Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co mnie ostatnio mocno ruszyło. Moja najbliższa przyjaciółka od dzieciństwa Emilka jest dla mnie dosłownie jak siostra. Chodziłyśmy razem do przedszkola, potem do tej samej podstawówki, a choćby dostałyśmy się na jeden wydział na Uniwersytecie Warszawskim. No i tam poznałam chłopaka, który wydał mi się naprawdę wyjątkowy przystojny, czarujący, jednym słowem taki, który zawraca w głowie.
Byłam w nim zakochana po uszy, ale życie lubi układać własne scenariusze. Okazało się, iż on wpadł w oko Emilce zupełnie przypadkowo ją zauważył, a wiadomo, Emilka ma w sobie coś takiego, iż trudno jej nie zauważyć. Zakochał się właśnie w niej, nie we mnie.
Pewnego dnia Emilka przyszła do mnie i zapytała, czy byłoby dla mnie w porządku, gdyby trochę z nim poflirtowała, bo ona też coś zaczęła do niego czuć. Wiesz, nie chciałam jej zranić, więc powiedziałam, iż mi to nie przeszkadza, mimo iż miałam złamane serce. W zasadzie oddałam jej swoją pierwszą miłość.
Potem życie toczyło się dalej każda z nas założyła rodzinę, mamy już dzieci, wszystko się ułożyło. Z biegiem lat uczucia do tamtego chłopaka uleciały, a ja skupiłam się na mojej rodzinie.
Ale kilka dni temu Emilka niespodziewanie poprosiła mnie, żebym ją pokryła, bo miała tajemniczą randkę. Zdziwiłam się, iż przed swoim mężem chce coś ukrywać. Wyznała mi wtedy, iż zakochała się w innym mężczyźnie i nie potrafi bez niego żyć. Ale jednocześnie nie zamierza zostawiać swojego męża bo jest naprawdę dobry, świetnie zarabia (wiesz, w dzisiejszych czasach każdy grosz się liczy, choćby te zwykłe złotówki), kocha dzieci na zabój, no i ogólnie bardzo dba o rodzinę.
Nie potrafię pojąć tego, co ona robi. Jej mąż zawsze był czuły, obecny i naprawdę troskliwy marzenie niejednej kobiety. Gdyby był oschły, nie szanował jej czy dzieci, może zrozumiałabym, skąd ta chęć szukania nowego uczucia. Ale skoro jest taki do rany przyłóż, to nie wiem, czemu Emilka szuka emocji gdzie indziej, zamiast pielęgnować to, co ma pod własnym dachem… No nie ogarniam tego kompletnie.











