Koszmar w lokalu po "Świńskich Sprawkach", w których była Magda Gessler. Bałagan, brudne naczynia i zepsute jedzenie [FOTO]

tulodz.pl 1 godzina temu

O "Świńskich Sprawkach" było głośno na początku 2024 roku

O "Świńskich Sprawkach" było głośno na początku 2024 roku, kiedy do lokalu przyjechała Magda Gessler. Słynna restauratorka zmieniła wystrój knajpki i jej nazwę (na "Sztukę Kochania Mięsa"), wprowadziła też zmiany w menu, jednak ostatecznie do zatwierdzenia rewolucji nie doszło. Okazało się, iż prowadzący lokal mieli wiele problemów, z którymi na tamtą chwilę nie byli w stanie sobie poradzić.

Ich przykładem było choćby to, iż ponowne spotkanie z panią Magdą nie mogło odbyć się przy Rąbieńskiej. Właściciele budynku, w którym znajdowała się restauracja, zamknęli ją bowiem na kłódkę, a najemcom dali wypowiedzenie. Swoją decyzję uzasadnili zaległościami finansowymi, które prowadząca knajpkę miała mieć wobec nich, oraz względami bezpieczeństwa.

Prowadzący restaurację odpierali zarzuty mówiąc, iż nie mają długów wobec właścicieli budynku. Ich zdaniem, chcieli oni skorzystać na tym, iż po zmianach wprowadzonych w knajpce przez Magdę Gessler wszystko ruszyło z kopyta i obroty wzrosły. Do budynku przy Rąbieńskiej już jednak nie wrócili, a lokal został wynajęty innej osobie.

https://tulodz.pl/lodz-po-godzinach/swinskie-sprawki-z-lodzi-internauci-oburzeni-emisja-odcinka-kuchennych-rewolucjach-po-co-to-komu/fH3UrQ1aAhEJ8o9aD5F0

Kolejny najemca zostawił wielki bałagan i... dług

Działalność rozpoczęła tu "Bistro Chata". Goście mogli zjeść tu golonkę, potrawy z grilla, kaczkę, królika i pizzę. Jednak na początku czerwca br. właściciele gmachu zamieścili w mediach społecznościowych dramatyczne zdjęcia ze środka knajpki. Widać na nich straszliwy bałagan, walające się wszędzie, zepsute resztki jedzenia. W takim stanie miał zostawić lokal prowadzący "Bistro Chatę".

- Jestem po prostu załamana. Nie mogę uwierzyć, iż można kogoś tak potraktować, doprowadzić do czegoś takiego i gotować w takich warunkach... Na razie próbuje się otrząsnąć. Nie potrafię choćby ubrać tego w słowa, bo jest to tak przykre

- mówi pani Katarzyna z rodziny właściciela budynku.

Kobieta wspomina też o długu, jaki miał zostawić najemca, choć na ten moment nie to jest największym problemem.

- To, co zostawił po sobie w lokalu... Nie da się tego kulturalnie opisać, bo jest to tak obrzydliwe.

Żeby zapanować nad sytuacją, trzeba było wynająć ekipę remontową. Dopiero z jej pomocą udało się doprowadzić lokal do ładu.

Dołącz do kanału TuŁódź na WhatsAppie!

Idź do oryginalnego materiału