KOBIETA W PODRÓŻY: OPARZENIE SERCA W ŚWIATIE WIEDŹM I TAJEMNIC

polregion.pl 1 godzina temu

Pamiętam, iż kiedyś, dawno temu, podróżowałam pociągiem z Warszawy do Krakowa. W tym samym przedziale, już ponad dwie godziny, siedziała ze mną nieznajoma piękna, dobrze ubrana kobieta, której nie dało się nie zauważyć. Była brunetką ok. trzydziestu lat, z modną fryzurą i sylwetką, której zazdrościłyby niejedna gruba pani w kolejce po bułki. Uśmiechnięta, gadatliwa, ale jej oczy ukryte były za ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi.

W świetle szarego, jesiennego dnia, gdy chmury przytłoczyły niebo, te prawie czarne szkła zdawały się maskować coś podbródkowe może worki pod oczami, może siniak. Myślałam, iż to tylko próba przykrycia zmęczenia, ale ciekawość nie dała mi spokoju. Nie znałam jej dobrze, jedyne co wiedziałam, to iż nazywa się Stanisława Wojciechowska i pracuje w sektorze usług. Pytanie o przyczynę noszenia okularów w ciemnym przedziale wydawało się niegrzeczne, a może ona ma jakąś chorobę oczu?

Dlatego milczałam, podtrzymując niewinne rozmowy, typowe dla nieznajomych w podróży. Nagle, zmieniając ton, zaproponowała:

Grażyno, może chciałaby Pani, żebym wróżyła? Moja prababka była profesjonalną wróżką, prawdziwą, a nie oszustką, jakich dziś pełno. Czy nie chciałaby Pani poznać swej przyszłości? To takie fascynujące!

Zadrżałam z przerażenia, ale nie chciałam wiedzieć, co mnie czeka. Odpowiedziałam niechętnie:

Dziękuję, Pani Stanisławo, ale nie wierzę w karty, ani w te wróżby.

W takim razie nie ma się czego bać odparła, po czym dodała, iż jeżeli nie wierzy, to nie ma się czego obawiać.

Poczułam w głowie dziwny świąd, jakby chciało się podrapać od wewnątrz. Nagle, zaskoczywszy samą siebie, rzekłam:

No dobra, spróbujmy. choć w środku myślałam zupełnie co innego. Otworzyłam usta, by powiedzieć lepiej tego nie robić, ale zamiast tego uśmiechnęłam się uprzejmie.

Stanisława skinęła głową, wyciągnęła z torebki aksamitną saszetkę, położyła na stoliku przed nami talię kart. Zsunęła okulary i spojrzała na mnie tak, iż serce przyspieszyło.

Jakże będziesz wróżyła, skoro nie widzisz? szepnęła, drżąc.

Nie martw się, Grażyno, czuję karty i znam je na pamięć. Nie mam wiele rozrywek w życiu, więc zaczynamy? zapytała, zakładając z powrotem ciemne szkła, które wydawały się jeszcze przerażające.

Złapałam się za ramiona, nieświadoma, iż nie widzi moich ruchów. Stanisława rozłożyła karty w krąg, zachowując tradycyjne rytuały, i rzekła:

Odwróć tę najbliżej siebie, ona pokaże przeszłość.

Wyciągnęłam kartę drżącymi rękami. Była zupełnie biała, bez rysunku. Wróżka zamyśliła się.

Dziwne. Biały liść oznacza, iż nie było Cię w przeszłości. Jak to możliwe?

Co to za tajemnicza talia? W zwykłych kartach tak nie zdarza się próbowałam brzmieć pewnie, choć dreszcze przechodziły po plecach. Czyżbym trafiła na szaleństwo?

Spróbujmy ponownie. Wybierz dowolną kartę.

Miałam tylko jedno życzenie gwałtownie spakować rzeczy i opuścić przedział, wyjść na najbliższej stacji, by nie słyszeć tego głosu ani nie czuć tych niewidzialnych mrowień w głowie. Mimo to poddałam się jej woli, wzięłam kolejną kartę i odwróciłam ją. Wynik był taki sam czysty papier. Coraz bardziej podejrzewałam oszustwo i zebrałam się na odwagę, żeby zapytać:

Może skończymy? Wszystkie karty chyba są takie same. To żart, który mi się nie podoba!

Wróżka zdenerwowała się:

Upewniam Panią, karty są prawdziwe, narysowane cienką igłą, czuję je palcami, ale teraz są zupełnie gładkie. Proszę w to uwierzyć, ja sama jestem w szoku. Spróbujmy jeszcze raz, może tym razem zobaczymy przyszłość, bądź odważniejsza!

Wciągnęłam powietrze, wzięłam dwie karty jednocześnie i przeczuwam ich fakturę naprawdę czyste, bez żadnych punktów czy otworów. Rzuciłam je w ręce Stanisławy.

Czy naprawdę trzeba to tak przedłużać? Dlaczego w ogóle to robiłaś?

Zbladła, a choćby przybrała bladość, jakby straciła kolory.

Przysięgam, nie miałam nic w myślach, chciałam po prostu umilić nam podróż. Spróbujmy ostatni raz, na przyszłość

Dobrze, spróbujmy, odpowiedziałam, wkurzona, i sięgnęłam po następną kartę. Po odwróceniu chciałam ją pokazać Stanisławie, ale przypomniałam sobie, iż i tak jej nie zobaczy. Krzyknęłam:

A przyszłość jest biała jak śnieg. Co teraz z tym zrobić?

Koleżanka przed sobą nie tylko zbledniała, ale i pokryła się nerwowymi plamami.

Czy to znak, iż niedługo umrę?

Otworzyłam szeroko oczy, ale nie obraziłam się. Wzięłam płaszcz i torbę, spojrzałam w okno i z irytacją wydmuchałam:

Skąd mam to wiedzieć? Wszystko przychodzi kiedyś Żegnaj, wyskoczę na tej stacji, mam pilną sprawę, i zostawię ten przedział. rzuciłam się w drzwi, nie patrząc wstecz. W myślach szumiało: Co za nieszczęście, wszystko popsuła! Znowu chce przeprowadzać swoje eksperymenty!

Wściekła, wyszłam na peron, wyciągnęła z paczki papierosa i zaciągnęła się. Ojej, ta niewidoma doprowadziła mnie do drżenia. Zwróciłam się do rozmyślającego, palącego mężczyzny przy kolejce:

Nie masz zapałki?

On skinął głową, podał zapalniczkę i, patrząc mi w twarz, powoli opadł na brudną podłogę. Musiałam się pochylić, by podnieść zapalniczkę. Wciągnęłam dym, puściłam pierścień dymu i poczułam się lżej. Drzwi otworzyły się, a przed wyjściem na peron poprawiłam maskę, rzucając okiem na zafrasowanego mężczyznę.

Co za biedaczek, zobaczyć czarną czaszkę to chyba dopiero przyjemność! Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. Twój czas jeszcze nie nadszedł, a ja wciąż na urlopie, straciłam kontrolę nad sobą! O, ta jasnowidzka, choćby Śmierć by ją rozpoznała, choćby była ślepa. Nie da się przed takimi ludźmi uciec

Zrzędząc pod nosem, wyszłam na peron nieznanego miasteczka, które wciąż śpiewało swoją cichą melodię. Niech Ci dobrze wypoczywa, Grażyno.

Idź do oryginalnego materiału