Kolejne kłopoty ojca Tadeusza Rydzyka. Prokuratura bada sprawę

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: o. Tadeusz Rydzyk/YouTube @Gdzie Taniej Tadeusz Rydzyk


Tym razem nie chodzi jednak o symboliczny wymiar prezentu, ale o jego autentyczność i okoliczności zakupu. Prokuratura bada sprawę przedmiotu przekazanego podczas 32. Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze, gdy ówczesny wicepremier Jacek Sasin wraz z prezesem spółki Enea wręczyli duchownemu zabytkowy miecz.

Już wtedy wokół tego daru pojawiały się pytania. Mówiono o tym, iż ma to być wyjątkowy eksponat z czasów Mieszka I, niemal tysiącletni symbol związany z początkami chrześcijaństwa w Polsce. Teraz śledczy chcą sprawdzić, czy taka narracja miała rzeczywiste podstawy i czy broń rzeczywiście jest tym, za co była przedstawiana.

Chodzi o miecz kupiony za 250 tys. zł

Przedmiot został sfinansowany z pieniędzy Fundacji Enea, powiązanej z państwową spółką. Koszt zakupu miał wynieść 250 tys. zł. Z założenia miecz miał być wartościowym eksponatem muzealnym, przeznaczonym do kolekcji Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. To właśnie ten aspekt — wysoka cena i źródło finansowania — sprawił, iż sprawa od początku budziła zainteresowanie.

Dziś pytanie nie dotyczy już tylko tego, czy zakup był zasadny, ale także tego, czy przedmiot naprawdę ma deklarowaną wartość historyczną. Śledczy badają, czy miecz może być tysiącletnim oryginałem, czy też mamy do czynienia z obiektem o innym pochodzeniu lub znacznie młodszym, niż sugerowano przy jego przekazaniu.

Prokuratura zabezpieczyła miecz i szuka biegłego

Sprawa weszła w etap, który może przesądzić o dalszym kierunku śledztwa. Miecz został procesowo zabezpieczony, a prokuratura poszukuje biegłego, który będzie w stanie poddać go specjalistycznym badaniom. Celem jest ustalenie autentyczności obiektu, jego pochodzenia oraz dokładnego wieku.

To oznacza, iż w tej chwili najważniejsze będą ekspertyzy techniczne i historyczne. Śledczy zgromadzili już dokumentację dotyczącą nabycia miecza, a teraz chcą skonfrontować ją z rzeczywistymi wynikami badań. Od tego, co pokażą analizy, zależy, czy wersja o cennym średniowiecznym eksponacie znajdzie potwierdzenie.

Muzeum nie zabiera głosu w sprawie samego daru

Choć miecz miał trafić do Muzeum „Pamięć i Tożsamość” i docelowo zostać pokazany na ekspozycji, sama placówka nie chce szerzej komentować sprawy. Rzecznik muzeum zaznaczył, iż kwestie dotyczące o. Tadeusza Rydzyka nie mieszczą się w kompetencjach instytucji i iż pytania o przedmioty przekazane duchownemu należy kierować bezpośrednio do niego.

Takie stanowisko sprawia, iż muzeum dystansuje się od bezpośredniego wyjaśniania okoliczności darowizny. Jednocześnie wiadomo, iż miecz nie jest w tej chwili udostępniany odwiedzającym i na razie nie trafił na stałą wystawę, mimo wcześniejszych zapowiedzi.

Już wcześniej pojawiały się poważne wątpliwości

Sprawa autentyczności miecza nie pojawiła się dopiero teraz. Wątpliwości istniały już w chwili, gdy prezent był wręczany. W materiale przypomniano, iż jeszcze wcześniej jeden z antykwariuszy miał otrzymać zlecenie od osób związanych z przygotowaniem ekspozycji muzeum, by znaleźć wyjątkowo cenny obiekt z zakresu średniowiecznego oręża.

Później pojawiła się ekspertyza przygotowana przez niemieckiego biegłego, według której badana broń miała być książęcym mieczem z okresu około 950–1050 roku. W dokumencie wskazywano, iż może to być bardzo znaczący przedmiot z okresu wczesnego średniowiecza i iż dobrze byłoby, gdyby trafił do kolekcji publicznej. Jednocześnie nie było w niej jednoznacznego stwierdzenia, iż chodzi o zabytek z terenów Polski.

Polscy naukowcy mieli inne zdanie

W sprawie miecza wypowiedziało się również sześciu polskich badaczy, którzy postanowili przyjrzeć się sprawie na podstawie dostępnych fotografii. Ich stanowisko było znacznie bardziej ostrożne niż wcześniejsza ekspertyza. Historycy zaznaczyli, iż zdjęcia nie pozwalają jednoznacznie przesądzić autentyczności obiektu, ale jednocześnie ocenili, iż miecz niemal na pewno nie jest zabytkiem pochodzącym z lat 950–1050.

To właśnie ta rozbieżność opinii sprawia, iż sprawa jest tak poważna. Z jednej strony istnieje ekspertyza sugerująca bardzo wczesne pochodzenie broni, z drugiej — stanowisko polskich specjalistów, którzy podważają taką datację. Prokuratorskie badania mają teraz rozstrzygnąć, która interpretacja jest bliższa prawdzie.

Miecz miał być częścią stałej ekspozycji

Jeszcze jesienią ubiegłego roku Muzeum „Pamięć i Tożsamość” przekonywało, iż obiekt jest przewidziany do prezentacji na wystawie stałej. Zapowiadano też szeroki zakres badań, obejmujących między innymi analizę składu materiału, metalografię, prześwietlenie RTG oraz badania C14 drewna i skóry. Wszystko po to, by precyzyjnie ustalić okres powstania miecza i przygotować jego opracowanie naukowe.

Po zakończeniu tych badań planowano również prace konserwatorskie. Na razie jednak sytuacja wygląda inaczej — miecz pozostaje zabezpieczony na potrzeby postępowania, a jego muzealna przyszłość zależy od tego, co ustalą śledczy i eksperci.

Sprawa może mieć poważniejsze konsekwencje

Na tym etapie nie chodzi już tylko o sam przedmiot, ale także o to, jak został kupiony, przedstawiony i wykorzystany. jeżeli badania wykażą, iż miecz nie jest tym, za co go podawano, sprawa może nabrać znacznie większego ciężaru niż tylko muzealna kontrowersja. W grę wchodzi bowiem zakup sfinansowany ze środków powiązanych z państwową spółką i późniejsze publiczne prezentowanie obiektu jako niezwykle cennego zabytku.

Dlatego ustalenia biegłego będą kluczowe. To od nich zależy, czy miecz podarowany o. Tadeuszowi Rydzykowi zostanie ostatecznie uznany za autentyczny zabytek, czy też sprawa stanie się jednym z głośniejszych sporów o pochodzenie kosztownego eksponatu i zasadność jego zakupu.

Idź do oryginalnego materiału