Gałka Kowalska i jej przyjaciółka Zofia spacerowały po Łazienkach Królewskich, kiedy nagle dostrzegły parę mężczyznę i kobietę, przytulających się pod starym dębem. On szeptał coś do jej ucha, a ona uśmiechała się, jakby słyszała melodię przeszłości. Gałka patrzyła na nich otwartymi, oszołomionymi oczami, nie mogąc odwrócić wzroku.
Gałko, co się dzieje? zawołała zdziwiona Zofia.
Nic, chodźmy dalej wymamrotała nagle Gałka. Dziewczyny pożegnały się i każdy z nich ruszył w stronę własnego domu, a Gałka wciąż czuła, iż to, co widziała, nie może być prawdziwe.
Tato, jak mogłeś? Jak mogłaś, mamo? myślała, nie mogąc uwierzyć własnym oczu.
Inny dzień. Gałka i Zofia skończyły lekcje i nie chciały wracać do domu, więc Zofia zaproponowała:
Lizo, chodźmy jeszcze na chwilę w park!
Chodźmy, póki widać! zgodziła się przyjaciółka.
Park nie znajdował się na ich codziennej trasie, ale w snach nie ma zasad.
Szły po alejce, a za nimi przesuwały się zazdrosne spojrzenia szczęśliwych par. Nikt ich nie zauważył. Nagle zniknęły w bocznej, puste ścieżce i nagle znów ujrzały tego samego mężczyznę i kobietę przytulających się, on szepcący coś do ucha, ona promieniująca radością. Mężczyzna, choć zwrócony plecami, zdradzał już oznaki wieku.
Zofia zerknęła obojętnie, ale wtedy dostrzegła, iż Gałka patrzy na nich szeroko otwartymi oczami, nie mogąc odwrócić wzroku.
Gałko, co się stało? zawołała przyjaciółka.
Nic, po prostu… chodźmy dalej wyszeptała Gałka, po czym ruszyła przed siebie.
Opuściły park, a Gałka szła milcząco, zamyślona nad własnymi myślami. Pożegnały się i rozeszły się ku domom.
Gałka szła w stronę swojego mieszkania, lekko pochylając głowę. W jej umyśle nieustannie powracał obraz szczęśliwej twarzy kobiety przy drzewie i szeptu mężczyzny, jakby nie zauważali niczego poza sobą choćby własnej córki.
Tato, jak mogłeś? Kochałam cię, wydawałeś się ideałem. A teraz kochanka? Nie uwierzyłabym, gdybym nie widziała tego własnymi oczami! myślała.
Wróciła do domu późno w nocy.
Siadaj do kolacji! warknęła matka. Ojca nie doczekasz.
Już idę, tylko ręce umyję odpowiedziała niepewnie Gałka. Stała długo w łazience, po czym wyszła. Ojca wciąż nie było. Zjadła kolację i poszła do swojego pokoju.
Usiadła przy laptopie, ale myśli nie chciały się ułożyć. Przed oczami wciąż miał ten sam obraz z parku. Nie mogła uwierzyć w prawdziwość tego, co widziała.
To mój tata. Czy w dorosłym życiu zdrada i kłamstwo są tak zwyczajne? Czego mu brakuje? Czy naprawdę zostawi nas z mamą przez tę? zastanawiała się, a w głowie pojawił się nagle pomysł.
Czy jego kochanka myśli, iż oddam jej mojego tatę? Chyba nie wie o moim istnieniu
Usłyszała otwierające się drzwi:
Przepraszam, kochanie! Miałem ciężki dzień odezwał się ojciec.
Zwykle twoje ciężkie dni przychodziły pod koniec miesiąca odpowiedziała matka, a w powietrzu narastała kolejna sprzeczka. A teraz ciężkie dni codziennie?
Janu, już nie mogę! zawołał ojciec, wchodząc do pokoju córki, by pocałować ją, ale Gałka odrzuciła go.
Idź, bo zupa ostygnie! krzyknęła matka.
Co się stało, córeczko? zapytał ojciec.
Nic, a u ciebie? odparła.
Ojciec spojrzał na nią uważnie, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował i poszedł do kuchni.
Resztę wieczoru Gałka spędziła zamknięta w swoim pokoju, snując plany, jak odwrócić ojca od jego nowej przygody. Z tym zamiarem położyła się spać.
Obudziła się przy dźwiękach rozmów rodziców:
Wiktorze, dokąd idziesz? pytał ojciec.
Do pracy, pilnie odpowiedział.
To sobota, mógłbyś spędzić dzień z rodziną.
Zaraz wrócę, po obiedzie coś razem zrobimy.
Gałka wyszła ze swojego pokoju, przeciągnęła się, udając, iż właśnie się obudziła.
A ty gdzie? zapytała matka.
Do szkoły, spóźnię się.
Co to za wymówka, te ludzie są zajęci cały dzień! oburzyła się matka.
Jednak córka zniknęła w łazience. Po chwili wyjrzała, pośpiesznie się ubierając, widząc ojca już w korytarzu. Uśmiechnął się i rzekł:
Pójdę cię odprowadzić na zajęcia!
Gałko, wypij kawy! z kuchni krzyknęła matka. Już ją mam.
Idź, wypij, poczekam! ojciec, jakby czując winę, zaprosił ją do stołu.
Gałka pobiegła, wzięła łyk kawy i wybiegła w korytarz:
Chodźmy, tato!
Przez kilka minut szli milcząco, potem ojciec przerwał:
Córko, złości cię coś na mnie?
Nie, tato! To chyba okres dojrzewania chwilowo milczałam. Kocham cię, tato!
I ja ciebie, kochanie!
Największą rzecz na świecie? zapytała.
Ojciec zaskoczony, ale odpowiedział: Największą rzecz na świecie!
Uśmiechali się, ale obaj czuli napięcie przy każdym spojrzeniu.
Dobrze, tato, już idę. Czekam na ciebie przy obiedzie. Obiecałeś, iż weekend spędzimy razem.
Gałka skierowała się ku zajęciom, potem wróciła i schowała się za krzakami, pilnując, by ojciec się nie obejrzał. Liczyła, iż pójdzie do pracy, ale on skręcił w inną stronę.
Szli długo, ojciec nie odwrócił się ani razu. Dotarli do nieznanego budynku, ojciec stanął przy drzewach, wyjął telefon i zadzwonił. Po pięciu minutach wyszła kobieta piękna, z długimi włosami.
Gałka szepnęła przy sobie:
Jak piękna! Czyżby tata cenił ją bardziej niż nas z mamą?
Kobieta podbiegła, pocałowała ojca, a para ruszyła dalej, trzymając się za ręce. Dzielnica była obca i prawie bez ludzi. Weszli do małego skweru, usiedli na ławce i rozmawiali poważnie, po czym wymienili długi, namiętny pocałunek.
Gałka, patrząc z ukrycia, czuła w sobie rosnącą gorycz.
Wstali i wrócili do domu, z którego wyszła kobieta. Znowu pocałunek, uśmiech, a ojciec powoli odszedł w stronę swojego mieszkania, a kobieta znikła w klatce schodowej.
Gałka stała na uboczu, nie wiedząc, co zrobić. Chciała tylko zostać sama z tą kobietą, a potem wiedziała, co zrobić dalej.
Nagle zobaczyła, jak kochanka ojca wyłania się z klatki schodowej z pełnym workiem śmieci, zmierzając do kosza. Gałka podbiegła za nią.
Cześć! zatrzymała ją, gdy kobieta wrzucała śmieci i odwróciła się w stronę domu.
Cześć! zdziwiła się kobieta. Co się stało?
Słuchaj, jeżeli jeszcze raz spotkasz się z Wiktorem, zamknę ci drzwi powiedziała zdecydowanie Gałka.
Kim jesteś? zdziwiła się kobieta.
Co nie rozumiesz? odparła Gałka. Weź telefon!
Kobieta podała mu swój telefon.
Zadzwoń i powiedz, żeby już nie przychodził. Jestem jego córką, a on bardzo kocha moją mamę! wykrzyknęła i wybrała numer.
Na słuchawce usłyszała głos ojca:
Diano, co się stało?
Wiktorze, nie musimy się już spotykać.
Dlaczego?
Nic nie wyjdzie. Ty masz rodzinę, ja po studiach wyjadę z miasta.
Diano, no dobrze w głosie ojca zabrzmiały odrobinę radosne nuty.
Wiktorze, nie wracaj już i nie dzwoń!
Dobrze, Diano! Żegnaj!
Kiedy Gałka wróciła do domu, rodzice jedli obiad i rozmawiali spokojnie.
Co tak się cieszysz? grzmiała matka, wstając od stołu. Co będziesz jeść?
Zjem! odpowiedziała Gałka.
Córko, naprawdę, dlaczego tak radosna? zapytał ojciec.
Tato, kochasz mnie? pytała z nadzieją.
Kocham!
A mamę?
Panuła krótka cisza, po czym ojciec odpowiedział zdecydowanie:
Kocham też twoją mamę!
No tak, kocham was! powtórzył radośnie mężczyzna.
jeżeli podobała wam się ta opowieść, zostawcie komentarz i lajka to nas inspiruje do dalszego pisania.










