Lato na talerzu

monitorrynkowy.pl 2 godzin temu

Floryda, Key West. Zdecydowanie bliżej było do Hawany niż do domu. Droga ciągnąca się przez lazurowy ocean. Dwa pasy ruchu, pomiędzy wielką wodą. Jadąc tam, nie sądziłam, iż zjem najlepszego homara w swoim życiu. Aby zrozumieć fenomen tego dania, należy poznać fundamentalną zasadę świata gastronomii: jeżeli chcesz, żeby danie było jakościowe, składniki również takie muszą być.

Homar w swojej twardej skorupie krył szlachetne, lekko słodkie mięso. Idealnie współgrało ze świeżym awokado, mięsistym pomidorem i chrupiącym ogórkiem. A to wszystko w kremowym sosie z niebieskiego sera pleśniowego. Homar nie był nudny – chrupał, był słodki, ostry i maślany. Sos buffalo zrobił robotę. Wszystko lokalne, świeże i sezonowe.

Sezonowość nie jest tylko pustym hasłem, które uparcie powtarza się w salach restauracji. Stała się czymś większym; filozofią opartą na szacunku do produktu i hołdem dla smaku. Trudno nie wspomnieć o jej praktycznym wymiarze. Dostępne lokalnie produkty nie muszą pokonywać tysięcy kilometrów i zalegać w magazynach. Dziś trafiają na talerz szybko: są świeże i mniej przetworzone. Restauracje mogą pracować na krótszym łańcuchu dostaw, wspierać lokalnych producentów i budować tożsamość swojej kuchni. Paliwem napędowym stała się świadoma konsumpcja. W świecie przesytu i masowej produkcji klient coraz częściej szuka lokalności – chce wiedzieć, skąd pochodzi produkt, kto go wyhodował.

Chcemy o tym czytać, chcemy o tym słuchać. Wtedy lepiej smakuje.

Sezonowość w cenie – i bardzo dobrze

Branża gastronomiczna po latach zachłyśnięcia się „wszystkim przez cały rok” wraca do korzeni. Polska zakochała się w dyni jesienią; z kolei wiosną możemy upolować szparagi i to w dobrej cenie. Branża stawia na lokalność i jest to powód do dumy. A restauratorzy? Coraz częściej współpracują z regionalnymi dostawcami, małymi gospodarstwami, w których produkt jest dostępny w małej ilości. Staje się on wówczas wyjątkowy, a wręcz ekskluzywny. Gość ma świadomość, iż dane dobro jest dostępne tylko na chwilę (czy nie mamy tu do czynienia z zasadą ograniczonej dostępności, opisaną już w ubiegłym wieku przez profesora Roberta Cialdiniego w jego legendarnym „Wywieraniu wpływu na ludzi”?).

Skuteczność tej strategii potwierdzają badania marketingowe. Produkty oznaczone jako limitowane cieszą się zainteresowaniem i częściej prowokują impulsywne decyzje zakupowe. W praktyce gastronomicznej oznacza to większy ruch, szybszą rotację składników i klientów, którzy będą wracali. Ponadto sezonowość nie jest odbierana jako sztuczka marketingowa, co może być często odczuwalne w innych branżach. Tutaj ograniczona dostępność ma swoje naturalne uzasadnienie, bo odbywa się wraz rytmem natury.

Nie trzeba szukać daleko. Kto raz spróbuje pomidora zerwanego prosto z krzaka, ten chętnie wraca do tego smaku. A to wszystko po to, aby klient wyszedł zadowolony i wrócił po więcej. Najlepiej z dużą rezerwacją.

Gotowanie domowe? Tak, ma wielką przyszłość

W Stanach Zjednoczonych, ogromna część rynku spożywczego opiera się na wysoko przetworzonej żywności. Według danych amerykańskiej CDC (Centrum Kontroli i Prewencji Chorób) ponad 55% dziennego spożycia Amerykanów stanowią produkty przetworzone. Polska wypada lepiej: po przetworzoną żywność sięgamy wprawdzie rzadziej. Mimo to tendencja jest wzrostowa, choć – może nie jest tak źle.

Według danych cytowanych przez „Public Health Nutrition Journal”, produkty ultraprzetworzone stanowią w tej chwili około 37% zakupów żywności w Polsce. To oznacza, iż przez cały czas często gotuje się w polskich domach. Sięgamy po sprawdzone przepisy, panierujemy schabowe, zasmażamy kapustę. Świadomość Polaków rośnie. Gotujemy z głową, sprytnie i ekonomicznie. Triumf święci meal prep, czyli gotowanie posiłków kilka dni przed – wydarzeniem, przyjęciem, imprezą. Fenomen tego zjawiska zrzesza coraz większą liczbę fanów. Oczywiście wiąże się to z poświęceniem dłuższej chwili na gotowanie, jednakże, z mojego doświadczenia – warto.

Może więc cała tajemnica dobrego jedzenia wcale nie tkwi w skomplikowanych daniach?

Może chodzi po prostu o odpowiedni moment. O pomidora, który naprawdę smakuje pomidorem. Szparagi, na które czeka się cały rok. O homara zjedzonego kilka metrów od oceanu, kiedy człowiek jest trochę głodny, trochę zmęczony, ale bardzo szczęśliwy.

I właśnie dlatego sezonowość tak dobrze smakuje. Jak lato na talerzu.

Przepis na sos Buffalo

  • 100 g masła
  • 80 ml sosu typu Louisiana / Frank’s RedHot / sos Tabasco
  • 1/2 łyżeczki czosnku w proszku
  • Opcjonalnie ½ łyżeczki miodu

Rozpuść masło, dodaj ostry sos, czosnek i dokładnie wymieszaj. Staraj się nie doprowadzać do wrzenia. Podgrzewaj 2-3 minuty. Spróbuj i wyrównaj balans. Dodaj więcej masła, jeżeli sos ma być łagodniejszy, lub więcej sosu, jeżeli bardziej pikantny.

Świetne z skrzydełkami, krewetkami, kalafiorem.

Poleca się na grilla.

Karolina Koszewska

Idź do oryginalnego materiału