Kiedy kuzyn męża przyjeżdża z rodziną na nocleg z okazji pogrzebu – gotuję, częstuję, troszczę się, …

twojacena.pl 6 dni temu

Przyjechał do nas kuzyn mojego męża.

Może jestem staroświecka, może teraz czasy się zmieniły, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć.

Moja mama nigdy nie mówiła mi: kiedy idziesz do rodziny, zabierz jakiś upominek, ale to mam gdzieś głęboko zakorzenione. Skąd się to u mnie wzięło, sama nie wiem może z czytanych książek, oglądanych filmów albo spektakli teatralnych.

W sobotę odwiedził nas kuzyn mojego męża. Przyjechał z powodu pogrzebu wuja, ale z innej strony rodziny.

Gdy wcześniej nas zapytał, zgodziliśmy się bez wahania, iż może u nas nocować. Powiedzieliśmy, żeby się niczym nie martwili.

Wieczorem przyjechali we troje: z synem i synową. Ugotowałam obiad, upiekłam cały blach mięsa, zrobiłam surówki i sałatki. Przy stole wznieśliśmy toast za spotkanie po latach naprawdę dawno się nie widzieliśmy. Potem rozlokowałam wszystkich w pokojach, a rano przygotowałam śniadanie kanapki, herbatę, kawę.

Później pojechali na pogrzeb. Kiedy wrócili, posiedzieli jeszcze chwilę i ruszyli w drogę powrotną.

Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Tylko iż przyjechali do nas z pustymi rękami; choćby nie przywieźli choćby butelki wina.

Ojciec mojego męża, dziś już nieżyjący, był ojcem chrzestnym tego kuzyna. Jego żona, czyli nasza teściowa, mieszka z nami kuzyn doskonale o tym wiedział. Naprawdę, nie chodzi o pieniądze, nie brakuje nam niczego. Ale dla starszej pani mógł zabrać choćby pudełko ptasiego mleczka. Ona na to liczyła calusieńką sobotę patrzyła przez okno. Wzruszyła się choćby do łez.

Gdybym to ja była w tej sytuacji

Po pierwsze, przywiozłabym coś do wypicia: nie jedną, a kilka butelek – na spotkanie, na zdrowie. Każdemu dziecku i starszej osobie sprezentowałabym czekoladki albo słodycze. Zastanowiłabym się, komu co sprawiłoby radość, jakie drobiazgi kupić.

I oczywiście wzięłabym pościel, żebym nie sprawiała kłopotu gospodarzom.

To nie jest rodzina, której się nie przelewa finanse mają w porządku. Ten kuzyn rzadko nas odwiedza, ale zawsze przyjeżdża z pustymi rękami. Kiedyś wpadł tu służbowo przyjechał w niedzielę, wrócił w poniedziałek znowu nic nie przywiózł.

Przez cały czas opowiadał mi o swoim hobby, o łowieniu ryb, ile to ich złowił i jak wielkie. Pomyślałam wtedy: przywiózłbyś chociaż jedną, choćby na spróbowanie.

Nie chodzi o jedzenie kiedy przyjmuję gości, robię to z serca. Ale zostaje ten niesmak, poczucie, iż zostałam potraktowana tylko jako wygodny przystanek.

Za każdym razem jest to samo…

Często zapominamy, jak ważna jest wdzięczność i wzajemność. Takie małe gesty drobny upominek, kilka ciepłych słów potrafią sprawić komuś ogromną euforia i sprawić, iż poczuje się doceniony. Warto o tym pamiętać, bo to właśnie dzięki wzajemnej uprzejmości życie staje się piękniejsze.

Idź do oryginalnego materiału