następującą hipotetyczną rozmową. Wchodzi sceptyk i mówi do Arystotelesa: Parafrazuję wywód Arystotelesa. Wchodzi sceptyk i mówi do Arystotelesa: zasada niesprzeczności jest fałszywa. Arystoteles mówi: cieszę się, iż to przyjmujesz. A sceptyk na to: co masz na myśli, mówiąc „przyjmujesz”? Przecież właśnie powiedziałem, iż to fałsz. To jest kompletnie błędne. Nie wierzę w to.
Arystoteles mówi: cieszę się, iż jesteś tak gorliwym obrońcą zasady niesprzeczności. A ten facet mówi: słuchaj, przedstawiłem swoje stanowisko. Odrzucam to. Uważam, iż wszystko jest przesiąknięte sprzecznościami.
To jest A i nie-A. Jaśniej już się nie da. jeżeli to fałsz, to fałsz. W końcu A to A. To jest technika potwierdzania przez zaprzeczanie. I nie da się od niej uciec. Wynika z tego, mówi Arystoteles, iż prawdziwy przeciwnik zasady niesprzeczności nie jest w stanie mówić.
Nie jest w stanie niczego utrzymać.
A teraz zacytuję z Księgi Gamma „Metafizyki”: „a jednocześnie nasza rozmowa z takim człowiekiem jest, jak widać, o niczym, bo on nic nie mówi.” Bo nie mówi ani „tak”, ani „nie”, tylko zarazem „tak” i „nie”. A potem znów temu obu zaprzecza i nie mówi ani „tak”, ani „nie”. Bo inaczej mielibyśmy już coś określonego. Kto jest w takim stanie, nie potrafi ani mówić, ani powiedzieć czegokolwiek zrozumiałego, bo jednocześnie mówi „tak” i „nie”. Koniec cytatu.
I wtedy przychodzi mu do głowy myśl: a co z kimś takim jak Kratylos, kto sprzeczność zachowuje tylko w swoim umyśle, ale jej nie wypowiada? Więc dodaje takie zdanie: „a jeżeli nie wydaje sądu, tylko obojętnie zarazem myśli i nie myśli, czym będzie się różnił od rośliny?” Koniec cytatu.
Ma to na myśli dosłownie, nie tylko jako obelgę. Innymi słowy, byłby to człowiek, który wyrzekł się zdolności pojęciowania. A więc w istocie wyrzeka się świadomości i wraca do poziomu roślin, istot żywych pozbawionych świadomości. Taki człowiek nie jest w stanie niczego utrzymać. Nie potrafi niczego rozróżnić. Bo z jego punktu widzenia nic nie jest czymkolwiek. Nie ma tożsamości.
A w konsekwencji nie ma różnicy między czymkolwiek a czymkolwiek innym. I z tego samego powodu taki człowiek nie może w ogóle podjąć żadnego działania. Teraz przeczytam wam jeszcze jeden dość długi cytat z Księgi Gamma „Metafizyki”. Bo to znakomity dowód na to, jak bardzo Arystoteles interesował się życiem na Ziemi i jak się nim przejmował.
I na rzeczywiste, praktyczne znaczenie abstrakcyjnych teorii. Mówi o ludziach, którzy odrzucają zasadę niesprzeczności, i o tym, co by to w praktyce oznaczało, gdyby żyli według teorii, które głoszą. Cytuję:
„W najwyższym stopniu jest oczywiste, iż nikt z tych, którzy utrzymują ten pogląd, ani zresztą nikt inny, nie znajduje się naprawdę na stanowisku, które deklaruje. Dlaczego człowiek idzie do Megary, a nie zostaje w domu, skoro uważa, iż powinien tam iść? Dlaczego pewnego ranka nie miałby wejść do studni albo spaść z urwiska, jeżeli akurat takie coś znalazłoby się na jego drodze? Dlaczego widzimy, iż się przed tym strzeże? Najwyraźniej dlatego, iż nie uważa, by „wpaść” było zarazem dobre i niedobre. Najwyraźniej więc uznaje jedno za lepsze, a drugie za gorsze. A jeżeli tak, musi uznawać coś za człowieka, a coś innego za nie‑człowieka. Jedno za słodkie, a inne za niesłodkie. Bo nie dąży do wszystkiego jednakowo ani nie ocenia wszystkiego tak samo: uznając za pożądane napić się wody albo zobaczyć człowieka, kieruje się ku tym konkretnym rzeczom. A powinien był postępować inaczej, gdyby ta sama rzecz była zarazem człowiekiem i nie‑człowiekiem. Ale, jak powiedziano, nie ma nikogo, kto by wyraźnie nie unikał jednych rzeczy, a innych nie. A zatem, jak się zdaje, wszyscy ludzie wydają bezpodstawne osądy…”
A jeżeli to nie jest wiedza, tylko mniemanie, wtrącę tu, chodzi mu o to, iż sofista powie:
„owszem, wydajemy bezpodstawne osądy, ale w gruncie rzeczy to tylko praktyczne, pragmatyczne założenie. To nie stanowi wiedzy, tylko jest z naszej strony mniemaniem.”
A Arystoteles mówi:
„…jeśli to nie jest wiedza, ale opinia, sceptyk powinien tym bardziej troszczyć się o prawdę, tak jak człowiek chory powinien bardziej troszczyć się o zdrowie niż ten, kto jest zdrowy. Bo ten, kto ma jedynie opinie, w porównaniu z tym, kto wie, nie jest w zdrowej kondycji, jeżeli chodzi o prawdę,” koniec cytatu.
I dlatego słynne streszczenie jego poglądu na zasadę niesprzeczności, czyli na prawa logiki, to właśnie to, które pani Rand przytoczyła na samym końcu „Atlasu”, również z Księgi Gamma „Metafizyki”, gdzie Ragnar czyta ten fragment; przeczytam go tu, żeby to podsumować. Chodzi o stanowisko Arystotelesa wobec zasady niesprzeczności, a w konsekwencji, wszystkich praw logiki. Cytat:
„Najpewniejszą ze wszystkich zasad jest ta, co do której nie sposób się pomylić. Bo taka zasada musi być zarazem najlepiej znana i niewarunkowa, niehipotetyczna. Zasada, którą musi posiadać każdy, kto rozumie cokolwiek, co istnieje, nie jest hipotezą. A to, co każdy musi wiedzieć, kto cokolwiek wie, musi już mieć, gdy przystępuje do szczegółowych studiów. Jasne więc, iż taka zasada jest ze wszystkich najbardziej pewna. Jaka to zasada, powiedzmy teraz. Chodzi o to, iż ta sama własność nie może jednocześnie przysługiwać i nie przysługiwać temu samemu podmiotowi w tym samym znaczeniu”, koniec cytatu.
I tyle o Arystotelesie i logice na potrzeby tych wykładów. Czasu mamy mało, więc z całego szeregu innych osiągnięć epistemologicznych Arystotelesa, na które nie ma choćby czasu choćby napomknąć, wspomnę tylko o dwóch. Jako pierwszy podał trafną, formalną definicję prawdy. W końcu prawda jest celem rozumowania. Jego słynną definicję zaczęto później nazywać korespondencyjną teorią prawdy. Chodzi o to, iż przekonanie jest prawdziwe, jeżeli odpowiada faktom, jeżeli opisuje rzeczy takimi, jakie są. Jak pamiętam, ujął to tak: „powiedzieć o tym, co jest, iż jest, albo o tym, czego nie ma, iż nie ma, to prawda. Powiedzieć o tym, co jest, iż nie jest, albo o tym, czego nie ma, iż jest, to fałsz.” To wszystko.
Prawda to relacja między zdaniem a rzeczywistością: zdanie jest prawdziwe, gdy odpowiada rzeczywistości. Wiem, iż to brzmi jak czysty zdrowy rozsądek, i nikt tego nie doceni, dopóki nie zanurzy się w Kancie, Heglu, Dewey’u i pragmatystach.
Dopiero wtedy będziecie w stanie to docenić, więc daję sobie spokój z próbami, byście docenili to teraz, dopóki i o ile nie będziecie obeznani z kontynuatorami Kanta. A drugi, krótki, poboczny punkt, który chciałem poruszyć, jest taki, iż Arystoteles jako pierwszy uporządkował i w sposób systematyczny zdefiniował bardzo wiele powszechnych i szeroko spotykanych błędów w rozumowaniu.
To on na przykład po raz pierwszy formalnie zdefiniował i nazwał: błędne koło (petitio principii), ekwiwokację, pytanie złożone, nadmierne uogólnienie, błąd kompozycji, błąd podziału, ignoratio elenchi i wiele innych. Znajdziecie je w każdym podręczniku logiki, albo możemy do tego wrócić w części pytań, jeżeli chcecie. Chętnie wyjaśnię, co one oznaczają. Od tamtej pory jest to podstawa klasyfikacji błędów omawianych na kursach logiki. Ogólnie rzecz biorąc, choćby mimo wszystkich skrótów, na podstawie tego podsumowania wciąż możecie ocenić epistemologiczne osiągnięcie Arystotelesa.
Był pierwszym człowiekiem, który uznał zmysłową podstawę wszelkiej wiedzy oraz wiarygodność zmysłów. Pierwszy, który rozpoznał naturę wyjaśniania naukowego; pierwszy, który określił zasady definiowania; pierwszy, który zrozumiał konieczność indukcji, pierwszy, który pojął naturę i reguły dedukcji oraz od podstaw stworzył sylogizm i jego teorię. Pierwszy, który zarówno co do treści, jak i metody uchwycił pojęcie nauki szczegółowej. Pierwszy, który pojął potrzebę aksjomatów i ich naturę; pierwszy, który sformułował prawa logiki.
Nie powiedział jednak ostatniego słowa w większości z tych spraw. Ale w istocie to on powiedział niemal pierwsze. Dlatego jest ojcem rozumu i metody naukowej we wszystkich jej zasadniczych elementach. To jego wielkie, nieprzemijające osiągnięcie w dziedzinie epistemologii. Ale to tylko tyle, co zrobił w epistemologii.
– Czy mogę prosić o powtórzenie, kto był autorem prawa tożsamości?
Antonius. Andreas. Nie pamiętam teraz źródła, ale można to znaleźć w książce sir Williama Hamiltona o historii logiki, której tytuł w tej chwili mi umyka. Ale sir William Hamilton jest tylko jeden, przynajmniej w filozofii.
– Czy mógłbyś krótko opisać i wskazać, co dało początek arystotelesowskiej teorii intuicji intelektualnej?
Cóż, mogę to ująć krótko, mówiąc po prostu, iż przez intuicję intelektualną nie rozumie się nic więcej ani nic mniej niż pogląd Arystotelesa, iż zdolność do tworzenia pojęć [władza pojęciowa] ma zdolność uchwycenia samooczywistej prawdy, gdy staje z nią twarzą w twarz. jeżeli chodzi o jego uzasadnienie, omówiłem je na ostatnim wykładzie i nie będę tego powtarzał.
– Czy Arystoteles opowiedziałby się za dychotomią analityczno-syntetyczną?
Muszę założyć, iż wiesz, co to znaczy, żebym nie musiał tego wyjaśniać. Odpowiedź brzmi: jeżeli rozumiesz to jako podział na logiczne i faktyczne, to zdecydowanie nie. Uważa, iż prawa logiki są faktami rzeczywistości. Natomiast jeżeli rozumiesz to jako podział na prawdy konieczne i przygodne, to tak, dokonuje takiego rozróżnienia, po części dlatego, iż sądzi, iż istoty [sedno] są wewnętrzne. Pod tym względem jest platonikiem i wiąże się to z tym, o czym wspomniałem wcześniej: iż nie wierzy w powszechną konieczność przyczynową. Po szczegóły musisz poczekać do przyszłego tygodnia albo przeczytać mój artykuł o dychotomii analityczno-syntetycznej, w którym to omawiam.
– Jaki był najważniejszy, pojedynczy wkład Arystotelesa w dzieje myśli?
Gdybym miał wskazać jeden, powiedziałbym: prawa logiki.
– Proszę na nowo zdefiniować sylogizm, czyli rozumowanie dedukcyjne, Zakładam, iż chce pan to po prostu przepisać: to rozumowanie zawierające dwie przesłanki i trzy terminy, z których dwa łączą się we wniosku dzięki temu, iż każdy z nich jest powiązany w przesłankach z trzecim, czyli terminem średnim. To jest współczesna definicja. Arystoteles definiuje sylogizm znacznie szerzej, w gruncie rzeczy jako każdy proces rozumowania, a zwłaszcza rozumowania dedukcyjnego, bo nie znał innych typów rozumowania dedukcyjnego albo po prostu nie skupiał na nich uwagi; tymczasem sylogizm jest w istocie bardziej szczególnym rodzajem rozumowania.
– Czy skomentowałby pan standardową krytykę korespondencyjnej teorii prawdy, a mianowicie, iż taka teoria jest jałowa, skoro nigdy nie możemy wyjść poza własny umysł, by sprawdzić, czy nasze idee rzeczywiście odpowiadają rzeczywistości?
Tak, chciałbym wiedzieć, co adekwatnie ma być podstawą takiej przesłanki. Oczywiście, jeżeli podziela pan stanowisko wszystkich nowożytnych, Kartezjusza, Locke’a, Berkeley’a, Hume’a, Kanta i tak dalej, iż wszystko, co postrzegamy… albo Protagorasa, iż wszystko, co postrzegamy, to nasze subiektywne doświadczenia, nasza mentalna treść intelektualna, która tworzy w naszych głowach mały świat a skoro tak, to jesteśmy odcięci od rzeczywistości, wtedy teoria korespondencyjna oczywiście nie miałaby sensu i właśnie na tej podstawie Kant i jego zwolennicy ją odrzucali: iż rzeczywistość jest niepoznawalna. Ale jakie jest uzasadnienie przesłanki, iż nie postrzegamy rzeczywistości bezpośrednio, tylko jej oddziaływanie na nas? Odpowiedzią jest argument, który podał Protagoras i który podałem wam na tym kursie. jeżeli znasz na to odpowiedź, nie masz problemu z jego argumentem. Odpowiedź na to jest w wykładzie 12. Pytanie nasuwa pytanie, co to jest?
Petitio principii to błąd w rozumowaniu, nielogiczny błąd polegający na tym, iż używasz albo zakładasz tego, co próbujesz dopiero udowodnić z góry albo jako część dowodu; czyli zakładasz to, co jest przedmiotem sporu. Jedną z jego częstych postaci jest rozumowanie typu błędne koło.
Na przykład idziesz do bankiera po pożyczkę, a on mówi, iż pożyczy ci pieniądze, jeżeli będzie wiedział, iż jesteś wiarygodny, ale nie ma żadnego sposobu, by tę twoją wiarygodność potwierdzić. A ty mówisz: „Mam tu przyjaciela, zna mnie od lat i może poręczyć za moją rzetelność”. A bankier na to: „To świetnie, tylko kłopot w tym, iż ja pana przyjaciela nie znam”. A ty mu odpowiadasz: „Ja go znam od lat, więc proszę się nie martwić, ja za niego poręczę”. Widzisz, to zataczanie koła. Twoje rozumowanie wygląda tak: „Jestem wiarygodny, więc on jest wiarygodny, więc ja jestem wiarygodny”. Tylko iż zakładasz swoją wiarygodność, żeby ją dopiero udowodnić. To jest błędne koło w rozumowaniu.
Arystoteles utrzymywał i oczywiście miał rację, iż każda próba dowodzenia praw logiki, zamiast po prostu uznać je za oczywiste, byłaby błędnym kołem. Bo każde rozumowanie opiera się na prawach logiki. Istota rozumowania polega na tym, iż przyjmujemy takie a takie przesłanki. A skoro prawa logiki są prawdziwe, z tych przesłanek wynika taki a taki wniosek. Ale gdybyś próbował dowieść praw logiki, czyniąc je wnioskiem swojego argumentu, to twoje rozumowanie brzmiałoby: „takie a takie przesłanki”. Skoro prawa logiki są prawdziwe, to prawa logiki są prawdziwe. Musiałbyś się nimi posłużyć, żeby je same udowodnić.
A więc nie ma czegoś takiego jak dowód praw logiki. Nie da się udowodnić samych zasad dowodzenia. Możesz co najwyżej wskazać na rzeczywistość. A jeżeli ktoś to dostrzeże, to w porządku. jeżeli mówi, iż tego nie widzi, możesz spróbować techniki potwierdzania przez zaprzeczenie. Jeśli pod wpływem tego argumentu ktoś pójdzie w stronę Kratylosa i powie: „Dobrze, to w ogóle nie będę mówił”, możesz uznać, iż dobrze przepracowałeś dzień.
– Czy przyjęcie istnienia jako aksjomatu mówi cokolwiek o jego pierwotności?
W końcu świadomość też jest aksjomatem. Tak, pośrednio, przez implikację. Gdy przedstawiasz aksjomaty filozofii we adekwatnej kolejności, musisz zacząć od aksjomatu istnienia. Nie mógłbyś zacząć od aksjomatu świadomości, bo pierwsze pytanie, jakie zadałby ci każdy, gdybyś wszedł i powiedział:
istnieje świadomość i nawiasem mówiąc, dokładnie to próbuje zrobić Kartezjusz, jak zobaczymy za kilka tygodni. Pierwsze pytanie, jakie zada ci każdy rozsądny człowiek, brzmi: czego adekwatnie jest świadoma twoja świadomość? Najpierw musisz więc ustalić istnienie. Dopiero wtedy możesz ustanowić aksjomat świadomości. A w tym sensie ustanowienie aksjomatu istnienia zakłada prymat świadomości.
– Czy przyjmowanie przesłanki o prymacie świadomości jest błędem „potwierdzania przez zaprzeczanie”? jeżeli nie, to jak odpowiedzieć zwolennikowi tej doktryny, żeby wykazać, iż jest fałszywa? Tak, jest.
Ostatecznie wszystkie aksjomaty, a w filozofii w szczególności, ustanawia się techniką potwierdzania przez zaprzeczanie. To znaczy: ustanawia się je przede wszystkim dlatego, iż są samooczywiste. Nie da się nikomu udowodnić istnienia istnienia. Możesz po prostu wskazać rzeczywistość i powiedzieć: proszę, spójrz, to jest istnienie. A jeżeli powie: „nie widzę”, możesz odpowiedzieć: „czyli innymi słowy nic nie istnieje; wtedy ty nie istniejesz i twoje zaprzeczenie też nie istnieje”. I w ten sposób sam się wymazujesz. Żeby stwierdzić, iż nic nie istnieje, musisz najpierw założyć, iż coś istnieje.
To prawda. Ale to nie jest dowód na istnienie czegokolwiek, bo żeby to powiedzieć, też musisz założyć, iż coś istnieje. Nie da się zejść poniżej aksjomatów. Możesz jedynie na nie wskazać. A wtedy, jeżeli ktoś ma choć odrobinę ogłady, uzna to za oczywiste i można iść dalej. A jeżeli nie, po prostu pozwól mu uznać własny metafizyczny status za nieistniejący i postępuj odpowiednio.
Leonard Peikoff: Arystoteles: Ojciec Logiki – Historia Filozofii Zachodniej (część 15 z 50)
https://rumble.com/v79nu70-arystoteles-ojciec-logiki.html
Arystoteles opisuje rozumowanie jako uporządkowany proces przechodzenia od przesłanek do wniosku. Jego główne pytanie brzmi: co adekwatnie robimy, gdy coś udowadniamy? Odpowiedź znajduje w strukturze dedukcji, zwłaszcza w sylogizmie.
Sylogizm to argument złożony z dwóch przesłanek i wniosku, w którym występują trzy terminy. Dwa z nich pojawiają się we wniosku, a trzeci – termin środkowy – łączy je w przesłankach. Klasyczny przykład brzmi: „Wszyscy ludzie są śmiertelni. Sokrates jest człowiekiem. Zatem Sokrates jest śmiertelny”. Termin „człowiek” łączy Sokratesa ze śmiertelnością. Według Arystotelesa rozumowanie polega właśnie na znalezieniu takiego pośredniego ogniwa, które uzasadnia związek między pojęciami.
Nie każdy termin środkowy działa poprawnie. Przykład: „Świnie są śmiertelne. Ludzie są śmiertelni. Zatem ludzie są świniami” pokazuje, iż sama obecność wspólnego terminu nie wystarcza. Trzeba znać reguły poprawnego wnioskowania. Dlatego Arystoteles jako pierwszy systematycznie opisał typy sylogizmów, błędy logiczne i warunki poprawnej dedukcji.
Drugim fundamentem wykładu jest problem dowodu. Arystoteles zauważa, iż nie można domagać się dowodu na wszystko, bo każdy dowód opiera się na przesłankach. Gdyby każdą przesłankę trzeba było udowadniać kolejną przesłanką, powstałby nieskończony regres. Dlatego muszą istnieć pierwsze zasady, a mianowicie aksjomaty, które są samo oczywiste i stanowią punkt wyjścia całej wiedzy.
Do najważniejszych aksjomatów należą prawa logiki, zwłaszcza prawo niesprzeczności: coś nie może jednocześnie być A i nie-A pod tym samym względem. Drugie to prawo wyłączonego środka: coś jest albo A, albo nie-A, bez trzeciej możliwości. Są to, według Arystotelesa, nie tylko zasady myślenia, ale prawa rzeczywistości jako takiej.
Arystoteles broni tych praw metodą „potwierdzenia przez zaprzeczenie”. Kto próbuje im zaprzeczyć, musi ich używać, żeby w ogóle coś sensownie powiedzieć. Jeśli ktoś mówi: „zasada niesprzeczności jest fałszywa”, zakłada, iż jego zdanie znaczy właśnie to, a nie coś przeciwnego. Tym samym już korzysta z zasady, którą neguje.
Wykład podkreśla też arystotelesowską definicję prawdy: prawda polega na zgodności sądu z rzeczywistością. Powiedzieć o tym, co jest, iż jest, albo o tym, czego nie ma, iż nie ma, to prawda. Powiedzieć odwrotnie, to fałsz.
Całość przedstawia Arystotelesa jako ojca logiki i metody naukowej. Jego wkład polegał na tym, iż jako pierwszy jasno opisał strukturę dowodu, reguły dedukcji, rolę aksjomatów, prawa logiki, błędy rozumowania i ideę nauki jako uporządkowanej dziedziny wiedzy opartej na własnych zasadach.
https://rumble.com/embed/v77h66s/?pub=h88ld






