Gdy byłeś w delegacji
Agatko, wróciłem! Witaj!
Paweł?! Dlaczego tak wcześnie? Miałeś wrócić dopiero za trzy dni…
Kobieta, około trzydziestki, wyszła na korytarz, w pośpiechu związując szlafrok i zdezorientowana patrząc na stojącego w progu męża.
Chciałem zrobić niespodziankę, Agatko. Widzę, iż się udało! Albo może nie cieszysz się z mojego powrotu? wysoki, barczysty mężczyzna uśmiechał się od ucha do ucha, wyraźnie zadowolony z efektu.
Oczywiście, iż się cieszę! Idź już do kuchni, odgrzeję Ci obiad…
Dumny z siebie Paweł skinął głową żonie i ruszył w stronę kuchni. A tam czekał na niego bogaty stół: świeże truskawki, czekoladki, gorący obiad prosto z piekarnika… Wszystko wyglądało, jakby zostało przygotowane tylko dla niego.
Agata, no ty to potrafisz! Nacieszyłaś się kuchnią… Ale skąd wiedziałaś, iż dziś wrócę? Jaka ty jesteś domyślna!
Nałożył sobie sporo na talerz i zabrał się za jedzenie. Żona wciąż nie przychodziła, ale uznał, iż pewnie szykuje się dla niego w jakiejś ładnej sukience. Chciała zrobić mu przyjemność…
Paweł, ja… My…
Agatko, to twoje pieczyste rewelacja! A surówka, a naleśniki aż palce lizać… Adrian?!
Odwrócił się gwałtownie, widząc Agatę, która pod rękę prowadziła jego brata, Adriana. Kobieta patrzyła w podłogę, wyraźnie winna, Adrian w szortach i podkoszulku przecierał zmęczony oczy, jakby dopiero co się obudził.
Tak, Paweł, to ja. Cześć, bracie…
No dobrze, to może mi wytłumaczycie co się tutaj wyprawia? Chociaż chyba nie trzeba tłumaczyć…
Paweł, ja… Już dawno chciałam ci powiedzieć. Kocham twojego brata, Adriana, i chcę być tylko z nim. Przepraszam wyrzuciła z siebie Agata, nie patrząc Pawłowi w oczy.
Talerz wypadł mu z rąk. Z brzękiem przetoczył się po podłodze.
Czyli, jak rozumiem… właśnie…
Tak, właśnie teraz byliśmy razem.
Świetnie, po prostu wspaniale, Agata! I ty też, Adrian, gratulacje! Kochani moi, ukochani… Aaa, już rozumiem, po co ten obiad… I komu adekwatnie.
Agata nie odważyła się unieść wzroku na męża. Bała się, iż zaraz straci całą odwagę, którą z trudem zebrała.
A Jagódka? Co z córką? Wie o tym wszystkim?
Nie, ona… nie wie jeszcze.
A teraz gdzie jest?
U sąsiadki, ogląda bajki.
Często ją tam „wysyłasz”?
Już od pół roku…
Pytania się Pawłowi skończyły. Tak samo jak emocje. Był wykończony po podróży i nie widział sensu w robieniu awantur. Nigdy nie był człowiekiem skorym do złości ani wybuchowym. Ale kiedy ktoś naprawdę przesadził, lepiej się mieć na baczności. Tyle iż ta sytuacja z dwojgiem bliskich ludzi zupełnie go zaskoczyła. Przez moment czuł się zagubiony.
Macie dziesięć minut na zabranie się stąd. Zaczynamy liczyć czas powiedział, popijając herbatę. Nie spojrzał choćby na brata.
Ciekawe, czym ją skusił? Wygląda tak samo, choćby pieprzyki mają identyczne… Do pracy nie nawykły, rozumu niezbyt… Sama na tym straci. Ale jej wybór! pomyślałem, dalej popijając herbatę.
Nie wyjdę stąd, póki nie uzyskam twojej zgody burknął Adrian.
I czego to miałaby dotyczyć ta zgoda?
Na rozwód… Puść Agatę wolno, ona cię nie kocha.
Widzę, widzę, którego to faceta moja żona kocha… zaśmiałem się pod nosem. Chcecie rozwodu? Będzie rozwód, ale tylko przez sąd! Chcę zobaczyć, jak wydacie wszystkie pieniądze na prawników…
Paweł… żona położyła mi rękę na nadgarstku Proszę, rozstańmy się bez walki. Znasz mnie, wiesz, iż jesteś dobrym człowiekiem…
Pokręciłem głową.
Dobrze, niech wam będzie. Ale, Adrianie Rafałowiczu, nie jesteś już moim bratem.
Mamy jeszcze jedną prośbę…
Czego jeszcze chcecie?
Zostaw mi mieszkanie po rozwodzie, Paweł! Agata próbowała się uśmiechnąć czarująco, wciąż gładząc mnie po dłoni. Jagódka tak kocha ten blok, ma tutaj koleżanki… Gdybyśmy mieli się podzielić, na nowe nie starczy, musielibyśmy wracać na wieś…
Oparłem brodę na złożonych rękach i zastanowiłem się. Widząc, iż się waham, Agata zaczęła śpiewać jeszcze słodszym głosem:
Pawełku, promyku mój… Zrób córce prezent. Ty masz dobrą pracę, jeszcze dużo zarobisz! Proszę, Pawełku, przecież Jagódka to twoje wszystko! Dla niej to robię…
Spokojnie, Agata przerwałem jej stanowczo. Mam lepszy pomysł.
Jaki? roziskrzyły jej się oczy. Chcesz zostawić nam auto? Jagódka byłaby zachwycona…
Jagoda będzie mieszkać ze mną.
Co?! Agata nie wierzyła własnym uszom. Zwariowałeś?! Nie masz pojęcia, jak się opiekować dzieckiem! Tylko delegacje, cię wiecznie nie ma… Ona choćby nie wie, jak ci na imię!
Zaraz się przekonamy odparłem i poszedłem po córkę.
Po chwili wróciłem trzymając za rękę dziesięcioletnią Jagodę, świeżo po czwartej klasie. Mocno ściskała moją dłoń i promieniała uśmiechem.
Po co ją tu przyprowadziłeś? Chcesz, żeby wciągnęła się w konflikt?! złośliwie rzuciła Agata.
Nie odpowiedziałem. Usadziłem córkę na kolanach i zacząłem poważną rozmowę:
Jagódko, mogę ci zadać kilka pytań, kochanie?
Jasne! ucieszyła się dziewczynka.
Obiecujesz odpowiadać szczerze? Bo będziemy rozmawiać jak dwoje dorosłych.
Jak z twoimi kolegami z biura?
Właśnie tak.
Dziewczynka przytaknęła, była dumna, iż traktuję ją poważnie.
Powiedz mi, czy mama cię bije? Czy ostatnio zdarzyło jej się cię uderzyć?
Częściowo zawstydzona Jagoda spuściła wzrok. Dłubała nieświadomie w sukience.
Zwariowałeś? krzyczała Agata. Zostaw dziecko w spokoju!
Cicho, Agata. Rozmawiam z córką, przerwałem jej ostro i pogładziłem Jagodę po włosach. Nie bój się. Przypominasz sobie, co obiecałaś?
Córka kiwnęła głową, w oczach pojawiły się łzy. Objęła mnie za szyję i zaczęła cicho szeptać prosto w moją koszulę:
Tak, trzy razy mnie uderzyła! Najpierw za tróję z matematyki, potem za rozlane mleko… A trzeci raz, kiedy nakrzyczałam na wujka Adriana. Całowała się z nim, kiedy byłeś w delegacji…
Cicho bądź, kochanie! Już dobrze… Jestem z tobą, teraz nie pozwolę, by mama cię skrzywdziła.
Kłamie! zawołała Agata. choćby jej nie tknęłam…
To dla dobra córki chcesz mieszkanie i samochód? zapytałem kąśliwie. Jagódko, powiesz mi jeszcze jedno?
Dobrze…
jeżeli mogłabyś wybrać, z kim chcesz mieszkać: ze mną czy z mamą, wybrałabyś kogo?
Dziewczynka się zawahała, patrząc raz na mnie, raz na matkę. Agata wyciągała ręce, próbując przekonać córkę do siebie.
Obiecujesz, iż już nie wyjedziesz na długo?
Obiecuję! zapewniłem bez wahania.
W takim razie chcę mieszkać z tobą, tatusiu.
Ty!… krzyknęła Agata, zamachując się na córkę, ale objąłem Jagodę, osłaniając ją ciałem. Adrian, cały czas stojący z tyłu, choćby nie zareagował.
No to mamy jasność, Agata. Więcej jej nie zobaczysz powiedziałem spokojnie i razem z córką ruszyłem do jej pokoju.
Po kilku minutach zebrałem jej rzeczy, a własną torbę miałem już gotową po delegacji. Pojechaliśmy z Jagodą do hotelu na drugim końcu Krakowa, z którego często korzystałem służbowo.
… Kilka miesięcy później odbyła się rozprawa w sądzie. Biorąc pod uwagę brak stałych dochodów oraz mieszkania u Agaty i jej nowego męża, a także zgodę Jagody, sąd przyznał mi opiekę nad córką. Ustalono, iż z matką może widywać się tylko w weekendy. Podzieliłem mieszkanie, swoją część sprzedałem. Zamieszkałyśmy z Jagodą w nowym mieszkaniu. Przeorganizowałem całe życie, aby mieć więcej czasu dla córki. Koniec z miesięcznymi delegacjami… A Jagoda znowu zaczęła się częściej uśmiechać. To było cenniejsze niż jakiekolwiek pieniądze.
Zrozumiałem wtedy, iż choćby najboleśniejsze zdrady nie powinny sprawiać, iż przestajemy być sobą. Cierpliwość i wyrozumiałość zawsze się opłacają najważniejsze to zostać ojcem, na jakiego dziecko czeka.













