Kochanka jej męża była naprawdę piękna. Gdyby sama była mężczyzną, pewnie też by ją wybrała. Takie kobiety zawsze wiedzą, ile są warte. Chodzą wyprostowane, z godnością, patrzą śmiało w oczy, słuchają uważnie. Nie mają nerwowych ruchów, nie muszą odsłaniać dekoltu albo pleców, by przyciągnąć uwagę są królewskie w spokoju, nigdy nie panikują.
Gdyby to ona miała wybierać, pewnie postawiłaby właśnie na taką. Na kogoś całkowicie przeciwnego sobie.
Bo ona sama? Wiecznie w biegu, pogania dzieci, zrzędzi na męża, wszystko jej z rąk wypada, wszystkiego nie zdąża zrobić, w pracy zaległości, szefowa niezadowolona. Chodzi w niekończących się spodniach i swetrach, bo wyprasowanie sukienki czy bluzki to już cała operacja. Już nie pamięta, kiedy ostatni raz prasowała te wszystkie falbanki i koronki. Dobrze, iż najnowsza suszarka porządnie wygładza pranie żelazko już niemal niepotrzebne.
A kochanka była zjawiskowa. Figura, postawa, nogi, włosy, oczy, twarz aż trudno było złapać oddech.
I od tamtej pory już nie łapała oddechu, odkąd się dowiedziała. A adekwatnie odkąd zobaczyła. Przypadkiem była służbowo w odległej dzielnicy Warszawy, zaszła na szybki lunch do pierwszej lepszej kawiarni. Praca wykonana, głód nie pyta. Kawiarnia była pełna, znalazła wolny stolik w kącie, zajęła miejsce, wzięła do ręki menu i podniosła wzrok. Nie pomyliła się. Od razu poznała swojego męża od tyłu. I ją także zobaczyła.
Trzymał jej dłonie w swoich i całował palce. O, jakie to tanie! pomyślała. Zupełnie jak z wiersza: palce twe pachną kadzidłem. Ale musiała przyznać, kobieta była piękna. Najzupełniej obiektywnie piękna.
Uczucie w tamtej chwili było dziwne: jak po poparzeniu. Gdy patrzysz na miejsce, które właśnie cię zabolało i wiesz, iż za kilka sekund cały ból uderzy z siłą. I właśnie w tych kilku sekundach próbujesz jak najdłużej dmuchać na piekącą skórę, żeby złagodzić przyszły ból.
Powinna czuć ból. A jednak w środku była pustka. Zupełna pustka.
Mąż wrócił do domu jak zwykle, punktualnie. Zawsze był pogodny, opanowany. To ona się zawsze wszystkim przejmowała, ciągle popędzała wszystkich. On rasowy sangwinik, stateczny, z dystansem, dobrym humorem.
Przydałoby jej się wtedy trochę jego poczucia humoru. Niestety, jej własnego na tę sytuację zabrakło.
Cały wieczór kusiło ją, żeby zapytać go wprost, obojętnym tonem: I jak tam twoja kochanka? Widziałam was ostatnio w kawiarni Pod Zegarem, świetna jest, rozumiem cię, sama bym nie wytrzymała.
Chciała to powiedzieć i patrzeć, jak spływa mu pot z czoła, jak się czerwieni, usiłując zachować pozory spokoju.
A potem dodałaby: No i co teraz? Przedstawisz ją dzieciom? Może polubią swoją nową mamę? A ze mną co zrobisz? Ma własne mieszkanie czy przyniesiesz ją do nas?
Nie powiedziała nic. Jak zwykle mąż objął ją w łóżku, przyciągnął do siebie i zaraz zasnął.
Może oni choćby jeszcze nie sypiają ze sobą pomyślała, zsuwając się na swoją stronę łóżka. I zaśmiała się sama do siebie, bezgłośnie. Ha! Teraz zaczyna myśleć jak kobieta, którą zdradzono na jej oczach i która potem wszystkim powtarza, iż jej się tylko przywidziało.
Może jeszcze do niczego nie doszło. Dopiero pierwszy etap wzajemna fascynacja, myśli i oddechy zsynchronizowane. Talent ma żaden gest, żadne słowo, zero śladów.
Przewracała się w łóżku, spała niespokojnie, śniły jej się egzotyczne kwiaty i cudze kochanki w czerwonych sukienkach.
Obudziła się z ciężką głową. Poruszała się powoli po domu, spokojniej niż zwykle szykowała dzieci do szkoły.
Cały czas zastanawiała się co powinna zrobić? Co zwykle robią kobiety, które przyłapią męża na zdradzie? Zapytać Google?
Google nie pomógł. Ona też nie miała odpowiedzi. Spróbować żyć dalej?
A czego tu próbować? Przecież i tak żyje dalej. Wszystko toczy się jak zwykle: domowy rytm, mąż wracający zawsze na czas, bez szminki na koszuli i bez innego zapachu, rozbiegane dzieci i niedzielne kino. Żadnych zmian w ich zwyczajach. Seks dwa razy w tygodniu, czasem trzy jak się bardzo przyjrzeć szczegółom.
Może jednak się pomyliła tam w kawiarni?
Nie. Oczy jej nie myliły. Następnego dnia zadzwoniła do niego w południe nie odebrał. Zatem wezwała taksówkę, pojechała pod to samo miejsce, wymyśliła dla taksówkarza wymówkę o oczekiwaniu na “ważną paczkę”. Samochód męża stał zaparkowany naprzeciwko. Mąż i kochanka wyszli razem, wsiedli do auta i odjechali.
Zbladła, poprosiła taksówkarza o wodę, udawała rozmowę przez telefon i krzyknęła do pustej słuchawki: No i niech was diabli z tą paczką! Dłużej nie czekam, muszę wracać do pracy!
Jak widać, nie było jej wszystko jedno, co pomyśli o niej obcy taksówkarz.
Wiedza o istnieniu kochanki zmienia całe życie. Rozwód? Chyba tak. A jak inaczej żyć? Znosić? Po co? Żeby co?
Przypomniała sobie, jak parę lat temu wśród przyjaciół mąż miał kochankę. Ukrywał się, kombinował, ale żona domyśliła się i zrozumiała. Był skandal, on się wypierał choćby wtedy, gdy pokazano mu rozmowy na komórce. Twierdził, iż ktoś go zhakował, iż to spisek wrogów.
Wtedy właśnie jej mąż powiedział stanowczo: Ja bym nigdy nie kłamał. To żałosne. Narozrabiałeś miej odwagę się przyznać. I zerwij, jeżeli rodzina jest ci droga. Albo odejdź, ale zapewnij swojej rodzinie środki do życia.
Wtedy była z niego dumna. Odpowiedzialny, pomyślała.
Oczywiście: cudzy dramaty łatwo się rozwiązuje, zwłaszcza z dystansu, bez osobistej odpowiedzialności.
A kiedy sam znajdziesz się w środku widzisz na raz żonę i kochankę. I wtedy wszelka odwaga i zdecydowanie gdzieś znikają.
Podczas gdy weszła wtedy do tej kawiarni, podeszła do ich stolika i przysiadła na wolnym krześle. Kochanka podniosła zaskoczone spojrzenie. Mąż znieruchomiał. Chwile trwała cisza. Z przyjemnością ich obserwowała. Kochanka natychmiast wiedziała, kim ona jest a może wiedziała wcześniej.
Mąż próbował coś powiedzieć. Powstrzymała go gestem dłoni: To nie jest to, o czym myślę prawda? A wiecie co, powiedziała spokojnie, nic nadzwyczajnego się nie stało. Tak bywa. Teraz pomyślcie, jak to wszystko rozwiązać dzieci są, wspólne mieszkanie, rodzice w podeszłym wieku. Jesteście dorośli, dacie radę.
I spokojnie wyszła z kawiarni. Świeżo wyprasowana sukienka całkiem dobrze na niej leżała. Szkoda, iż tak dawno jej nie zakładała.











