Leokadia Głogowska pracowała na osiemdziesiątym drugim piętrze północnej wieży WTC, gdy 11 września 2001 roku uderzył w nią samolot. Dokładnie 25 lat później Polka opowiedziała w “halo tu polsat”, jak uciekała z budynku. Jej mąż czekał wtedy na telefon cztery godziny.
Leokadia Głogowska wspomina ucieczkę z WTC
Rozmowę z Agnieszką Hyżą wyemitowano w piątek, w rocznicę zamachów. Polka, która mieszka na Brooklynie, łączyła się zdalnie. Jej biuro mieściło się na osiemdziesiątym drugim piętrze wieży północnej, a samolot wbił się w budynek zaledwie kilka pięter wyżej.
Tamtego ranka wahała się nad wyborem butów. Sięgnęła po ulubione szpilki, ale poczuła, iż powinna włożyć coś wygodniejszego. Jak podaje stacja, właśnie ta chwila mogła zdecydować o jej ocaleniu.
“Jakiś głos mi w sercu mówił: uciekaj, uciekaj z tego miejsca. Ja zaczęłam biec.”
– relacjonowała w “halo tu polsat”.
Bieg trwał jakieś cztery minuty. Gdy dobiegła do Mostu Brooklińskiego, odwróciła się i zobaczyła, jak pierwsza z wież zaczyna się walić. Zaczęła prosić obcych ludzi o komórkę, żeby zadzwonić do męża. Usłyszała tylko, iż sieć nie działa.
Mąż Leokadii Głogowskiej czekał cztery godziny
Działającą budkę telefoniczną znalazła dopiero po kilku godzinach. Gdy połączyła się z miejscem pracy męża, w słuchawce usłyszała jego płacz.
“Mój mąż, który jest takim twardziochem, on nigdy nie płacze. Jak podniósł słuchawkę, usłyszał mój głos, to się rozpłakał i tylko mnie zapytał, gdzie jestem. On cały czas czekał na ten sygnał. I to trwało te cztery godziny.”
– wspominała Głogowska.
Jej mąż do dzisiaj mówi, iż to były cztery najdłuższe godziny jego życia, bo zanim usłyszał w słuchawce jej głos, był już pewien, iż żona nie żyje. Zobaczyli się dopiero późnym popołudniem. Wtedy, jak przyznała, oboje zrozumieli, jak istotny jest każdy wspólnie spędzony moment.
Z Manhattanu wracała do domu pieszo i po drodze dopadła ją chmura pyłu z zawalonej wieży. Do przejścia miała około piętnastu kilometrów.
Trzech kolegów Leokadii Głogowskiej nie wyszło z WTC
O tamtym dniu mówiła już wcześniej. W rozmowie z Polskim Radiem w 2020 roku wyznała, iż na jej piętrze liczyła się wtedy każda sekunda.
“Jeśli ktoś natychmiast nie uciekł, po pół minucie już mógł nie wyjść żywy. Na moim piętrze od razu pojawił się gęsty dym, a za dymem szedł ogień, który wszystkim odciął drogę. Straciliśmy trzech kolegów, komputerowców. Zatrzymali się, aby zabezpieczyć system i już nie wyszli”
– relacjonowała.
W 2021 roku, w rozmowie z Polską Agencją Prasową, wróciła do samej chwili uderzenia.
“9/11, kwadrans przed dziewiątą, dokładnie minutę przed uderzeniem samolotu panowała u nas absolutna cisza. Nagle rozległ się huk. Wieża przechyliła się mocno w stronę południową.”
– opowiadała.
Była przekonana, iż to trzęsienie ziemi. Zarejestrowała spadające z półek książki i papiery fruwające za oknem, a potem wieża wróciła do pozycji wyjściowej.
Głogowska pracowała w biurze Metropolitan Planning Organization, a dziś oprowadza po Ground Zero jako wolontariuszka i nie bierze za to napiwków. Tłumaczy, iż swoją zapłatę dostała 11 września, bo w odróżnieniu od wielu osób przeżyła. Raz w roku spotyka się z dawnymi współpracownikami, a każdy przynosi białe róże.
źródło zdjęć: Canva













