Krzywe Drzewko

polregion.pl 4 dni temu

Zabrałem tatę na Kruczą, do oddziału, bo trzeba było zrobić przelew za remont dachu w domu w Szczecinku, tam, gdzie mieszka od czterdziestu lat. Kolejka ciągnęła się do samych drzwi, pachniało mokrym parasolem — na dworze lało od rana, jak to bywa w marcu. Czterdzieści minut staliśmy, może więcej. W końcu nie wytrzymałem.

— Tato, założylibyśmy ci bankowość internetową. Serio. Robisz przelew z fotela w dziesięć sekund, bez tego całego stania.

Spojrzał na mnie tak, jakbym zaproponował mu przeprowadzkę na Marsa.

— A po co mi to?

— No bo nie musiałbyś tu tracić godziny za każdym razem. Zakupy też można przez internet, Rossmann, Biedronka choćby dowozi teraz. Wszystko wchodzi ci przez telefon.

Byłem z siebie zadowolony, iż w końcu przekonam go do czegoś z tego wieku. Zapytał tylko:

— To znaczy, iż w ogóle nie musiałbym wychodzić z domu?

— No właśnie! O to chodzi!

Uśmiechnąłem się, jakbym mu właśnie wygrał los na loterii. A on odłożył teczkę z dokumentami na kolana, popatrzył na okienko numer trzy, gdzie pani Bożena — kasjerka, którą znał chyba piętnaście lat — obsługiwała staruszkę przed nami, i powiedział coś, po czym zamilkłem na resztę kolejki.

— Odkąd tu wszedłem, spotkałem trzech znajomych. Z Jankiem z Rzeźniczej pogadaliśmy o jego wnuku, z panem Edwardem umówiliśmy się na szachy w czwartek. Z Bożeną wymieniliśmy trzy zdania o pogodzie i o tym, iż jej córka wyjeżdża do Norwegii. Wiesz, iż jestem sam od śmierci mamy w zeszłym roku. To jest moje towarzystwo, synu. Ja lubię się ogolić, ubrać w tę marynarkę i przyjść tutaj. Czasu mam pod dostatkiem, brakuje mi tylko żywego człowieka naprzeciwko.

Chciałem coś wtrącić, ale nie dał mi dojść do słowa.

— Dwa lata temu, jak leżałem w szpitalu w Koszalinie z zapaleniem płuc, pan Mirek, u którego kupuję jabłka na targu, przyjechał, usiadł przy łóżku i się popłakał. Powiedział, iż boi się, iż nie będzie miał komu sprzedawać tych swoich antonówek. A jak ja sam poślizgnąłem się w zeszłym miesiącu na chodniku przy klatce, to sąsiadka z parteru zobaczyła to przez okno, złapała klucze od auta i sama zawiozła mnie na SOR, bo wiedziała, gdzie mieszkam i iż nie mam do kogo zadzwonić. Czy Allegro mi to zapewni? Czy kurier z paczkomatu usiądzie przy mnie, kiedy będę chorował?

Przestąpiłem z nogi na nogę, teczka z jego dokumentami leżała między nami na parapecie przy okienku, obok stały jeszcze dwa numerki wywołane wcześniej — zapomniane przez kogoś. Za oknem akurat przejechał tramwaj numer jeden, ten sam, którym jeździł do pracy przez trzydzieści lat. Naprzeciwko banku rosło krzywe drzewko, przygięte kiedyś przez wiatr tak mocno, iż pień zgiął się w pół i tak już zostało — mijałem je setki razy, nigdy się nie zastanawiając, dlaczego nikt go nie ściął.

— Nie chcę, żeby wszystko przyjeżdżało do mnie w kartonie, a ja żebym gadał tylko z ekranem. Ja chcę znać człowieka, z którym mam do czynienia, nie sprzedawcę z anonimowego konta. To buduje coś między ludźmi. Czy wasza aplikacja to też potrafi?

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Podeszliśmy do okienka, Bożena już wiedziała, co tata chce zrobić, zanim zdążył wyciągnąć dowód — od razu sięgnęła po odpowiedni formularz, zapytała, jak się goi kolano po tym upadku, o remont dachu, czy Zenek się już odezwał w sprawie dachówki.

Tamtego wieczoru, wracając do domu, minąłem sklep pana Mirka. Stał w progu, zamykał roletę, a nad drzwiami zgasł napis "OTWARTE 6:00–20:00" — dokładnie tak, jak powinien zgasnąć o tej porze. Zawołał, iż jutro przywiozą pierwsze truskawki z Kaszub, żeby tacie przekazać.

Nie wróciłem już do tematu z bankowością internetową. Za to w niedzielę pojechałem z nim razem do banku, tylko po to, żeby postać w tej kolejce i posłuchać, jak rozmawia z ludźmi, których zna dłużej niż mnie. Krzywe drzewko przed bankiem stało tam jak zawsze, powyginane, ale wciąż zielone na wiosnę — nikt go nie wyprostował, bo i po co, skoro rosło dalej po swojemu, tylko trochę inaczej niż wszystkie proste obok.

Idź do oryginalnego materiału