Ela Kubiak spóźniała się dwadzieścia minut na zmianę w przychodni przy Wolskiej i nie mogła znaleźć jednego buta. Sprawdziła pod łóżkiem, za kanapą, choćby w łazience między pralką a koszem na brudną bieliznę. W radiu leciała ta sama piosenka co codziennie o siódmej dwadzieścia, sąsiad z dołu już trzasnął drzwiami windy, a ona wciąż stała w samej skarpetce na zimnej podłodze przedpokoju.
Dziś to spóźnienie było czymś więcej niż zwykłym pechem. Za trzy dni Ela zaczynała nową pracę w prywatnej klinice na Mokotowie — na trzyzmianowy grafik, z dyżurami nocnymi co drugi tydzień. Pani Basia z czwartego piętra już zgodziła się dokarmiać Kajtka, kiedy Eli nie będzie w domu po dwadzieścia godzin z rzędu. Papiery leżały podpisane na kuchennym blacie od tygodnia, obok kubka z zimną kawą, której nie zdążyła dopić.
W końcu zobaczyła but. Stał sobie przy wejściu, tam gdzie go zostawiła wieczorem — tyle iż coś było nie tak. Kiedy podeszła bliżej, zajrzała do środka i zamarła.
But był wypełniony po brzegi. Pluszowa mysz bez jednego oka, gumowa piłeczka pogryziona tak, iż ledwo trzymała kształt, stary sznurek do przeciągania, którym bawili się od miesięcy, i wyliniały pieseł-łaciata szmacianka, którą Kajtek nosił z pokoju do pokoju jak własne dziecko.
Kajtek, jej trzyletni kot rasy maine coon, siedział o metr dalej i patrzył. Nie przewrócił niczego, nie porozrzucał, nie zostawił śladu jakiejś kociej awantury. Po prostu zniósł wszystko, co miał najcenniejsze, i ułożył dokładnie tam, gdzie wiedział, iż stanie jej stopa.
Ela przysiadła na chwilę na piętach, mimo iż zegar w telefonie pokazywał już 7:41. Zaczęła wyciągać zabawki jedną po drugiej — najpierw mysz, potem piłeczkę. Kajtek nie ruszył się z miejsca, tylko patrzył, jak układa je na podłodze obok. Ostatnie dwa tygodnie prawie się nie widywali — Ela pakowała szafki, jeździła na rozmowy kwalifikacyjne, wracała po dziewiątej. Kajtek czekał wtedy pod drzwiami, aż w końcu przestał czekać i zaczął spać na jej poduszce zamiast na swoim posłaniu.
Kiedy sięgnęła po ostatnią zabawkę — tego łaciatego pieska — Kajtek podszedł, otarł się o jej nogę i usiadł jej dokładnie na bucie. Nie miauczał. Po prostu tam był, ciężki i nieruchomy, jakby wiedział, iż jeżeli usiądzie wystarczająco mocno, but nie da się już nałożyć.
Ela spojrzała na telefon — 7:44, kierowniczka zmiany pisała już drugą wiadomość — i przez sekundę pomyślała, żeby zadzwonić i powiedzieć, iż się spóźni jeszcze bardziej. Zamiast tego wsunęła dłoń pod ciepły brzuch kota, delikatnie przesunęła go na bok, nałożyła but na wpół zawiązany i wybiegła, zamykając za sobą drzwi szybciej, niż chciała. Zbiegła po schodach, mijając tabliczkę "wymiana windy w toku" wiszącą tam od dobrych trzech tygodni.
Cały dzień w pracy wracała myślami do tej sceny. Między jednym pacjentem a drugim, czekając na wydruk skierowania, widziała oczami wyobraźni tego buta pełnego zabawek i kota, który usiadł jej na stopie, jakby chciał ją zatrzymać siłą swojego ciężaru. Koleżanka z rejestracji zapytała, czy wszystko gra, bo Ela trzy razy z rzędu wpisała złe nazwisko do systemu.
Po południu zadzwoniła do pani Basi i zapytała, czy mogłaby brać Kajtka czasem na noc do siebie, zamiast tylko go dokarmiać — żeby nie siedział sam za drzwiami, słuchając, jak winda, której i tak nie ma, nie przyjeżdża. Basia zgodziła się bez wahania, dodała tylko, iż i tak lubi jego towarzystwo bardziej niż telewizora.
Wieczorem, wracając do domu, kupiła po drodze w markecie przy rondzie nową piłeczkę za osiem złotych dziewięćdziesiąt — taką samą, tylko nieporysowaną. Kiedy weszła, Kajtek czekał w przedpokoju, dokładnie w tym samym miejscu co rano, jakby przez cały dzień się stąd nie ruszył. Usiadła na podłodze, nie zdejmując jeszcze płaszcza, i wyjęła piłeczkę z reklamówki.
Nie powiedziała nic mądrego, nie wygłosiła żadnej refleksji o miłości zwierząt. Po prostu podała mu piłeczkę, a on wziął ją w pysk i zaniósł do swojego kącika przy grzejniku, gdzie trzymał resztę skarbów, dokładając ją do reszty — jakby chciał się upewnić, iż i ta jedna rzecz zostanie na miejscu, choćby wszystko inne miało się zmienić.












