Kochanka jej męża była po prostu zniewalająca. Sama by ją wybrała, gdyby była facetem, bez cienia wątpliwości. No bo są takie kobiety bardzo świadome własnej wartości. Chodzą z podniesioną głową, patrzą w oczy, słuchają, co się do nich mówi, choćby kiedy te rozmowy są nudniejsze od wykładu z termodynamiki. Nie muszą świecić dekoltem ani plecami, żeby ktoś je zauważył. Mają w sobie spokój królowej lodu i nic nie jest w stanie wyprowadzić ich z równowagi.
Ona też pewnie by się na taką skusiła, zwłaszcza iż stanowiła totalne przeciwieństwo samej siebie.
A jaka ona była? Wiecznie zagoniona, z wiecznymi pretensjami do wszystkiego i wszystkich, pokrzykiwała zarówno na dzieci, jak i na męża. Wszystko jej leciało z rąk, niczego nie nadążała zrobić. W pracy grunt palił się pod nogami, szefowa coraz bardziej niezadowolona. Chodziła tylko w spodniach i rozciągniętych swetrach, bo wyprasowanie sukienki czy bluzki to już niemal projekt długoterminowy. O żelazku prawie zapomniała całe szczęście, iż najnowsza suszarka bębnowa wygładzała wszystko tak dobrze, iż prasowanie było już prawie reliktem przeszłości.
A ta kochanka… No istna bogini! Figura jak na reklamie fitness, włosy jak z reklamy szamponu, nogi takie, iż mąż pewnie dostałby za nie kredyt w banku, a do tego twarz, o której marzą połowy pań z Bytomia.
Od chwili, gdy się o niej dowiedziała a raczej zobaczyła ją na własne oczy nie mogła normalnie oddychać. Traf chciał, iż tego dnia musiała pojechać na drugi koniec Katowic, załatwić coś służbowo. Głód ściskał ją już tak, iż postanowiła wejść do pierwszej z brzegu knajpy przy trasie. W środku pełno, miała szczęście, iż wypatrzyła jeden wolny stolik w kącie sali. Weszła, zamówiła i podniosła wzrok. I wtedy go zobaczyła. Krzysztof. choćby od tyłu poznałaby tę posturę. A obok niego ona.
On trzymał jej dłonie jakby trzymał bilety na koncert Stonesów i całował palce. Żenada Ach, twoje palce pachną mydłem, Krzysiu przewróciła oczami z przekąsem. Ale fakt faktem, kobieta wyglądała pierwszorzędnie. Obiektywnie aż oczy bolały.
To uczucie było dziwne. Jakby się poparzyło rękę: wiesz, iż zaraz zacznie boleć, ale przez te parę sekund od poparzenia życie zatrzymuje się w oczekiwaniu na ból. Próbujesz dąć na to miejsce, żeby mniej bolało, choć wiesz, iż źle nie będzie, bo póki co masz tylko tę pustkę w środku. Nic więcej.
Mąż wrócił tego wieczoru punktualnie, jak zawsze. On zresztą był istnym oazą spokoju. To ona była wystrzałową mieszanką emocji wiecznie się spieszyła, wszystko chciała mieć na już. On flegmatyk z poczuciem humoru. No, teraz przydałby jej się jego dystans, bo jej własny zdecydowanie tu nie pasował.
Cały wieczór kusiło ją, żeby palnąć prosto z mostu: Jak tam twoja nowa koleżanka? Wypas, widziałam was w kafeterii Wawelska, rozumiem cię, sama bym nie podołała pokusie.” Chętnie patrzyłaby, jak mu pot spływa po czole i próbuje zachować zimną krew.
A potem mogłaby dodać: No i co teraz? Przedstawisz dzieciom nową mamę? Mnie dokwaterujesz w piwnicy, czy macie na nią osobne miejsce?
Oczywiście, nie powiedziała nic. Wieczorem mąż jak zwykle ją przytulił w łóżku, przyciągnął do siebie i zasnął w rekordowym tempie.
Może oni jeszcze nie przeszli do czynów pomyślała, zsuwając się na swoją stronę łóżka i tłumiąc śmiech. Teraz myśli jak zdradzana żona, która na własne oczy coś zobaczyła, ale wszystkich wokół przekonuje, iż to na pewno był fatamorgana.
Może na razie to tylko pierwsza faza: wzajemne zauroczenie, romantyczne spojrzenia, zgranie w oddechu i myślach. A mąż agent jak z filmów szpiegowskich. Ani słowa, ani mięśnia!
Przewracała się w łóżku, drzemała płyciutko, śniły jej się jakieś wielokolorowe kwiaty i obce kochanki w czerwonych sukienkach.
Rano obudziła się z głową ciężką jak po balandze. Działała na zwolnionych obrotach, spokojnie ogarnęła dzieci do szkoły.
Ciężko było nie myśleć: i co ona adekwatnie ma teraz robić? Co robią typowe Polki, gdy przyłapią męża z kochanką? Poguglować?
Google rozłożył ręce. Ona sama też nie miała odpowiedzi. Może wziąć na klatę i żyć dalej?
Ale czy to w ogóle trzeba próbować, skoro wszystko i tak leci starym torem: mąż wraca na czas, bez szminki na kołnierzyku i bez obcego zapachu, dzieci ciągle skaczą po kanapie, w niedzielę kino. Zero zmian. Seks dwa razy w tygodniu, czasem choćby trzy, jeżeli dobrze się sprężą.
A może się pomyliła wtedy w tej kawiarni?
Nie pomyliła się. Zadzwoniła do niego na lunchu, nie odebrał. Wzięła taksówkę, pojechała do tej samej knajpy. Żeby kierowca się nie czepiał, wymyśliła historyjkę, iż czeka tam na jakiś istotny pakiet służbowy. Auto męża stało jak byk przed wejściem. Za chwilę wyszli razem, wsiadli do jego auta i odjechali.
Zbladła. Poprosiła taksówkarza o szklankę wody, zadzwoniła na niby, krzycząc do słuchawki: A w nosie mam was i wasz pakiet! Nie mogę czekać, jadę do pracy!
No bo przecież jej zupełnie nie zależy, żeby kierowca Ubera czegoś się domyślił, prawda?
Wiedza o istnieniu kochanki wywraca życie do góry nogami. Rozwód? Może i tak. W końcu jak tu dalej żyć? Udawać? Po co? Dla świętego spokoju? Przed kim?
Przypomniała sobie, jak jakiś czas temu u znajomych wyszło szydło z worka mąż miał romans. Ukrywał się, kombinował jak koń pod górę, ale żona i tak w końcu dowiedziała się o wszystkim. Była afera, on się wypierał choćby wobec niezbitych dowodów z Messengera. Twierdził, iż ktoś mu się włamał, a cała zdrada to sprawka zawistnych kolegów z pracy.
Wtedy jej mąż powiedział z przekonaniem: Ja nigdy bym tak nie kłamał. Albo umiesz się przyznać, albo przynajmniej miej odwagę zapewnić rodzinę o przyszłość. Była z niego wtedy dumna jaki dojrzały, mądry facet.
Łatwo się mądrzyć na czyimś przykładzie, zwłaszcza z bezpiecznej pozycji. Sytuacja się zmienia, gdy sam masz przed sobą żonę i kochankę na raz. Wtedy całe męstwo zamienia się w cieknące ze strachu pod pachami.
Usiadła przy ich stoliku w tej kawiarni i od razu, bez ceregieli. Kochanka zdziwiona popatrzyła, mąż zbladł, zrobił się czerwony i zaczął gmerać przy serwetce. Cisza. Było jej choćby przez chwilę zabawnie na ich widok. Kochanka od razu wyczuła, kto ona, a może wiedziała to od początku.
Krzysztof już miał zaczynać tłumaczenia, ale powstrzymała go gestem ręki: No bo to przecież nie to, o czym myślę, nie? Dajcie spokój, normalna sprawa. Tak bywa. Ale teraz to wy się martwcie kto zajmie się dziećmi, jak pogadacie z teściami, co z mieszkaniem. Dacie radę, przecież oboje jesteście tacy ogarnięci.
Wstała powoli i wyszła. Świeżo wyprasowana sukienka aż prosiła się o częstsze noszenie. Szkoda, iż tak rzadko ją zakładała.












