On jest jej oparciem. Stabilną skałą, na której może budować swoje szczęście. Jest przekonana, iż gdyby nagle zniknął, natychmiast by się posypała. Nie potrzebowałaby do tego wielkiej dziejowej zawieruchy. Wystarczyłby najlżejszy podmuch losu. Musi więc zrobić wszystko, by zawsze był blisko: rozrastać się, oplatać go gęsto i ciasno przywierać do niego ze wszystkich stron. Niczym bluszcz, który pęd po pędzie, liść po liściu pnie się po elewacji budynku, aż w końcu nie ma gdzie wcisnąć szpilki. Kim dokładnie jest kobieta-bluszcz?